Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i mądrość (23)

Odpowiedzialność za słowa

Nie­wie­lu ludzi trak­tu­je świą­ty­nię jako miej­sce słu­cha­nia Boga. Prze­kro­cze­nie jej pro­gu jest waż­ne jedy­nie dla tych, któ­rzy to rozu­mie­ją. W świą­ty­ni cze­ka na nas Bóg. Spo­tka­nie z Nim jest wyda­rze­niem, któ­re kształ­tu­je każ­dy krok i ma wpływ na każ­dą decy­zję. Nic więc dziw­ne­go, że Kohe­let wzy­wa do zasta­no­wie­nia, zanim ten krok posta­wi­my. Czas spę­dzo­ny w świą­ty­ni jest potrzeb­ny ludziom mądrym. Głu­pi tego nie rozu­mie­ją, a wie­lu z nich uwa­ża ten czas za stra­co­ny. Mądry chce mieć ciszę i czas na prze­my­śle­nie decy­zji. Ten, kto liczy się z Bogiem, któ­ry zawsze ma rację, chce się z Nim spo­tkać i wysłu­chać Jego gło­su. Chce poznać, jak Bóg widzi jego sytu­ację i jakie roz­wią­za­nia są dla nie­go naj­lep­sze. Taki jest sens wej­ścia do świą­ty­ni.
Kohe­let nawet prze­strze­ga, aby celem tego wej­ścia nie było skła­da­nie ofia­ry, czy­li zali­cza­nie pew­nych obrzę­dów, bo jeśli w nich nie ma nasta­wie­nia na słu­cha­nie Boga, to nie mają one więk­sze­go zna­cze­nia. Ten, kto je skła­da, nie­wie­le korzy­sta. Tak było w Sta­rym Testa­men­cie, gdy była tyl­ko jed­na świą­ty­nia w Jero­zo­li­mie, i tak jest do dnia dzi­siej­sze­go, w każ­dej świą­ty­ni czy kapli­cy, w któ­rej Bóg cze­ka na nas. Łatwy dostęp do kościo­ła powsze­dnie­je, zni­ka świę­tość tego miej­sca, i wie­lu nie dostrze­ga w nim Boga. Cho­dzą do kościo­ła, ale nie na spo­tka­nie z Bogiem. Spo­tka­nie ich nie inte­re­su­je, słów Boga nie chcą sły­szeć. Zali­cza­ją tyl­ko wej­ście do świą­ty­ni, aby wypeł­nić obo­wią­zek nie­dziel­ne­go bycia w koście­le, nie zna­jąc sen­su tej godzi­ny spę­dzo­nej bli­sko ołta­rza. Kohe­let ma nam wie­le do powie­dze­nia:
Zwa­żaj na krok swój, gdy idziesz do domu Boże­go. Zbli­żyć się, aby słu­chać, jest rze­czą lep­szą niż ofia­ra głup­ców, bo ci nie mają rozu­mu, dla­te­go źle postę­pu­ją.
Nie bądź pochop­ny w sło­wach, a ser­ce twe nie­chaj nie będzie zbyt sko­re, by wypo­wie­dzieć sło­wo przed obli­czem Boga, bo Bóg jest w nie­bie, a ty na zie­mi! Prze­to niech słów two­ich będzie nie­wie­le. Bo z wie­lu zajęć przy­cho­dzą sny, a mowa głu­pia z wie­lo­ści słów (Koh 4,17–5,2).
Umie­jęt­ność słu­cha­nia Boga wzy­wa do zasta­na­wia­nia się i roz­wa­ża­nia nie tyl­ko Jego słów, ale i naszych. Jest to waż­ne w cza­sie modli­twy. Ona pole­ga przede wszyst­kim na słu­cha­niu Boga i odkry­wa­niu Jego woli, co do nasze­go życia. Jest ona wpi­sa­na w każ­dą minu­tę! Taka modli­twa jest cza­sem prze­sta­wia­nia wła­snej woli na Jego wolę. To wca­le nie jest takie łatwe. Czło­wiek widzi swą toż­sa­mość w peł­nie­niu swo­jej woli i bywa, że chce wymóc na Bogu, aby On pobło­go­sła­wił jego wolę i jego pla­ny. Kto jed­nak wie przed Kim stoi, dosko­na­le rozu­mie, że Bóg zawsze ma rację i trze­ba, aby ją przy­jąć jako swo­ją. Nale­ży włą­czyć się do wypeł­nie­nia Jego woli. On jest mądro­ścią, upie­ra­nie się przy naszej woli jest głu­po­tą.
W takim spo­tka­niu czło­wiek zasta­na­wia się nad każ­dym sło­wem, jakie wypo­wie do Boga. Naj­ła­twiej przy­cho­dzą mu sło­wa dzięk­czy­nie­nia, bo wie, że ma za co dzię­ko­wać Bogu. Po popeł­nie­niu grze­chu sło­wa prze­pro­sze­nia też są sto­sun­ko­wo łatwe, jeśli pycha ich nie blo­ku­je. Ona bowiem nie chce brać odpo­wie­dzial­no­ści za swe pomył­ki. Poko­ra to umi­ło­wa­nie praw­dy i dla niej sło­wo proś­by o prze­ba­cze­nie nie jest trud­ne. Naj­do­kład­niej nale­ży zasta­no­wić się, gdy w kon­kret­nych sytu­acjach zano­si­my do Boga proś­by. One bowiem muszą być warun­ko­we: „Ojcze, jeśli są zgod­ne z wolą Two­ją”. Takie proś­by są nasta­wio­ne na współ­pra­cę w wyko­na­niu woli Ojca, a nie są wymu­sza­niem na Nim peł­nie­nia naszej woli.
Waże­nie słów na modli­twie ma wiel­kie zna­cze­nie, bo prze­kła­da się na waże­nie słów wypo­wia­da­nych wobec ludzi. Wie­lo­mów­stwo jest zna­kiem głu­po­ty. Tak to usta­wia Kohe­let. Jezus przy­po­mi­nał to: Z każ­de­go sło­wa zda­cie rachu­nek. Żyje­my w świe­cie wie­lo­sło­wia. Trze­ba umieć słu­chać i patrzeć, czy­li otwie­rać uszy i oczy, ale usta coraz moc­niej zamy­kać. Niech słów będzie nie­wie­le, ale niech będą one zna­kiem naszej odpo­wie­dzial­no­ści. Tyl­ko takim ludziom moż­na zaufać. Może to uczy­nić Bóg, gdy nam ufa, i mogą to uczy­nić ludzie. Wie­lo­sło­wie jest dowo­dem bra­ku mądro­ści.

ks. Edward Sta­niek