Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Aby zachować wolność potrzeba poświęcenia i ofiary

Pomnik Chwa­ła Zwy­cię­żo­nym na war­szaw­skich Powąz­kach woj­sko­wych

1 sierp­nia 1944 roku żoł­nie­rze Armii Kra­jo­wej sta­nę­li w War­sza­wie do wal­ki z nie­miec­kim oku­pan­tem. Przez 63 trzy dni opa­no­wa­ne przez powstań­ców dziel­ni­ce sto­li­cy były skraw­kiem wol­nej Pol­ski. Entu­zjazm lud­no­ści, któ­ra wyzwo­li­ła się z nie­miec­kiej oku­pa­cji, był ogrom­ny. Nie­mal natych­miast zaczę­ły się orga­ni­zo­wać wszyst­kie struk­tu­ry dzia­ła­ją­ce­go dotych­czas w kon­spi­ra­cji Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go. Wyzwo­le­nie War­sza­wy przez Armię Kra­jo­wą mia­ło stać się ostat­nią pró­bą rato­wa­nia nie­pod­le­gło­ści Pol­ski. Mimo ogrom­ne­go zapa­łu i ofiar­no­ści mia­sto zosta­ło ska­za­ne na zagła­dę. Za Wisłą Sta­lin nie tyl­ko zatrzy­mał swe czoł­gi, Moskwa odmó­wi­ła nawet zgo­dy na lądo­wa­nie na swych lot­ni­skach alianc­kim i pol­skim zało­gom samo­lo­tów lata­ją­cych z Włoch ze zrzu­ta­mi dla wal­czą­cej sto­li­cy. W War­sza­wie zgi­nę­ło 18 tys. powstań­ców, ponad 20 tys. zosta­ło ran­nych, 15 tys. odda­ło się do nie­wo­li. Wśród lud­no­ści cywil­nej śmierć ponio­sło ponad 150 tys. osób, 50 tys. wywie­zio­no do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, a 150 tys. na przy­mu­so­we robo­ty do Rze­szy. Resz­tę miesz­kań­ców ewa­ku­owa­no na Kie­lec­czy­znę i w Kra­kow­skie. Niem­cy stra­ci­li 26 tys. zabi­tych, zagi­nio­nych i ran­nych. Do stycz­nia 1945 roku czy­li do sowiec­kiej ofen­sy­wy, nie­miec­kie lot­nic­two zgod­nie z roz­ka­zem dowód­cy SS Hein­ri­cha Him­m­le­ra rów­na­ło z zie­mią sto­li­cę Pol­ski. Poni­żej zamiesz­cza­my frag­ment wypo­wie­dzi Pry­ma­sa Pol­ski ks. kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go „Ofiar­ny ołtarz powstań­czej War­sza­wy” z 4 paź­dzier­ni­ka 1961 roku, na temat sen­su ofia­ry Powsta­nia War­szaw­skie­go. Pry­mas Wyszyń­ski, któ­re­go 110. rocz­ni­ca uro­dzin mija 3 sierp­nia, był kape­la­nem Armii Kra­jo­wej oraz peł­nił posłu­gę dusz­pa­ster­ską w powstań­czym szpi­ta­lu.
Krzyż, cho­ciaż ugiął Chry­stu­sa, wypro­sto­wał ludz­kość. Dla­te­go stał się dla ludz­ko­ści zna­kiem nadziei. Ludz­kość patrzy z ufno­ścią ku krzy­żo­wi, bo na nim jest wywyż­sze­nie czło­wie­ka. Krzyż jest pod­nie­sie­niem czło­wie­ka z pyłu dro­gi życio­wej, któ­rą prze­szedł Chry­stus, a przez któ­rą my wszy­scy idzie­my za Nim. Z kal­wa­ryj­skiej dro­gi ludz­ko­ści krzyż nie­ustan­nie dźwi­ga czło­wie­ka i przy­po­mi­na Chry­stu­so­we sło­wa: „A ja, gdy nad zie­mię pod­wyż­szo­ny będę, wszyst­ko do sie­bie przy­cią­gnę” (J 12,32). To jest zada­nie Chry­stu­so­we­go krzy­ża: pod­no­sić i dźwi­gać. Poświę­ci­li­śmy ołtarz, któ­ry został w tej świą­ty­ni wysu­nię­ty na śro­dek pre­zbi­te­rium. Ma on nam mówić o wiel­kiej ofie­rze, któ­ra się tu doko­na­ła i któ­ra uzu­peł­nia bez­kr­wa­wą ofia­rę Jezu­sa Chry­stu­sa, przed chwi­lą zło­żo­ną. Kto zna histo­rię Powsta­nia War­szaw­skie­go, ten wie, że był dzień, w któ­rym uli­ca Piw­na, bie­gną­ca w kie­run­ku Pla­cu Zam­ko­we­go, wypeł­nio­na była ludem, ocze­ku­ją­cym – na mocy umo­wy z Niem­ca­mi – wyj­ścia ku czę­ści mia­sta nie obję­tej pier­ście­niem wal­ki. I wła­śnie wte­dy, gdy mia­ły się za chwi­lę otwo­rzyć bary­ka­dy powstań­cze, nad­le­cia­ły samo­lo­ty i roz­po­czę­ła się tra­ge­dia. Ofia­rą jej padł kościół Świę­te­go Mar­ci­na i lud, któ­ry się w nim schro­nił. Świą­ty­nia ta, któ­ra skle­pie­nia­mi przy­kry­ła set­ki giną­cych ludzi, sta­ła się wiel­kim ołta­rzem ofiar­nym. Olbrzy­mie uzu­peł­nie­nie dała wów­czas War­sza­wa do Chry­stu­so­wej ofia­ry, któ­rą wspól­nie skła­da­ją kapła­ni i lud wier­ny na ołta­rzach Kościo­ła świę­te­go. Gdy roz­po­czy­na­li­śmy Naj­święt­szą Ofia­rę, kapła­ni wezwa­li Was, naj­mil­sze dzie­ci Boże, aby­ście zło­ży­li na ołta­rzu swe skrom­ne dary ofiar­ne. Pomy­śl­cie o tych, któ­rych dzi­siaj wspo­mi­na­my, a któ­rzy zło­ży­li na ofiar­nym ołta­rzu powstań­czej War­sza­wy naj­więk­szą ofia­rę, bo – z życia wła­sne­go. Na ścia­nach tej świą­ty­ni znaj­du­ją się tabli­ce, poświę­co­ne boha­te­rom. Strasz­ne to były dni, ale jak­że wspa­nia­łe! Okry­ły sto­li­cę naro­du, któ­ry chciał być wol­ny, nową chwa­łą, albo­wiem naród – przez synów swo­ich wal­czą­cych w War­sza­wie – zaświad­czył, że pra­gnie wol­no­ści i ma do niej cał­ko­wi­te pra­wo. War­sza­wa – Mia­sto Nie­ujarz­mio­ne! Cho­ciaż­by mia­ło ufać prze­ciw­ko nadziei – nie­zwy­cię­żo­ne! Bo nawet wte­dy, gdy pad­ną wszy­scy, pozo­sta­nie jesz­cze spra­wa i pra­wo do wol­no­ści. I cho­ciaż­by pozo­sta­ły góry ciał, przy­kry­te gru­za­mi, to jesz­cze ofia­ry te są małe, w porów­na­niu do wiel­kie­go pra­wa, jakie ma czło­wiek, naród i ludz­kość: pra­wa do wol­no­ści. Wiel­kie jest pra­wo do wol­no­ści! Zło­żył je w natu­rze czło­wie­ka sam Bóg. Jest ono tak wiel­kie, że poru­szy­ło nawet nie­bo i gło­sem swo­im doszło do łona Trój­cy Świę­tej, wstrzą­sa­jąc nie­ja­ko wewnętrz­nym szczę­ściem same­go Boga. Oto Ojciec Nie­bie­ski nie przy­jął ofiar Sta­re­go Zako­nu, skła­da­nych Mu ze zwie­rząt na Syjo­nie, ale Syno­wi swo­je­mu cia­ło spo­so­bił, aże­by Bóg-Czło­wiek zło­żył je w obro­nie wol­no­ści swych bra­ci. Przez krzyż, ofia­rę z cia­ła i krwi swo­jej, Chry­stus wyzwo­lił czło­wie­ka. Aż tak potęż­ne jest pra­wo do wol­no­ści! Wła­śnie dla­te­go, aże­by je zacho­wać i ochro­nić, a przez to obro­nić god­ność czło­wie­ka, jako isto­ty rozum­nej i wol­nej, trze­ba umieć się poświę­cać i skła­dać ofia­ry. Poni­żej pozio­mu wol­no­ści oso­bi­stej, jako wła­ści­wo­ści rozum­nej natu­ry ludz­kiej, czło­wiek, któ­ry bier­nie przyj­mu­je narzu­co­ną mu nie­wo­lę, już się wła­ści­wie dekla­su­je i prze­sta­je być pod jakimś wzglę­dem peł­nym czło­wie­kiem. I naród, któ­ry nie umie wal­czyć o swo­ją wol­ność, już się wła­ści­wie zde­kla­so­wał, sta­jąc poni­żej swej wyso­kiej god­no­ści. Trze­ba dopie­ro olbrzy­mich ofiar i potęż­nych wstrzą­sów, aże­by otrzeź­wiał czło­wiek, któ­ry nie bro­ni już wol­no­ści swo­jej oso­by jako isto­ty rozum­nej, i naród, któ­ry nie peł­ni już powin­no­ści wobec naj­słusz­niej­sze­go i naj­po­tęż­niej­sze­go swe­go pra­wa, jakim jest wol­ność. Dla­te­go też obroń­ca wol­no­ści, Jezus Chry­stus, cho­ciaż „zgo­rzał” – jak widzi­my to na krzy­żu, wiszą­cym na wprost ambo­ny – jed­nak­że zada­nie swo­je wypeł­nił. My rów­nież posta­no­wi­li­śmy – zda się – wbrew nadziei podźwi­gnąć świą­ty­nię, któ­ra wyglą­da­ła jak ten spa­lo­ny i zgo­rza­ły do poło­wy – Chry­stus. Skła­da­li­śmy olbrzy­mie ofia­ry pra­cy, poświę­ce­nia i tru­du, aże­by odro­sła nam, jak rośnie w naszych duszach Chry­stus, któ­re­go w bole­snych cza­sach męki i cier­pie­nia lepiej zro­zu­mie­li­śmy. Dziś mamy więk­szy głód jedy­ne­go Boga, któ­ry umie za czło­wie­ka umie­rać. Już nie mogą nam impo­no­wać „bogi”, któ­re nie są zdol­ne umrzeć za czło­wie­ka, nato­miast umie­ją łatwo czło­wie­ko­wi śmierć zada­wać. W bole­snych doświad­cze­niach odwra­ca­my się od bogów śmier­cio­no­śnych i zwra­ca­my się do Boga, któ­ry daje życie i wol­ność, cią­gle pod­no­sząc czło­wie­ka z upad­ku. „A Ja, gdy nad zie­mię pod­wyż­szo­ny będę, wszyst­ko do sie­bie przy­cią­gnę” (J 12, 32). To jest wywyż­sze­nie czło­wie­ka! Ojciec Świę­ty Pius XII mówił w cza­sie Powsta­nia o War­sza­wie, któ­ra sta­ła się wiel­kim „pło­ną­cym tyglem”. Takim tyglem było Sta­re Mia­sto i ta świą­ty­nia. Papież zano­sił modli­twy, aby w żarzą­cym się tyglu spło­nę­ło tyl­ko to, co sła­be i liche, a oca­la­ło i oczy­ści­ło się to, co wiel­kie i szla­chet­ne, co jest praw­dzi­wym i naj­więk­szym dobrem – miłość. I my cią­gle musi­my czu­wać nad tym, aby we wszel­kich udrę­kach oczysz­cza­ła się nasza miłość, aby­śmy umie­li miło­wać nawet nie­przy­ja­ciół. To jest szczyt chrze­ści­jań­stwa i szczyt postę­pu ludz­ko­ści: miło­wać nie­przy­ja­ciół i umieć modlić się za nich. O co? O miłość dla nich! Jest to rzecz trud­na, nawet bar­dzo trud­na, ale naj­waż­niej­sza. Cóż nam bowiem pomo­że wszyst­ko, jeśli miło­ści mieć nie będzie­my? Cho­ciaż­by­śmy cia­ła wyda­li, iżby gorza­ły, a miło­ści byśmy nie mie­li, nic nam to nie pomo­że. Trze­ba kochać tak, aby nawet spło­nąć jak Chry­stus na krzy­żu, spa­lo­ny w ogniach Powsta­nia. Taka miłość niko­mu nie szko­dzi, a wszyst­kich ratu­je. Ale jeśli kocha­my tyl­ko tak, aby za wszel­ką cenę zacho­wać sie­bie, to cho­ciaż­by­śmy się do całe­go świa­ta uśmie­cha­li, nic nam to nie pomo­że. Ordo cari­ta­tis wyma­ga, aby zacząć miło­wać naprzód we wła­snym domu swo­ich naj­bliż­szych, któ­rych zawsze kochać naj­trud­niej, bo cho­dzi­my z nimi na jed­nej desce i cią­gle się o nich ocie­ra­my. To jest trud­ne, ale chrze­ści­jań­stwo łatwe nie jest! Dla­te­go też rzad­ko jest dobrze rozu­mia­ne. Trud­no jest zro­zu­mieć świę­te­go Paw­ła, gdy zachwa­la: „Ale co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlu­bić z cze­go inne­go, jeno z krzy­ża Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa” (Ga 6, 14). Dla­te­go tak rzad­ko ludzie mogą zdo­być się na ofia­rę z sie­bie, aby rato­wać innych. Mąż nie­czę­sto zdo­by­wa się na ofia­rę z sie­bie, aby rato­wać żonę, i żona podob­nie, cho­ciaż już czę­ściej, zdo­by­wa się na mil­czą­cą ofia­rę, aby rato­wać męża. Podob­nie rodzi­ce muszą się zdo­by­wać na ofia­rę, aby rato­wać dzie­ci. Idąc po linii hie­rar­chii spo­łecz­nej, wszę­dzie musi być peł­na mia­ra miło­ści, tak, iżby prze­le­wa­ła się na innych. Dopie­ro wte­dy w całym świe­cie zwy­cię­ży miłość! I my pra­gnie­my docze­kać się takiej miło­ści w Domu Ojczy­stym! Idzie teraz o to, aby Sto­li­ca, któ­ra umia­ła pło­nąć, zawsze goto­wa do wszel­kiej, cało­pal­nej ofia­ry, tak, iż zupeł­nie zgo­rza­ła, umia­ła obec­nie, po swych bole­snych doświad­cze­niach – żyć w miło­ści. Bo ponad to wszyst­ko – więk­sza jest miłość… (por. l Kor 13,13)…Słowo Pry­ma­sa Pol­ski ks. kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go­po poświę­ce­niu nowe­go ołta­rza w koście­le św. Mar­ci­na w War­sza­wie, wygło­szo­ne 4 paź­dzier­ni­ka 1961,[w: ] Ste­fan Kar­dy­nał Wyszyń­ski Pry­mas Polski,„W ser­cu sto­li­cy”, War­sza­wa 2000.

wybrał Jaro­sław Sza­rek