Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

SIEDEMNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 25–30 VII 2011

PONIEDZIAŁEK:
2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28

Mat­ka synów Zebe­de­usza pode­szła do Jezu­sa ze swo­imi syna­mi i odda­jąc Mu pokłon, o coś Go pro­si­ła. On ją zapy­tał: „Cze­go pra­gniesz?”. Rze­kła Mu: „Powiedz, żeby ci dwaj moi syno­wie zasie­dli w Two­im kró­le­stwie, jeden po pra­wej, dru­gi po lewej Twej stro­nie”. Odpo­wia­da­jąc, Jezus rzekł: „Nie wie­cie, o co pro­si­cie. Czy może­cie pić kie­lich, któ­ry Ja mam pić?”.
Zasy­pu­je­my Boga róż­ny­mi proś­ba­mi. I zawsze jeste­śmy prze­ko­na­ni o ich słusz­no­ści, pew­ni, że ich speł­nie­nie jest naj­lep­szym roz­wią­za­niem prze­ży­wa­nych trud­no­ści. Proś­ba mat­ki synów Zebe­de­usza poka­zu­je, że moż­na pro­sić, nie zda­jąc sobie spra­wy, jakie będą kon­se­kwen­cje. Zwy­kle bowiem dostrze­ga­my sku­tek naj­bliż­szy. Bra­ku­je nam wyobraź­ni, by spo­strze­gać skut­ki dal­sze. Dla­te­go war­to zaufać Jezu­so­wi, bo tyl­ko On nie­omyl­nie prze­wi­du­je, co będzie w przy­szło­ści.

WTOREK:
Wj 33,7–11; 34,5–9.28; Mt 13,36–43

Jak więc zbie­ra się chwast i spa­la ogniem, tak będzie przy koń­cu świa­ta. Syn Czło­wie­czy pośle anio­łów swo­ich: ci zbio­rą z Jego kró­le­stwa wszyst­kie zgor­sze­nia i tych, któ­rzy dopusz­cza­ją się nie­pra­wo­ści, i wrzu­cą ich w piec roz­pa­lo­ny; tam będzie płacz i zgrzy­ta­nie zębów.
Jezus naj­wy­raź­niej mówi o moż­li­wo­ści bycia odrzu­co­nym. I rzecz ta roz­gry­wa się przy koń­cu świa­ta. Tu nie moż­na mieć wąt­pli­wo­ści. Tym­cza­sem, co rusz poja­wia­ją się spe­ku­la­cje co do zba­wie­nia wszyst­kich, suge­ru­ją­ce że nie­po­dob­na, by dobry Bóg kogoś potę­pił. Wia­ra w brak potę­pie­nia to naiw­na wia­ra w natu­ral­ną dobroć czło­wie­ka, z zało­że­niem, że nie jest on zdol­ny słu­żyć złu z pre­me­dy­ta­cją. Praw­dzi­wa wia­ra to ufność pokła­da­na w miło­sier­dziu Bożym. Ufaj­my dobro­ci czło­wie­ka roz­trop­nie, ale dobro­ci Boga bez­gra­nicz­nie.

ŚRODA:
Wj 34,29–35; Mt 13,44–46

Kró­le­stwo nie­bie­skie podob­ne jest do skar­bu ukry­te­go w roli. Zna­lazł go pewien czło­wiek i ukrył ponow­nie. Ura­do­wa­ny poszedł, sprze­dał wszyst­ko, co miał, i kupił tę rolę.
Wyda­je się, że pro­po­zy­cja Jezu­sa nie za bar­dzo przy­sta­je do współ­cze­sne­go myśle­nia. Trosz­czy­my się o wie­le spraw, w tym tak­że o spra­wy Boga i Kościo­ła. I wszyst­ko jakoś ma swo­je miej­sce w naszym życiu, poukła­da­ne na mia­rę naszych moż­li­wo­ści. Tym­cza­sem Jezus pra­gnie, by życie nasze było poukła­da­ne nie tyl­ko „jakoś” i nie tyl­ko na mia­rę naszych moż­li­wo­ści. Trze­ba je ukła­dać według wzo­ru Boże­go. Stwór­ca musi być na pierw­szym miej­scu. Od Nie­go musi pocho­dzić każ­da nasza myśl i każ­dy czyn.

CZWARTEK:
Wj 40,16–21.34–38; Mt 13,47–53

Podob­ne jest kró­le­stwo nie­bie­skie do sie­ci zarzu­co­nej w morze i zagar­nia­ją­cej ryby wszel­kie­go rodza­ju. Gdy się napeł­ni­ła, wycią­gnę­li ją na brzeg i usiadł­szy, dobre zebra­li w naczy­nia, a złe odrzu­ci­li.
Znów powra­ca myśl o osta­tecz­nym roz­li­cze­niu czło­wie­ka. Dobre i złe ryby. Ryby uży­tecz­ne i nie uży­tecz­ne. Dobrzy i źli ludzie. A któ­ry czło­wiek jest uży­tecz­ny? Ryby oce­nia rybak. Czło­wie­ka oce­ni boski Rybak, Zba­wi­ciel. Nie jest On sko­ry do odrzu­ca­nia. Prze­ciw­nie, pra­gnie, by każ­dy stał się uży­tecz­ny dla kró­le­stwa Boże­go, dla Boga. Wciąż musi­my się uczyć, że ego­izm nas zabi­ja, bo jest tru­ci­zną ser­ca. I wciąż musi­my się prze­ko­ny­wać, że dając – otrzy­mu­je­my.

PIĄTEK:
1 J 4,7–16; J 11,19–27

Wie­lu Żydów przy­by­ło do Mar­ty i Marii, aby je pocie­szyć po bra­cie. Kie­dy zaś Mar­ta dowie­dzia­ła się, że Jezus nad­cho­dzi, wyszła Mu na spo­tka­nie. Maria zaś sie­dzia­ła w domu. Mar­ta rze­kła do Jezu­sa: „Panie, gdy­byś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszyst­ko, o cokol­wiek byś pro­sił Boga”.
Ludzie potra­fią oka­zać współ­czu­cie i pocie­szyć przy­gnie­cio­nych utra­pie­niem. Ale sku­tecz­nie roz­wią­zać pro­blem może tyl­ko Jezus. Gdy przy­był do swych przy­ja­ciół, uczest­ni­czy w bólu całej rodzi­ny, by po chwi­li wskrze­sić zmar­łe­go. Musia­ło to zro­bić ogrom­ne wra­że­nie, lecz waż­niej­sze było wzbu­dze­nie wia­ry. Z cza­sem Łazarz umarł. Wia­ra pozo­sta­ła skar­bem do koń­ca życia. Pro­sząc Jezu­sa o róż­ne rze­czy, naj­bar­dziej ceń­my łaskę wia­ry.

SOBOTA:
Kpł 25,1.8–17; Mt 14,1–12

Otóż kie­dy obcho­dzo­no uro­dzi­ny Hero­da, tań­czy­ła cór­ka Hero­dia­dy wobec gości i spodo­ba­ła się Hero­do­wi. Zatem pod przy­się­gą obie­cał jej dać wszyst­ko, o cokol­wiek popro­si. A ona, przed­tem już pod­mó­wio­na przez swą mat­kę, powie­dzia­ła: „Daj mi tu na misie gło­wę Jana Chrzci­cie­la”.
Bez­myśl­na przy­się­ga, cynicz­na proś­ba, wresz­cie okrut­ne speł­nie­nie. Tak nastę­pu­je eska­la­cja zła. Choć wyda­je się, że począ­tek był nie­win­ny. Nie był nie­win­ny, bo myśl przy­się­gi zro­dzi­ła się pod wpły­wem chwi­li opa­no­wa­nej przez zmy­sły. Nie było namy­słu, nie było pyta­nia o słusz­ność, bra­kło zupeł­nie wzglę­du na Boga. Zagra­ły namięt­no­ści: pożą­da­nie, ambi­cja oraz chęć zemsty. Nie wol­no naiw­nie zakła­dać, że zmy­sło­we reak­cje nie mają wpły­wu na nasze decy­zje.

ks. Roman Sła­weń­ski