Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DZIEWIĘTNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 8–13 VIII 2011

PONIEDZIAŁEK:
Pwt 10,12–22; Mt 17,22–27

Gdy Piotr wszedł do domu, Jezus uprze­dził go mówiąc: „Szy­mo­nie, jak ci się zda­je? Od kogo kró­lo­wie ziem­scy pobie­ra­ją dani­ny lub podat­ki? Od synów swo­ich czy od obcych?”. Powie­dział: „Od obcych”. Jezus mu rzekł: „A zatem syno­wie są wol­ni. Żeby­śmy jed­nak nie dali powo­du do zgor­sze­nia, idź nad jezio­ro i zarzuć węd­kę. Weź pierw­szą rybę, któ­rą wycią­gniesz i otwórz jej pysz­czek: znaj­dziesz sta­te­ra. Weź go i daj im za Mnie i za sie­bie”.
Było dwu­na­stu Apo­sto­łów, ale tyl­ko za Pio­tra Jezus zapła­cił poda­tek świą­tyn­ny mone­tą, któ­rą pła­cił za sie­bie. Tym samym posta­wił go tuż przy sobie, naj­bli­żej sie­bie. Uprzy­wi­le­jo­wa­ny Piotr otrzy­mał potwier­dze­nie swe­go powo­ła­nia. Co dopie­ro Apo­stoł wyznał, że Jezus jest Synem Boga, teraz jesz­cze raz publicz­nie potwier­dził to, nie­mal nara­ża­jąc się słu­gom świą­ty­ni stwier­dze­niem, że syn nie pła­ci podat­ku. Piotr musi być pierw­szy w odważ­nym wyzna­wa­niu wia­ry w Jezu­sa. I my z nim.

WTOREK:
Oz 2,16b.17b.21–22; Mt 25,1–13

Kró­le­stwo nie­bie­skie podob­ne będzie do dzie­się­ciu panien, któ­re wzię­ły swo­je lam­py i wyszły na spo­tka­nie oblu­bień­ca. Pięć z nich było nie­roz­sąd­nych, a pięć roz­trop­nych. Nie­roz­sąd­ne wzię­ły lam­py, ale nie wzię­ły z sobą oli­wy. Roz­trop­ne zaś razem z lam­pa­mi zabra­ły oli­wę w naczy­niach. Gdy się oblu­bie­niec opóź­niał, zmo­rzo­ne snem wszyst­kie zasnę­ły. Lecz o pół­no­cy roz­le­gło się woła­nie: „Oblu­bie­niec idzie, wyjdź­cie mu na spo­tka­nie”.
Lam­py sym­bo­li­zu­ją wia­rę. Czło­wiek, któ­ry wie­rzy, odnaj­du­je w swym sumie­niu świa­tło. Bywa­ją jed­nak takie przy­gnia­ta­ją­ce splo­ty wyda­rzeń, że świa­tła wia­ry zaczy­na bra­ko­wać. Co się sta­ło? Bra­kło oli­wy. Wia­ra, by świe­cić wystar­cza­ją­cym świa­tłem, musi być kar­mio­na modli­twą. Oli­wa modli­twy pod­sy­ca pło­mień wia­ry. Nie wol­no się dzi­wić, że gdy ktoś zanie­dbu­jąc modli­twę, skar­ży się, iż to czy inne wyma­ga­nie Kościo­ła jest zbyt trud­ne. Po pro­stu bra­kło oli­wy – modli­twy.

ŚRODA:
2 Kor 9,6–10; J 12,24–26

Zapraw­dę, zapraw­dę powia­dam wam: Jeśli ziar­no psze­ni­cy, wpadł­szy w zie­mię, nie obumrze, zosta­nie tyl­ko samo, ale jeśli obumrze, przy­no­si plon obfi­ty. Ten, kto kocha swo­je życie, tra­ci je, a kto nie­na­wi­dzi swe­go życia na tym świe­cie, zacho­wa je na życie wiecz­ne. A kto by chciał Mi słu­żyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój słu­ga. A jeśli kto Mi słu­ży, uczci go mój Ojciec.
Słu­ga idzie za swo­im panem. Słu­ga Jezu­sa podą­ża tam, gdzie prze­by­wał Mistrz. Fizycz­nie Jezus prze­by­wał na zie­mi pale­styń­skiej, lecz ducho­wo zawsze pozo­sta­wał w domu Ojca, bo Jego naj­głęb­szym pra­gnie­niem było peł­nić Jego wolę. W rze­czy­wi­sto­ści nie liczy się fizycz­na prze­strzeń. Decy­du­ją­ca o życiu jest prze­strzeń ducho­wa, a tę two­rzy­my naj­peł­niej, gdy nosi­my w ser­cu pra­gnie­nie, by w naszym życiu speł­ni­ło się to, co zamie­rzył Bóg. A zna­kiem tego jest codzien­na modli­twa w tej inten­cji.

CZWARTEK:
Joz 3,7–10a.11.13–17; Mt 18,21–19,1

Wte­dy pan wezwał słu­gę przed sie­bie i rzekł mu: „Słu­go nie­go­dzi­wy! Daro­wa­łem ci cały ten dług, ponie­waż mnie pro­si­łeś. Czyż więc i ty nie powi­nie­neś był uli­to­wać się nad swo­im współ­słu­gą, jak ja uli­to­wa­łem się nad tobą?”. I unie­sio­ny gnie­wem pan jego kazał wydać go katom, dopó­ki mu całe­go dłu­gu nie odda.
Przy­po­wieść o nie­mi­ło­sier­nym słu­dze przy­po­mi­na obo­wią­zek odpo­wia­da­nia miło­sier­dziem na otrzy­ma­ne miło­sier­dzie. Jed­nym z obsza­rów miło­sier­dzia jest modli­twa. Tak napraw­dę nie może­my dziś wie­dzieć, ile dobra w naszym życiu powsta­ło dzię­ki modli­twie innych. Tyl­ko przez wia­rę czu­je­my intu­icyj­nie, że modli­twa nie­zna­nych osób, modli­twa Kościo­ła cią­gle nam towa­rzy­szy. Win­ni­śmy więc sta­ran­nie spła­cać ten dług wła­sną modli­twą za wszyst­kich swych dobro­czyń­ców. Nie zanie­dbuj­my tego obo­wiąz­ku.

PIĄTEK:
Joz 24,1–13; Mt 19,3–12

Fary­ze­usze przy­stą­pi­li do Jezu­sa, chcąc Go wysta­wić na pró­bę, i zada­li Mu pyta­nie: „Czy wol­no odda­lić swo­ją żonę z jakie­go­kol­wiek powo­du?”. On odpo­wie­dział: „Czy nie czy­ta­li­ście, że Stwór­ca od począt­ku stwo­rzył ich jako męż­czy­znę i kobie­tę? I rzekł: Dla­te­go opu­ści czło­wiek ojca i mat­kę i złą­czy się ze swo­ją żoną, i będą obo­je jed­nym cia­łem. A tak już nie są dwo­je, lecz jed­no cia­ło. Co więc Bóg złą­czył, niech czło­wiek nie roz­dzie­la”.
Nie­ro­ze­rwal­ność mał­żeń­stwa jest wiel­kim dobrem i zara­zem bar­dzo wyma­ga­ją­cym zada­niem. Bywa, że czło­wiek nie mając dość sił, by się­gnąć po coś cen­ne­go, wma­wia sobie, że zna­lazł inne dobro, rów­nie cen­ne. Stąd wie­lu doświad­cza­jąc roz­bi­cia w mał­żeń­stwie łudzi się, że znaj­du­je póź­niej praw­dzi­wą miłość. A prze­cież roze­rwa­ne mał­żeń­stwo jest zawsze zna­kiem bole­snej klę­ski. Bóg sta­jąc na stra­ży nie­ro­ze­rwal­no­ści mał­żeń­stwa bynaj­mniej nie sta­je w poprzek ludz­kie­go pra­gnie­nia szczę­ścia. Wię­cej, wska­zu­je na wier­ność jako dro­gę do praw­dzi­we­go szczę­ścia.

SOBOTA:
Ef 1,3–6.11–12; J 19,25–27
ŚWIĘTO NMP KALWARYJSKIEJ

A obok krzy­ża Jezu­so­we­go sta­ły: Mat­ka Jego i sio­stra Mat­ki Jego, Maria, żona Kle­ofa­sa i Maria Mag­da­le­na. Kie­dy więc Jezus ujrzał Mat­kę i sto­ją­ce­go obok Niej ucznia, któ­re­go miło­wał, rzekł do Mat­ki: „Nie­wia­sto, oto syn Twój”. Następ­nie rzekł do ucznia: „Oto Mat­ka two­ja”. I od tej godzi­ny uczeń wziął Ją do sie­bie.
Mary­ja na Kal­wa­rii to Mary­ja uczest­ni­czą­ca w męce swe­go Syna. Mary­ja współ­cier­pią­ca. Wycho­dząc na górę ukrzy­żo­wa­nia całym ser­cem nio­sła krzyż Jezu­sa i prze­ży­wa­ła Jego udrę­cze­nie. Dzień Maryi Kal­wa­ryj­skiej jest zapro­sze­niem, by za Jej przy­kła­dem roz­pa­mię­ty­wać mękę Syna Boże­go. A to ducho­we wędro­wa­nie na dro­dze krzy­żo­wej będzie dla nas szko­łą praw­dzi­wej miło­ści i odpo­wie­dzial­no­ści ze swe czy­ny.

ks. Roman Sła­weń­ski