Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i mądrość (24)

Ryzyko składania ślubu

Kohe­let wzy­wa do dokład­ne­go zasta­no­wie­nia się nad sło­wem danym Bogu. Cho­dzi tu o przy­rze­cze­nia, a zwłasz­cza ślu­by. Sło­wo dane Bogu zobo­wią­zu­je i jest dowo­dem odpo­wie­dzial­no­ści czło­wie­ka. Kto nie docho­wa ślu­bu zło­żo­ne­go Bogu, ten kom­pro­mi­tu­je sie­bie i obra­ża Boga. Dowo­dzi, że nie wol­no mu ufać, bo sko­ro nie dotrzy­ma sło­wa dane­go Bogu, to tym bar­dziej nie dotrzy­ma sło­wa dane­go czło­wie­ko­wi.
Jeże­liś zło­żył ślub jakiś Bogu, nie zwle­kaj z jego speł­nie­niem, bo w głup­cach nie ma On upodo­ba­nia. To, coś ślu­bo­wał, wypeł­nij! Lepiej, że nie ślu­bu­jesz wca­le, niż żebyś ślu­bo­wał, a ślu­bu nie speł­nił. Nie dopuść do tego, by usta twe dopro­wa­dzi­ły cię do grze­chu, i nie mów przed posłań­cem [Bożym], że sta­ło się to przez nie­uwa­gę, żeby się Bóg nie roz­gnie­wał na two­je sło­wa i nie uda­rem­nił dzie­ła two­ich rąk. Bo z wie­lu zajęć przy­cho­dzą sny, a mar­ność z nad­mia­ru słów. Boga się prze­to bój! (Koh 5,3–6).
Tekst Kohe­le­ta jest wyjąt­ko­wo aktu­al­ny. Tysią­ce chrze­ści­jan poty­ka­ją się o zło­żo­ny ślub. Są to ci, któ­rzy skła­da­ją ślub w cza­sie sakra­men­tu mał­żeń­stwa i póź­niej zdra­dza­ją współ­mał­żon­ka. Są to kato­lic­cy kapła­ni, któ­rzy skła­da­ją ślub celi­ba­tu i łamią go. Są to oso­by zakon­ne, któ­re ślu­bu­ją ubó­stwo, posłu­szeń­stwo i czy­stość oraz nale­żą­ce do Insty­tu­tów Świec­kich. Jest też pew­na licz­ba ludzi skła­da­ją­cych ślub indy­wi­du­al­nie, i nie wypeł­nia­ją­cych go.
Kohe­let pisze wyraź­nie: Lepiej, że nie ślu­bu­jesz wca­le, niż żebyś ślu­bo­wał i ślu­bu nie wypeł­nił. Pisze też o kon­se­kwen­cji zła­ma­ne­go ślu­bu, a jest nią zde­cy­do­wa­ne odcię­cie od bło­go­sła­wień­stwa Boże­go. Kto łamie ślub, popeł­nia grzech i na wspar­cie Boga nie może liczyć.
Jaka jest głów­na przy­czy­na tych dra­ma­tów? Jest nią zanik wia­ry w Boga i kom­plet­na nie­wie­dza czym jest ślub. Wie­lu mał­żon­ków uwa­ża, że przy ołta­rzu powta­rza­ją sło­wa, jakich kapłan zażą­dał od nich, a nic niko­mu nie ślu­bu­ją, bo ślub dla nich nie ma żad­ne­go zna­cze­nia. Sto­ją więc przy ołta­rzu i uczest­ni­czą w pew­nym rytu­ale, któ­ry dla nich ma cha­rak­ter praw­ny, a nie reli­gij­ny. Bóg się dla nich nie liczy! Oni nie dora­sta­ją do skła­da­nia ślu­bu. Ten brak doj­rza­ło­ści jest głów­ną przy­czy­ną łama­nia ślu­bów. Kohe­let jasno sta­wia spra­wę. Kto nie dora­sta, niech nie ślu­bu­je, bo to dla nie­go o wie­le lep­sze roz­wią­za­nie.
Dru­gą przy­czy­ną łama­nia ślu­bów jest brak świa­do­mo­ści czym jest ślub, czy­li sło­wo dane Bogu. Ono ma tak wiel­ką war­tość, że Bóg na ślu­bu­ją­ce­go liczy. Kto bowiem da sło­wo Bogu, to sło­wo jest dla nie­go waż­niej­sze niż życie. Może oddać życie, ale nie zła­mie sło­wa. Dziś sła­bość wia­ry jest tak wiel­ka, że dora­sta­ją­cych do skła­da­nia ślu­bów jest mały pro­cent. Wyma­ga­nie zaś ślu­bu od nie­doj­rza­łych to poważ­ny błąd.
Ślub zło­żo­ny wobec Boga był punk­tem opar­cia dla ludzi, bro­nią­cych Ojczy­zny. Wte­dy mówi­li Bogu: oddam życie za Ojczy­znę. Dziś i ten wymiar zani­ka, jest bowiem mało wie­rzą­cych w Boga i nie­wie­lu wyżej ceni Ojczy­znę, niż wła­sne życie.
Doty­ka­my jed­ne­go z kamie­ni węgiel­nych kul­tu­ry chrze­ści­jań­skiej Euro­py. Ten kamień został usu­nię­ty z wie­lu serc. Na nim opar­te jest szczę­ście mał­żeń­stwa i rodzi­ny. Na nim opar­te jest życie ludzi odpo­wia­da­ją­cych na powo­ła­nie kapłań­skie i zakon­ne. Na nim opar­te jest poświę­ce­nie życia dla ewan­ge­li­za­cji przez świec­kich. Na nim opar­ty jest praw­dzi­wy patrio­tyzm. Kamień usu­nię­to. Kon­se­kwen­cje będą widocz­ne na wiel­ką ska­lę w naj­bliż­szych latach. Trze­ba się z tym liczyć i nale­ży nabrać dystan­su wobec skła­da­ją­cych ślu­by, a nie­doj­rza­łych w wie­rze.
Ludzie wie­rzą­cy nie zre­zy­gnu­ją ze ślu­bu, bo on daje im gwa­ran­cję opie­ki Bożej. Kto budu­je na Bogu, ten ślub zło­ży, bo wyżej ceni współ­pra­cę z Bogiem, niż wła­sne życie.

ks. Edward Sta­niek