Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY DRUGI TYDZIEŃ ZWYKŁY 29 VIII – 3 IX 2011

PONIEDZIAŁEK:
Jr 1,17–19; Mk 6,17–29

Herod kazał pochwy­cić Jana i zwią­za­ne­go trzy­mał w wię­zie­niu, z powo­du Hero­dia­dy, żony bra­ta swe­go Fili­pa, któ­rą wziął za żonę. Jan bowiem wypo­mi­nał Hero­do­wi: „Nie wol­no ci mieć żony twe­go bra­ta”. A Hero­dia­da zawzię­ła się na nie­go i rada była­by go zgła­dzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, zna­jąc go jako męża pra­we­go i świę­te­go, i brał go w obro­nę. Ile­kroć go posły­szał, odczu­wał duży nie­po­kój, a prze­cież chęt­nie go słu­chał.
W jed­nym ser­cu złość i sza­cu­nek. Nie­po­kój i pra­gnie­nie słu­cha­nia. Oto głos sumie­nia, któ­ry pró­bu­je prze­bić się ze swo­ją racją poprzez emo­cje, przy­wią­za­nie do przy­jem­no­ści, sła­bość i ule­głość wobec pożą­da­nia. Przy­naj­mniej reszt­ki sumie­nia usi­łu­ją poru­szyć znie­wo­lo­ne ser­ce. Czy moż­na tu nie posta­wić pyta­nia o pra­cę nad kształ­to­wa­niem swe­go sumie­nia? Głos sumie­nia potrze­bu­je wspar­cia. Opie­ki. Wzmoc­nie­nia. I nie cho­dzi tu o jakieś nad­zwy­czaj­ne dzia­ła­nia. Po pro­stu trze­ba sumie­nia słu­chać.

WTOREK:
1 Tes 5,1–6.9–11; Łk 4,31–37

Był w syna­go­dze czło­wiek, któ­ry miał w sobie ducha nie­czy­ste­go. Zaczął on krzy­czeć wnie­bo­gło­sy: „Och, cze­go chcesz od nas, Jezu­sie Naza­rej­czy­ku?” …Lecz Jezus roz­ka­zał mu suro­wo: „Milcz i wyjdź z nie­go”. Wte­dy zły duch rzu­cił go na śro­dek i wyszedł z nie­go nie wyrzą­dza­jąc mu żad­nej szko­dy. Wpra­wi­ło to wszyst­kich w zdu­mie­nie…
Z tym samym pyta­niem-zarzu­tem mógł­by dziś wobec Jezu­sa sta­nąć nie­je­den współ­cze­sny czło­wiek: cze­go chcesz ode mnie, Jezu­sie z Naza­re­tu? Bo moż­na poczuć się zagro­żo­nym w swej nie­za­leż­no­ści, gdy sły­szy się przy­ka­za­nia; moż­na odczuć lęk, gdy poja­wia­ją się wyma­ga­ją­ce zada­nia… Jed­nak war­to sta­wiać to samo pyta­nie, ale w innym tonie: Jezu, cze­go ode mnie ocze­ku­jesz? Dopie­ro z tego pyta­nia rodzi się życie wia­rą, poważ­ne trak­to­wa­nie nauki ewan­ge­licz­nej. Kie­dy ostat­ni raz posta­wi­łem to pyta­nie?
ŚRODA:
Kol 1,1–8; Łk 4,38–44
O zacho­dzie słoń­ca wszy­scy, któ­rzy mie­li cier­pią­cych na roz­ma­ite cho­ro­by, przy­no­si­li ich do Nie­go. On zaś na każ­de­go z nich kładł ręce i uzdra­wiał ich. Tak­że złe duchy wycho­dzi­ły z wie­lu, woła­jąc: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On je gro­mił i nie pozwa­lał im mówić, ponie­waż wie­dzia­ły, że On jest Mesja­szem. Z nasta­niem dnia wyszedł i udał się na miej­sce pustyn­ne. A tłu­my szu­ka­ły Go i przy­szły aż do Nie­go; chcia­ły Go zatrzy­mać…
Wie­lu zatro­ska­nych o swo­ich naj­bliż­szych, dotknię­tych cho­ro­ba­mi, przy­no­si­ło ich do Jezu­sa. Praw­do­po­dob­nie nie­raz wobec nie­ule­czal­nej cho­ro­by i nie­moż­li­we­go do wyja­śnie­nia cier­pie­nia sta­wa­li bez­rad­ni. Teraz zna­leź­li wyj­ście z trud­nej sytu­acji. Swo­ich cier­pią­cych bli­skich zde­cy­do­wa­li się przy­nieść do Jezu­sa. Oto wyj­ście god­ne głę­bo­kie­go namy­słu i jak naj­szer­sze­go zasto­so­wa­nia. Nie cze­kaj­my, aż sta­nie­my pod ścia­ną trud­ne­go pro­ble­mu, już dziś swą modli­twą nie­śmy bli­skich przed Jezu­sa.

CZWARTEK:
Kol 1,9–14; Łk 5,1–11

Gdy prze­stał mówić, rzekł do Szy­mo­na: „Wypłyń na głę­bię i zarzuć sie­ci na połów”. A Szy­mon odpo­wie­dział: „Mistrzu, całą noc pra­co­wa­li­śmy i nice­śmy nie uło­wi­li. Lecz na Two­je sło­wo zarzu­cę sie­ci”. Sko­ro to uczy­nił, zagar­nę­li tak wiel­kie mnó­stwo ryb, że sie­ci ich zaczy­na­ły się rwać. Ski­nę­li więc na wspól­ni­ków w dru­giej łodzi, żeby im przy­szli z pomo­cą.
Jakie argu­men­ty prze­ko­nu­ją dziś czło­wie­ka naj­bar­dziej? Dobro dru­gie­go? Bywa tak. Wła­sna korzyść? Praw­do­po­dob­nie bar­dzo czę­sto. Tro­ska o rodzi­nę, bli­skich? To też się liczy. Wzgląd na dobro ojczy­zny, lokal­nej spo­łecz­no­ści? Czę­sto jest to mało wymier­ne, trud­ne do oce­nie­nia. A wzgląd na Boga? Czy robię coś dla­te­go, że Bóg wła­śnie tak mówi, wska­zu­je, zabra­nia – czy ten argu­ment ist­nie­je w mojej świa­do­mo­ści? Piotr ze wzglę­du na Jezu­sa zarzu­cił sieć i prze­ko­nał się, co przy­no­si owo­ce.

PIĄTEK:
Kol 1,15–20; Łk 5,33–39

Nikt nie przy­szy­wa do sta­re­go ubra­nia łaty z tego, co ode­rwie od nowe­go… Nikt też mło­de­go wina nie wle­wa do sta­rych bukła­ków; w prze­ciw­nym razie mło­de wino roze­rwie bukła­ki i samo wyciek­nie, i bukła­ki się zepsu­ją. Lecz mło­de wino nale­ży lać do nowych bukła­ków. Kto się napił sta­re­go wina, nie chce potem mło­de­go, mówi bowiem: „Sta­re jest lep­sze”.
Łącze­nie sta­re­go z nowym jest według Jezu­sa nie do przy­ję­cia. Tu nie cho­dzi bynaj­mniej o łącze­nie ludzi odmien­nych doświad­czeń i upodo­bań wyni­ka­ją­cych z róż­ni­cy wie­ku. Otóż ten, kto żyje w mocy Ducha Świę­te­go, zawsze w ser­cu zacho­wu­je mło­dość peł­ną rado­ści, entu­zja­zmu, goto­wo­ści do pój­ścia dalej. Sta­rym jest czło­wiek uwi­kła­ny w swo­je wady, przy­zwy­cza­je­nia. Skost­nia­ły. Albo jeste­śmy mło­dzi, bo czer­pie­my z Ducha Boże­go, albo sta­rzy, bo pozba­wie­ni wewnętrz­ne­go świa­tła.

SOBOTA:
Kol 1,21–23; Łk 6,1–5

W pewien sza­bat Jezus prze­cho­dził wśród zbóż, a ucznio­wie zry­wa­li kło­sy i wykru­sza­jąc je ręka­mi, jedli. Na to nie­któ­rzy z fary­ze­uszów mówi­li: „Cze­mu czy­ni­cie to, cze­go nie wol­no czy­nić w sza­bat?”. Wte­dy Jezus rzekł im w odpo­wie­dzi: „Nawet tego­ście nie czy­ta­li, co uczy­nił Dawid, gdy był głod­ny on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Boże­go i wziąw­szy chle­by pokład­ne, sam jadł i dał swo­im ludziom? Cho­ciaż samym tyl­ko kapła­nom wol­no je spo­ży­wać”.
Prze­pi­sy są potrzeb­nym czło­wie­ko­wi dro­go­wska­zem. W wie­lu sytu­acjach pod­po­wia­da­ją wła­ści­we roz­wią­za­nie. Nie są jed­nak w sta­nie opi­sać każ­dej sytu­acji, jaka może nas spo­tkać. Wów­czas koniecz­nym sta­je się dzia­ła­nie, któ­re nie tyle odwo­łu­je się do lite­ry, co do ducha prze­pi­su. I Jezus ten spo­sób postę­po­wa­nia wska­zał uczniom. Nie śle­pa wier­ność prze­pi­so­wi, ale wier­ność war­to­ści, któ­rej prze­pis słu­ży, jest naszym zada­niem.

ks. Roman Sła­weń­ski