Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

OSIEMNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 1–6 VIII 2011

PONIEDZIAŁEK:
Lb 11,4b–15; Mt 14,22–36

Jezus prze­mó­wił się do nich: „Odwa­gi, Ja jestem, nie bój­cie się”. Na to ode­zwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do sie­bie po wodzie”. A On rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i kro­cząc po wodzie, przy­szedł do Jezu­sa. Lecz na widok sil­ne­go wia­tru uląkł się i  zaczął tonąć, krzyk­nął: „Panie, ratuj mnie”.
Czy życie nas, wie­rzą­cych nie sta­ło­by się o wie­le prost­sze, gdy­by Jezus stał obok nas i zde­cy­do­wa­nym gło­sem mówił, co nale­ży czy­nić? Wszyst­ko było­by bar­dziej przej­rzy­ste, mniej kło­po­tli­we. Czyż­by? Piotr też widział Jezu­sa i wyraź­nie sły­szał Jego głos. I ruszył w dro­gę po wodzie. Cóż z tego, gdy wia­ry wystar­czy­ło tyl­ko na kil­ka kro­ków. A potem było już tyl­ko roz­pacz­li­we woła­nie o ratu­nek. Wnio­sek: zanim zacznie­my słu­chać Boga, pro­śmy o wia­rę.

WTOREK:
Lb 12,1–13; Mt 15,1–2.10–14

Do Jezu­sa przy­szli z Jero­zo­li­my fary­ze­usze i ucze­ni w Piśmie z zapy­ta­niem: „Dla­cze­go twoi ucznio­wie postę­pu­ją wbrew tra­dy­cji star­szych?”. Bo nie myją sobie rąk przed jedze­niem. Jezus przy­wo­łał do sie­bie tłum i rzekł do nie­go: „Słu­chaj­cie i chciej­cie zro­zu­mieć: Nie to, co wcho­dzi do ust, czy­ni czło­wie­ka nie­czy­stym, ale co z ust wycho­dzi, to go czy­ni nie­czy­stym”.
Nie­kie­dy mówi­my o grze­chu spo­łecz­nym, struk­tu­ral­nym, o warun­kach deter­mi­nu­ją­cych ludz­kie zacho­wa­nie. A czę­sto za tym kry­je się uspra­wie­dli­wie­nie złych czy­nów, prze­rzu­ca­nie odpo­wie­dzial­no­ści na innych. Tym­cza­sem nie negu­jąc złych zewnętrz­nych wpły­wów, Jezus pod­kre­śla odpo­wie­dzial­ność kon­kret­nych ludzi. Wie­le może wpły­wać na nas, ale przede wszyst­kim to od nas zale­ży, co z nasze­go ser­ca wypły­nie. I dla­te­go jeste­śmy za to odpo­wie­dzial­ni.

ŚRODA:
Lb 13,1–2a. 25–14,1.26–29.34–35
Mt 15,21–28

A ona przy­szła, upa­dła przed Nim i pro­si­ła: „Panie, dopo­móż mi”. On jed­nak odparł: „Nie­do­brze jest brać chleb dzie­ciom i rzu­cać psom”. A ona odrze­kła: „Tak, Panie, lecz i szcze­nię­ta jedzą z okru­szyn, któ­re spa­da­ją ze sto­łu ich panów”. Wte­dy Jezus jej odpo­wie­dział: „O nie­wia­sto, wiel­ka jest two­ja wia­ra; niech ci się sta­nie, jak chcesz”.
Kobie­ta kana­nej­ska – ileż musia­ło być w niej deter­mi­na­cji, by przy­jąć ostat­nie miej­sce, nawet nie przy sto­le, lecz pośród szcze­niąt… Jak mogła się na to zgo­dzić? Zgo­dzi­ła się, bo wie­rzy­ła głę­bo­ko i całym ser­cem. I bar­dzo kocha­ła. Jeśli wia­ra i miłość wypeł­nia­ją ser­ce czło­wie­ka, wów­czas zewnętrz­ne oko­licz­no­ści tra­cą na zna­cze­niu; w szcze­gól­no­ści prze­szko­dy prze­sta­ją się liczyć, bo dzię­ki wie­rze znaj­dzie­my zawsze wła­ści­wą odpo­wiedź, a miłość popro­wa­dzi nas dalej mimo pię­trzą­cych się barier.
CZWARTEK:
Lb 20,1–13; Mt 16,13–23
Gdy przy­szedł w oko­li­ce Ceza­rei Fili­po­wej, pytał swych uczniów: „Za kogo ludzie uwa­ża­ją Syna Czło­wie­cze­go?”. A oni odpo­wie­dzie­li: „Jed­ni za Jana Chrzci­cie­la, inni za Elia­sza, jesz­cze inni za Jere­mia­sza albo za jed­ne­go z pro­ro­ków”. Jezus zapy­tał ich: „A wy za kogo Mnie uwa­ża­cie?”. Odpo­wie­dział Szy­mon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywe­go”.
Cze­mu miał słu­żyć ten krót­ki prze­gląd opi­nii publicz­nej spro­wo­ko­wa­ny przez Jezu­sa? Bynaj­mniej nie było to jed­no z mod­nych dziś badań son­du­ją­cych poglą­dy ludzi, by osta­tecz­nie pozo­sta­wić rzecz bez odpo­wie­dzi. Musia­ło paść to naj­waż­niej­sze pyta­nie: co wy o tym myśli­cie? Lecz nie cho­dzi­ło tu bynaj­mniej o jesz­cze jed­ną opi­nię. Cho­dzi­ło o praw­dę o Jezu­sie. Czło­wiek wie­rzą­cy nie może stać się kolek­cjo­ne­rem zasły­sza­nych opi­nii. Winien słu­chać gło­su swe­go sumie­nia, gdzie prze­ma­wia Bóg, by móc, wbrew róż­nym poglą­dom, zawsze pozo­sta­wać przy praw­dzie.

PIĄTEK:
Pwt 4,32–40; Mt 16,24–28

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze same­go sie­bie, niech weź­mie krzyż swój i niech Mnie naśla­du­je. Bo kto chce zacho­wać swo­je życie, stra­ci je; a kto stra­ci swe życie z mego powo­du, znaj­dzie je. Cóż bowiem za korzyść odnie­sie czło­wiek, choć­by cały świat zyskał, a na duszy swej szko­dę poniósł? Albo co da czło­wiek w zamian za swo­ją duszę?
Naśla­do­wa­nie Jezu­sa kry­je w sobie nakaz, by przy­jąć swój krzyż. Trud­no bez drże­nia w gło­sie wypo­wia­dać sło­wa o przy­ję­ciu krzy­ża. A jed­nak Jezus taką dro­gę nam wska­zał. Dro­ga krzy­ża jest bowiem jed­nym z tych wska­zań Jezu­sa, któ­re świad­czą o Jego głę­bo­kim reali­zmie. Zmar­no­wa­li­by­śmy życie, chcąc uni­kać prze­ciw­no­ści. Lecz gdy oswo­imy się z ich obec­no­ścią, odkry­je­my, że mogą stać się budul­cem, któ­ry pozwo­li nam wejść wyso­ko, bar­dzo wyso­ko…

SOBOTA:
Dn 7,9–10.13–14; Mt 17,1–9
ŚWIĘTO PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO

Jezus wziął ze sobą Pio­tra, Jaku­ba i bra­ta jego, Jana i zapro­wa­dził ich na górę wyso­ką, osob­no. Tam prze­mie­nił się wobec nich: Twarz Jego zaja­śnia­ła jak słoń­ce, odzie­nie zaś sta­ło się bia­łe jak świa­tło. A oto im się uka­za­li Moj­żesz i Eliasz, któ­rzy roz­ma­wia­li z Nim. Wte­dy Piotr rzekł do Jezu­sa: „Panie, dobrze, że tu jeste­śmy; jeśli chcesz, posta­wię tu trzy namio­ty: jeden dla Cie­bie, jeden dla Moj­że­sza i jeden dla Elia­sza”.
Jezus zabie­ra apo­sto­łów na wyso­ką górę. W taki oto nie­co­dzien­ny spo­sób uka­zu­je im ich apo­stol­skie powo­ła­nie. Jako Jego ucznio­wie win­ni­śmy każ­de­go dnia wcho­dzić na wyso­ką górę ducha, by widzieć jaśniej codzien­ne spra­wy, by roz­po­znać wyraź­niej Jego obec­ność i usły­szeć Jego sło­wo. Prze­cież zada­niem apo­sto­łów jest wska­zy­wać dro­gę innym. Nie moż­na tego wyko­nać ina­czej. Im wyżej ducho­wo stoi apo­stoł, tym jaśniej widzi, tym pew­niej naucza, sku­tecz­niej słu­ży. I jesz­cze jed­no. Apo­stoł to nie tyl­ko ksiądz…

ks. Roman Sła­weń­ski