Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

PPR-u kłopoty z „kibolami”

Chcąc odło­żyć wybo­ry par­la­men­tar­ne, komu­ni­ści prze­pro­wa­dzi­li 30 czerw­ca 1946 roku tzw. refe­ren­dum ludo­we, wzy­wa­jąc do gło­so­wa­nia 3 x „tak”, a jego wyni­ki sfał­szo­wa­li przy pomo­cy, przy­by­łej spe­cjal­nie w tym celu z Moskwy, sowiec­kiej gru­py „spe­cja­li­stów” na cze­le z Aaro­nem Pał­ki­nem. W Kra­ko­wie uda­ło się ujaw­nić te praw­dzi­we, w któ­rych na pierw­sze pyta­nie odpo­wie­dzia­ło „nie” – 83,5 proc. kra­ko­wian, a 30 proc. gło­so­wa­ło 3 x nie, do cze­go wzy­wa­ły ugru­po­wa­nia naro­do­we. „Groź­ną i nie­bez­piecz­ną jest odpo­wiedź »nie«, jaka padła w sta­ro­żyt­nym bastio­nie kul­tu­ry pol­skiej, jaką dał co trze­ci miesz­ka­niec Kra­ko­wa. Kart­ki z napi­sem trzy razy nie, któ­rych w Kra­ko­wie nali­czo­no aż 30 proc., są doku­men­tem hań­by i zdra­dy naro­do­wej. To hitle­row­skie nein wypi­sa­ne jest pięt­nem zdra­dy i hań­by na czo­le każ­de­go co trze­cie­go miesz­kań­ca Kra­ko­wa” – krzy­czał Wła­dy­sław Gomuł­ka, kie­ru­ją­cy komu­ni­stycz­ną Pol­ską Par­tią Robot­ni­czą (PPR). Poni­żej dru­ku­je­my frag­ment wspo­mnień przy­wód­cy Pol­skie­go Stron­nic­twa Ludo­we­go (PSL) Sta­ni­sła­wa Miko­łaj­czy­ka pt. „Znie­wo­le­nie Pol­ski”. Przy­wód­ca ludo­wców pod­jął pró­bę legal­nej, poli­tycz­nej kon­fron­ta­cji z komu­ni­sta­mi, sku­pia­jąc wokół PSL milio­ny Pola­ków.

Uczest­ni­cy I Kon­gre­su Pol­skie­go Stron­nic­twa Ludo­we­go (fot. arch.)

Pyta­nia przed­sta­wio­no w dość nie­szko­dli­wej for­mie: l) Czy jesteś za znie­sie­niem Sena­tu? 2) Czy chcesz utrwa­le­nia w przy­szłej kon­sty­tu­cji ustro­ju gospo­dar­cze­go wpro­wa­dzo­ne­go przez refor­mę rol­ną i una­ro­do­wie­nie pod­sta­wo­wych gałę­zi gospo­dar­ki naro­do­wej z zacho­wa­niem usta­wo­wych upra­wień ini­cja­ty­wy pry­wat­nej? 3) Czy chcesz utrwa­le­nia zachod­nich gra­nic Pań­stwa Pol­skie­go na Bał­ty­ku, Odrze i Nysie Łużyc­kiej? Ana­li­zu­jąc te pyta­nia w PSL wie­dzie­li­śmy, że – w odnie­sie­niu do pierw­sze­go z nich – może­my zor­ga­ni­zo­wać olbrzy­mią mani­fe­sta­cję prze­ciw pań­stwu poli­cyj­ne­mu. Dwa inne nie pozo­sta­wia­ły tak dale­ko idą­cych moż­li­wo­ści wyka­za­nia naszych nie­za­leż­nych poglą­dów. Bez wzglę­du bowiem na swe poli­tycz­ne cre­do, olbrzy­mia więk­szość Pola­ków opo­wia­da­ła się za refor­mą rol­ną, nacjo­na­li­za­cją pod­sta­wo­wych gałę­zi prze­my­słu i utrzy­ma­niem przed­się­biorstw pry­wat­nych. Co zaś tyczy pyta­nia trze­cie­go, to wszy­scy Pola­cy pra­gnę­li powro­tu do Pol­ski jej histo­rycz­nych tery­to­riów i otrzy­ma­nia kom­pen­sa­ty za utra­co­ne na Wscho­dzie 180 000 km2.***Zdecydowaliśmy się odpo­wie­dzieć „nie” na pierw­sze pyta­nie, by w ten spo­sób „zapro­te­sto­wać prze­ciw­ko poli­tycz­ne­mu ter­ro­ro­wi, roz­wią­zy­wa­niu tere­no­wych orga­ni­za­cji PSL, aresz­to­wa­niom, cen­zu­rze i prze­ciw­ko same­mu refe­ren­dum, nie­zgod­ne­mu z Kon­sty­tu­cją 1921 roku”. Zale­ce­nie PSL brzmia­ło nastę­pu­ją­co: „Jeśli odpo­wie­cie twier­dzą­co na pierw­sze pyta­nie, udzie­li­cie votum zaufa­nia sto­so­wa­nym przez Rząd Tym­cza­so­wy poli­cyj­nym meto­dom dzia­ła­nia”. Choć spra­wo­wa­łem w tym rzą­dzie funk­cję wice­pre­mie­ra, z całych sił pra­gną­łem jego upad­ku i osta­tecz­ne­go zała­ma­nia sto­so­wa­nych prze­zeń tyrań­skich metod dzia­ła­nia. Gdy tyl­ko poin­for­mo­wa­li­śmy o zamia­rze udzie­le­nia nega­tyw­nej odpo­wie­dzi na pierw­sze pyta­nie, kam­pa­nia prze­ciw PSL nasi­li­ła się w spo­sób zna­czą­cy. W „Gaze­cie Ludo­wej” zdję­to arty­ku­ły przed­sta­wia­ją­ce nasze sta­no­wi­sko, a nakład dzien­ni­ka ogra­ni­czo­no do 70 000 egzem­pla­rzy – czy­li jed­nej ósmej dotych­cza­so­we­go – poprzez zmniej­sze­nie przy­dzia­łu papie­ru. Przed naszą war­szaw­ską sie­dzi­bą odby­ły się komu­ni­stycz­ne demon­stra­cje. Komu­ni­ści, zaj­mu­ją­cy lokal poło­żo­ny pię­tro wyżej, zasło­ni­li nasze okno spusz­czo­ny­mi z góry tabli­ca­mi, na któ­rych umie­ści­li napis: „Trzy razy tak” i w ten spo­sób usi­ło­wa­li spra­wić wra­że­nie, iż to my udzie­la­my podob­nych rad. W całym kra­ju uzbro­jo­ne gru­py napa­da­ły na loka­le naszej par­tii, w któ­rych odby­wa­ły się zebra­nia; nastą­pi­ły maso­we aresz­to­wa­nia, ludzie ginę­li tyl­ko dla­te­go, iż publicz­nie przy­po­mi­na­li o zło­żo­nych w Jał­cie gwa­ran­cjach zor­ga­ni­zo­wa­nia w Pol­sce wol­nych wybo­rów. Poli­cja rekwi­ro­wa­ła legi­ty­ma­cje par­tyj­ne ludzi zamor­do­wa­nych i aresz­to­wa­nych, wci­ska­jąc je Pola­kom, któ­rzy – w okre­sie oku­pa­cji – współ­pra­co­wa­li z Niem­ca­mi, bądź pod­rzu­ca­ła je przy cia­łach zabi­tych ban­dy­tów. Kola­bo­ran­ci, nad któ­ry­mi komu­ni­ści spra­wo­wa­li niczym nie­ogra­ni­czo­ną kon­tro­lę, otrzy­ma­li roz­kaz uczest­ni­cze­nia w naszych zebra­niach. Posłu­gu­jąc się tak pod­stęp­ny­mi meto­da­mi, rząd zmie­rzał do stwo­rze­nia pre­tek­stu umoż­li­wia­ją­ce­go wyda­nie zaka­zu dzia­ła­nia Stron­nic­twa, gdyż, zarów­no w Jał­cie jak i w Pocz­da­mie, usta­lo­no, że w powo­jen­nej Pol­sce jedy­nie ugru­po­wa­nia „demo­kra­tycz­ne i anty­fa­szy­stow­skie” uzy­skać mogą zezwo­le­nie na pro­wa­dze­nie dzia­łal­no­ści. By poło­żyć kres nie­słusz­nym oskar­że­niom o pro­na­zi­stow­ski cha­rak­ter naszej par­tii, pole­ci­łem prze­sła­nie do cen­tral­nej sie­dzi­by PSL wszyst­kich legi­ty­ma­cji człon­kow­skich w celu ich wery­fi­ka­cji i ponow­ne­go ostem­plo­wa­nia. W ten spo­sób pozby­li­śmy się wszyst­kich pro­wo­ka­to­rów. W przed­dzień refe­ren­dum pił­kar­ska dru­ży­na Jugo­sła­wii roze­gra­ła w War­sza­wie mecz z eki­pą pol­ską. Bli­sko 25 000 widzów otrzy­ma­ło wcze­śniej zapew­nie­nie, że nie zosta­ną tam wygło­szo­ne żad­ne prze­mó­wie­nia, a wido­wi­sko będzie nosić cha­rak­ter wyłącz­nie spor­to­wy. Komu­ni­ści nie mogli jed­nak oprzeć się poku­sie. Opóź­nia­jąc pierw­szy gwiz­dek sędzie­go, mini­ster Rzy­mow­ski w bar­dzo dłu­gim prze­mó­wie­niu wezwał obec­nych do udzie­le­nia odpo­wie­dzi twier­dzą­cej na wszyst­kie trzy pyta­nia. Następ­nie prze­ma­wiał Gru­bec­ki, prze­wod­ni­czą­cy komu­ni­stycz­ne­go towa­rzy­stwa pol­sko-jugo­sło­wiań­skie­go. Lecz gdy trze­ci mów­ca obja­wił zamiar dal­sze­go prze­cią­ga­nia tego poli­tycz­ne­go mitin­gu, tłum opluł go i zażą­dał roz­po­czę­cia meczu. Przy­by­łem na sta­dion wkrót­ce po pierw­szym gwizd­ku sędziow­skim i zają­łem miej­sce wśród widzów, w tym cza­sie trze­ci komu­ni­stycz­ny mów­ca usi­ło­wał wygło­sić prze­rwa­ne uprzed­nio prze­mó­wie­nie. Ludzie zauwa­ży­li moją obec­ność i skan­du­jąc moje imię zagłu­szy­li jego sło­wa. Ci, któ­rzy znaj­do­wa­li się po dru­giej stro­nie sta­dio­nu prze­rwa­li kor­don woj­ska i mili­cji, a następ­nie zaczę­li biec w moim kie­run­ku przez pły­tę boiska. Gdy poli­cjan­ci zaczę­li bić bie­gną­cych, tłum, do któ­re­go przy­łą­czy­li się inni widzo­wie, natarł na nich gwał­tow­nie. Podzię­ko­wa­łem zebra­nym za oka­za­ną mi sym­pa­tię, pro­sząc rów­no­cze­śnie o powrót na miej­sca, co umoż­li­wi nor­mal­ny prze­bieg meczu. Moje sło­wa i towa­rzy­szą­ca im owa­cja zosta­ły – przy­pad­ko­wo – prze­ka­za­ne na całą Pol­skę, gdyż mecz trans­mi­to­wa­ny był przez radio. „Zanie­dba­nie” to spo­wo­do­wa­ło póź­niej zwol­nie­nie repor­te­ra. Wyda­no wów­czas zale­ce­nia, by – o ile doj­dzie w przy­szło­ści do anty­ko­mu­ni­stycz­nych krzy­ków w zasię­gu mikro­fo­nów – zosta­ły one wszyst­kie skie­ro­wa­ne na skan­du­ją­cych swe slo­ga­ny komu­ni­stów. Wkrót­ce po roz­po­czę­ciu dru­giej poło­wy meczu opu­ści­łem sta­dion mija­jąc po dro­dze cię­ża­rów­ki wypeł­nio­ne uzbro­jo­ny­mi mili­cjan­ta­mi. Nie zwa­ża­jąc jed­nak na mili­cję, tłum kibi­ców pił­kar­skich sfor­mo­wał pochód, któ­ry – po zakoń­cze­niu meczu – prze­szedł pod sie­dzi­bę naszej par­tii, orga­ni­zu­jąc tam wiel­ką demon­stra­cję. Pew­na licz­ba jej uczest­ni­ków zosta­ła aresz­to­wa­na, a cen­zu­ra okro­iła zamiesz­czo­ny w „Gaze­cie Ludo­wej” repor­taż poświę­co­ny temu zda­rze­niu. W dniu refe­ren­dum komu­ni­ści udo­wod­ni­li, iż w nie­mal dosko­na­ły spo­sób potra­fią kie­ro­wać prze­bie­giem gło­so­wa­nia. Mniej lub bar­dziej bez­stron­ne komi­sje wybor­cze – utwo­rzo­ne w wyni­ku mych usil­nych nale­gań dla nad­zo­ro­wa­nia prze­bie­gu gło­so­wa­nia – zosta­ły ster­ro­ry­zo­wa­ne przez Bez­pie­czeń­stwo. W wie­lu miej­scach poli­cja zabra­ła urny i znisz­czy­ła wszyst­kie kart­ki zawie­ra­ją­ce prze­czą­cą odpo­wiedź na pierw­sze pyta­nie. Tysią­ce takich kar­tek, czę­ścio­wo znisz­czo­nych, poka­zać potem mogłem kore­spon­den­tom pra­sy zagra­nicz­nej. Komu­ni­stycz­ni człon­ko­wie komi­sji wybor­czych w Kra­ko­wie tak prze­ra­zi­li się napły­wem wypeł­nia­nych zgod­nie z naszym hasłem kar­tek wybor­czych, że – w oba­wie przed kon­se­kwen­cja­mi, jakie pocią­gnąć mogła tak dale­ko posu­nię­ta demon­stra­cja nie­za­leż­no­ści poglą­dów – ucie­kli z sali, gdzie doko­ny­wa­no obli­czeń. Pozo­sta­li wyko­rzy­sta­li oka­zję, by zakoń­czyć ope­ra­cję pod­li­cza­nia i prze­ka­zać – jesz­cze przed powro­tem komu­ni­stów – wyni­ki gło­so­wa­nia do War­sza­wy. Rezul­ta­ty te uka­za­ły się następ­nie w ofi­cjal­nych komu­ni­ka­tach i sta­no­wi­ły zja­wi­sko nie­spo­ty­ka­ne do tego stop­nia, że wszyst­kie ośrod­ki pro­pa­gan­dy okre­śli­ły następ­nie Kra­ków mia­stem „reak­cyj­nym, któ­re musi zostać uka­ra­ne”. W czter­na­stu na szes­na­ście woje­wództw uda­ło się odważ­nym człon­kom komi­sji zapew­nić bez­pie­czeń­stwo czę­ści urn. Pocho­dzi­ły one z 2 305 okrę­gów wybor­czych i zawie­ra­ły nastę­pu­ją­ce odpo­wie­dzi na pierw­sze pyta­nie: Nie: 83,54%; Tak: 16,46%Dziesięć dni póź­niej rząd ogło­sił „ofi­cjal­ne wyni­ki”. Wedle nich odpo­wiedź na pierw­sze pyta­nie kształ­to­wa­ła się nastę­pu­ją­co: Nie: 32%; Tak: 68%Pod groź­bą natych­mia­sto­we­go zaka­zu dru­ku zmu­szo­no nas do opu­bli­ko­wa­nia w „Gaze­cie Ludo­wej” tych wła­śnie cyfr, a praw­dzi­we rezul­ta­ty zosta­ły zama­za­ne nie­bie­skim ołów­kiem cen­zo­ra. ***Natych­miast zło­ży­li­śmy pro­test u naczel­ne­go komi­sa­rza refe­ren­dum. Było to dłu­gie memo­ran­dum, zawie­ra­ją­ce popar­tą dowo­da­mi listę przy­pad­ków pogwał­ce­nia pra­wa wybor­cze­go, przy­kła­dów sto­so­wa­nia zbrod­ni­cze­go przy­mu­su, wrzu­ca­nia do urn sfał­szo­wa­nych kar­tek, aresz­to­wań człon­ków nasze­go Stron­nic­twa itd. Udo­wod­ni­li­śmy, że wyzna­czo­nym przez nas komis
arzom unie­moż­li­wio­no wyko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków i zażą­da­li­śmy unie­waż­nie­nia refe­ren­dum. Ponie­waż pro­test nasz pozo­stał bez odpo­wie­dzi, zwo­ła­łem kon­fe­ren­cję pra­so­wą, na któ­rą przy­by­ło dwu­na­stu dzien­ni­ka­rzy angiel­skich i ame­ry­kań­skich, jeden Rosja­nin i jeden Fran­cuz. ***Prze­ka­za­łem zagra­nicz­nym kore­spon­den­tom szcze­gó­ło­we infor­ma­cje doty­czą­ce gróźb, ter­ro­ru i kon­fi­skat, listę ponad tysią­ca człon­ków par­tii aresz­to­wa­nych tuż przed refe­ren­dum, przy­kła­dy wska­zu­ją­ce, iż tajem­ni­ca wybor­cza nie zosta­ła docho­wa­na, że z rąk gło­su­ją­cych wyry­wa­no kart­ki z odpo­wie­dzią prze­czą­cą na pierw­sze pyta­nie, że nagle zamy­ka­no loka­le wybor­cze (gdy zaczy­na­ło oka­zy­wać się, iż prze­bieg refe­ren­dum jest dla rzą­du nie­po­myśl­ny), że do gło­so­wa­nia dopusz­czo­no oso­by nie­upraw­nio­ne i cudzo­ziem­ców; wymie­ni­łem ponad­to wie­le innych nad­użyć. Sta­ni­sław Miko­łaj­czyk, „Znie­wo­le­nie Polski”,Warszawa 1984.

wybrał Jaro­sław Sza­rek