Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ludzie

Szczęśliwi mimo wszystko

Szczę­śli­wi mał­żon­ko­wie (fot. arch. rodzin­ne)

Pozna­li się pięć lat temu na tur­nu­sie reha­bi­li­ta­cyj­nym w Modl­nicz­ce koło Kra­ko­wa. Ewa była peł­na obaw, Józek od razu, gdy ją zoba­czył, posta­no­wił: to będzie moja przy­szła żona. Od dwu lat Ewa i Józef Żako­wie są mał­żeń­stwem. Miesz­ka­ją w Myśle­ni­cach. Do peł­ni szczę­ścia bra­ku­je im wła­sne­go dachu nad gło­wą.
Zwy­kła histo­ria mło­de­go mał­żeń­stwa? Jest jed­nak jeden szcze­gół – Żako­wie są oso­ba­mi nie­peł­no­spraw­ny­mi. Ewa z cho­ro­bą Heine-Medi­na, Józef cho­ru­je na ast­mę i ma pro­ble­my z dys­ko­pa­tią. W paź­dzier­ni­ku ub.r. byli gość­mi reali­zo­wa­ne­go przez Annę Dym­ną pro­gra­mu „Spo­tkaj­my się”, poświę­co­ne­go pro­ble­mom osób nie­peł­no­spraw­nych.

Dzieciństwo znaczone szpitalami

Ewa uro­dzi­ła się w pod­tar­now­skich Jani­ko­wi­cach, jako zdro­we dziec­ko. Jest naj­star­sza z pię­cior­ga rodzeń­stwa. Kie­dy mia­ła 3 mie­sią­ce zosta­ła zaszcze­pio­na na Heine-Medi­na. Praw­do­po­dob­nie wów­czas nie­wy­le­czo­na infek­cja spo­wo­do­wa­ła, że został jej wsz­cze­pio­ny wirus tej cho­ro­by. Zaczę­ła cho­dzić, gdy mia­ła 1,5 roku, ale jej mię­śnie sła­bły. Gdy mia­ła dwa i pół roku tra­fi­ła do Cen­trum Zdro­wia Dziec­ka. Jako czte­ro­let­nia dziew­czyn­ka poru­sza­ła się już tyl­ko na kola­nach. Wresz­cie posta­wio­no dia­gno­zę: wirus Heine­go-Medi­na uszko­dził jej układ ner­wo­wy. Odtąd jej życie zna­czo­ne było dłu­gi­mi poby­ta­mi w szpi­ta­lach i pre­wen­to­riach oraz krót­ki­mi poby­ta­mi w domu.
– Bar­dzo tęsk­ni­łam za mamą i sio­stra­mi – zwie­rza się Ewa. – Jak mia­łam sześć lat, mama zawio­zła mnie do Spe­cja­li­stycz­ne­go Ośrod­ka Reha­bi­li­ta­cyj­no-Orto­pe­dycz­ne­go dla Dzie­ci i Mło­dzie­ży na Bystrem w Zako­pa­nem [obec­nie Kli­ni­ka Orto­pe­dii Col­le­gium Medi­cum]. Tam robi­li mi ope­ra­cje nóg – wycin­ki mię­śnio­we. Mie­siąc mia­łam nogi w gip­sie.
W tym­że ośrod­ku Ewa ukoń­czy­ła szko­łę pod­sta­wo­wą. Pod­czas krót­kich poby­tów w rodzin­nym domu była naucza­na indy­wi­du­al­nie. Potem tra­fi­ła do Kon­stan­ci­na, gdzie prze­by­wa­ła do 16 roku życia. Mimo pro­po­zy­cji pozo­sta­nia w War­sza­wie, gdzie mogła łączyć pra­cę i reha­bi­li­ta­cję, posta­no­wi­ła wró­cić do rodzin­nej wsi. – Zawsze czło­wie­ka cią­gnie do domu, bra­ko­wa­ło mi sióstr, mamy. Z dru­giej stro­ny na wsi czło­wiek nie­peł­no­spraw­ny jest zamknię­ty w czte­rech ścia­nach. A ja zawsze chcia­łam być mię­dzy ludź­mi – zwie­rza się.
Ewa lubi czy­tać, lek­tu­ra powie­ści inspi­ro­wa­ła jej wyobraź­nię. Jed­nak praw­dzi­we okno na świat otwo­rzył jej Inter­net. Dzie­li­ła się swo­imi doświad­cze­nia­mi na Inter­ne­to­wym Por­ta­lu Osób Nie­peł­no­spraw­nych (IPON). Pozna­ła wie­lu przy­ja­ciół. Zawsze jed­nak bra­ko­wa­ło jej bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu z rówie­śni­ka­mi.
Od 18 roku życia jeź­dzi­ła na tur­nu­sy reha­bi­li­ta­cyj­ne do szpi­ta­la uzdro­wi­sko­we­go „Excel­sior” w Iwo­ni­czu-Zdro­ju. W 2006 roku „wyła­ma­ła się” i posta­no­wi­ła poje­chać w inne miej­sce – mając do wybo­ru Iwo­nicz, Ustrzy­ki i Modl­nicz­kę koło Kra­ko­wa, wybra­ła tę ostat­nią. Tam spo­tka­ła swo­je szczę­ście – Józe­fa.

Miłość od pierwszego wejrzenia

– Jak tyl­ko ją zoba­czy­łem, zaraz sobie pomy­śla­łem: to będzie moja przy­szła żona – uśmie­cha się na to wspo­mnie­nie Józek. Było to pod koniec maja 2006 roku.
Józef Żak tra­fił na reha­bi­li­ta­cję do Modl­nicz­ki po ope­ra­cji krę­go­słu­pa. Wcze­śniej, podob­nie jak Ewa, nie miał łatwe­go życia. Uro­dził się w Myśle­ni­cach. Od dziec­ka cho­ru­je na ast­mę. Ma też uszko­dze­nie słu­chu, nosi apa­rat. Naukę w pod­sta­wów­ce dzie­lił mię­dzy rodzin­ne mia­sto i szko­ły funk­cjo­nu­ją­ce w sana­to­riach. Szko­łę zawo­do­wą ukoń­czył w Otwoc­ku. W wyuczo­nym zawo­dzie kalet­ni­ka pra­co­wał w rodzin­nym mie­ście. Potem jako pra­cow­nik fizycz­ny w Tele­fo­ni­ce. – Jak mnie zwol­ni­li, zaczą­łem pra­co­wać w Spół­dziel­ni Miesz­ka­nio­wej „Zorza”. Wte­dy wysko­czył mi dysk – opo­wia­da Józef.
Po ope­ra­cji krę­go­słu­pa miał cze­kać w domu na miej­sce w ośrod­ku reha­bi­li­ta­cyj­nym. Wte­dy pomógł mu ks. Miro­sław Żak (zbież­ność nazwisk przy­pad­ko­wa!). W Modl­nicz­ce Józek był na dwu tur­nu­sach po 5–6 tygo­dni. Tam „wypa­trzył” sobie żonę. Zauro­czył go jej uśmiech. – Ewu­nię Bóg mi zesłał – wzru­sza się Józef.
Ewa począt­ko­wo bro­ni­ła się przed zna­jo­mo­ścią z Józ­kiem. Pró­bo­wa­ła go nawet „swa­tać” z kole­żan­ka­mi. – Wypy­cha­ła mnie do innych dziew­czyn – śmie­je się Józek. On jed­nak był nie­ustę­pli­wy. Po powro­cie do Myśle­nic przy­jeż­dżał do niej w odwie­dzi­ny do Modl­nicz­ki. – Wal­czy­łem o nią jak lew – wspo­mi­na patrząc z miło­ścią na żonę. Potem spo­tka­li się w Tar­no­wie. Józek „nie odpusz­czał”. Prze­je­chał nawet 100 km na rowe­rze z Myśle­nic do Tar­no­wa, żeby oświad­czyć się Ewie. Zała­twił jej też reha­bi­li­ta­cję w szpi­ta­lu w Myśle­ni­cach i wyna­jął dla niej miesz­ka­nie, byle tyl­ko czę­ściej ją widy­wać. Opie­ko­wał się nią i czu­wał przy jej łóż­ku, gdy tra­fi­ła do szpi­ta­la po bez­de­chu. (Ewa ma płyt­ki oddech, dusi się w małych pomiesz­cze­niach, może się zachły­snąć nawet odro­bi­ną jedze­nia czy pły­nu). Tą dobro­cią ujął jej ser­ce. – Pomy­śla­łam: Boże, jeśli posta­wi­łeś go na mojej dro­dze, to widocz­nie tak mia­ło być – pod­kre­śla Ewa.

Nigdy Cię nie opuszczę…

Choć ich rodzi­ny z począt­ku oba­wia­ły się, czy ich zwią­zek ma przy­szłość, w koń­cu dały się prze­ko­nać. Nie­któ­rzy oba­wia­li się, czy ze stro­ny Józ­ka nie jest to tyl­ko litość, a nie miłość. Jed­nak mło­dzi poko­na­li wszyst­kie trud­no­ści. W 2009 r. odby­ły się zarę­czy­ny, a wkrót­ce tak­że ślub. Wcze­śniej poje­cha­li na Jasną Górę, by Mat­ce Naj­święt­szej zawie­rzyć swą wza­jem­ną miłość „mimo wszyst­ko”. – Od czwar­tej rano cze­ka­li­śmy na odsło­nię­cie Cudow­ne­go Obra­zu – wspo­mi­na­ją. – Pro­si­li­śmy, by Boża Matuch­na nam bło­go­sła­wi­ła.
15 sierp­nia 2009 roku w małym drew­nia­nym kościół­ku w Myśle­ni­cach przy­się­ga­li sobie miłość, wier­ność i uczci­wość mał­żeń­ską – aż do śmier­ci. Dzię­ki pomo­cy rodzi­ny i przy­ja­ciół wypra­wi­li nawet nie­wiel­kie wese­le. Oka­zyj­nie uda­ło się im nabyć bia­łą suk­nię, spe­cjal­nie dopa­so­wa­ną do syl­wet­ki Ewy i bia­łe buci­ki – komu­nij­ne, w roz­mia­rze sto­pek pan­ny mło­dej. Ewa wyglą­da­ła prze­ślicz­nie.

Wspólne życie

Mał­żeń­stwo otwo­rzy­ło nowy roz­dział w życiu oboj­ga. Ewa cie­szy się, że ma dostęp do reha­bi­li­ta­cji na co dzień. Inwa­lidz­kim sku­ter­kiem, otrzy­ma­nym osiem lat temu z PFRON-u, jeź­dzi po zaku­py i na reha­bi­li­ta­cję. Pierw­szy raz była w kinie dopie­ro w Myśle­ni­cach. – Myśla­łam że jestem w kosmo­sie – śmie­je się Ewa. Marzy o wyj­ściu do teatru, gdzie jesz­cze nigdy nie była.
Żako­wie nie mają wła­sne­go miesz­ka­nia. Wynaj­mu­ją u dobrych ludzi pokój z uży­wal­no­ścią kuch­ni. Swo­ją mają tyl­ko lodów­kę i uży­wa­ne meble, kupio­ne za pie­nią­dze otrzy­ma­ne w pre­zen­cie ślub­nym. Zło­ży­li w Urzę­dzie Mia­sta wnio­sek o przy­dział miesz­ka­nia komu­nal­ne­go. Są na liście 40. rodzi­ną ocze­ku­ją­cą na przy­dział wła­sne­go lokum. Obec­nie remon­to­wa­ny jest dom, będą­cy w gestii Urzę­du Mia­sta, gdzie urzą­dza­ne są miesz­ka­nia dla trzech rodzin. Z będą­ce­go na par­te­rze gara­żu wydzie­lo­no poko­ik z kuch­nią i łazien­ką. Wyma­rzo­ne dla Żaków 40 metrów kwa­dra­to­wych! Czy znaj­dzie się tam dla nich miej­sce?

Ufność w Bogu i dobrych ludziach

Żako­wie mają nadzie­ję, że tak, zwłasz­cza że po udzia­le w pro­gra­mie „Spo­tkaj­my się” zyska­li orę­dow­nicz­kę ich spra­wy w oso­bie Anny Dym­nej. Jed­nak naj­bar­dziej zawie­rzy­li Bogu i Mat­ce Naj­święt­szej. W ubie­głym roku byli na pie­szej piel­grzym­ce na Jasną Górę, by podzię­ko­wać Maryi za otrzy­ma­ne łaski i ponow­nie się Jej zawie­rzyć. Ewa po raz dru­gi, Józek już po raz 10. Ale pierw­szy raz wspól­nie. W tym roku rów­nież powę­dro­wa­li na Jasną Górę z Pie­szą Piel­grzym­ką Kra­kow­ską. Józek udzie­la się jako wolon­ta­riusz. Lubi poma­gać ludziom. Z prze­ko­na­niem pod­kre­śla, że tak go mama nauczy­ła, a tak­że „oso­by spraw­ne ina­czej”.
Swo­ją obec­no­ścią zmie­nia­ją men­tal­ność oto­cze­nia. Są roz­po­zna­wal­ni nie tyl­ko w Myśle­ni­cach. Dzię­ki przy­ja­cie­lo­wi z Boch­ni, któ­ry poda­ro­wał im samo­chód, mogą podró­żo­wać. – Marek powie­dział, że mam wozić Ewu­nię i poka­zy­wać jej świat – opo­wia­da Józef. Ewa jest ocza­ro­wa­na pozna­wa­ny­mi miej­sca­mi. Gdy pytam ją, co chcia­ła­by zoba­czyć, mówi że pra­gnie poje­chać do Liche­nia. Dalej do Asy­żu i do Lour­des. Józek na to samo pyta­nie odpo­wia­da: – Gdzie Ewu­sia tam ja. – I przy­tu­la z czu­ło­ścią żonę.
Żako­wie utrzy­mu­ją się z ren­ty Ewy i doryw­czej pra­cy Józ­ka. On sam od paź­dzier­ni­ka zamie­rza pod­jąć naukę w liceum wie­czo­ro­wym. W przy­szło­ści pra­gnie pra­co­wać jako opie­kun nie­peł­no­spraw­nych. Obo­je nale­żą do pro­gra­mu „Feniks” – Skrzy­dła Akty­wi­za­cji Zawo­do­wej. Ewa chcia­ła­by pra­co­wać przez Inter­net.
Mał­żon­ko­wie nale­żą do wspól­no­ty Domo­we­go Kościo­ła w Jawor­ni­ku. Ewa wcze­śniej była we wspól­no­cie Wia­ra i Świa­tło, z któ­rą jeź­dzi­ła na oazy. Józek też był oazo­wi­czem. Wspól­nie modlą się o pogo­dę ducha, „aby mogli godzić się z tym, cze­go nie mogą zmie­nić”. Brak wła­sne­go miesz­ka­nia szcze­gól­nie im doskwie­ra. Pod­kre­śla­ją jed­nak, że z pomo­cą Bożą i dzię­ki życz­li­wo­ści ludz­kiej poko­na­ją trud­no­ści. Ich posta­wa budu­je, a pogo­da ducha „mimo wszyst­ko” udzie­la się tym, któ­rzy ich spo­ty­ka­ją.

Maria Wyrwa