Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

PIĘTNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 11–16 VII 2011

PONIEDZIAŁEK: Dz 4,32–35; Mt 19,27–29

Jezus zaś rzekł do nich: „Zapraw­dę, powia­dam wam: Przy odro­dze­niu, gdy Syn Czło­wie­czy zasią­dzie na swym tro­nie chwa­ły, wy, któ­rzy poszli­ście za Mną, zasią­dzie­cie rów­nież na dwu­na­stu tro­nach i będzie­cie sądzić dwa­na­ście poko­leń Izra­ela. I każ­dy, kto dla mego imie­nia opu­ści dom, bra­ci lub sio­stry, ojca lub mat­kę, dzie­ci lub pole, sto­kroć tyle otrzy­ma i życie wiecz­ne odzie­dzi­czy”.
Cóż będzie z czło­wie­kiem, któ­ry ze wzglę­du na Chry­stu­sa decy­du­je się zre­zy­gno­wać z rodzi­ny, z wła­sne­go domu, z karie­ry zawo­do­wej… To pyta­nie nur­to­wa­ło już Apo­sto­łów. I nie jest obo­jęt­ne tym, któ­rzy dziś rady­kal­nie podą­ża­ją za Chry­stu­sem. Oto odpo­wiedź: każ­dy otrzy­ma wie­le wię­cej niż zosta­wił. Bo tak napraw­dę rezy­gna­cja nie jest odrzu­ce­niem, któ­re przy­no­si pust­kę. Rezy­gna­cja jest two­rze­niem prze­strze­ni w ser­cu, by Bóg obfi­cie mógł ją wypeł­nić.

WTOREK: Wj 2,1–15a; Mt 11,20–24

Jezus zaczął czy­nić wyrzu­ty mia­stom, w któ­rych naj­wię­cej Jego cudów się doko­na­ło, że się nie nawró­ci­ły. „Bia­da tobie, Koro­za­in! Bia­da tobie, Bet­sa­ido! … A ty, Kafar­naum, czy aż do nie­ba masz być wynie­sio­ne? Aż do Otchła­ni zej­dziesz. Bo gdy­by w Sydo­nie dzia­ły się cuda, któ­re się u was doko­na­ły, już daw­no w worze i popie­le by się nawró­ci­ły. Toteż powia­dam wam: Zie­mi sodom­skiej lżej będzie w dzień sądu niż wam”.
Bia­da wypo­wie­dzia­ne pod adre­sem miast brzmi jak moc­na prze­stro­ga. Dla­cze­go ci miesz­kań­cy  usły­sze­li tak twar­de sło­wa? Bo odrzu­ci­li dar, zmar­no­wa­li łaskę. Bóg przy­cho­dzi i wzy­wa. Czy­ni cuda i pra­gnie poru­szyć ser­ca ludz­kie. Prze­ma­wia i cze­ka. Ale tyl­ko do cza­su. Kie­dyś – tyl­ko Bóg o tym wie – przyj­dzie kres Bożej cier­pli­wo­ści, cze­ka­nia, Bożych cudów i wezwań. A czło­wiek odpo­wie za to, co zmar­no­wał. Boże, chroń nas przed trwo­nie­niem Twych darów.

ŚRODA: Wj 3,1–6.9–12; Mt 11,25–27

W owym cza­sie Jezus prze­mó­wił tymi sło­wa­mi: „Wysła­wiam Cię, Ojcze, Panie nie­ba i zie­mi, że zakry­łeś te rze­czy przed mądry­mi i roz­trop­ny­mi, a obja­wi­łeś je pro­stacz­kom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Two­je upodo­ba­nie. Wszyst­ko prze­ka­zał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tyl­ko Ojciec, ani Ojca nikt nit zna, tyl­ko Syn i ten, komu Syn zechce obja­wić”.
Jak może­my poznać Ojca? Przez Syna. Syn obja­wia Ojca poprzez dzia­ła­nie Ducha Świę­te­go. A Duch dzia­ła w głę­bi ludz­kich serc. Prze­ma­wia pozo­sta­jąc nie­uchwyt­nym, pro­wa­dzi, a prze­cież jest nie­wi­docz­ny. Jeśli w ludz­kim ser­cu poja­wia się czy­ste pra­gnie­nie miło­ści, jest to tęsk­no­ta za obec­no­ścią Ducha Boże­go. Jeśli do gło­su docho­dzi bez­in­te­re­sow­ność, to zna­czy, że Duch Boży docho­dzi do gło­su. I jeśli wia­ra sta­je się siłą w codzien­no­ści, to dowód, że Duch Świę­ty w nas jest.

CZWARTEK: Wj 3,13–20; Mt 11,28–30

Przyjdź­cie do Mnie wszy­scy, któ­rzy utru­dze­ni i obcią­że­ni jeste­ście, a Ja was pokrze­pię. Weź­cie moje jarz­mo na sie­bie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagod­ny i pokor­ny ser­cem, a znaj­dzie­cie uko­je­nie dla dusz waszych. Albo­wiem jarz­mo moje jest słod­kie, a moje brze­mię lek­kie. Jego cię­żar jest lek­ki, a brze­mię słod­kie…
Czy aby tak jest na pew­no? To mówi Ten, któ­ry nie miał miej­sca, gdzie by mógł gło­wę skło­nić, był wyrzu­co­ny ze swe­go mia­sta i oskar­żo­ny o obłą­ka­nie, któ­re­go zwal­cza­li, a wresz­cie pod­stęp­nie aresz­to­wa­li, oskar­ży­li i ska­za­li. I to jest słod­kie jarz­mo? Tak. Gdy ludz­kie ser­ce prze­peł­nia miłość, każ­dy cię­żar w tej miło­ści zanu­rzo­ny jest lek­ki. Lecz jeśli by po dro­dze bra­kło napo­ju miło­ści, każ­dy krok sta­je się udrę­ką.

PIĄTEK: Wj 11,10–12,14; Mt 12,1–8

Nie czy­ta­li­ście, co uczy­nił Dawid, gdy był głod­ny, on i jego towa­rzy­sze? Jak wszedł do domu Boże­go i jadł chle­by pokład­ne… Albo nie czy­ta­li­ście w Pra­wie, że w dzień sza­ba­tu kapła­ni naru­sza­ją w świą­ty­ni spo­czy­nek sza­ba­tu, a są bez winy? Oto powia­dam wam: Tu jest coś więk­sze­go niż świą­ty­nia. Gdy­by­ście zro­zu­mie­li, co zna­czy: „Chcę raczej miło­sier­dzia niż ofia­ry”, nie potę­pia­li­by­ście nie­win­nych.
Cen­na jest ofia­ra, ale cen­niej­sze miło­sier­dzie. Potrzeb­ny jest prze­pis. Sztu­ką jest umieć prze­kro­czyć prze­pis. Rze­czą chwa­leb­ną jest naśla­do­wać wiel­kich. Ale czymś napraw­dę wiel­kim jest odna­leźć wła­sną dro­gę. Ewan­ge­lia nie jest krę­pu­ją­cym prze­pi­sem, goto­wą recep­tą czy nada­ją­cym się do wie­lo­krot­ne­go powta­rza­nia sche­ma­tem. Ewan­ge­lia jest twór­czo­ścią, a ta potrze­bu­je wol­no­ści. Ewan­ge­lia dobrze odczy­ta­na przy­no­si wol­ność, uka­zu­jąc tym, któ­rzy ją miłu­ją, nie­skoń­czo­ne per­spek­ty­wy twór­czo­ści.

SOBOTA: Wj 12,37–42; Mt 12,14–21

Tak mia­ło się speł­nić sło­wo pro­ro­ka Iza­ja­sza: „Oto mój Słu­ga, któ­re­go wybra­łem, umi­ło­wa­ny mój, w któ­rym moje ser­ce ma upodo­ba­nie. Poło­żę ducha moje­go na Nim, a On zapo­wie pra­wo naro­dom. Nie będzie się spie­rał ani krzy­czał, i nikt nie usły­szy na uli­cach Jego gło­su. Trzci­ny zgnie­cio­nej nie zła­mie ani kno­ta tle­ją­ce­go nie doga­si, aż zwy­cię­sko sąd prze­pro­wa­dzi. W Jego imie­niu naro­dy nadzie­ję pokła­dać będą”.
Jezus nosi w pamię­ci sło­wo pro­ro­ka, któ­ry opi­sy­wał życie przy­szłe­go Mesja­sza. Wie, że w Nim sło­wo pro­ro­ka sta­je się rze­czy­wi­sto­ścią. Ale nie jest to prze­zna­cze­nie. To nie bez­dusz­ny wyrok nie­mych sił. Nie jest to rów­nież wyż­sza koniecz­ność, wobec któ­rej nie moż­na się wyco­fać. Sło­wo pro­ro­ka jest zapew­nie­niem o miło­ści Ojca. Jest wezwa­niem, by Syn miło­wał tak­że. W miło­ści spo­ty­ka­ją się zamiar i speł­nie­nie – Ojciec i Syn. Bez przy­mu­sza­nia. W wol­no­ści. Tak współ­dzia­łać może tyl­ko miłość.

ks. Roman Sła­weń­ski