Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Droga ku wolności

O Polskę – moralne przedmurze Europy

Sło­wa Jasno­gór­skie­go Ślu­bo­wa­nia z 1956 roku się nie przedaw­ni­ły (…) sto­imy na pro­gu nowej ich aktu­al­no­ści. Są aktu­al­ne w nowych warun­kach – i w nowy spo­sób. (…) Trze­ba nam sta­le wra­cać do tego ślu­bo­wa­nia, tak jak daw­niej poko­le­nia wra­ca­ły do Ślu­bów Jana Kazi­mie­rza. Trze­ba nam sta­le na nowo pona­wiać rachu­nek sumie­nia z tych wszyst­kich zobo­wią­zań, któ­re w nich się zawie­ra­ją. Są one pod­sta­wo­we, doty­czą życia naro­du, budu­ją na pra­wie Bożym, któ­re jest zara­zem pra­wem wpi­sa­nym w ludz­kie sumie­nie. Pra­wo to odczy­tu­ją zarów­no wie­rzą­cy, jak i nie­wie­rzą­cy. Nie co inne­go też, tyl­ko to moral­ne pra­wo win­no sta­no­wić rze­tel­ną pod­sta­wę ustro­ju i pań­stwa, i życia spo­łe­czeń­stwa. Posza­no­wa­nie wol­no­ści ludz­kich sumień to nie co inne­go, jak posza­no­wa­nie tego pra­wa, bez któ­re­go sumie­nia są cho­re i spo­łe­czeń­stwo nie może być zdro­we. bł. Jan Paweł II, 26 sierp­nia 1990 roku

„Ufam, że Kró­lo­wa Nie­bios i Pol­ski dozna dziś wiel­kiej chwa­ły na Jasnej Górze. Jestem już w peł­ni spo­koj­ny. Doko­na­ło się dziś wiel­kie dzie­ło. Spadł kamień z ser­ca. Oby stał się chle­bem dla Naro­du” – pisał w klasz­tor­nej celi w Komań­czy, wię­zio­ny od trzech lat, Pry­mas Pol­ski ks. kard. Ste­fan Wyszyń­ski, 26 sierp­nia 1956 roku. Tego dnia na Jasnej Górze, na nie­obec­ne­go Pry­ma­sa Pol­ski ocze­ki­wał pusty tron z wią­zan­ką kwia­tów, a milio­no­wa rze­sza wier­nych, z udzia­łem 1500 kapła­nów, skła­da­ła napi­sa­ne przez nie­go Jasno­gór­skie Ślu­by Naro­du, któ­rych tekst prze­my­co­no z Komań­czy. „Te sło­wa będą mówi­ły za mnie do ludzi. A ja będę mówić tyl­ko do Cie­bie – za nich. Modli­łem się o naj­więk­szą chwa­łę Two­ją na dziś. Chcia­łem ją zdo­być za cenę mej nie­obec­no­ści” – noto­wał Pry­mas Pol­ski. Ślu­by Jasno­gór­skie pozo­sta­ją jego testa­men­tem, któ­ry nadal cze­ka na wypeł­nie­nie.
Nie­prze­bra­ne rze­sze powta­rza­ły za kolej­ny­mi wezwa­nia­mi: „Kró­lo­wo Pol­ski: Przy­rze­ka­my”, odna­wia­jąc tym samym kró­lew­skie ślu­by, zło­żo­ne 300 lat wcze­śniej przez pol­skie­go kró­la Jana Kazi­mie­rza we Lwo­wie, w cza­sie poto­pu szwedz­kie­go. Tłu­my były tak ogrom­ne, że w klasz­tor­nej kro­ni­ce nazwa­no to nowym oblę­że­niem Jasnej Góry. Ludzie sta­li ści­śnię­ci pod Szczy­tem, w par­ku i Alei Naj­święt­szej Maryi Pan­ny, wypeł­nia­jąc ją na 1,5 kilo­me­tra oraz innych przy­le­głych ulicz­kach. Po zakoń­cze­niu uro­czy­sto­ści do prze­ora o. Jerze­go Tom­ziń­skie­go pod­szedł ks. bp Zyg­munt Cho­ro­mań­ski. Ukląkł przed zakon­ni­kiem i powie­dział: „Słu­chaj, prze­pra­szam, to jest cud. Ja nie wie­rzy­łem”.
W tym cza­sie wię­zio­ne­go w Komań­czy Pry­ma­sa odwie­dzi­ła Maria Okoń­ska, jed­na z „óse­mek”, naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­czek ks. kard. Wyszyń­skie­go. Zało­ży­ciel­ka Insty­tu­tu Pry­ma­sow­skie­go wspo­mi­na­ła: „Na dru­gi dzień, 27 sierp­nia, musia­łam wyje­chać z Komań­czy. Koń­czy­ła mi się prze­pust­ka. Przy poże­gna­niu Ojciec powie­dział mi: Dosta­łem wia­do­mość, że Ślu­by zosta­ły zło­żo­ne. Było prze­szło milion ludzi. To był praw­dzi­wy cud. I dodał: Wie­dzia­łem, że Mat­ka Boża Jasno­gór­ska jest naj­po­pu­lar­niej­szą Posta­cią w Naro­dzie, ale nie wie­dzia­łem, że Jej potę­ga w tym Naro­dzie jest aż tak wiel­ka. Miał rację Gene­ral­ny Guber­na­tor w oku­po­wa­nej Pol­sce, Hans Frank, mówiąc: Gdy wszyst­kie świa­tła dla Pola­ków zga­sną, zosta­je jesz­cze zawsze dla nich Świę­ta z Czę­sto­cho­wy i Kościół. A inny Nie­miec powie­dział: Pola­cy to naj­bar­dziej kato­lic­ki naród, bo swo­ją wia­rę w Chry­stu­sa zaczy­na­ją od Panien­ki z Naza­re­tu”.
„Spod obcych sił i nie­do­li spo­łecz­nej”
Już pod­czas uwię­zie­nia Pry­mas zasta­na­wiał się nad kon­cep­cją przy­go­to­wań do obcho­dów Mile­nium Chrztu Pol­ski, przy­pa­da­ją­cych w 1966 roku. Był prze­ko­na­ny, iż wobec komu­ni­stycz­ne­go znie­wo­le­nia, Naród musi pod­jąć ogrom­ny wysi­łek odno­wy moral­nej i sku­pić się wokół Kościo­ła kato­lic­kie­go oraz ducho­wej sto­li­cy Pola­ków – Jasnej Góry, gdyż tyl­ko tak będzie mógł prze­trwać ten trud­ny czas. Ks. kard. Wyszyń­ski wie­dział, iż koniecz­na jest wie­lo­let­nia pra­ca, aby wyro­sło „nowych ludzi ple­mię”. W takie myśle­nie wpi­sy­wa­ła się następ­nie nauka Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II, woła­ją­ce­go dzie­siąt­ki lat póź­niej o „ludzi sumie­nia”.
U koń­ca pierw­sze­go, naj­bar­dziej dra­ma­tycz­ne­go, krwa­we­go i nazna­czo­ne­go ter­ro­rem okre­su zma­gań z komu­ni­stycz­nym znie­wo­le­niem, Pola­cy mie­li otrzy­mać „ducho­wy chleb i pochod­nię – Jasno­gór­skie Ślu­by Naro­du”, któ­re mia­ły dać im siłę na kolej­ne lata zma­gań z ate­istycz­nym sys­te­mem. „Zapa­li­li­śmy wam pochod­nię: Jasno­gór­skie Ślu­by! Nie sta­wia­my ich pod kor­cem ale na świecz­ni­ku, na miej­scu wyso­kim, czy­niąc je pro­gra­mem całej pra­cy dusz­pa­ster­skiej Kościo­ła w Ojczyź­nie naszej aż do Mile­nium, aby wszy­scy, z każ­de­go miej­sca i ze wszyst­kich stron, mogli zoba­czyć ich świa­tło” – tłu­ma­czył Pry­mas Tysiąc­le­cia.
Tym­cza­sem, gene­zę – jed­ne­go z naj­waż­niej­szych dzieł Pry­ma­sa Tysiąc­le­cia – wyja­śniał on w liście do prze­ora Jasnej Góry ojca Jerze­go Tom­ziń­skie­go: „Myśl o odno­wie­niu Kazi­mie­rzo­wych Ślu­bów w ich trzech­set­le­cie zro­dzi­ła się w mej duszy w Prud­ni­ku. W pobli­żu Gło­gów­ka, gdzie król i pry­mas przed 300 laty myśle­li nad tym, jak uwol­nić naród z podwój­nej nie­wo­li: najaz­du obcych sił i nie­do­li spo­łecz­nej. Gdy z kolei mnie prze­wie­zio­no tym samym nie­mal szla­kiem z Prud­ni­ka na połu­dnio­wy wschód, do czwar­te­go miej­sca mego odosob­nie­nia, w góry, jecha­łem z myślą: musi powstać nowy akt ślu­bo­wań odno­wio­nych! I powstał wła­śnie tam, na połu­dnio­wym wscho­dzie, wśród gór, tam został napi­sa­ny i stam­tąd prze­ka­za­ny na Jasną Górę”.
Już po uwol­nie­niu Pry­mas Wyszyń­ski, pod­czas uro­czy­sto­ści ku czci św. Woj­cie­cha 23 kwiet­nia 1957 roku, mówił: „W naszych Ślu­bo­wa­niach, któ­re nawią­zu­ją do Ślu­bów Kró­lew­skich, w Ślu­bo­wa­niach całe­go Naro­du mówi­my, że chce­my stwo­rzyć pomnik żywy, trwal­szy od brą­zu. Będzie nim nasze życie chrze­ści­jań­skie. Zasa­dy nowych Ślu­bów pra­gnie­my wykuć nie w brą­zie, ale w żywych ser­cach, myślach, w woli i na dło­niach, aby Pol­ska była chrze­ści­jań­ska nie tyl­ko z imie­nia, ale z wyzna­nia, z wia­ry, z życia i czy­nu. By każ­dy z nas był chrze­ści­ja­ni­nem nawet w drgnie­niu swe­go ser­ca, poru­sze­niu myśli i pory­wie woli”.
Odro­dze­nie Naro­du i prze­mia­na serc
Pry­mas nie poprze­stał na jed­no­ra­zo­wym akcie ślu­bów. Był to dopie­ro począ­tek wiel­kiej pra­cy, aż do Mile­nium. Jesz­cze w Komań­czy, mię­dzy 15 a 29 sierp­nia 1956 roku, przy­go­to­wał plan Wiel­kiej Nowen­ny, któ­ry wrę­czył bisku­pom Kle­pa­czo­wi i Cho­ro­mań­skie­mu, kie­dy 29 sierp­nia przy­by­li do wię­zio­ne­go Pry­ma­sa. Tak jak zwy­kle pro­si się Boga o jakąś łaskę w dzie­wię­cio­dnio­wej nowen­nie, tak Naród pol­ski miał pro­sić o zacho­wa­nie wia­ry, zwy­cię­stwo i wol­ność Kościo­ła, przez Wiel­ką Nowen­nę dzie­wię­cio­let­nią, trwa­ją­cą do 1966 roku – do Tysiąc­le­cia Chrze­ści­jań­stwa. Każ­dy rok Wiel­kiej Nowen­ny poświę­co­ny był kolej­nym przy­rze­cze­niom Ślu­bów Jasno­gór­skich. „Musi­my (…) być w peł­ni świa­do­mi tego, co sta­ło się na Jasnej Górze, i tego, co się ma stać w naszych para­fiach w maju przy­szłe­go roku, jak rów­nież tego, do cze­go dąży­my: grun­tow­nej prze­mia­ny ducha Naro­du przed Mile­nium” – pisał Pry­mas w „Ape­lu do ducho­wień­stwa”.
Jasno­gór­skie Ślu­by zapo­cząt­ko­wa­ły wiel­ki pro­gram reli­gij­nej i moral­nej odno­wy, mają­cej przy­go­to­wać naród do Mile­nij­ne­go Aktu Odda­nia Mat­ce Bożej w 1966 roku. Jak pod­kre­ślał Pry­mas Tysiąc­le­cia: „Zryw 26 sierp­nia 1956 roku. Ślu­by Jasno­gór­skie, Wiel­ka Nowen­na to natchnie­nie Mat­ki Naj­święt­szej, jak­by Jej macie­rzyń­ska dłoń wycią­gnię­ta na ratu­nek swym dzie­ciom. Wyszła na Jasno­gór­skie wały w swym Cudow­nym Obra­zie, przy­ję­ła przy­rze­cze­nia swych dzie­ci i teraz dalej pro­wa­dzi dzie­ło. To Ona pro­wa­dzi dzie­ło moral­ne­go odro­dze­nia Naro­du i prze­mia­ny serc”.
Pry­mas zamie­rzał bowiem oddać cały naród w nie­wo­lę za wol­ność Kościo­ła w Pol­sce i na całym świe­cie, co było zupeł­nie nową ideą. Dotych­czas prak­ty­ko­wa­no jedy­nie oso­bi­ste odda­nie się Mat­ce Bożej w nie­wo­lę, tak jak to czy­ni­li wcze­śniej m.in. św. Ludwik Gri­gnon de Mont­fort, św. Mak­sy­mi­lian Kol­be i sam ks. kard. Wyszyń­ski w Stocz­ku War­miń­skim, 8 grud­nia 1953 roku. „Mamy tu do czy­nie­nia z nawią­za­niem do histo­rycz­nej roli Pol­ski jako przed­mu­rza chrze­ści­jań­stwa w Euro­pie. Nie­gdyś cho­dzi­ło o przed­mu­rze w wal­ce oręż­nej, gdy król Jan III Sobie­ski bro­nił Wied­nia przed nawa­łą turec­ką. Teraz cho­dzi­ło o przed­mu­rze w sen­sie moral­nym, o przed­mu­rze kul­tu­ry euro­pej­skiej wyro­słej z gle­by grec­ko-rzym­skiej i tre­ści chrze­ści­jań­stwa” – pisał bio­graf ks. kar­dy­na­ła Wyszyń­skie­go, Andrzej Micew­ski.
Akt mile­nij­ne­go odda­nia w nie­wo­lę Maryi miał być zwień­cze­niem dłu­giej, dzie­wię­cio­let­niej dro­gi, roz­po­czę­tej odno­wie­niem ślu­bów kró­lew­skich – już nie tyl­ko same­go kró­la, ale całe­go wie­rzą­ce­go naro­du – i wiel­kiej nowen­ny. Był to plan duchow­nej pra­cy nad odno­wą reli­gij­ną i moral­ną naro­du.