Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Nic nie jest w stanie złamać ducha naszego oporu

Halo, tu War­sza­wa i wszyst­kie roz­gło­śnie Pol­skie­go Radia. Dziś o godzi­nie 4.45 oddzia­ły nie­miec­kie prze­kro­czy­ły gra­ni­cę Pol­ski łamiąc pakt o nie­agre­sji” – o świ­cie 1 wrze­śnia 1939 roku komu­ni­kat ten usły­sza­ły milio­ny Pola­ków. Roz­po­czę­ła się II woj­na świa­to­wa. 17 wrze­śnia Zwią­zek Sowiec­ki doko­nał agre­sji na Rzecz­po­spo­li­tą. Losy Pol­ski zosta­ły prze­są­dzo­ne. Przez kil­ka­na­ście dni wal­czy­ły jesz­cze poje­dyn­cze punk­ty opo­ru. War­sza­wa ska­pi­tu­lo­wa­ła 28 wrze­śnia, następ­ne­go dnia twier­dza Modlin, 2 paź­dzier­ni­ka Hel. 6 paź­dzier­ni­ka, pod Koc­kiem, po ostat­niej bitwie kam­pa­nii wrze­śnio­wej – wal­cząc z Niem­ca­mi i Sowie­ta­mi – broń zło­ży­li żoł­nie­rze gen. Fran­cisz­ka Kle­eber­ga. We wrze­śniu 1939 roku zgi­nę­ło 70 tys. żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów, 130 tys. odnio­sło rany. W nie­miec­kiej nie­wo­li zna­la­zło się 400 tys. Pola­ków, w sowiec­kiej 200 tys. Pola­cy nie pod­da­li się. Nie uci­chły jesz­cze wystrza­ły bitew, gdy powsta­wa­ły pierw­sze kon­spi­ra­cyj­ne struk­tu­ry Służ­by Zwy­cię­stwu Pol­sce – orga­ni­za­cji mają­cej kie­ro­wać pod­ziem­ną wal­ką z najeźdź­ca­mi. Poni­żej przed­sta­wia­my frag­men­ty „Rela­cji o dzia­łal­no­ści Pol­skie­go Radia w obro­nie War­sza­wy” jego pra­cow­ni­ka Józe­fa Mał­go­rzew­skie­go, zamiesz­czo­ne w „Cywil­nej obro­nie War­sza­wy we wrze­śniu 1939 roku”.
Po pół­no­cy roze­szli­śmy się do domów – zosta­li tyl­ko dyżur­ni, 1 wrze­śnia o siód­mej trzy­dzie­ści zbu­dził mnie dzwo­nek budzi­ka. Wsta­łem, włą­czy­łem odbior­nik i zaczą­łem się golić. Spe­aker Zbi­gniew Świę­to­chow­ski koń­czył jakiś tekst. „A teraz nada­my pań­stwu komu­ni­kat spe­cjal­ny” – zapo­wie­dział. Kil­ka sekund prze­rwy i nagle mój wła­sny głos z pły­ty. „A więc woj­na…”.
Popę­dzi­łem na Ziel­ną. Tam roz­da­no nam maski prze­ciw­ga­zo­we i pole­co­no natych­miast jechać na lot­ni­sko, celem nagra­nia na pły­ty repor­ta­żu dźwię­ko­we­go, bowiem, jak się dopie­ro w radio dowie­dzia­łem, nie­miec­kie eska­dry zrzu­ci­ły bom­by na Okę­cie, a poza tym jesz­cze na 35 miast Pol­ski. Stra­ty podob­no były duże w ludziach i w budyn­kach, a naj­więk­sze w samo­lo­tach, bo Niem­cy zbom­bar­do­wa­li rów­nież wie­le lot­nisk. Bomb na Okę­cie zrzu­co­no kil­ka­na­ście. Ze zdzi­wie­niem, ale bez lęku, oglą­da­li­śmy olbrzy­mie leje powsta­łe po wybu­chach. Z repor­ta­żu nic nie wyszło, bo żoł­nie­rze z obro­ny prze­ciw­lot­ni­czej i robot­ni­cy warsz­ta­to­wi byli tak zaszo­ko­wa­ni, że nie mogli skle­ić nawet paru zdań. „Pie­kło prze­ży­li­śmy” – powta­rza­li. Ran­nych i zabi­tych już zabra­no z lot­ni­ska. (…) W sobo­tę rano, 2 wrze­śnia, zawy­ły syre­ny alar­mo­we, z gło­śni­ków popły­nę­ło woła­nie: „Ogła­szam alarm lot­ni­czy dla mia­sta War­sza­wy…”. Ale zale­d­wie zbu­dze­ni nagle miesz­kań­cy zdą­ży­li zbiec do schro­nów – alarm odwo­ła­no. Z gło­śni­ków popły­nę­ły jakieś dziw­ne, nie­mal kaba­li­stycz­ne zda­nia: „Uwa­ga, uwa­ga, prze­szedł. Ko – ma 36…”. To „Ko – ma” powta­rza­no naj­czę­ściej i dłu­go jesz­cze, już po upad­ku War­sza­wy, dźwię­cza­ły nam w uszach te sło­wa.
W cią­gu dnia nie­miec­kim eska­drom lot­ni­czym, mimo sil­nej obro­ny prze­ciw­lot­ni­czej, uda­je się dwu­krot­nie dotrzeć do sto­li­cy. W połu­dnie zrzu­ca­ją bom­by na mosty – szczę­ściem nie­cel­nie, po połu­dniu – na teren Dwor­ca Wschod­nie­go. Są zabi­ci i ran­ni. Wie­le budyn­ków w pobli­żu mostu Ponia­tow­skie­go zosta­je roz­bi­tych przez bom­by. Nastrój w mie­ście dość dobry. Nie widać lęku ani gro­zy, raczej zacię­tość, wolę opo­ru, odwe­tu.
***
9 wrze­śnia roz­po­czę­ło się regu­lar­ne oblę­że­nie War­sza­wy. Poprze­dzo­ne nalo­tem bom­bow­ców, z któ­rych parę strą­ci­ła nasza obro­na prze­ciw­lot­ni­cza, zaczę­ło się potęż­ne natar­cie 4 nie­miec­kiej dywi­zji pan­cer­nej. (…) O 12-ej, po nada­niu sygna­łu cza­su, prze­mó­wił Komi­sarz Cywil­ny Obro­ny War­sza­wy Ste­fan Sta­rzyń­ski. Wzy­wał pra­cow­ni­ków insty­tu­cji uży­tecz­no­ści publicz­nej, aby sta­wi­li się do pra­cy. Ape­lo­wał do kup­ców o otwar­cie skle­pów, uspo­ka­jał miesz­kań­ców. Mówił o koniecz­no­ści pomo­cy poli­cji w utrzy­ma­niu porząd­ku, przy­po­mniał o koniecz­no­ści gro­ma­dze­nia wody i pia­sku dla gasze­nia poża­rów. Wresz­cie w zakoń­cze­niu zapo­wie­dział, że będzie prze­ma­wiał przez radio codzien­nie, a jeśli zaj­dzie potrze­ba i czę­ściej, infor­mu­jąc o wszyst­kich waż­nych spra­wach.
***
Chcąc dopo­móc żoł­nie­rzom wal­czą­cym w obro­nie War­sza­wy, a rów­no­cze­śnie wcią­gnąć lud­ność do aktyw­nej wal­ki z wro­giem – pre­zy­dent Sta­rzyń­ski ogło­sił zaciąg do Bata­lio­nu Ochot­ni­cze­go Obroń­ców War­sza­wy. Był 15 wrze­śnia – siód­my dzień oblę­że­nia War­sza­wy. „Potrze­ba 600 ochot­ni­ków – wołał Sta­rzyń­ski – jestem pew­ny, że się zgło­si­cie, War­sza­wa wam tego nie zapo­mni. Punkt zbiór­ki nazna­czam za godzi­nę przed pała­cem Mostow­skich. Do zoba­cze­nia!” Kie­dy wycho­dził ze stu­dia oto­czy­li­śmy go: ja, Lewic­ki, inż. Pilec­ki, spe­aker Kun­st­man, tech­nik Gęb­czyń­ski i Adam Wysoc­ki, pro­sząc o przy­ję­cie do Bata­lio­nu. Sta­rzyń­ski zdzi­wił się bar­dzo: „A kto będzie w radio? Kto was tutaj zastą­pi? To prze­cież wasz naj­waż­niej­szy poste­ru­nek. Nie chcę o tym nawet sły­szeć. To by była pra­wie dezer­cja. Do Bata­lio­nu może iść każ­dy. Nie potrze­ba spe­cjal­nych kwa­li­fi­ka­cji, żeby utrzy­mać kara­bin. A zresz­tą zale­ży mi głów­nie na mło­dzie­ży. Dzię­ku­ję wam za goto­wość, ale w żad­nym razie się nie zga­dzam. Powin­ni­ście być dum­ni, że przy­padł wam w udzia­le zaszczyt wal­ki na tak waż­nej pozy­cji”.
Poje­cha­li­śmy z Gęb­czyń­skim jego moto­cy­klem przed pałac Mostow­skich. Ochot­ni­ków zgło­si­ło się kil­ka tysię­cy i wszy­scy chcie­li być przy­ję­ci. Lecz Sta­rzyń­ski był sta­now­czy. – „Dzię­ku­ję wam – powie­dział – ale potrze­bu­ję tyl­ko sze­ściu­set. Jak będzie potrze­ba wię­cej – powo­łam was”.
***
Uka­zał się sygnał „uwa­ga” i zaraz potem czer­wo­ne świa­tło. Zapo­wie­dzia­łem: „Hal­lo, uwa­ga, hal­lo, uwa­ga. Tu War­sza­wa II. Prze­mó­wi za chwi­lę Komi­sarz Cywil­ny Obro­ny War­sza­wy major Ste­fan Sta­rzyń­ski” – dałem znak ręką pre­zy­den­to­wi i dys­kret­nie opu­ści­łem stu­dio. Wsze­dłem do inspek­to­ra­tu. – „Znów Niem­cy wystrze­li­li na War­sza­wę dzie­siąt­ki tysię­cy poci­sków – chry­piał Sta­rzyń­ski – zrzu­ci­li tysią­ce bomb burzą­cych i zapa­la­ją­cych. Set­ki domów w ruinie. Pło­ną kościo­ły i zabyt­ko­we pała­ce. Giną bez­cen­ne dzie­ła sztu­ki. Sto­kroć gor­sze stra­ty pono­si­my w ludziach. Giną kobie­ty i dzie­ci. Giną ucze­ni, leka­rze i arty­ści. Szpi­ta­le zapeł­nio­ne ran­ny­mi. Nie nadą­ża­my grze­bać naszych pole­głych na cmen­ta­rzach. Cmen­ta­rze są wszę­dzie: w ogro­dach i na dzie­dziń­cach ulicz­nych. Na każ­dym skraw­ku zie­mi wyra­sta­ją nowe krzy­że. Brak nam tru­mien. Pole­głych i zmar­łych grze­bie­my wprost w zie­mi. A ile bez­i­mien­nych, zbio­ro­wych gro­bów przy­by­wa codzien­nie pod gru­za­mi domów zwa­lo­nych bom­ba­mi. Brak nam lekarstw i środ­ków opa­trun­ko­wych, brak w wie­lu miej­scach wody, świa­tła i gazu. – A jed­nak bro­ni­my się. Nie tra­ci ducha żoł­nierz na bary­ka­dach, nie tra­cą ducha miesz­kań­cy, bez prze­rwy, bez odpo­czyn­ku pra­cu­ją dzień i noc robot­ni­cy wodo­cią­gów, elek­trow­ni, gazow­ni i tele­fo­nów, uru­cha­mia­jąc i repe­ru­jąc znisz­czo­ne prze­wo­dy. Osa­mot­nio­na sto­li­ca Pol­ski – War­sza­wa daje boha­ter­ski odpór wszel­kim ata­kom wro­ga na lądzie i w powie­trzu. Ale wy, co robi­cie wy, nasi sprzy­mie­rzeń­cy, któ­rzy przy­rze­ka­li­ście nam pomoc, któ­rzy przy­rze­ka­li­ście stać przy nas w doli i nie­do­li. Już po raz dru­gi zapy­tu­ję: co robi­cie, żeby wypeł­nić zobo­wią­za­nia? Zapy­tu­ją zabi­ci i umie­ra­ją­cy. Zapy­tu­ją o to kobie­ty i dzie­ci umę­czo­nej Pol­ski, umę­czo­nej War­sza­wy… Cze­ka­my na waszą odpo­wiedź. Cze­ka­my na wasze czy­ny. A wy, zbrod­nia­rze spod zna­ku splu­ga­wio­ne­go krzy­ża, pamię­taj­cie, że jest spra­wie­dli­wość dzie­jo­wa, któ­ra zapła­ci za naszą mękę, za nasze łzy, za naszą krew, za nasze krzyw­dy. Pamię­taj­cie…”.
***
O zmierz­chu przy­je­chał Sta­rzyń­ski. Nie wie­dzie­li­śmy, że będzie to jego ostat­nie prze­mó­wie­nie. „War­sza­wa pło­nie – mówił z bólem – War­sza­wa, bom­bar­do­wa­na bez prze­rwy z powie­trza i z zie­mi, zamie­nia się w rumo­wi­sko gru­zów. Nie mamy świa­tła, nie mamy wody, nie mamy żyw­no­ści. Sześć­dzie­siąt tysię­cy zabi­tych, sto tysię­cy ran­nych – oto rezul­tat strasz­li­wej furii najeźdź­cy. Dzi­siaj Niem­cy wystrze­li­li na War­sza­wę dzie­sięć wago­nów amu­ni­cji. Może­cie, cho­le­ry, wystrze­lać dzie­sięć razy wię­cej, a War­sza­wy i tak nie zdo­bę­dzie­cie, gdyż nic nie jest w sta­nie zła­mać ducha nasze­go opo­ru. Po raz ostat­ni odwo­łu­ję się do naszych sojusz­ni­ków. Już nie pro­szę o pomoc. Na to już nie czas. Żądam pomsty. Za spa­lo­ne kościo­ły, za znisz­czo­ne zabyt­ki, za łzy i krew nie­win­nie mor­do­wa­nych, za mękę roz­ry­wa­nych bom­ba­mi, palo­nych ogniem poci­sków fos­fo­ro­wych, udu­szo­nych w zawa­lo­nych schro­nach i piw­ni­cach. A wy, zbrod­nia­rze, bar­ba­rzyń­cy, któ­rzy napa­dli­ście na nasz kraj nio­sąc z sobą pożo­gę i śmierć – wiedz­cie o tym, że ist­nie­je spra­wie­dli­wość, że ist­nie­je sąd, przed któ­rym wszy­scy sta­nąć musi­my, aby zdać spra­wę i ponieść odpo­wie­dzial­ność za nasze czy­ny. Niech wszyst­kie sta­cje radio­we, a zwłasz­cza sta­cje fran­cu­skie, któ­re nas sły­szą, powtó­rzą całe­mu świa­tu: War­sza­wa się bro­ni, War­sza­wa wal­czy. Jesz­cze Pol­ska nie zgi­nę­ła!”. (…)
Zada­nie zatrzy­ma­nia jak naj­dłu­żej sił nie­miec­kich w Pol­sce zosta­ło wyko­na­ne. Dal­sza obro­na War­sza­wy wobec wyczer­pa­nia się amu­ni­cji i żyw­no­ści, wobec bra­ku świa­tła i wody – była bez­ce­lo­wa. Per­trak­ta­cje kapi­tu­la­cyj­ne zaczę­ły się 27 wrze­śnia o godz. 10. Po połu­dniu tyl­ko tu i ówdzie sły­chać było poje­dyn­cze strza­ły. Wie­czo­rem wszyst­ko uci­chło…

Cywil­na obro­na War­sza­wy we wrze­śniu 1939 roku”,
opr. L. Dobro­szyc­ki, M. Droz­dow­ski, M. Get­ter,
A. Słom­czyń­ski, War­sza­wa 1965.

wybrał Jaro­sław Sza­rek