Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 5–10 IX 2011

PONIEDZIAŁEK:
Kol 1,24–2,3; Łk 6,6–11

W sza­bat Jezus wszedł do syna­go­gi i nauczał. A był tam czło­wiek, któ­ry miał uschłą pra­wą rękę… Jezus rzekł do nich: „Pytam was, czy wol­no w sza­bat dobrze czy­nić, czy wol­no źle czy­nić? Życie oca­lić czy znisz­czyć?”. I Spoj­rzaw­szy woko­ło po wszyst­kich, rzekł do czło­wie­ka: „Wycią­gnij rękę”. Uczy­nił to i jego ręka sta­ła się znów zdro­wa. Oni zaś wpa­dli w szał i nara­dza­li się mię­dzy sobą, co by uczy­nić Jezu­so­wi.
Dla­cze­go Kościół cią­gle ma zago­rza­łych prze­ciw­ni­ków? Wszak mówi o miło­ści, poko­ju, pojed­na­niu i prze­ba­cze­niu. Tak­że o god­no­ści czło­wie­ka. Rów­nie dobrze moż­na zapy­tać: dla­cze­go Jezus ma prze­ciw­ni­ków zwal­cza­ją­cych Go za wszel­ką cenę? No cóż, takie są oko­licz­no­ści nasze­go życia. Zawsze znaj­dzie się ktoś, kto zakwe­stio­nu­je naj­bar­dziej oczy­wi­ste dobro. Ale czy z tej przy­czy­ny moż­na ponie­chać kolej­ne­go dobra? Nie, bo w tym była­by nasza klę­ska.

WTOREK:
Kol 2,6–15; Łk 6,12–19

Zeszedł z nimi na dół i zatrzy­mał się na rów­ni­nie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wiel­kie mnó­stwo ludu z całej Judei i z Jero­zo­li­my oraz z wybrze­ża Tyru i Sydo­nu, przy­szli oni, aby Go słu­chać i zna­leźć uzdro­wie­nie ze swo­ich cho­rób. Tak­że i ci, któ­rych drę­czy­ły duchy nie­czy­ste, dozna­wa­li uzdro­wie­nia. A cały tłum sta­rał się Go dotknąć, ponie­waż moc wycho­dzi­ła od Nie­go i uzdra­wia­ła wszyst­kich.
Tylu zachwy­co­nych, ura­do­wa­nych, uszczę­śli­wio­nych, bo odzy­ska­li zdro­wie, pokój ser­ca, siły. Każ­dy pra­gnie sko­rzy­stać z bło­go­sła­wio­nej obec­no­ści Pro­ro­ka. Żeby tyl­ko Go dotknąć… Czy dziś może­my dotknąć nasze­go Pana? Tak, o ile postę­pu­je­my za wia­rą, a nie za wła­sny­mi upodo­ba­nia­mi. Nic tak nie nisz­czy duszy ludz­kiej jak samo­wo­la, ule­głość wobec zachcia­nek, nie­opa­no­wa­ne emo­cje. Gdy zauwa­ży­my choć­by w naj­mniej­szym stop­niu wspo­mnia­ne posta­wy, win­ni­śmy wra­cać do Jezu­sa i szu­kać u Nie­go uzdro­wie­nia.

ŚRODA:
Kol 3,1–11; Łk 6,20–26

W owym cza­sie Jezus pod­niósł oczy na swo­ich uczniów i mówił: „Bło­go­sła­wie­ni jeste­ście wy, ubo­dzy, albo­wiem do was nale­ży kró­le­stwo Boże. Bło­go­sła­wie­ni wy, któ­rzy teraz gło­du­je­cie, albo­wiem będzie­cie nasy­ce­ni. Bło­go­sła­wie­ni wy, któ­rzy teraz pła­cze­cie, albo­wiem śmiać się będzie­cie. Bło­go­sła­wie­ni będzie­cie, gdy ludzie was znie­na­wi­dzą i gdy was wyłą­czą spo­śród sie­bie, gdy was zelżą i z powo­du Syna Czło­wie­cze­go poda­dzą w pogar­dę wasze imię jako nie­cne: ciesz­cie się, bo wiel­ka jest wasza nagro­da we nie­bie”.
Ubo­dzy, głod­ni, pła­czą­cy, prze­śla­do­wa­ni – ten rodzaj szczę­ścia wyda­je się mało real­ny. A jed­nak jest moż­li­wy. Rzecz nie w tym, by szu­kać ubó­stwa, gło­du, pła­czu czy prze­śla­do­wań dla nich samych. Trze­ba z pro­sto­tą akcep­to­wać zwy­czaj­ne zda­rze­nia wypeł­nia­ją­ce codzien­ność. Błę­dem jest szu­kać cze­goś inne­go niż to, co nas spo­ty­ka, by zbu­do­wać trwa­łą jed­ność z Bogiem. Albo będzie­my z Bogiem dziś, w danej nam codzien­no­ści, albo wca­le.

CZWARTEK:
Mi 5,1–4a; Rz 8,28–30; Mt 1,1–16.18–23
ŚWIĘTO NARODZENIA NMP

Abra­ham był ojcem Iza­aka; Iza­ak ojcem Jaku­ba; Jakub ojcem Judy i jego bra­ci; Juda zaś był ojcem Fare­sa i Zary, któ­rych mat­ką była Tamar. Fares był ojcem Ezro­na; Ezron ojcem Ara­ma; Aram ojcem Ami­na­da­ba; Ami­na­dab ojcem Naas­so­na; Naas­son ojcem Sal­mo­na; Sal­mon ojcem Booza, a mat­ką była Rachab. Booz był ojcem Obe­da, a mat­ką była Rut. Obed był ojcem Jes­se­go, a Jes­se ojcem kró­la Dawi­da. Dawid był ojcem Salo­mo­na, a mat­ką była daw­na żona Uria­sza.
To tyl­ko nie­wiel­ka część przod­ków Jezu­sa Chry­stu­sa, Syna Boże­go, któ­ry zechciał stać się czło­wie­kiem. Imio­na wypi­sa­ne nie­mal jed­nym pocią­gnię­ciem pió­ra – jed­no za dru­gim. Bynaj­mniej nie jest to lista naj­święt­szych, naj­spra­wie­dliw­szych, naj­czyst­szych czy też naj­do­sko­nal­szych człon­ków naro­du wybra­ne­go. Abra­ham skła­mał, Jakub oszu­kał, Rachab była pro­sty­tut­ką, a Bat­sze­ba zdra­dzi­ła męża. Dla­cze­go taka lista? Bo to Bóg, mimo ludz­kich sła­bo­ści, czy­ni świę­tym.

PIĄTEK:
1 Tm 1,1–2.12–14; Łk 6,39–42

Cze­mu to widzisz drza­zgę w oku swe­go bra­ta, a bel­ki we wła­snym oku nie dostrze­gasz? Jak możesz mówić swe­mu bra­tu: „Bra­cie, pozwól, że usu­nę drza­zgę, któ­ra jest w two­im oku”, gdy sam bel­ki w swo­im oku nie widzisz? Obłud­ni­ku, wyrzuć naj­pierw bel­kę ze swe­go oka, a wte­dy przej­rzysz, aże­by usu­nąć drza­zgę z oka swe­go bra­ta”.
Skąd przy­sło­wie, że naj­ciem­niej pod latar­nią? To wyraz bar­dzo powszech­ne­go doświad­cze­nia, że czło­wiek w oce­nie swych wła­snych spraw, to jest czy­nów, zamia­rów, słów może się mylić. Wyka­zu­je­my głę­bo­ką spo­strze­gaw­czość, gdy spo­ty­ka­my swych bli­skich, współ­pra­cow­ni­ków czy przy­pad­ko­wych ludzi. Spon­ta­nicz­nie oce­nia­my. Ale gdy przy­cho­dzi zna­leźć wol­ną chwi­lę na wła­sny rachu­nek sumie­nia – tu zwy­kle bra­ku­je cza­su.

SOBOTA:
1 Tm 1,15–17; Łk 6,43–49

Cze­mu to wzy­wa­cie Mnie: Panie, Panie, a nie czy­ni­cie tego, co mówię? Poka­żę wam, do kogo podob­ny jest każ­dy, kto przy­cho­dzi do Mnie, słu­cha słów moich i wypeł­nia je. Podob­ny jest do czło­wie­ka, któ­ry budu­je dom: wko­pał się głę­bo­ko i fun­da­ment zało­żył na ska­le. Gdy przy­szła powódź, potok wez­bra­ny ude­rzył w ten dom, ale nie zdo­łał go naru­szyć, ponie­waż był dobrze zbu­do­wa­ny.
Dom życia zbu­do­wa­ny na fun­da­men­cie sło­wa Boże­go. To zada­nie, któ­re­go aktu­al­ność nigdy się nie wyczer­pu­je. Ducho­wa pra­ca nie­ustan­nie prze­bie­ga na wie­lu pozio­mach. Pozo­sta­je­my wciąż przy fun­da­men­tach – słu­cha­my sło­wa Boże­go; wzno­si­my oka­za­łe ścia­ny – bo pie­lę­gnu­je­my miłość bliź­nie­go; coraz pięk­niej urzą­dza­my wnę­trze – pogłę­bia­my miłość Boga. I wszyst­ko w jed­nym cza­sie. Od fun­da­men­tu po szczyt.

ks. Roman Sła­weń­ski