Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

CZTERNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 4–9 VII 2011

PONIEDZIAŁEK: Rdz 28,10–22a; Mt 9,18–26

Wtem jakaś kobie­ta, któ­ra dwa­na­ście lat cier­pia­ła na krwo­tok, pode­szła z tyłu i dotknę­ła się frędz­li Jego płasz­cza. Bo sobie mówi­ła: „Żebym się choć Jego płasz­cza dotknę­ła, a będę zdro­wa”. Jezus obró­cił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj cór­ko; two­ja wia­ra cię oca­li­ła”. I od tej chwi­li kobie­ta była zdro­wa.
+++ Prze­cho­dził przez napie­ra­ją­cy tłum. A jed­nak spo­śród wie­lu dotknięć odczuł to jed­no, kobie­ty cier­pią­cej na krwo­tok, pra­gną­cej uzdro­wie­nia. Dla­cze­go ten jeden dotyk był inny niż pozo­sta­łe? Bo był to dotyk wia­ry. Tu nie cho­dzi­ło o fizycz­ne zetknię­cie się z Jezu­sem. Tak napraw­dę liczy­ła się jedy­nie wia­ra. I to dla nas dziś żyją­cych jest nie­zmier­nie budu­ją­ce. Podob­nie wszak jak owa kobie­ta, może­my swą żywą wia­rą rze­czy­wi­ście dotknąć Jezu­sa – może to być dotknię­cie rów­nie sku­tecz­ne, jak w jej sytu­acji.

WTOREK:
Rdz 32,23–33; Mt 9,32–37

Tak Jezus obcho­dził wszyst­kie mia­sta i wio­ski. Nauczał w tam­tej­szych syna­go­gach, gło­sił Ewan­ge­lię kró­le­stwa i leczył wszyst­kie cho­ro­by i wszyst­kie sła­bo­ści. A widząc tłu­my ludzi, lito­wał się nad nimi, bo byli znę­ka­ni i porzu­ce­ni, jak owce nie mają­ce paste­rza. Wte­dy rzekł do swych uczniów: „Żni­wo wpraw­dzie wiel­kie, ale robot­ni­ków mało. Pro­ście więc Pana żni­wa, żeby wypra­wił robot­ni­ków na swo­je żni­wo”.
+++ Jezus obcho­dzi wszyst­kie mia­sta i wio­ski. Nie zosta­wia żad­nej gru­py ludzi bez pomo­cy. Niko­go z góry nie wyklu­cza. Z zało­że­nia jest dla wszyst­kich. Nie zna­czy to, że wszy­scy Go przyj­mą. Lecz On o nikim nie zapo­mi­na. Bo każ­dy ma pra­wo usły­szeć Dobrą Nowi­nę. Jeśli ją przyj­mie, znaj­dzie zba­wie­nie. Jeśli pozo­sta­nie obo­jęt­ny, będzie pono­sił tego kon­se­kwen­cje. Co kon­kret­ne­go zro­bi­łem w ostat­nich dniach, by Jezus mógł dojść do każ­de­go czło­wie­ka?

ŚRODA: Rdz 41,55–57; 42,5–7.14–15a.17–24a Mt 10,1–7

A oto imio­na dwu­na­stu apo­sto­łów: pierw­szy Szy­mon, zwa­ny Pio­trem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebe­de­usza i brat jego Jan, Filip i Bar­tło­miej, Tomasz i cel­nik Mate­usz, Jakub, syn Alfe­usza, i Tade­usz, Szy­mon Gor­li­wy i Judasz Iska­rio­ta, ten, któ­ry Go zdra­dził. Tych to Dwu­na­stu wysłał Jezus, dając im nastę­pu­ją­ce wska­za­nia: „…Idź­cie i gło­ście: Bli­skie już jest kró­le­stwo nie­bie­skie”.
+++ Imio­na Dwu­na­stu zapi­sa­ne zosta­ły w Ewan­ge­lii, świę­tej księ­dze życia. Jede­na­ście imion na chwa­łę Boga, by mówić o wiel­ko­ści Bożej łaski. Jed­no imię na świa­dec­two klę­ski, jaką pono­si czło­wiek, gdy sprze­nie­wie­rza się powo­ła­niu. Jede­na­ście imion, jede­na­ście powo­łań – zadań do speł­nie­nia. I jede­na­ście odpo­wie­dzi. A każ­da inna, ina­czej wyra­żo­na, w innym miej­scu napi­sa­na życiem odda­nym Bogu aż do męczeń­stwa. A teraz każ­dy z nas – nowe wezwa­nie od Boga i moja odpo­wiedź…

CZWARTEK: Rdz 44,18–21.23b–29; 45,1–5 Mt 10,7–15

Uzdra­wiaj­cie cho­rych, wskrze­szaj­cie umar­łych, oczysz­czaj­cie trę­do­wa­tych, wypę­dzaj­cie złe duchy. Dar­mo otrzy­ma­li­ście, dar­mo dawaj­cie. Nie zdo­by­waj­cie zło­ta ani sre­bra, ani mie­dzi do swych trzo­sów. Nie bierz­cie na dro­gę tor­by ani dwóch sukien, ani san­da­łów, ani laski. Wart jest bowiem robot­nik swej stra­wy.
Bez­in­te­re­sow­ność nale­ży do naj­waż­niej­szych przy­mio­tów chrze­ści­ja­ni­na. Bóg powo­łu­jąc do kon­kret­ne­go zada­nia, wypo­sa­ża w koniecz­ne zdol­no­ści – cha­ry­zma­ty. Sta­no­wią one zawsze dar świad­czą­cy o łaska­wo­ści Boga, bo nie moż­na zna­leźć powo­du, dla któ­re­go wła­śnie ta okre­ślo­na oso­ba win­na otrzy­mać jakiś dar. Bóg udzie­la zgod­nie ze swym zamy­słem miło­ści, a nie­zgod­nie z zasłu­ga­mi czło­wie­ka. Stąd gdy czymś dys­po­nu­je­my, win­ni­śmy tym dzie­lić się dla dobra innych.

PIĄTEK: Rdz 46,1–7.28–30; Mt 10,16–23

+++ Oto Ja was posy­łam jak owce mię­dzy wil­ki. Bądź­cie więc roz­trop­ni jak węże, a nie­ska­zi­tel­ni jak gołę­bie. Miej­cie się na bacz­no­ści przed ludź­mi. Będą was wyda­wać sądom i w swych syna­go­gach będą was biczo­wać. Nawet przed namiest­ni­ków i kró­lów będą was wodzić z mego powo­du, na świa­dec­two im i poga­nom. Kie­dy was wyda­dzą, nie mar­tw­cie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzi­nie będzie wam pod­da­ne, co macie mówić.
+++ Kie­dyś Jezus powie­dział: „O nic się zbyt­nio nie troszcz­cie…”. Dziś doda­je: „Miej­cie się na bacz­no­ści przed ludź­mi”. Tak, bo chrze­ści­ja­nin musi posiąść zdol­ność wni­kli­we­go spoj­rze­nia na oto­cze­nie, na zja­wi­ska spo­łecz­ne, nowe prą­dy myślo­we. A wszyst­ko po to, by zacho­wać trzeź­wość w osą­dzie tego, co cią­gle wytwa­rza czło­wiek. Błę­dem było­by bez­kry­tycz­ne przyj­mo­wa­nie wszyst­kie­go, co nie­sie współ­cze­sność. Trzeź­we spoj­rze­nie, peł­ne bacz­no­ści – czy umiem tak spo­glą­dać na oto­cze­nie?

SOBOTA: Rdz 49,29–33; 50,15–26; Mt 10,24–33

+++ Nie bój­cie się tych, któ­rzy zabi­ja­ją cia­ło, lecz duszy zabić nie mogą. Bój­cie się raczej Tego, któ­ry duszę i cia­ło może zatra­cić w pie­kle. Czyż nie sprze­da­ją dwóch wró­bli za asa? A prze­cież żaden z nich bez woli Ojca wasze­go nie spad­nie na zie­mię. U was zaś nawet wło­sy na gło­wie wszyst­kie są poli­czo­ne. Dla­te­go nie bój­cie się: jeste­ście waż­niej­si niż wie­le wró­bli.
+++ Co dziś zabi­ja moją duszę? Szcze­gól­nym nie­bez­pie­czeń­stwem jest to wszyst­ko, co pod­wa­ża moje zaufa­nie wobec Chry­stu­sa i Jego Kościo­ła. Arty­ku­ły, wywia­dy w mediach, pro­wa­dzo­ne roz­mo­wy i kon­tak­ty z róż­ny­mi ludź­mi – czy to wszyst­ko nie osła­bia moje­go zaufa­nia wobec Kościo­ła? Jeśli tak, to czy nie nara­żam swo­jej wia­ry na osła­bie­nie? A prze­cież tego winie­nem się bać, bo to ozna­cza w bliż­szej lub dłuż­szej per­spek­ty­wie śmierć mojej duszy.

ks. Roman Sła­weń­ski