Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Słowa Życia

NIEDZIELA:
Syr 27,30–28,7
Rz 14,7–9
Mt 18,21–35

Przypowieść o nielitościwym dłużniku

Słowa życiaPiotr zbli­żył się do Jezu­sa i zapy­tał: Panie, ile razy mam prze­ba­czać, jeśli mój brat wykro­czy prze­ciw­ko mnie? Czy aż sie­dem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż sie­dem razy, lecz aż sie­dem­dzie­siąt sie­dem razy.
Dla­te­go podob­ne jest kró­le­stwo nie­bie­skie do kró­la, któ­ry chciał się roz­li­czyć ze swy­mi słu­ga­mi. Gdy zaczął się roz­li­czać, przy­pro­wa­dzo­no mu jed­ne­go, któ­ry mu był winien dzie­sięć tysię­cy talen­tów. Ponie­waż nie miał z cze­go ich oddać, pan kazał sprze­dać go razem z żoną, dzieć­mi i całym jego mie­niem, aby tak dług odzy­skać. Wte­dy słu­ga upadł przed nim i pro­sił go: „Panie, miej cier­pli­wość nade mną, a wszyst­ko ci oddam”. Pan uli­to­wał się nad tym słu­gą, uwol­nił go i dług mu daro­wał.
Lecz gdy słu­ga ów wyszedł, spo­tkał jed­ne­go ze współ­sług, któ­ry mu był winien sto dena­rów. Chwy­cił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien”. Jego współ­słu­ga upadł przed nim i pro­sił go: „Miej cier­pli­wość nade mną, a oddam tobie”. On jed­nak nie chciał, lecz poszedł i wtrą­cił go do wię­zie­nia, dopó­ki nie odda dłu­gu.
Współ­słu­dzy jego widząc, co się dzia­ło, bar­dzo się zasmu­ci­li. Poszli i opo­wie­dzie­li swe­mu panu wszyst­ko, co zaszło. Wte­dy pan jego wezwał go przed sie­bie i rzekł mu: „Słu­go nie­go­dzi­wy! Daro­wa­łem ci cały ten dług, ponie­waż mnie pro­si­łeś. Czyż więc i ty nie powi­nie­nieś był uli­to­wać się nad swym współ­słu­gą, jak ja uli­to­wa­łem się nad tobą?”. I unie­sio­ny gnie­wem pan jego kazał wydać go katom, dopó­ki mu całe­go dłu­gu nie odda.
Podob­nie uczy­ni wam Ojciec mój nie­bie­ski, jeże­li każ­dy z was nie prze­ba­czy z ser­ca swe­mu bra­tu.
Bywa, że wystrze­lo­ny pocisk wra­ca ryko­sze­tem.
Tak zda­rzyć się może. Bume­rang zwy­kle powra­ca
do rzu­ca­ją­ce­go. Ale czy­ny czło­wie­ka na pew­no prę­dzej czy póź­niej powró­cą nie­za­wod­nie jak echo i to zwie­lo­krot­nio­ne. Bo miłość zro­dzi miłość. A prze­ba­cze­nie prze­ba­cze­nie. Tak też odwrot­nie:
brak miło­ści może zro­dzić tyl­ko „bez-miłość”,
a brak prze­ba­cze­nia pro­wo­ku­je powódź
zło­ści i agre­sji. Dla­te­go trze­ba prze­ba­czać
aż sie­dem­dzie­siąt sie­dem razy.

rs