Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Oddał życie za brata


Frag­men­ty homi­lii Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II wygło­szo­nej 10 paź­dzier­ni­ka 1982 r. w cza­sie kano­ni­za­cji bł. Mak­sy­mi­lia­na

+++ Nikt „nie ma więk­szej miło­ści od tej, gdy ktoś życie swo­je odda­je za przy­ja­ciół swo­ich” (J 15,13). Od dzi­siaj Kościół pra­gnie nazwać świę­tym czło­wie­ka, któ­re­mu dane było w spo­sób szcze­gól­nie dosłow­ny wypeł­nić sło­wa Odku­pi­cie­la. Oto bowiem pod koniec lip­ca 1941 r., kie­dy na roz­kaz obo­zo­we­go dowód­cy usta­wia­li się w jed­nym sze­re­gu więź­nio­wie prze­zna­cze­ni na śmierć gło­do­wą, ten czło­wiek, Mak­sy­mi­lian Maria Kol­be, wystą­pił dobro­wol­nie, wyra­ża­jąc goto­wość pój­ścia na śmierć w zastęp­stwie jed­ne­go z nich. Goto­wość ta zosta­ła przy­ję­ta i o. Mak­sy­mi­lian, po upły­wie prze­szło dwóch tygo­dni męki gło­do­wej, został osta­tecz­nie pozba­wio­ny życia śmier­cio­no­śnym zastrzy­kiem w dniu 14 sierp­nia 1941 r. (…) Nie­po­słu­szeń­stwo wobec Boga, Stwór­cy życia, któ­ry powie­dział: „Nie zabi­jaj!”, spo­wo­do­wa­ło na tym miej­scu potwor­ną heka­tom­bę śmier­ci tylu nie­win­nych. Rów­no­cze­śnie więc nasza epo­ka zosta­ła nazna­czo­na strasz­li­wym pięt­nem zagła­dy czło­wie­ka nie­win­ne­go. O. Mak­sy­mi­lian Kol­be, wię­zień obo­zo­wy, upo­mniał się w obo­zie śmier­ci o życie nie­win­ne­go czło­wie­ka (…). Ten czło­wiek, Fran­ci­szek Gajow­ni­czek, żyje po dzień dzi­siej­szy i jest wśród nas obec­ny. O. Kol­be upo­mniał się o jego życie, wyra­ża­jąc goto­wość pój­ścia na śmierć w jego zastęp­stwie, ponie­waż tam­ten był ojcem rodzi­ny i jego życie było potrzeb­ne jego naj­bliż­szym. O. Mak­sy­mi­lian Maria Kol­be potwier­dził w ten spo­sób wyłącz­ne pra­wo Stwór­cy do życia nie­win­ne­go czło­wie­ka i dał świa­dec­two Chry­stu­so­wi i miło­ści. Pisze bowiem Apo­stoł Jan: „po tym pozna­li­śmy miłość, że On oddał za nas życie swo­je”. My tak­że win­ni­śmy oddać życie za bra­ci. Odda­jąc swo­je życie za bra­ta, o. Mak­sy­mi­lian, któ­re­go Kościół już od r. 1971 czci jako bło­go­sła­wio­ne­go, w spo­sób szcze­gól­ny upodob­nił się do Chry­stu­sa. My prze­to, któ­rzy dzi­siaj, w nie­dzie­lę 10 paź­dzier­ni­ka, zgro­ma­dzi­li­śmy się przed bazy­li­ką Św. Pio­tra w Rzy­mie, pra­gnie­my wyra­zić szcze­gól­ną w oczach Bożych cenę męczeń­skiej śmier­ci o. Mak­sy­mi­lia­na Kol­be­go. „Cen­na jest w oczach Pań­skich śmierć Jego świę­tych – tak powta­rza­my w psal­mie respon­so­ryj­nym. Zapraw­dę jest cen­na i bez­cen­na. Przez śmierć, jaką poniósł na krzy­żu Chry­stus, doko­na­ło się odku­pie­nie świa­ta, gdyż śmierć ta ma cenę naj­wyż­szej miło­ści. (…) Do tej osta­tecz­nej ofia­ry goto­wał się Mak­sy­mi­lian idąc za Chry­stu­sem od naj­młod­szych lat swe­go życia w Pol­sce. Z tych to lat pocho­dzi prze­dziw­ny znak dwóch koron: bia­łej i czer­wo­nej, spo­śród któ­rych nasz Świę­ty nie wybie­ra jed­nej, ale przyj­mu­je obie. Od mło­dych bowiem lat prze­ni­ka­ła go wiel­ka miłość ku Chry­stu­so­wi i pra­gnie­nie męczeń­stwa. Ta miłość i to pra­gnie­nie towa­rzy­szy­ło mu na dro­dze powo­ła­nia fran­cisz­kań­skie­go i kapłań­skie­go, do któ­re­go przy­go­to­wy­wał się zarów­no w Pol­sce, jak i w Rzy­mie. (…) Natchnie­niem całe­go życia była mu Nie­po­ka­la­na, któ­rej zawie­rzał swo­ją miłość do Chry­stu­sa i swo­je pra­gnie­nie męczeń­stwa. W tajem­ni­cy Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia odsła­niał się przed oczy­ma jego duszy ów prze­wspa­nia­ły, nad­przy­ro­dzo­ny świat łaski Bożej, ofia­ro­wa­nej czło­wie­ko­wi. Wia­ra i uczyn­ki całe­go życia o. Mak­sy­mi­lia­na wska­zu­ją na to, że swo­ją współ­pra­cę z Bogiem podej­mo­wał jako bojo­wa­nie pod zna­kiem Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia. Rys maryj­ny jest w życiu i w świę­to­ści o. Kol­be­go szcze­gól­nie wyra­zi­sty. Tym zna­mie­niem zazna­czył też całe swo­je apo­stol­stwo zarów­no w ojczyź­nie, jak i w Japo­nii. Ośrod­kiem tego apo­stol­stwa były spe­cjal­ne mia­sta Nie­po­ka­la­nej: pol­ski Nie­po­ka­la­nów i japoń­skie Mugen­zai no Sono. (…) Na to, co się sta­ło w obo­zie Oświę­cim (Auschwitz), patrzy­li ludzie. I cho­ciaż oczom ich musia­ło się zda­wać, że pomarł towa­rzysz ich kaź­ni, cho­ciaż po ludz­ku odej­ście jego mogli uwa­żać za uni­ce­stwie­nie, to prze­cież w ich świa­do­mo­ści nie była to tyl­ko śmierć. Mak­sy­mi­lian nie umarł, ale oddał życie za bra­ta! Była w tej strasz­li­wej po ludz­ku śmier­ci cała osta­tecz­na wiel­kość ludz­kie­go czy­nu i ludz­kie­go wybo­ru. Sam się dał na śmierć z miło­ści. I było w tej jego ludz­kiej śmier­ci przej­rzy­ste świa­dec­two dane Chry­stu­so­wi; świa­dec­two dane w Chry­stu­sie god­no­ści czło­wie­ka, świę­to­ści jego życia i zbaw­czej mocy śmier­ci, w któ­rej obja­wia się potę­ga miło­ści. Wła­śnie dla­te­go śmierć Mak­sy­mi­lia­na Kol­be­go sta­ła się zna­kiem zwy­cię­stwa. Było to zwy­cię­stwo odnie­sio­ne nad całym sys­te­mem pogar­dy, nie­na­wi­ści czło­wie­ka i tego, co boskie w czło­wie­ku, zwy­cię­stwo podob­ne do tego, jakie odniósł na Kal­wa­rii nasz Jezus Chry­stus.