Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Venimus, vidimus,
Deus vicit

Kościół na wzgó­rzu Kah­len­berg nad Wied­niem, z popier­sia­mi kró­la Jana III Sobie­skie­go – gdzie przed słyn­ną bitwą pol­ski monar­cha wraz ze swym rycer­stwem uczest­ni­czył we Mszy św. – oraz Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II, któ­ry modlił się w tym miej­scu

Te słyn­ne sło­wa: „Przy­by­li­śmy, zoba­czy­li­śmy, Bóg zwy­cię­żył”, są frag­men­tem listu kró­la Jana III Sobie­skie­go do Papie­ża Inno­cen­te­go XI wysła­ne­go po zwy­cię­stwie nad potę­gą turec­ką pod Wied­niem we wrze­śniu 1683 roku. Dalej pol­ski monar­cha pisał: „Racz Ojcze Świę­ty przy­jąć, jako nowy dowód usza­no­wa­nia mego, wia­do­mość o poważ­nym zwy­cię­stwie, któ­rem Bóg Wszech­mo­gą­cy obda­rzył chrze­ści­jań­skie rycer­stwo. Pozwo­li­ły mi nie­ba w krót­kim cza­sie znieść ze szczę­tem 180000 woj­ska oto­mań­skie­go, zdo­być wiel­ką cho­rą­giew wezy­ra, wszyst­kie jego konie, namio­ty, broń, ozdo­by, ozdo­by obo­zo­we, wszyst­kie dzia­ła, sło­wem, po ośmiu godzi­nach naj­za­pal­czyw­szej bitwy, zosta­wił w rękach naszych cały swój obóz roz­cią­ga­ją­cy się na milę”. W zwy­cię­skiej bitwie pod Wied­niem dowo­dzo­ne przez kró­la Jana III Sobie­skie­go woj­ska ura­to­wa­ły Euro­pę i chrze­ści­jań­ską cywi­li­za­cję łaciń­ską przed isla­mem.
Ojciec Świę­ty Jan Paweł II pod­czas swej dru­giej piel­grzym­ki do Ojczy­zny w 1983 roku – w trzech­set­le­cie odsie­czy wie­deń­skiej – w homi­lii na Sta­dio­nie Dzie­się­cio­le­cia, 17 czerw­ca 1983 roku nawią­zał do słyn­ne­go listu Jana III Sobie­skie­go. „Te sło­wa chrze­ści­jań­skie­go wład­cy wpi­su­ją się głę­bo­ko zarów­no w Tysiąc­le­cie nasze­go chrztu, jak też tego­rocz­ny jubi­le­usz jasno­gór­ski. Jan III piel­grzy­mo­wał pod­czas swo­jej wypra­wy wie­deń­skiej na Jasną Górę i do innych sank­tu­ariów Maryj­nych” – mówił Papież-Polak.
Wojen­na sła­wa Sobie­skie­go, któ­ry w 1666 roku otrzy­mał buła­wę polną po Ste­fa­nie Czar­niec­kim, zaczę­ła rosnąć, gdy w bitwie pod Pod­haj­ca­mi w 1667 roku, 30-tysiecz­nej armii kozac­ko-tatar­skiej nie uda­ło się zdo­być 3-tysięcz­ne­go, obwa­ro­wa­ne­go obo­zu Pola­ków. Rok póź­niej otrzy­mał buła­wę wiel­ką koron­ną. Po zaję­ciu przez Tur­ków twier­dzy w Kamień­cu Podol­skim, Sobie­ski odrzu­cił ugo­do­wą poli­ty­kę kró­la Micha­ła Kory­bu­ta Wiśnio­wiec­kie­go i wezwał do wal­ki. W 1673 roku odniósł świet­ne zwy­cię­stwo nad Tur­ka­mi pod Cho­ci­miem. Gdy został kró­lem napi­sa­no o nim, że nie będąc z krwi kró­lew­skiej miał duszę kró­lów. W mowie tro­no­wej Jan III Sobie­ski powie­dział „a więc poświę­cę i ofia­ru­ję naj­droż­szej Ojczyź­nie mojej cia­ło i życie, mie­nie i krew swo­ją; pra­gnę oddać się cał­ko­wi­cie na utrzy­ma­nie czci Bożej, na obro­nę chrze­ści­jań­stwa całe­go, na obsłu­gę tego istot­ne­go przed­mu­rza, bo nie­na­sy­co­na pycha Por­ty Otto­mań­skiej to jed­no pozo­sta­wi­ła chrze­ści­jań­stwu, mia­no­wi­cie naszej wspól­nej mat­ki Koro­ny Pol­skiej”. 12 wrze­śnia 1683 roku zwy­cię­żył pod Wied­niem. „Był to wiel­ki dzień Jana III nie tyl­ko jako kró­la i wodza pol­skie­go, ale tak­że jako chrze­ści­ja­ni­na, jako kato­li­ka” – napi­sał bio­graf kró­la. Poni­żej przed­sta­wia­my frag­ment „Pamięt­ni­ków” Jana Chry­zo­sto­ma Paska, opi­su­ją­cych odsiecz i triumf Sobie­skie­go.

***

Wie­dzie­li i Tur­cy, że Pola­cy idą na pomoc, albo raczej na odsiecz, ale temu nie wie­rzy­li, żeby sam król in per­so­na [w oso­bie swej] i żeby całe woj­sko, ale sup­po­ne­bant [przy­pusz­cza­li] że pew­na część woj­ska. Dla­te­go powo­li sobie poczy­na­li et non nimis urge-bant [i nie nazbyt naci­ska­li] wzię­cia tej for­te­ce, mniej się oba­wia­jąc tych sukur­sów i bio­rąc mia­rę: „Jeże­li tak wiel­kie woj­ska nie­miec­kie pierw­sze­go zaraz impe­tu wytrzy­mać nam nie mogły i teraz w oczy zaj­rzeć nie śmie­ją, choć im o sto­li­cę pań­stwa ich cho­dzi – choć przy swo­ich śmie­ciach – pew­nie i ta mała garść pol­skie­go woj­ska nie zwo­ju­je nas”.

***

Nawet w ten dzień [15 sierp­nia], kie­dy już miał [król Jan III Sobie­ski] z Kra­ko­wa wsia­dać na koń, sły­sza­łem z ust jego te sło­wa: „Boga pro­szę, żebym ich tam tyl­ko zastał: niech nie trud­no będzie w Pol­sz­cze o turec­kie konie”. Tak mi to dziw­no było, usły­szaw­szy potym o wik­to­ryi, jak to on pro­phe­ti­co spi­ri­tu [pro­ro­czym duchem] mówił, co się wkrót­ce sta­ło. Nie­któ­rzy naten­czas mur­mu­ra­bant [szem­ra­li] prze­ciw­ko tym sło­wom, mówiąc: „Dla Boga, żeby go nie ska­rał Pan Bóg, jeże­li to z har­do­ści mówi, bo to prze­cie cum poten­ti et vic­tri­ci popu­lo res est [z potęż­nym i zwy­cię­skim naro­dem spra­wa]. Ale znać, że to mówił z ufno­ści w Bogu wiel­kiej, kie­dy się tak sta­ło. Ocze­ki­wał król na woj­sko litew­skie dłu­go, a tu lecą od cesa­rza poseł za posłem pro­sząc dla Boga, żeby pośpie­szyć, bo Wie­deń ginie. Już tedy, Litwy nie mogąc się docze­kać, poszedł król vota solen­ne Bogu uczy­niw­szy…

***

Jak król wszedł za gra­ni­cę, pro­wian­ty na woj­sko wiel­kie dawa­no i wygo­dy czy­nio­no. Szedł jed­nak król z woj­skiem magnis iti­ne­ri­bus [pospiesz­ny­mi mar­sza­mi] oba­wia­jąc się, żeby Wie­dnio­wi nie było post bel­lum auxi­lium [po skoń­czo­nej woj­nie pomoc], któ­re­mu też już naten­czas Tur­cy, jak się dowie­dzie­li o nastę­pu­ją­cym bli­sko pol­skim woj­sku, moc­no poczę­li dogrze­wać. Bo dowie­dziaw­szy się cesarz turec­ki o kon­junk­cy­jej [przy­mie­rzu], oba­wia­jąc się prze­cie, tej któ­ra go nie minę­ła, kon­fu­zy­jej, posłał emi­ry [listy suł­tań­skie] do wezy­ra [Kara Musta­fy] pod Wie­deń i zaraz mu posłał postro­nek upew­nia­jąc go, że „cię ten postro­nek nie minie na szy­ję, jeże­li w tych dniach Wied­nia nie weź­miesz; bo tobie się zachcia­ło tej woj­ny, tobie też za to odpo­wie­dać, jeże­li malo even­tu [nie­po­myśl­nie] pój­dzie. To zdraj­ca jan­cza­rów prze­ku­po­wał, poił, żeby odważ­nie sta­wa­li; nie­wol­ni­ków przo­dem przed jan­cza­ra­mi gnał do sztur­mów, sam jako wście­kły latał, ten postro­nek wło­żyw­szy sobie na szy­ję, ani­mo­wał, pro­sił przez wiel­kie­go pro­ro­ka Maho­me­ta, aby pamię­ta­li na sła­wę nie­zwy­cię­żo­ne­go naro­du swe­go, aby respek­to­wa­li na jego zgu­bę, któ­rej nie minie przez ten powróz, któ­ry na szyi nosi, jeże­li Wied­nia nie dosta­nie. To to pogań­stwo oszlep na ogień lazło, a jako sno­py pada­ło. Kie­dy już król z woj­skiem szedł od Tul­na [mia­sto 23 km od Wied­nia], wten­czas oni naj­po­tęż­niej­sze sztur­my czy­ni­li. Nawet choć już sta­nę­ło woj­sko, już się puł­ki nasze i regi­men­ty nie­miec­kie zwie­ra­ły, prze­cie on jan­cza­rom sztur­mu poprze­stać nie kazał, a kon­ne woj­sko sipa­hie­rów [jaz­dy turec­kiej], Tata­rów i Węgrów Tekie­le­go na nas obró­cił. Ude­rzy­li się Tata­ro­wie raz i dru­gi o naszych, potym sta­nę­li sobie osob­no. Posy­ła wezyr po cha­na i pyta go: „Cóż ty rozu­miesz, jeże­li tu jest król pol­ski?”. – Chan powie­dział: „I rozu­miem, i widzę, że jest; bo kie­dy są ci drąż­ni­cy [husa­rze], to i król musi być”. – Rze­cze wezyr: „Radź o mnie!”. – Chan odpo­wie­dział: „Radź ty sam o sobie, a ja też o sobie; wszak ja tobie daw­no radził, żeby było daw­no odstą­pić od Wied­nia, nie cze­ka­jąc nawet Pola­ków”. – Sko­czyw­szy od wezy­ra do swo­ich: „Allah, Allah! – Zaraz jak pił­ką rzu­cił poszli Tata­ro­wie; Tur­cy też poczę­li sła­bieć, a potym w nogi. Dopie­roż ich prze­rzy­nać, siec, gonić. Z mia­sta też oble­żeń­cy widząc, że już ucie­ka­ją, wypa­dli na owych, co u sztur­mu byli, nuż ich kosić. Ległoż to tedy pogań­stwo mostem; żyw­cem to gna­no sta­da­mi do Wied­nia, żeby napra­wia­li za poku­tę te dziu­ry, co je w murach i w wałach poro­bi­li. Arma­ty zosta­ły wszyst­kie, obóz został ze wszyst­ki­mi bogac­twa­mi. Zło­ta, koni, wiel­błą­dów, bawo­łów, bydeł, owiec sta­da­mi koło obo­zu peł­no. Onych namio­tów ślicz­nych, boga­tych, onych sepe­tów z róż­ny­mi spe­cy­ja­ła­mi, nawet pinię­dzy nie dostar­czy­li pobrać, bo tego po wszyst­kich namio­tach zasta­wa­no dosyć. Wezyr­skie namio­ty tak wiel­kie, jako jest cała War­sza­wa w swo­jej cyr­kum­fe­ren­cy­jej [obwód], na kró­la nasze­go ubie­ża­no ze wszyst­ki­mi dostat­ka­mi; nawet wor­ki tale­rów wiel­ki­mi na zie­mi leża­ły sto­sa­mi; dywa­na­mi zło­ty­mi, srebr­ny­mi zie­mia usła­na; łóż­ko z poście­lą kil­ka­dzie­siąt tysię­cy tale­rów sza­co­wa­no.

***

Sta­ły dru­gie namio­ty i tydzień, i dwie nie­dzie­li, bo tego i prze­brać nie możo­no. Nasi też Pola­cy, co tego byli nabra­li, to zno­wu jak kaza­no iść do Węgier, powy­rzu­ca­li z wozów, albo lada gdzie na prze­pra­wie, gdy konie uwię­zły w bło­cie, to pode­słał pod konie ów namiot, któ­ry był wart tysią­ca i dru­gie­go, żeby prę­dzej wóz wycią­gnę­ły.

***

Dobre to już teraz na zwo­jo­wa­nie Tur­czy­na począt­ki, kie­dy Bóg takie na znisz­cze­nie jego i reku­pe­ro­wa­nie [odzy­ska­nie] tak wie­lu kró­lestw i świąt­nic podał spo­so­by. Sta­nę­ła ta wik­to­ry­ja szczę­śli­wa dnia 12 wrze­śnia; roz­we­se­li­ła wszyst­ko chrze­ści­jań­stwo, roz­we­se­li­ła cesa­rza zde­spe­ro­wa­ne­go, Bogu się tyl­ko w opie­kę odda­ją­ce­go; roz­we­se­li­ła całą Rze­szą Nie­miec­ką, a oso­bli­wie inco­las [miesz­kań­ców] mia­sta wie­deń­skie­go, któ­rych grzbiet naj­bliż­szy był tej dys­cy­pli­ny; naro­do­wi nasze­mu wie­czy­stą zjed­na­ła sła­wę, gdyż i teraz przy­zna­ją to naro­dy. Sły­sza­łem to z ust jed­ne­go god­ne­go pana, z fran­cu­skich [kra­jów] czło­wie­ka, któ­ry mówił, że Polo­ni sunt geni­to­res Ger­ma­niae [Pola­cy są zbaw­ca­mi Nie­miec]. Bo to jest rzecz pew­na, że już by był Wie­deń trzech dni wię­cej nie wytrzy­mał; któ­ry gdy­by był zgi­nął, zgi­nę­ły­by wszyst­kie ditio­nes Impe­rii et con­se­qu­en­ter [kra­je cesar­stwa, a następ­nie] i dru­gie chrze­ści­jań­skie pań­stwa. Kró­lo­wi, panu nasze­mu, jest za co dzię­ko­wać, że sam in per­so­na [we wła­snej oso­bie] na tę nie chro­nił się woj­nę, bo ta jego ocho­ta wie­la chrze­ści­jań­stwu uczy­ni­ła dobre­go, oso­bli­wie jed­nak te pożyt­ki przy­nie­sła, że każ­dy z paniąt, z panów pol­skich sam per­so­na­li­ter [oso­bi­ście] poszedł na woj­nę akko­mo­du­jąc się [przy­słu­gu­jąc się] kró­lo­wi, i uczy­ni­ło się owy­mi asy­sten­cja­mi [orsza­ka­mi zbroj­ny­mi] woj­sko nie­rów­no więk­sze i oka­zal­sze; dru­gi poży­tek, że więk­szy strach ogar­nął nie­przy­ja­cie­la i skon­fun­do­wał, dowie­dziaw­szy się, że sam król jest in per­so­na [oso­bi­ście], wie­dząc o nim, że pan jest wojen­ny i szczę­śli­wy, i nie zapo­mniaw­szy jesz­cze łaź­ni, któ­rą im anno 1673 spra­wił pod Cho­ci­mem nad Dnie­strem. Wszy­scy tedy kato­lic­kiej reli­gi­jej ludzie byli i są kon­ten­ci z tej kró­la, pana nasze­go, rezo­lu­cy­jej, oprócz lute­ran i kal­wi­nów, bo oni tę woj­nę za swo­je mie­li i Pana Boga pro­si­li, żeby Tur­cy zwy­cię­ży­li…

Jan Chry­zo­stom Pasek, „Pamięt­ni­ki”, Wro­cław 2003.

wybrał Jaro­sław Sza­rek