Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY CZWARTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 12–17 IX 2011

PONIEDZIAŁEK:
1 Tm 2,1–8; Łk 7,1–10

A gdy Jezus był już nie­da­le­ko domu, set­nik wysłał do Nie­go przy­ja­ciół z proś­bą: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dla­te­go ja sam nie uwa­ża­łem się za god­ne­go przyjść do Cie­bie. Lecz powiedz tyl­ko sło­wo, a mój słu­ga będzie uzdro­wio­ny…”. Gdy Jezus to usły­szał, zadzi­wił się i zwra­ca­jąc się do tłu­mu, któ­ry szedł za Nim, rzekł: „Powia­dam wam: Tak wiel­kiej wia­ry nie zna­la­złem nawet w Izra­elu”.
Poga­nin set­nik wyróż­niał się swą wia­rą w gro­nie gor­li­wych żydów. Któż mógł­by go podej­rze­wać o tak rady­kal­ne zaufa­nie wobec Pro­ro­ka z Naza­re­tu? Gdy­by przy­szło sta­wiać zakła­dy, pew­nie nie­wie­lu by zary­zy­ko­wa­ło, aby posta­wić na nie­go. A jed­nak zasko­czył głę­bią swe­go ducha. Poga­nin wyprze­dził wie­rzą­cych. Oto jeden z tych para­dok­sów, któ­re rów­nież dziś mogą się przy­tra­fić. Bo zlek­ce­wa­żo­ny może oka­zać się wiel­kim. A obcy bli­skim, naj­bliż­szym.

WTOREK:
1 Tm 3,1–13; Łk 7,11–17

Jezus udał się do pew­ne­go mia­sta, zwa­ne­go Nain; a szli z Nim Jego ucznio­wie i tłum wiel­ki. Gdy zbli­żył się do bra­my miej­skiej, wła­śnie wyno­szo­no umar­łe­go, jedy­ne­go syna mat­ki, a ta była wdo­wą. Towa­rzy­szył jej spo­ry tłum z mia­sta. Na jej widok Pan uża­lił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przy­stą­pił, dotknął się mar, a ci, któ­rzy je nie­śli, sta­nę­li. I rzekł: „Mło­dzień­cze, tobie mówię, wstań”.
Nikt nie wołał, nie krzy­czał, nie doma­gał się cudu, nie zło­rze­czył, nie szan­ta­żo­wał… Wdo­wa bez­brzeż­nie wypeł­nio­na żalem po pro­stu szła. Szła dalej. I tak spo­tka­ła Jezu­sa, a Ten odmie­nił jej życie. Przy­wró­cił radość i pozwo­lił spo­tkać syna, któ­ry był umar­ły, a teraz ożył. Bo dobrą modli­twą jest tak­że mil­cze­nie wobec Wszech­moc­ne­go. Wypeł­nio­ne miło­ścią. Peł­ne zaufa­nia. On napraw­dę wie, cze­go nam potrze­ba.

ŚRODA:
Lb 21,4b–9 albo Flp 2,6–11
J 3,13–17
ŚWIĘTO PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO

Tak bowiem Bóg umi­ło­wał świat, że Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał życie wiecz­ne. Albo­wiem Bóg nie posłał swe­go Syna na świat po to, aby świat potę­pił, ale po to, by świat został przez Nie­go zba­wio­ny.
Czy moż­na oskar­żać o obo­jęt­ność albo zło­śli­wość kogoś, kto oddał swe­go syna, by rato­wać pogrą­żo­nych w nie­wo­li? Moż­na. I wie­lu to czy­ni. Bywa bowiem ból, poza któ­ry trud­no się­gnąć wzro­kiem. I bywa cier­pie­nie, któ­re zasła­nia hory­zont cał­ko­wi­cie. Ale to nie zna­czy, że poza hory­zon­tem nic nie ist­nie­je, a po przej­ściu przez chwi­lo­wą mgłę nie uka­że się dro­ga. Pierw­sze zało­że­nie Ewan­ge­lii, któ­re musi być punk­tem wyj­ścia każ­dej reflek­sji, jest takie: Bóg pra­gnie, by czło­wiek był zba­wio­ny.

CZWARTEK:
1 Tm 4,12–16; Łk 7,36–50
Wspomnienie NMP Bolesnej

Jezus rzekł do Szy­mo­na (fary­ze­usza): „Widzisz tę kobie­tę? Wsze­dłem do twe­go domu, a nie poda­łeś Mi wody do nóg; ona zaś łza­mi obla­ła Mi sto­py i swy­mi wło­sa­mi je otar­ła. Nie dałeś Mi poca­łun­ku; a ona odkąd wsze­dłem, nie prze­sta­je cało­wać nóg moich. Gło­wy nie nama­ści­łeś Mi oli­wą; ona zaś olej­kiem nama­ści­ła moje nogi. Dla­te­go powia­dam ci: Odpusz­czo­ne są jej licz­ne grze­chy, ponie­waż bar­dzo umi­ło­wa­ła. A ten, komu się mało odpusz­cza, mało miłu­je”.
Jed­na chwi­la i wszyst­ko sta­ło się nowe w życiu grzesz­nej kobie­ty. Mówi w innym miej­scu Pan, zapo­wia­da­jąc osta­tecz­ną przy­szłość: „Oto wszyst­ko czy­nię nowe”. Ale ta nowość tak napraw­dę może, wię­cej, win­na stać się fak­tem w naszym życiu już dziś. Gdy podą­ża­my dro­gą rady­kal­nej miło­ści, dro­gą nawró­ce­nia, jak owa kobie­ta w domu fary­ze­usza Szy­mo­na, pozwa­la­my Bogu już teraz czy­nić w naszym życiu wszyst­ko nowe.

PIĄTEK:
1 Tm 6,2c–12; Łk 8,1–3

Jezus wędro­wał przez mia­sta i wsie, naucza­jąc i gło­sząc Ewan­ge­lię o kró­le­stwie Bożym. A było z Nim Dwu­na­stu oraz kil­ka kobiet, któ­re uwol­nił od złych duchów i od sła­bo­ści: Maria, zwa­na Mag­da­le­ną, któ­rą opu­ści­ło sie­dem złych duchów; Joan­na, żona Chu­zy, zarząd­cy u Hero­da; Zuzan­na i wie­le innych, któ­re im usłu­gi­wa­ły ze swe­go mie­nia.
Ewan­ge­lie opi­su­ją dokład­niej powo­ła­nie męż­czyzn – Apo­sto­łów. Mil­czą o tym, w jaki spo­sób Jezus powo­ły­wał kobie­ty. A prze­cież musiał je wezwać, by poszły za Nim. Ale jest jeden wyją­tek. Powo­ła­nie Maryi z Naza­re­tu. To wzór wszyst­kich powo­łań kobie­cych w Koście­le. To powo­ła­nie naj­wznio­ślej­sze, potrak­to­wa­ne z naj­więk­szą odpo­wie­dzial­no­ścią. W naj­wyż­szym stop­niu zre­ali­zo­wa­ne. Mało spek­ta­ku­lar­ne, a tak istot­ne dla Kościo­ła.

SOBOTA:
1 Tm 6,13–16; Łk 8,4–15

Ziar­nem jest sło­wo Boże. Tymi na dro­dze są ci, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa; potem przy­cho­dzi dia­beł i zabie­ra sło­wo z ich ser­ca, żeby nie uwie­rzy­li i nie byli zba­wie­ni. Na ska­łę pada u tych, któ­rzy gdy usły­szą, z rado­ścią przyj­mu­ją sło­wo, lecz nie mają korze­nia: wie­rzą do cza­su, a w chwi­li poku­sy odstę­pu­ją. To, co padło mię­dzy cier­nie, ozna­cza tych, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa, lecz potem odcho­dzą…
Tyle jest kate­go­rii tych, któ­rzy przyj­mu­ją ziar­no sło­wa pozor­nie. W isto­cie sło­wa Boże­go nie przyj­mu­ją. Zale­d­wie jed­na gru­pa przyj­mu­je i owo­cu­je, a i tak jesz­cze w ramach tej­że gru­py nie wszy­scy w stop­niu dosko­na­łym przy­no­szą plon satys­fak­cjo­nu­ją­cy gospo­da­rza. Czy nie kry­je się w tym ostrze­że­nie, by ze szcze­gól­ną uwa­gą czu­wać nad tym, co dzie­je się w naszym sumie­niu ze sło­wem, któ­re Bóg do nas powie­dział – wię­cej – wypo­wia­da każ­de­go dnia?

ks. Roman Sła­weń­ski