Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ze świętymi za pan brat

Św. Gode­le­wa z Gistel – męczen­ni­ca

Okrutniku, zamordowałeś świętą!

Wspo­mnie­nie: 6 lip­ca
Żyła w latach: ok. 1045–1070
Patron­ka trud­nych, prze­ży­wa­ją­cych kry­zys mał­żeństw; wzy­wa­na w przy­pad­kach gorącz­ki i bólów gar­dła, pro­ble­mów rodzin­nych.

W tej tra­gicz­nej mał­żeń­skiej histo­rii oprócz Gode­le­wy – dobrej, wier­nej i pokor­nej żony – poja­wia­ją się też: okrut­ny mąż, zła, zawist­na teścio­wa i ojciec, dla któ­re­go waż­niej­sze od szczę­ścia cór­ki oka­za­ły się być dobra mate­rial­ne. Gode­le­wa (pol­ska wer­sja tego ger­mań­sko-fla­mandz­kie­go imie­nia to Bogu­mi­ła), naj­młod­sza z trzech córek Ogi­ny i Hem­frie­da, pana na wło­ściach Wier­re-Effroy, przy­szła na świat w oko­li­cach Boulo­gne-sur-Mer (na tere­nie dzi­siej­szej płn-wsch. Fran­cji). Była bar­dzo uro­dzi­wa, czar­no­oka i czar­no­wło­sa i od dzie­ciń­stwa bar­dzo poboż­na. Kie­dy osią­gnę­ła wiek odpo­wied­ni do zamąż­pój­ścia, ojciec wybrał dla niej naj­bo­gat­sze­go ze sta­ra­ją­cych się o jej rękę mło­dzień­ców – szlach­ci­ca Ber­tul­fa z Gistel (Zachod­nia Flan­dria, teren dzi­siej­szej Bel­gii), za któ­rym oso­bi­ście wsta­wił się zwierzch­nik Hem­frie­da – ksią­żę Boulo­gne Eusta­chy II. Nie­ste­ty, Ber­tulf był czło­wie­kiem złym i zepsu­tym, za nic mają­cym Boże przy­ka­za­nia i wia­rę. Pod wzglę­dem cha­rak­te­ru dia­me­tral­nie róż­nił się od swo­jej wybran­ki. Nad­szedł dzień ślu­bu. Mło­dzi pobra­li się, ale już pod­czas wesel­nej uro­czy­sto­ści miłość mło­de­go mał­żon­ka zmie­ni­ła się w odra­zę, a nawet nie­na­wiść do mło­dej żony. Co było tego przy­czy­ną? – dokład­nie nie wia­do­mo. Nie­wy­klu­czo­ne, że ktoś rzu­cił na Bogu ducha win­ną Gode­le­wę fał­szy­we oskar­że­nie. A może Ber­tulf znie­na­wi­dził żonę, gdyż była – jak na jego gust – zbyt poboż­na (przed zamąż­pój­ściem Gode­le­wa wybie­ra­ła się bowiem do klasz­to­ru)? Fakt jest fak­tem – mał­żeń­stwo zosta­ło zawar­te, ale nie dopeł­nio­ne. Ber­tulf zabrał wpraw­dzie żonę do swo­je­go wiel­kie­go zamczy­ska, lecz zamiast ją miło­wać, bole­śnie dał jej odczuć, że budzi w nim odra­zę. Co wię­cej – żeby w ogó­le jej nie oglą­dać – powró­cił do rodzi­ców, zosta­wia­jąc ją w zam­ku samą. Zacho­wa­nie męża głę­bo­ko zra­ni­ło deli­kat­ną i poboż­ną Gode­le­wę. Na doda­tek nie­go­dzi­we­go syna wspie­ra­ła nie­chęt­na jej, a kocha­ją­ca swo­je­go synal­ka „mamuś­ka” – teścio­wa Gode­le­wy (być może to wła­śnie jej intry­ga była przy­czy­ną odsu­nię­cia się Ber­tul­fa od Gode­le­wy). „Cze­muś nam tę wro­nę spro­wa­dził z dale­ka? Mogłeś prze­cież wybrać sobie we wła­snym kra­ju lep­szą i uro­dziw­szą pan­nę” – wyty­ka­ła Ber­tul­fo­wi. Jak moż­na było się spo­dzie­wać, przy­ty­ki te nie łago­dzi­ły sytu­acji, ale jesz­cze bar­dziej potę­go­wa­ły nie­na­wiść mło­dzień­ca. ***Opusz­czo­na przez męża, upo­ko­rzo­na i wzgar­dzo­na dziew­czy­na tyl­ko w Bogu mogła zna­leźć powier­ni­ka swo­ich trosk. Modli­ła się i wzdy­cha­ła, ale nie roz­pa­cza­ła. Wia­ra dała jej siłę potrzeb­ną do znie­sie­nia wszyst­kich dozna­wa­nych cier­pień. Pod nie­obec­ność mał­żon­ka Gode­le­wa rzą­dzi­ła gospo­dar­stwem z wiel­ką łagod­no­ścią, żyjąc skrom­nie i bogo­boj­nie. Nie­ste­ty Ber­tulf – pod­bu­rza­ny przez teścio­wą – nie zosta­wił jej w spo­ko­ju. Roz­sie­wał wstręt­ne plot­ki na jej temat i pozba­wił żonę moż­li­wo­ści rzą­dze­nia domem, wysy­ła­jąc doń och­mi­strza. Przy­ka­zał mu też, by obcho­dził się z Gode­le­wą suro­wo, kazał jej prze­nieść się do mniej­sze­go poko­ju i pozwa­lał jeść jedy­nie chleb i pić jedy­nie wodę. Nowy zarząd­ca zasto­so­wał się do roz­ka­zu Ber­tul­fa. ***Cięż­ki czas nastał dla bied­nej dziew­czy­ny. Jesz­cze bar­dziej zbli­ży­ła się wte­dy do Boga. „Modli­twa sta­ła się wyłącz­ną i jedy­ną jej roz­ko­szą. Suchy chleb jada­ła z wdzięcz­no­ścią, dając poło­wę ubo­gim; na wię­cej jej bowiem nie sta­ło. Żad­na skar­ga nie wycho­dzi­ła z ust jej; z sza­cun­kiem tyl­ko i posza­no­wa­niem wspo­mi­na­ła męża i teścio­wą, cały­mi godzi­na­mi klę­cza­ła przed wize­run­kiem Ukrzy­żo­wa­ne­go, bła­ga­jąc go o łaskę i prze­ba­cze­nie dla wino­waj­ców” – czy­ta­my w XIX-wiecz­nej hagio­gra­fii. Jed­nym sło­wem, odpła­ca­ła dobrem za dozna­ne zło. Ber­tulf uświa­do­mił sobie wkrót­ce, że w ten spo­sób nie pozbę­dzie się nie­chcia­nej żony – kazał zatem o poło­wę zmniej­szyć przy­zna­wa­ną jej por­cję chle­ba i zaczął jej jesz­cze bar­dziej doku­czać, pastwiąc się nad nią fizycz­nie i psy­chicz­nie. Gode­le­wa nie wytrzy­ma­ła takie­go trak­to­wa­nia – ucie­kła z zam­ku i wró­ci­ła do domu rodzi­ców. Ojciec poszedł wów­czas do bisku­pa Bal­dwi­na z Noy­on-Tour­nai oraz do księ­cia Flan­drii i przed­sta­wił im całą spra­wę. Wezwa­no następ­nie Ber­tul­fa i gro­żąc mu róż­ny­mi kara­mi naka­za­no, aby lepiej obcho­dził się z żoną. Szlach­cic oka­zał skru­chę i przy­rzekł popra­wę, a Gode­le­wa – mając nadzie­ję na odmia­nę swe­go cięż­kie­go losu – powró­ci­ła do zam­ku. Skru­cha i popra­wa jej męża oka­za­ła się być jedy­nie pozą. Obłud­nik jedy­nie uda­wał pojed­na­nie – w skry­to­ści ser­ca posta­na­wia­jąc pozbyć się Gode­le­wy raz na zawsze – zabić ją. Wkrót­ce przy­stą­pił do reali­za­cji swo­je­go sza­tań­skie­go pla­nu. Aby nie ścią­gnąć na sie­bie jakich­kol­wiek podej­rzeń, zaczął odgry­wać rolę dobre­go i tro­skli­we­go męża – odwie­dzał Gode­le­wę w zam­ku, publicz­nie chwa­lił jej zacność i poboż­ność. Kry­tycz­ne­go dnia, żegna­jąc się czu­le z żoną, oświad­czył jej, że pil­ne spra­wy każą mu natych­miast udać się do Bru­gii. Następ­nej nocy przed drzwia­mi kom­na­ty, w któ­rej mimo póź­nej pory wciąż modli­ła się Gode­le­wa, sta­nę­ło dwóch męż­czyzn. Zapu­ka­li, a na pyta­nie „kto tam?” – oświad­czy­li, że mają prze­ka­zać jej pole­ce­nie od Ber­tul­fa. Mówi­li praw­dę – przy­słał ich Ber­tulf. Kie­dy Gode­le­wa otwo­rzy­ła drzwi, jeden z nich zatkał jej usta chust­ką, a dru­gi zarzu­cił jedwab­ny sznur na jej szy­ję. Nie bro­ni­ła się zbyt dłu­go. Opraw­cy rzu­ci­li jej zwło­ki na łoże i – nie nie­po­ko­je­ni przez niko­go – ucie­kli. Rano powra­ca­ją­cy z rze­ko­mej „służ­bo­wej podró­ży” Ber­tulf – tak jak było wcze­śniej zapla­no­wa­ne – odna­lazł mar­twe cia­ło żony. Pła­kał i roz­pa­czał, jak naj­lep­szy aktor. Oczy­wi­ście nikt nie był w sta­nie udo­wod­nić mu, że to on zabił żonę – miał prze­cież ali­bi. I choć podej­rze­wa­no, że to Ber­tulf wyna­jął zbrod­nia­rzy, żeby roz­pra­wi­li się z Gode­le­wą, pozo­stał bez­kar­ny. (Według innej wer­sji Ber­tulf zabrał żonę w podróż do Bru­gii, a nasła­ni mor­der­cy udu­si­li ją w cza­sie dro­gi jej wła­snym sza­lem; jesz­cze inna wer­sja gło­si – i ta chy­ba jest naj­bar­dziej praw­do­po­dob­na – że pod nie­obec­ność Ber­tul­fa nasła­ni przez nie­go opraw­cy wypro­wa­dzi­li Gode­le­wę w nocy z zam­ku, a udu­siw­szy uto­pi­li w sta­wie lub stud­ni, pozo­ru­jąc natu­ral­ną śmierć). ***Ale oprócz spra­wie­dli­wo­ści ziem­skiej ist­nie­je rów­nież spra­wie­dli­wość Boska. I jej nie­zwy­kły try­bu­nał, jakim jest sumie­nie. Kie­dy nad gro­bem poboż­nej, kocha­nej przez oko­licz­nych miesz­kań­ców Gode­le­wy zaczę­ły się dziać cuda, duszę Ber­tul­fa zaczę­ły tra­wić coraz więk­sze wyrzu­ty sumie­nia. „Okrut­ni­ku, zamor­do­wa­łeś świę­tą, któ­ra była two­ją żoną” – nie dawał mu spo­ko­ju jakiś – nie wia­do­mo skąd pocho­dzą­cy – głos. ***Chcąc zagłu­szyć sumie­nie, Ber­tulf ponow­nie się oże­nił. Nie zaznał jed­nak zbyt wie­le mał­żeń­skie­go szczę­ścia. Jego dru­ga żona po trzy­na­stu latach zmar­ła, pod jego opie­ką pozo­sta­wia­jąc jedy­ny owoc ich związ­ku – nie­wi­do­mą cór­kę. Dziec­ko to wie­le sły­sza­ło o pierw­szej żonie swe­go ojca, bowiem przy jej gro­bie wciąż dzia­ły się cuda. Mimo kate­go­rycz­ne­go zaka­zu Ber­tul­fa pew­ne­go dnia kaza­ła się zanieść na jej grób. Modli­ła się o odzy­ska­nie wzro­ku i łaskę tę wypro­si­ła. Powró­ci­ła do zam­ku i roz­ra­do­wa­na opo­wie­dzia­ła o tym ojcu. Ser­ce zatwar­dzia­łe­go grzesz­ni­ka stop­nia­ło jak wosk. Zano­sząc się od pła­czu, pobiegł czym prę­dzej do gro­bu Gode­le­wy, bła­ga­jąc ją o prze­ba­cze­nie i pro­sząc Boga, by wska­zał mu naj­lep­szą for­mę poku­ty za popeł­nio­ną zbrod­nię. Po swo­im nawró­ce­niu Ber­tulf cały swój mają­tek prze­ka­zał cór­ce, pole­ca­jąc jej wybu­do­wać nad gro­bem zmar­łej Świę­tej żeń­ski klasz­tor bene­dyk­tyń­ski (do któ­re­go póź­niej wstą­pi­ła). Sam udał się po roz­grze­sze­nie do Rzy­mu
, a stam­tąd pod­jął podróż do Zie­mi Świę­tej. Po powro­cie do Flan­drii osiadł w klasz­to­rze bene­dyk­ty­nów w St-Winoc-Ber­gu­es, gdzie spę­dził resz­tę życia umar­twia­jąc się, modląc i poku­tu­jąc. W 1084 r. cia­ło uzna­nej za świę­tą Gode­le­wy zosta­ło eks­hu­mo­wa­ne, a jej reli­kwie moż­na dziś zna­leźć w wie­lu bel­gij­skich kościo­łach. Każ­de­go roku w nie­dzie­lę poprze­dza­ją­cą wspo­mnie­nie Gode­le­wy w Gistel odby­wa się pro­ce­sja ku jej czci.

Hagio­gra­phus