Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wielcy Polacy

Ks. kard. Ste­fan Sapie­ha 1867–1951

Aby ta wielkość trwała i tworzyła przyszłość narodu i Kościoła

Tutaj stoi pomnik kar­dy­na­ła, przed Fran­cisz­ka­na­mi. Ksią­żę Nie­złom­ny… A ja mam jesz­cze w pamię­ci jego twarz, jego rysy, jego sło­wa, jego powie­dze­nia… Lata pły­ną naprzód, już wie­lu nie pamię­ta księ­cia kar­dy­na­ła Ada­ma Ste­fa­na Sapie­hy. Ci, któ­rzy pamię­ta­ją tak jak ja, mają obo­wią­zek przy­po­mi­nać, aby ta wiel­kość trwa­ła i two­rzy­ła przy­szłość naro­du i Kościo­ła na tej pol­skiej zie­mi. Bóg Ci zapłać, Księ­że Kar­dy­na­le, za to, czym byłeś dla nas, dla mnie, dla wszyst­kich Pola­ków strasz­ne­go okre­su oku­pa­cji. Bóg Ci zapłać” – mówił Ojciec Świę­ty bł. Jan Paweł II z okna kra­kow­skie­go pała­cu arcy­bi­sku­pie­go pod­czas piel­grzym­ki do Ojczy­zny w 1999 roku.
Metro­po­li­ta kra­kow­ski ks. kard. Adam Ste­fan Sapie­ha posia­dał ogro­my auto­ry­tet. Był ary­sto­kra­tą nie tyl­ko z uro­dze­nia, ale tak­że z ducha i cha­rak­te­ru. Sta­now­czy, nie­ugię­ty, w swych poglą­dach, łączył god­ność z pro­sto­tą. Czło­wiek nie­zwy­kle żar­li­wej modli­twy, wiel­kiej ser­decz­no­ści, dobro­ci, skrom­no­ści. Nigdy nie prze­szedł obo­jęt­nie wobec ludz­kiej krzyw­dy i bie­dy. Kocha­ny przez lud. Wywo­ły­wał bez­sil­ność wro­gów. Pro­gów jego pała­cu przy Fran­cisz­kań­skiej nie prze­kro­czy­ło ani gesta­po, ani UB. Dopie­ro po jego śmier­ci komu­ni­ści mogli się na nim zemścić, urzą­dza­jąc pro­ces kurii kra­kow­skiej. Na rok przed wybo­rem na Sto­li­cę Pio­tro­wą ks. kard. Woj­ty­ła napi­sał: „Wiel­kość Kar­dy­na­ła uwy­dat­nia­ła się nade wszyst­ko w cza­sach trud­nych, w sytu­acjach krań­co­wych. Miał wte­dy duszę miło­sier­ne­go Sama­ry­ta­nia­na, a rów­no­cze­śnie odzie­dzi­czo­ną po całych poko­le­niach świa­do­mość, że „Bóg mu powie­rzył honor Pola­ków…”. I tę powin­ność wypeł­nił do koń­ca, umie­ra­jąc w cza­sie dla Pol­ski „krań­co­wym”, w środ­ku sta­li­now­skiej nocy. Dobre imię odzie­dzi­czył już po swych przod­kach. Dziad­ko­wi Leono­wi, kawa­le­ro­wi orde­ru Vir­tu­ti Mili­ta­ri, car­skie wła­dze skon­fi­sko­wa­ły mają­tek. Rodzi­na prze­nio­sła się do Gali­cji i osia­dła w Kra­si­czy­nie. Patrio­tycz­ne tra­dy­cje pod­trzy­my­wał ojciec kar­dy­na­ła, Adam Sta­ni­sław. Za udział w Powsta­niu Stycz­nio­wym tra­fił do austriac­kie­go wię­zie­nia. Jego nie­pod­le­gło­ścio­we sym­pa­tie pro­wa­dzi­ły nie­kie­dy do współ­pra­cy z rady­kal­ny­mi ugru­po­wa­nia­mi. Zyskał więc mia­no „czer­wo­ne­go księ­cia”. Zgod­nie z tra­dy­cją, naro­dzi­ny pią­te­go już syna Sapie­hów, upa­mięt­nił kolej­ny dąb zasa­dzo­ny w kra­si­czyń­skim par­ku. Oka­za­łe drze­wo rośnie do dzisiaj.Młody ksią­żę otrzy­mał sta­ran­ne wykształ­ce­nie praw­ni­cze, teo­lo­gicz­ne i dyplo­ma­tycz­ne, stu­diu­jąc w uni­wer­sy­te­tach Wied­nia, Kra­ko­wa, Inns­bruc­ku, Rzy­mu. Świę­ce­nia kapłań­skie przy­jął w 1893 roku z rąk bisku­pa Jana Puzy­ny. Pod­czas rzym­skich stu­diów nawią­zał wie­le cen­nych kon­tak­tów, poznał waty­kań­skie zwy­cza­je. Już wte­dy zyskał opi­nię orę­dow­ni­ka i nie­ofi­cjal­ne­go repre­zen­tan­ta spraw pol­skich. Pra­co­wał w naj­bliż­szym oto­cze­niu Ojca Świę­te­go Piu­sa X, co zaowo­co­wa­ło tak­że kon­kret­ny­mi decy­zja­mi uwzględ­nia­ją­cy­mi już pol­skie inte­re­sy.
„Krzyż mi łukiem prze­mie­rza”
Zakoń­cze­niem tego okre­su była nomi­na­cja bisku­pia i obję­cie Die­ce­zji Kra­kow­skiej w 1911 roku. W swe godło wpi­sał Crux mihi foede­ris arcus (Krzyż mi łukiem prze­mie­rza). Kape­lusz kar­dy­nal­ski przy­wdział dopie­ro w 1946 roku. Pod­czas stu­diów w rzym­skiej aka­de­mii co nie­dzie­lę odwie­dzał ubo­gich owcza­rzy miesz­ka­ją­cych w naj­bied­niej­szych wio­skach. Kie­dyś przez 30 godzin czu­wał w nędz­nym sza­ła­sie u boku umie­ra­ją­ce­go paste­rza. Ta wraż­li­wość cecho­wa­ła całe życie księ­cia kar­dy­na­ła. W Jazłow­cu, swej pierw­szej para­fii, wspo­ma­gał wier­nych pod­czas epi­de­mii cho­le­ry. Wdzięcz­ni para­fia­nie nazwa­li go „naszym ksią­żąt­kiem”. Obej­mu­jąc kra­kow­skie biskup­stwo od razu przy­stą­pił do orga­ni­zo­wa­nia para­fial­nych komi­te­tów pomo­cy ubo­gim. Wybuch I woj­ny świa­to­wej powięk­szył obsza­ry nędzy. Biskup Sapie­ha natych­miast roz­wi­nął akcję cha­ry­ta­tyw­ną, powo­łu­jąc Kra­kow­ski Bisku­pi Komi­tet Pomo­cy dla Dotknię­tych Klę­ską Woj­ny, potocz­nie zwa­ny Ksią­żę­co-Bisku­pim Komi­te­tem (KBK). Dary napły­wa­ły z całe­go świa­ta. Efek­ty sapie­żyń­skiej akcji były impo­nu­ją­ce, a zaan­ga­żo­wa­nia się tysię­cy Pola­ków w dzie­ło miło­sier­dzia – nie­wy­mier­ne. Wie­le powsta­łych wte­dy insty­tu­cji dzia­ła­ło nadal po woj­nie. Wobec nowych wyzwań ksią­żę biskup ini­cjo­wał komi­te­ty: pomo­cy bied­nym, bez­ro­bot­nym, głod­nym, dotknię­tym klę­ską gło­du, mro­zów… Wspie­rał two­rzą­cy się „Cari­tas”. Pod­czas swych spa­ce­rów Plan­ta­mi wstę­po­wał czę­sto do jadło­daj­ni dla ubo­gich i zasia­dał do posił­ku razem z żebra­ka­mi, nie­jed­no­krot­nie obda­ro­wu­jąc ich drob­ną sumą. W latach II woj­ny, pod jego ducho­wym prze­wod­nic­twem i wspar­ciem, dzia­ła­ła Rada Głów­na Opie­kuń­cza, jedy­na pol­ska orga­ni­za­cja dobro­czyn­na uzna­na przez oku­pan­ta. Po 1945 roku znów odbu­do­wy­wał „Cari­tas”. Sam nad­zo­ro­wał roz­dział darów, spraw­dzał potrze­by. Czę­sto zagra­nicz­na pomoc nad­cho­dzi­ła po pro­stu na adres: „Archi­bi­shop Sapie­ha, Cra­cow, Poland”. Na sta­łe przy­lgnę­ło do nie­go okre­śle­nie – Wiel­ki Jał­muż­nik. Jego dziad i ojciec zbroj­nie wal­czy­li o nie­pod­le­głą Pol­skę. On jej docze­kał. 11 listo­pa­da 1918 roku odpra­wił uro­czy­ste nabo­żeń­stwo. W wawel­skiej kate­drze zabrzmia­ło pod­nio­słe Te Deum.… Z bisku­pim bło­go­sła­wień­stwem wyru­sza­ły na odsiecz Lwo­wa żoł­nier­skie oddzia­ły. Rok póź­niej mówił: „chwi­la obec­na dana nam przez Boga po to, aby w niej budo­wać gmach Ojczy­zny naszej. Zmar­no­wać nam tej chwi­li nie wol­no, jeste­śmy za nią przed Bogiem odpo­wie­dzial­ni. Wyrzec się nam trze­ba sie­bie, a ofia­rą z oso­bi­stych inte­re­sów kłaść pod­wa­li­ny pod pań­stwo­wość pol­ską”. W 1925 roku został metro­po­li­tą, obej­mu­jąc powo­ła­ną wte­dy Metro­po­lię Kra­kow­ską. Lista jego dzia­łań dusz­pa­ster­skich wyda­je się nie koń­czyć. Powo­ły­wał nowe para­fie, budo­wał kościo­ły, spro­wa­dzał zako­ny, ery­go­wał nowe. Wspie­rał insty­tu­cje nauko­we, pra­sę kato­lic­ką, po woj­nie zało­żył „Tygo­dnik Powszech­ny”. Zaan­ga­żo­wa­ny był w two­rze­nie struk­tur Akcji Kato­lic­kiej. Szcze­gól­nie dbał o wykształ­ce­nie księ­ży, roz­bu­do­wał kra­kow­skie semi­na­rium duchow­ne. Ksią­żę biskup miał rów­nież wro­gów. „Wycho­wa­nie reli­gij­ne dla Boga jest naj­sku­tecz­niej­szym wycho­wa­niem dla naro­du i pań­stwa” – uwa­żał. Takie poglą­dy wywo­ły­wa­ły licz­ne ata­ki lewi­cu­ją­ce­go Związ­ku Nauczy­ciel­stwa Pol­skie­go. W lon­dyń­skich „Wia­do­mo­ściach”, Wacław A. Zby­szew­ski wyra­żał opi­nię krę­gów lewi­co­wej inte­li­gen­cji: „Nie odzna­czał się wybit­nym umy­słem”, repre­zen­to­wał „całą tra­dy­cję pol­skie­go kato­li­cy­zmu, anty­in­te­lek­tu­al­ne­go i opie­ra­ją­ce­go się na wie­rze malucz­kich”. W 1937 roku doszło do gło­śne­go kon­flik­tu ze śro­do­wi­ska­mi pił­sud­czy­kow­ski­mi, wobec któ­rych miał kie­dyś powie­dzieć: „chce­cie budo­wać socja­li­stycz­ną i żydow­ską Pol­skę – ja do tego ręki nie przy­ło­żę”. Powo­dem był spór o miej­sce pochów­ku mar­szał­ka Pił­sud­skie­go. Pre­mier Feli­cjan Sła­woj-Skład­kow­ski podał się do dymi­sji. Wacław Sie­ro­szew­ski, pre­zes Pol­skiej Aka­de­mii Lite­ra­tu­ry wzy­wał nawet do aresz­to­wa­nia bisku­pa, inni chcie­li pozba­wić go sta­no­wi­ska, wygnać z kra­ju. Tłum mani­fe­stan­tów spa­lił kukłę księ­cia Sapie­hy, w pała­cu arcy­bi­sku­pim wybi­to szy­by. Pod­czas jed­ne­go z wyjaz­dów do Waty­ka­nu powie­dział na dwor­cu: „Pamię­taj­cie dać mi znać do Rzy­mu, gdy­by na moje miej­sce zamie­rza­no przy­słać jakie­goś majo­ra”.
„Nie mogą mnie kupić…”
Od pierw­szych dni nie­miec­kiej oku­pa­cji ksią­żę Sapie­ha zaan­ga­żo­wał się w pomoc spo­łe­czeń­stwu. Po wyjeź­dzie Pry­ma­sa Hlon­da, to on sta­nął na cze­le pol­skie­go Kościo­ła w kra­ju. Przy­czy­nił się do zwol­nie­nia kra­kow­skich pro­fe­so­rów wysła­nych do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych. Wie­lo­krot­nie inter­we­nio­wał w spra­wach aresz­to­wa­nych, doma­gał się zwięk­sze­nia racji żyw­no­ścio­wych, pro­te­sto­wał prze­ciw­ko ter­ro­ro­wi oku­pan­ta. Pisał listy, memo­ria­ły, anga­żo­wał zagra­nicz­ne śro­do­wi­ska, zabie­gał o pomoc dla wysła­nych na robo­ty do Nie­miec. Słyn­ne sta­ło się odrzu­ce­nie, w dniu uro­dzin Hitle­ra, zapro­sze­nia guber­na­to­ra Han­sa Fran­ka. Niem­cy nie mie­li złu­dzeń co do roli Sapie­hy, Frank nazwał go „gło­wą idei nie­pod­le­gło­ści naro­do­wej”. Powszech­nie opo­wia­da­no, jak ksią­żę metro­po­li­ta przy­jął guber­na­to­ra, poda­jąc na stół – suchy chleb i mar­mo­la­dę z bru­kwi. W rze­czy­wi­sto­ści Frank nigdy nie prze­stą­pił pro­gów pała­cu przy uli­cy Fran­cisz­kań­skiej, będą­ce­go wte­dy miej­scem szcze­gól­nie żar­li­wej modli­twy księ­cia. Z poten­cja­łem ogrom­ne­go auto­ry­te­tu ksią­żę metro­po­li­ta wkra­czał w okres rzą­dów komu­ni­stycz­nych. Z nową wła­dzą roz­ma­wiał, spo­ty­kał się, nie­któ­rzy odczy­ta­li to jako wspar­cie dla niej. Tym­cza­sem już wio­sną 1945 roku pod­pi­sał memo­riał do Bole­sła­wa Bie­ru­ta, doma­ga­ją­cy się zaprze­sta­nia repre­sji wobec żoł­nie­rzy Armii Kra­jo­wej. Wkrót­ce powsta­ły kolej­ne listy. Napo­mi­nał w coraz ostrzej­szym tonie. W sierp­niu 1948 roku, pod­czas jed­ne­go z ostat­nich wyjaz­dów na Zachód, spo­tkał się z ame­ry­kań­skim amba­sa­do­rem w Moskwie, Ave­rel­lem Har­ri­ma­nem. Zapy­ta­ny o wła­sne per­spek­ty­wy odpo­wie­dział mu: „No cóż, komu­ni­ści będą naj­praw­do­po­dob­niej uni­kać, w każ­dym razie jesz­cze przez jakiś czas, bez­po­śred­nich ata­ków na mnie. W spo­łe­czeń­stwie będą róż­ny­mi spo­so­ba­mi pod­ry­wać zaufa­nie do mnie. (…) Komu­ni­ści wie­dzą, że nie mogą kupić ani mnie, ani żad­ne­go bisku­pa, więc każ­dy chwyt jest przy­dat­ny do pod­ry­wa­nia zaufa­nia i sia­nia podej­rzeń”. Wkrót­ce reżim ude­rzył w „Cari­tas”, aresz­to­wa­no księ­ży. Ksią­żę metro­po­li­ta przy­go­to­wał doku­ment stwier­dza­ją­cy, że gdy znaj­dzie się w rękach UB, wszyst­kie jego oświad­cze­nia „nie są wol­ne i nie przyj­mu­ję je za swo­je”. Wkrót­ce cięż­ko zacho­ro­wał. 23 lip­ca 1951 roku ude­rze­nia Dzwo­nu Zyg­mun­ta oznaj­mi­ły kra­ko­wia­nom śmierć kard. Sapie­hy. Przed arcy­bi­sku­pim pała­cem zaczę­ły gro­ma­dzić się rze­sze wier­nych. Jego pogrzeb zgro­ma­dził kil­ka­dzie­siąt tysię­cy osób. Kon­dukt kro­czył uli­ca­mi pokry­ty­mi dywa­nem kwia­tów, aby dotrzeć na Wawel, gdzie u stóp kon­fe­sji św. Sta­ni­sła­wa zło­żo­no pro­chy „Księ­cia Nie­złom­ne­go”.

Jaro­sław Sza­rek