Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Na czym budować

Ksiądz na wózku apostołem cierpienia

W kościele pw. św. Doroty w Licheniu odbyła się niezwykła uroczystość: Krystyna i Andrzej, dwoje niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich z Domu Pomocy Społecznej w Sieradzu złożyło publicznie przysięgę małżeńską w obecności dwustu świadków: najbliższej rodziny, a także osób samotnych, chorych i niepełnosprawnych, korzystających z wakacyjnego turnusu oazy chorych. Sakramentalne małżeństwo pobłogosławił ks. Marek Bałwas, który również porusza się za pomocą wózka inwalidzkiego. Oprawę muzyczną przygotowali wolontariusze, opiekujący się cierpiącymi na licheńskich oazach.
Mający około 50 lat życia, Krystyna i Andrzej poznali się w domu pomocy społecznej; ona choruje na dziecięce porażenie mózgowe, on dotknięty jest dystrofią mięśni. Oboje uczestniczą w dorocznych oazach chorych w Sanktuarium Matki Boskiej Licheńskiej. Krystynie zaimponował w mężu „ładny uśmiech, dobre serduszko i to, że jest dżentelmenem”, Andrzej jest wdzięczny żonie za mobilizację do działania oraz otwartość serca.

Nim został księdzem, pracował w kopalni

Kie­dy 40 lat temu w Tur­ku uro­dził się Marek Bał­was, miał na gło­wie łyse kół­ko (a więc nie było wło­sów na czub­ku gło­wy). Wte­dy pie­lę­gniar­ka poda­jąc nowo­rod­ka mat­ce pro­ro­czo powie­dzia­ła: „Ma pani swo­je­go księ­dza”. Jest naj­młod­szym z czwor­ga rodzeń­stwa Bał­wa­sów. Marek został mini­stran­tem w wie­ku ośmiu lat. W szko­le pod­sta­wo­wej uczył się bar­dzo dobrze. Prze­ło­mo­we zna­cze­nie w jego dal­szym życiu miał waka­cyj­ny wyjazd w roku 1985 do Sank­tu­arium Maryj­ne­go w Liche­niu, gdzie poma­ga­jąc, wraz z rówie­śni­ka­mi, w roz­bu­do­wie tego Maryj­ne­go Miej­sca po raz pierw­szy zetknął się z oso­ba­mi nie­peł­no­spraw­ny­mi. Były to dla 15-let­nie­go Mar­ka auten­tycz­ne reko­lek­cje, któ­re skie­ro­wa­ły go… na służ­bę Bogu i czło­wie­ko­wi. Bacz­nie przy­glą­dał się kapła­nom i kle­ry­kom, któ­rzy z wiel­ką miło­ścią opie­ko­wa­li się inwa­li­da­mi. Naj­pierw Bał­was ukoń­czył zasad­ni­czą szko­łę zawo­do­wą i zaczął pra­co­wać jako ślu­sarz mecha­nik. Miał dobre­go kie­row­ni­ka ducho­we­go, któ­ry pod­po­wie­dział mu, by naj­pierw uzy­skał śred­nie wykształ­ce­nie, potem tro­chę popra­co­wał i prze­ko­nał się, czy rze­czy­wi­ście Bóg powo­łu­je go na Chry­stu­so­we­go kapła­na. Marek poszedł za wska­za­nia­mi swe­go dusz­pa­ste­rza: pra­cu­jąc w kopal­ni węgla bru­nat­ne­go „Ada­mów” w rodzin­nym Tur­ku ukoń­czył tech­ni­kum dla pra­cu­ją­cych ze spe­cjal­no­ścią tech­nik budo­wy maszyn. W roku 1991, mając świa­dec­two matu­ral­ne, zre­zy­gno­wał z dobrze płat­nej pra­cy w kopal­ni i poszedł za wezwa­niem Chry­stu­sa.

Bóg przygotowywał go do służby wśród inwalidów

Gdy Marek Bał­was zna­lazł się w Wyż­szym Semi­na­rium Duchow­nym we Wło­cław­ku, znów dała o sobie znać jego szcze­gól­na życz­li­wość wobec ludzi nie­peł­no­spraw­nych. Wspo­mi­na tam­ten czas: – Będąc na pierw­szym roku stu­diów, z rado­ścią przy­ją­łem ofer­tę wzię­cia udzia­łu w spo­tka­niach dla osób nie­peł­no­spraw­nych. Myśla­łem wten­czas o swej posłu­dze przede wszyst­kim jako o pomo­cy cho­rym. Pod­czas pierw­szych takich wcza­so-reko­lek­cji zro­zu­mia­łem, że opie­ka nad nimi to nie tyl­ko toa­le­ta, ubie­ra­nie, kar­mie­nie i wycho­dze­nie na spa­cer, ale tak­że towa­rzy­sze­nie w ich wewnętrz­nych dra­ma­tach, lękach, wąt­pli­wo­ściach i rado­ściach, a nawet przy­go­to­wy­wa­nie do odej­ścia do Domu Ojca. To wła­śnie od nich uczy­łem się głę­bo­kiej wia­ry i modli­twy.
Marek Bał­was został wyświę­co­ny na kapła­na w maju 1998 roku, obro­nił też pra­cę magi­ster­ską z kate­che­ty­ki. Biskup die­ce­zjal­ny skie­ro­wał go do pra­cy dusz­pa­ster­skiej w Tulisz­ko­wie, gdzie przez czte­ry lata kate­chi­zo­wał i opie­ko­wał się nie­peł­no­spraw­ny­mi.
Potem zna­lazł się w para­fii pw św. Jana Chrzci­cie­la we Wło­cław­ku, gdzie zor­ga­ni­zo­wa­no muzycz­ne spo­tka­nia z mło­dzie­żą, któ­re cie­szy­ły się dużą fre­kwen­cją. Ks. Marek na zakoń­cze­nie takie­go wło­cław­skie­go spo­tka­nia latem 2002 roku powie­dział do zebra­nych: – Dzi­siaj jest pierw­szy dzień z resz­ty two­je­go życia… Chy­ba, że jest to dzień two­jej śmier­ci… Nie wstydź się, nie bój… Wstań i idź do kon­fe­sjo­na­łu. Sku­tek był nie­zwy­kły – natych­miast kil­ka­dzie­siąt dziew­cząt i chłop­ców usta­wi­ło się do kon­fe­sjo­na­łów. Wte­dy ks. Bał­was zro­zu­miał, jak wiel­kie zna­cze­nie mają w jego ustach sło­wa uzdra­wia­ją­ce mło­de dusze.

Cierpienie darem Boga

Kogo Bóg bar­dzo kocha, tego nie­raz bar­dzo bole­śnie doświad­cza. Takim umi­ło­wa­nym dla Boga i die­ce­zjan jest ks. Marek Bał­was, któ­ry 26 lute­go 2003 roku doznał wyjąt­ko­we­go doświad­cze­nia w swo­im mło­dym kapłań­stwie. Tego zimo­we­go dnia jechał wraz ze zna­jo­my­mi samo­cho­dem. Sie­dział na tyl­nym sie­dze­niu. Auto wpa­dło w poślizg, kie­row­ca stra­cił pano­wa­nie nad kie­row­ni­cą, pojazd wpadł do rowu, kil­ka razy kozioł­ku­jąc. Kapłan został wyrzu­co­ny przez tyl­ną szy­bę samo­cho­du. Stra­cił przy­tom­ność. Gdy został prze­wie­zio­ny do wło­cław­skie­go szpi­ta­la, leka­rze okre­śli­li jego stan jako cięż­ki. Ks. Marek miał bowiem wie­lo­odła­mo­we zła­ma­nie krę­go­słu­pa, uszko­dze­nie rdze­nia krę­go­we­go, roze­rwa­ny pod­bró­dek, zła­ma­ną łopat­kę i prze­bi­te płu­co. Mło­dy dusz­pa­sterz został prze­wie­zio­ny do szpi­ta­la woj­sko­we­go w Byd­gosz­czy na zabieg sta­bi­li­za­cji krę­go­słu­pa. Wkrót­ce posa­dzo­no go na wózek inwa­lidz­ki i prze­miesz­czo­no na oddział para­ple­gii poura­zo­wej i tam pod­da­no reha­bi­li­ta­cji. Ksiądz oba­wiał się, że wsku­tek tak cięż­kich ura­zów nie będzie mógł spra­wo­wać Naj­święt­szej Ofia­ry. Tak jak inni inwa­li­dzi krę­go­słu­pa, ks. Bał­was został wysła­ny do Spa­ły na obóz aktyw­nej reha­bi­li­ta­cji. Wia­do­mość o trwa­łym ura­zie krę­go­słu­pa wło­cław­ski kapłan przy­jął spo­koj­nie. Po powro­cie w roku 2004 z reha­bi­li­ta­cji przy­po­mniał sobie, że wcze­śniej jako oso­ba peł­no­spraw­na, poma­ga­jąc cho­rym, chęt­nie sia­dał na wózek, wjeż­dżał nim na kra­węż­ni­ki, balan­so­wał na kołach. Zro­zu­miał, że poprzez dusz­pa­ster­stwo wśród inwa­li­dów Bóg przy­go­to­wy­wał go do tej trud­nej posłu­gi. Duchow­ni z róż­nych para­fii zaczę­li go zapra­szać na reko­lek­cje, któ­re gło­sił z wóz­ka inwa­lidz­kie­go. Dla licz­nych słu­cha­czy były bar­dziej prze­ko­ny­wu­ją­ce niż homi­lie kazno­dzie­jów peł­no­spraw­nych.
Wiel­ce odda­ny mło­dzie­ży, ks. Marek kupił samo­chód dosto­so­wa­ny do swo­jej nie­spraw­no­ści fizycz­nej, by mógł docie­rać ze Sło­wem Bożym tam, dokąd zosta­nie zapro­szo­ny.
Biskup Wło­cław­ski skie­ro­wał go do pro­wa­dzo­ne­go przez sio­stry alber­tyn­ki Domu dla Księ­ży Nie­peł­no­spraw­nych i Eme­ry­tów w Cie­cho­cin­ku. Za zgo­dą Bisku­pa Ordy­na­riu­sza, od czte­rech lat pro­wa­dzi por­tal inter­ne­to­wy, na któ­rym roz­ma­wia z mło­dzie­żą o nęka­ją­cych ich pro­ble­mach.
Na spo­tka­niu w Sank­tu­arium Świę­te­go Józe­fa w Kali­szu o swo­im kapłań­stwie na wóz­ku inwa­lidz­kim ks. Marek wyznał: – Dopie­ro teraz odkry­wam jak ono jest wspa­nia­łe, jak wie­le ma zalet. Bo kie­dy cho­dzi­łem, to nie dostrze­ga­łem jego pięk­na, roz­mie­nia­łem się na drob­ne. Teraz mam wię­cej cza­su na myśle­nie i doce­niam to, co mam.

Zaufać Bogu – Miłości

Ks. Marek Bał­was ma nie­wie­le cza­su na wypo­czy­nek, bo wciąż zapra­sza­ny jest na roz­ma­ite spo­tka­nia i reko­lek­cje. Wszy­scy wie­dzą, że umie roz­ma­wiać z mło­dy­mi i zna ich men­tal­ność. Na jed­nym ze spo­tkań, moc­no doświad­czo­ny licz­ny­mi cier­pie­nia­mi kapłan podał swo­ją inter­pre­ta­cję miło­ści: – Naj­prost­sza defi­ni­cja miło­ści to pra­gnie­nie dobra dru­giej oso­by. Miłość nie czy­ni zła. Jeże­li mąż mówi do żony „kocham Cię”, a w dro­dze z pra­cy do domu idzie do agen­cji towa­rzy­skiej, to nie jest to miłość. Takie postę­po­wa­nie nazy­wa­my nie­czy­sto­ścią. Dzi­siaj zale­wa nas fala nie­czy­sto­ści, pły­ną­cej wiel­ki­mi stru­mie­nia­mi, przede wszyst­kim poprzez media. Współ­cze­sny czło­wiek prze­sta­je sza­no­wać świą­ty­nię Ducha Świę­te­go, czy­li wła­sne cia­ło. Roz­ne­gli­żo­wa­ne kobie­ty w rekla­mach, w fil­mach, w kolo­ro­wej pra­sie i w Inter­ne­cie są codzien­no­ścią. Por­no­gra­fia jest nie tyl­ko grze­chem, ale i nało­giem dla mło­dych i star­szych. Wcią­ga zarów­no męż­czyzn, jak i kobie­ty. Czy­ni ogrom­ne spu­sto­sze­nie w ludz­kim umy­śle.
Pra­co­wi­ty ksiądz z Cie­cho­cin­ka udzie­la też tele­fo­nicz­nych porad w bar­dzo oso­bi­stych spra­wach. Pew­na stu­dent­ka zwie­rzy­ła się mu, że rzu­cił ją chło­pak. Kapłan zapy­tał ją zatem, co było powo­dem ich roz­sta­nia. – Pro­szę księ­dza, dla­te­go, bo nie chcia­łam z nim współ­żyć – powie­dzia­ła smut­no stu­dent­ka. – Dziew­czy­no, możesz tyl­ko się cie­szyć ze swo­jej posta­wy – odparł jej ks. Marek. – Ja cie­szę się – wyja­śni­ła – Może ksiądz wie­rzyć lub nie, ale mam 22 lata i jestem dzie­wi­cą. Przy­rze­kłam sobie, że w sta­nie czy­sto­ści wytrwam do ślu­bu. – Zro­bi­łaś naj­pięk­niej­szą rzecz, jaką mogłaś zro­bić – poparł jej zacho­wa­nie dusz­pa­sterz mło­dzie­ży. – Możesz mieć do sie­bie sza­cu­nek i nie musisz się sie­bie wsty­dzić.
Ks. Marek Bał­was umie odczy­ty­wać zna­ki cza­su i mądrze pod­po­wia­dać ludziom w ich trud­nych nie­raz pro­ble­mach, bo potra­fi się nad każ­dym pochy­lić – tak jak Chry­stus. Utoż­sa­mia się z Nim swo­im nie­raz samot­nym cier­pie­niem i modli­twa­mi w powie­rzo­nych inten­cjach, bo kocha ludzi miło­ścią bez­in­te­re­sow­ną.
Obec­nie mamy coraz wię­cej ludzi zagu­bio­nych, osa­mot­nio­nych i porzu­co­nych, któ­rym nikt nie chce bez­in­te­re­sow­nie pomóc. Księ­dza Mar­ka Bóg posta­wił na ich dro­dze, by był dla nich świa­tłem w ciem­no­ściach smut­nej egzy­sten­cji, by im radził, jak god­nie żyć i by szli za Chry­stu­sem, któ­ry z bez­na­dziej­nej sytu­acji zawsze potra­fi zna­leźć dobre wyj­ście.
Dla ks. Bał­wa­sa jego spe­cjal­nie regu­lo­wa­ne łóż­ko, wózek inwa­lidz­ki czy samo­chód przy­sto­so­wa­ny do tego rodza­ju nie­spraw­no­ści jest też OŁTARZEM, na któ­rym upodob­nia się do same­go Zba­wi­cie­la, z miło­ści do grzesz­ne­go czło­wie­ka ofia­ro­wu­ją­ce­go swo­je życie.
W apo­sto­la­cie cier­pie­nia księ­dzu Mar­ko­wi wiel­kiej mocy udzie­la Jezus Chry­stus, któ­re­mu bez­gra­nicz­nie zaufał w dniu świę­ceń kapłań­skich. On go nigdy nie opu­ści, a ks. Marek nie pozo­sta­wi bez sto­sow­nej rady, pomo­cy dusz­pa­ster­skiej, modli­twy, sakra­men­tów – wszyst­kich, któ­rzy do nie­go się zwró­cą. Ks. Marek Bał­was, choć sła­by fizycz­nie, jest sil­ny duchem, bowiem swo­je dusz­pa­ster­stwo oparł na miło­ści Tego, któ­ry wszyst­ko może.

Bog­dan Nowak