Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Żadnej rozmowy nie będzie…

W nocy z 6 na 7 lip­ca 1944 roku oddzia­ły par­ty­zanc­kie Okrę­gu Wileń­skie­go i Nowo­gródz­kie­go Armii Kra­jo­wej, pod dowódz­twem płk. Alek­san­dra Krzy­ża­now­skie­go „Wil­ka”, roz­po­czę­ły ope­ra­cję „Ostra Bra­ma” – czy­li wal­ki o wyzwo­le­nie Wil­na. Nacie­ra­ją­ce z kie­run­ku Smor­go­ni woj­ska sowiec­kie wyko­rzy­sta­ły akcję AK i prze­ję­ły atak, zdo­by­wa­jąc Wil­no 13 lip­ca, po czym naka­za­ły pol­skim oddzia­łom opusz­cze­nie mia­sta. 17 lip­ca płk Krzy­ża­now­ski i inni ofi­ce­ro­wie zosta­li zapro­sze­ni przez Rosjan na roz­mo­wy o utwo­rze­niu pol­skich regu­lar­nych jed­no­stek woj­sko­wych. Po przy­by­ciu do sowiec­kie­go szta­bu zosta­li jed­nak pod­stęp­nie uwię­zie­ni. Pozo­sta­li na wol­no­ści dowód­cy pró­bo­wa­li wraz z żoł­nie­rza­mi prze­bić się na Grod­no i Bia­ły­stok. Więk­szość zosta­ła jed­nak zła­pa­na przez Sowie­tów i osa­dzo­na w obo­zie w Mied­ni­kach, a wobec odmo­wy wcie­le­nia do armii Ber­lin­ga, zesła­no ich do łagrów w głę­bi Rosji. Poni­żej zamiesz­cza­my frag­ment (str. 292–297) z opi­su­ją­cej te wyda­rze­nia książ­ki Edmun­da Bana­si­kow­skie­go, „Na zew zie­mi wileń­skiej”.

fot. J. Sza­rek

Nie mogłem tego wie­czo­ra zasnąć. W koń­cu zamknąw­szy oczy zapa­dłem w dłu­gi, męczą­cy sen prze­peł­nio­ny zja­wa­mi i ludź­mi ubra­ny­mi w sowiec­kie mun­du­ry. Gdy obu­dzi­łem się, był ranek. W poran­nej ciszy usły­sza­łem szur­got butów masze­ru­ją­cej gdzieś w pobli­żu kolum­ny woj­sko­wej. Uprzy­tom­ni­łem sobie, że zaczy­na się 17 lip­ca. Nie prze­czu­wa­łem wów­czas, że dzień ten będzie obfi­to­wał w ogrom tra­gicz­nych wyda­rzeń, że głę­bo­ko utkwi w mej pamię­ci i we wspo­mnie­niach towa­rzy­szyć mi będzie całe życie. Sta­le nęka­ło mnie pyta­nie, któ­re rzu­cił mi wczo­raj „Jare­ma” po odej­ściu sowiec­kie­go puł­kow­ni­ka: jaki był cel jego wizy­ty? Sie­dząc przy sto­le, w kom­ple­cie nie­licz­ne­go nasze­go szta­bu jedli­śmy śnia­da­nie. „Jare­ma” spo­glą­dał na nas w mil­cze­niu, czy­ta­łem w jego oczach jakiś nie­po­kój. Sta­ra­jąc się zmie­nić poważ­ny nastrój, zauwa­ży­łem żar­to­bli­wie: – Zda­je się, że po wczo­raj­szej wizy­cie puł­kow­ni­ka nie spa­li­śmy wszy­scy dobrze. – Ma pan rację – pod­chwy­cił „Jare­ma” – wszyst­ko to, co ostat­nio sły­szy­my i widzi­my woko­ło nas, wyda­je mi się fan­ta­stycz­nym snem. Codzien­nie naj­bar­dziej róż­no­rod­ne przy­pusz­cze­nia wiro­wa­ły w mej gło­wie. Bałem się, aby­śmy nie uczy­ni­li cze­goś wbrew roz­sąd­ko­wi. Bałem się, że może­my zro­zu­mieć nie­bez­pie­czeń­stwo, gdy zacznie się palić dach nad gło­wą. Myśla­łem sta­le, jaka przy­szłość cze­ka nas wszyst­kich, nasze rodzi­ny i cały nasz kraj. Wytę­ży­łem słuch. Oczy „Jare­my” oży­wi­ły się, a on cią­gnął dalej: – Musi­my być bar­dzo ostroż­ni. Naka­zu­je nam to instynkt samo­za­cho­waw­czy. Sło­wa, któ­re w tej chwi­li wypo­wia­dam, są jedy­nie odzwier­cie­dle­niem mych myśli. Pamię­taj­my jed­nak, że jeste­śmy żoł­nie­rza­mi, zwią­za­ny­mi przy­się­gą, dys­cy­pli­ną woj­sko­wą. „Wilk” jest naszym dowód­cą i moim sta­rym przy­ja­cie­lem. Cię­żar odpo­wie­dzial­no­ści, któ­rą wziął na sie­bie nara­ża, jak czu­ję, z każ­dym dniem. Musi­my być przy nim w tych cięż­kich chwi­lach nie­pew­no­ści. Cze­ka­my na jego roz­ka­zy. Naj­bliż­sze dni zade­cy­du­ją o naszej przy­szło­ści. Przez chwi­lę oczy jego zabły­sły reszt­ka­mi nadziei, a na twa­rzy poja­wił się uśmiech. Zwra­ca­jąc się do mnie, dorzu­cił: – Niech pan pil­nu­je naszych oddzia­łów. To jest bar­dzo waż­ne w momen­tach nie­spo­dzia­nek. Tegoż dnia, w godzi­nach przed­po­łu­dnio­wych, dotar­ła do nas nie­ofi­cjal­na wia­do­mość, że ubie­głe­go dnia „Wilk” został zapro­szo­ny przez dowód­cę 3 Fron­tu Bia­ło­ru­skie­go gene­ra­ła-puł­kow­ni­ka Iwa­na Czer­nia­chow­skie­go do jego głów­nej kwa­te­ry w Wil­nie, na kon­fe­ren­cję mają­cą na celu pod­pi­sa­nie umo­wy doty­czą­cej zor­ga­ni­zo­wa­nia Pol­skie­go Kor­pu­su. Wcze­snym popo­łu­dniem, kie­dy zasta­na­wia­li­śmy się z „Jare­mą” nad praw­dzi­wo­ścią tych pogło­sek, dopadł nas łącz­nik-cykli­sta ze szta­bu ope­ra­cyj­ne­go „Wil­ka”. Prze­ka­zał nam roz­kaz ust­nie. Treść roz­ka­zu potwier­dza­ła zapro­sze­nie „Wil­ka” do Wil­na. Ponad­to była zarzą­dzo­na odpra­wa ofi­cer­ska we wsi Bogu­sze, odle­głej o 5 km na połu­dnio­wy zachód od Woł­ko­ra­bi­szek. Mie­li się tam sta­wić ofi­ce­ro­wie szta­bu zgru­po­wań oraz dowód­cy bry­gad i bata­lio­nów. Odpra­wa była wyzna­czo­na na godzi­nę 5 po połu­dniu. Wzmian­ko­wa­no, że nie­któ­rzy pol­scy dowód­cy współ­dzia­ła­ją­cy z Armią Czer­wo­ną mogą otrzy­mać bojo­we odzna­cze­nia sowiec­kie. Jest moż­li­wość, że na wspól­ne spo­tka­nie przy­bę­dzie z „Wil­kiem” gen. Czer­nia­chow­ski. ***Usia­dłem przy sto­le obok „Jare­my”. Wzią­łem z rąk „Achil­le­sa” kart­ki maszy­no­pi­sów – pro­jekt obsa­dy per­so­nal­nej 86 pp. Ale „Jare­ma” nie zwra­cał na nie uwa­gi. Był zamy­ślo­ny, bar­dziej niż zwy­kle. Wpa­try­wa­łem się w jego potęż­ną syl­wet­kę, nie chcąc zakłó­cać mil­cze­nia. Nagle „Jare­ma”, prze­ry­wa­jąc swą głę­bo­ką zadu­mę chrząk­nął i zaczął mówić, jak zawsze wol­no i spo­koj­nie. – Myślę o tym zawsze, że nie było­by tu żad­nych pro­ble­mów, gdy­by Rosja­nie wyka­za­li odro­bi­nę dobrej woli w sto­sun­ku do nas. Wie­my, że nie tyl­ko nasz dowód­ca „Wilk”, nie tyl­ko my tu na Wileńsz­czyź­nie, ale ogrom­na więk­szość naro­du pol­skie­go chce żyć w zgo­dzie i przy­jaź­ni ze Związ­kiem Sowiec­kim. Ja, któ­ry prze­ży­łem tutaj pierw­szą oku­pa­cję nasze­go wschod­nie­go sąsia­da, mógł­bym od daw­na wyra­żać swój żal i zastrze­że­nia do nie­go. Nie czy­ni­łem tego. Pod­kre­śla­łem jed­nak zawsze, że nie chce­my być nie­wol­ni­kiem Związ­ku Sowiec­kie­go. Pro­szę panów – cią­gnął dalej „Jare­ma”, ale już moc­no pod­nie­sio­nym gło­sem – my na tą odpra­wę nie pój­dzie­my. Czu­ję smród w powie­trzu. Dla­cze­go Sowie­cia­rze od tygo­dnia trzy­ma­ją tu całą dywi­zję pie­cho­ty? Dla­cze­go wczo­raj jej dowód­ca tak teatral­nie nas obca­ło­wy­wał? Dla­cze­go tak czę­sto ich patro­le zmo­to­ry­zo­wa­ne pene­tru­ją nasze zgru­po­wa­nie? Nie podo­ba mi się to wszyst­ko. ***Aby zro­zu­mieć w peł­ni per­fi­dię i zakła­ma­nie czer­wo­nej tyra­nii, skie­ro­wa­nej swym ostrzem prze­ciw­ko wileń­skiej Armii Kra­jo­wej, musi­my się cof­nąć do godzin poran­nych 17 lip­ca, do Woł­ko­ra­bi­szek, gdzie wyszko­le­ni akto­rzy NKGB przy­stę­po­wa­li do ode­gra­nia swej roli. 17 lip­ca z rana przy­je­chał samo­cho­dem z Wil­na do szta­bu ope­ra­cyj­ne­go AK w Woł­ko­ra­bisz­kach płk Kał­my­kow. W roz­mo­wie z „Wil­kiem” oświad­czył mu, że gen. Czer­nia­chow­ski pro­si go o szyb­kie przy­by­cie do jego kwa­te­ry w Wil­nie, celem pod­pi­sa­nia dogo­wo­ru [poro­zu­mie­nia] mie­dzy Czer­wo­ną Armią i AK. Dowód­ca 3 Fron­tu chciał­by tak­że poznać pod­ko­mend­nych „Wil­ka”, komen­dan­tów Okrę­gów Nowo­gró­dek i Wil­no. (Obaj byli nie­obec­ni). „Wilk” pomi­mo wiel­kie­go opty­mi­zmu, z jakim prze­pro­wa­dzał uprzed­nie roz­mo­wy z wyż­szy­mi ofi­ce­ra­mi sowiec­ki­mi, tym razem, wie­dzio­ny złym prze­czu­ciem zawa­hał się. Ale czy mógł się cofać, gdy poro­zu­mie­nie pol­sko-sowiec­kie było dzie­łem doko­na­nym? Nale­ża­ło go tyl­ko pod­pi­sać. „Wilk” zde­cy­do­wał się wiec na wyjazd, ale chciał zabrać ze sobą plu­ton osło­ny (30 ludzi) z oddzia­łu kon­ne­go „Gro­ma”. Kał­my­kow jed­nak, i to ze zło­ścią nie zgo­dził się na to. Konie opóź­nią jaz­dę samo­cho­dem. Gene­rał jest moc­no zaję­ty, a zresz­tą obra­zi się widząc „Wil­ka” pod osło­ną jego wła­snych żoł­nie­rzy. „Wilk” nie widząc inne­go wyj­ścia wyru­szył ofia­ro­wa­nym mu w swo­im cza­sie przez „Szczerb­ca” zdo­bycz­nym Mer­ce­de­sem, w towa­rzy­stwie sze­fa szta­bu „Sła­wa”, któ­ry zabie­rał ze sobą opra­co­wa­ny Ordre de bata­il­le mają­ce­go powstać kor­pu­su. Moc­no pod­nie­co­ny płk Kał­my­kow, pcha­jąc się zajął miej­sce przy kie­row­cy samo­cho­du. Mer­ce­des z „Wil­kiem” i jadą­cy za nim samo­chód sowiec­ki, po przy­by­ciu do Wil­na uda­ły się natych­miast na ul. Tade­usza Kościusz­ki 16, gdzie w pię­tro­wej bia­łej wil­li mie­ści­ła się kwa­te­ra gen. Czer­nia­chow­skie­go. Wycho­dzą­ce­go z samo­cho­du „Wil­ka” powi­tał jakiś ofi­cer sowiec­ki w stop­niu gene­ra­ła i po krót­kiej zwło­ce wpro­wa­dził go wraz z towa­rzy­szą­cym mu „Sła­wem” do sali kon­fe­ren­cyj­nej na par­te­rze. Za dużym urzę­do­wym biur­kiem pol­scy ofi­ce­ro­wie ujrze­li sie­dzą­ce­go gen. Iwa­na D. Czer­nia­chow­skie­go. Z mło­dej twa­rzy tchną­cej wyra­zem wiel­ko­ści bił chłód i masko­wa­ne pół­u­śmie­chem nie­przy­ja­zne spoj­rze­nie. Pod ścia­ną sali sta­ło czte­rech innych gene­ra­łów i kil­ku niż­szych stop­niem ofi­ce­rów. „Wilk” ze „Sła­wem” usie­dli na krze­słach sto­ją­cych przed biur­kiem. „Sław” trzy­mał w ręku tecz­kę z opra­co­wa­nym Ordre de bata­il­le pol­skiej, pla­no­wa­nej dywi­zji. Na sali pano­wa­ła niczym nie zmą­co­na cisza. Nie­po­ko­ją­co dłu­gie mil­cze­nie gospo­da­rzy prze­rwał „Wilk”. Prze­cho­dząc do reor­ga­ni­za­cji pol­skich oddzia­łów Armii Kra­jo­wej wypo­wie­dział kil­ka zdań wstęp­nych. I nagle sta­ła się rzecz strasz­na, mro­żą­ca krew w żyłach. Czer­nia­chow­ski pode­rwaw­szy się z krze­sła, sil­nym, unie­sio­nym gło­sem skan­do­wał: – Nika­ka­wo dogo­wo­ra nie budiet. Popo­ru­cze­nii sowiet­sko­wo pra­wi­tiel­stwa, ja was dołżen obie­zo­ru­żit. [Żad­nej roz­mo­wy nie będzie. Z pole­ce­nia rzą­du sowiec­kie­go jestem zmu­szo­ny was roz­bro­ić]. – Eto nasza ziem­lia [To jest nasza zie­mia] waląc pię­ścią w stół krzy­czał na całe gar­dło inny gene­rał sto­ją­cy w pobli­żu. Na sali zawrza­ło. Do wnę­trza wpa­dło kil­ku żoł­nie­rzy z pepe­sza­mi goto­wy­mi do strza­łu. „Wilk” zasko­czo­ny per­fi­dią i
cyni­zmem sowiec­kich gene­ra­łów usi­ło­wał pro­te­sto­wać w imie­niu pra­wa. Szef szta­bu „Sław” się­gnął do kabu­ry, ale powstrzy­mał się od strza­łu; wykrę­co­no mu ręce i zabra­no pisto­let. Obaj roz­bro­je­ni i pod­da­ni oso­bi­stej rewi­zji pol­scy ofi­ce­ro­wie zosta­li roz­dzie­le­ni i zamknię­ci w poje­dyn­czych pomiesz­cze­niach piw­nicz­nych. Po kil­ku dniach prze­wie­zio­no ich oddziel­nie na uli­cę Ofiar­ną, w pobli­żu Pla­cu Łuki­skie­go, do gma­chu sie­dzi­by NKGB, gdzie w cza­sie oku­pa­cji nie­miec­kiej mie­ści­ła się cen­tra­la Gesta­po. Pozo­sta­li tam w sepa­rat­kach wię­zien­nych. ***Podob­ny los spo­tkał wszyst­kich ofi­ce­rów szta­bo­wych Okrę­gu Wileń­skie­go. Roz­bro­jo­nych pod­stęp­nie, pędzo­no jak kry­mi­na­li­stów do piw­nic, usta­wia­jąc nie­któ­rych twa­rza­mi do ścian. Spo­nie­wie­ra­ni pol­scy ofi­ce­ro­wie, sądząc, że za chwi­le podzie­lą los swych kole­gów z Katy­nia szep­ta­li sło­wa modli­twy, żegna­jąc się z tym świa­tem. Jed­nak­że tym razem wspa­nia­ło­myśl­ni sojusz­ni­cy nie spie­szy­li się z uśmier­ca­niem aresz­to­wa­nych. Zamknię­to ich jak zbrod­nia­rzy wojen­nych w celach wię­zien­nych.
Edmund Banasikowski,„Na zew zie­mi wileńskiej”,Warszawa–Paryż 1990.

wybrał Jaro­sław Sza­rek