Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i mądrość (25)

Waga rolnictwa

Widzi­my… ucisk bied­nych; ich licz­ba rośnie i to w zastra­sza­ją­cym tem­pie. Dla wie­lu eme­ry­tu­ra nie wystar­cza na życie. Widzi­my… pogwał­ce­nie pra­wa i to pra­wie w każ­dej dzie­dzi­nie, i na każ­dym kro­ku. Łama­nie pra­wa jest na taką ska­lę, że ilość inter­wen­cji poli­cji oraz pro­ku­ra­tu­ry w każ­dym śro­do­wi­sku szo­ku­je. Widzi­my… pogwał­ce­nie spra­wie­dli­wo­ści w naszym kra­ju. Mają­cy wła­dzę i pie­nią­dze śmie­ją się ze spra­wie­dli­wo­ści i potra­fią nie­uczci­wie zagar­niać wszyst­ko, co moż­na prze­li­czyć na pie­nią­dze. Widzi­my… Jak­że w tej sytu­acji aktu­al­ne są sło­wa Kohe­le­ta liczą­ce ponad dwa tysią­ce lat:
Gdy widzisz ucisk bied­ne­go i pogwał­ce­nie pra­wa i spra­wie­dli­wo­ści w kra­ju, nie dziw się temu, bo nad wyso­kim czu­wa wyż­szy, a jesz­cze wyżsi nad obo­ma (Koh 5,7).
Autor natchnio­ny odsła­nia rze­czy­wi­stość – i dla­te­go wzy­wa, aby się nie dzi­wić. To jest nor­mal­ne w świe­cie, w jakim żyje­my. Impe­rium księ­cia tego świa­ta opar­te jest na takich zasa­dach. W nim nie­spra­wie­dli­wość nie jest dziw­na, jest „nor­mal­na”. Autor odsła­nia jej mecha­nizm, któ­ry pole­ga na zależ­no­ści mają­cych wła­dzę. Jest w niej uciecz­ka od oso­bi­stej odpo­wie­dzial­no­ści. Sło­wa auto­ra natchnio­ne­go: nad wyso­kim czu­wa wyż­szy, a jesz­cze wyż­szy czu­wa nad obo­ma, odsła­nia­ją ukła­dy, o któ­rych się nie mówi, któ­rych się nie ujaw­nia, a któ­re decy­du­ją o tym, co jest. Trze­ba dobrze znać te mecha­ni­zmy, aby się nie dzi­wić… Trze­ba się z nimi liczyć i wie­dzieć, że nasta­wio­ne są one na ranie­nie ludzi spra­wie­dli­wych. Ranę trze­ba przy­jąć, a ze spra­wie­dli­wo­ści wła­sne­go ser­ca nie wol­no zre­zy­gno­wać. Bóg stoi po stro­nie spra­wie­dli­we­go, a nie tego, kto krzyw­dzi.
Cie­ka­we jest wyj­ście, jakie w tej sytu­acji Kohe­let pro­po­nu­je mają­ce­mu wła­dzę. Jest nim tro­ska o rol­nic­two:
Pożyt­kiem dla kra­ju był­by wobec tego wszyst­kie­go król dba­ły o upra­wę zie­mi. Kto kocha się w pie­nią­dzach, pie­nią­dzem się nie nasy­ci; a kto się kocha w zaso­bach, ten nie ma z nich pożyt­ku. To rów­nież jest mar­ność. Gdy dobra się mno­żą, mno­żą się ich zja­da­cze. I jakiż poży­tek ma z nich wła­ści­ciel, jak ten, że nimi napa­wa swe oczy? (Koh 5,8–10).
Żyje­my w świe­cie, w któ­rym prze­mysł domi­nu­je nad rol­nic­twem, a o wszyst­kim decy­du­ją zyski. Rol­nic­two jest w rękach mani­pu­lu­ją­cych gospo­dar­ką, dla­te­go wszyst­kie pło­dy zie­mi są fasze­ro­wa­ne che­mią. Kohe­let nie znał takich ukła­dów, ale jasno wska­zał mądre­go wład­cę, któ­ry inwe­stu­je w zdro­wą żyw­ność. Jest to zro­zu­mia­łe, bo o życiu decy­du­je pokarm, a o pokar­mie rol­nic­two. Jeśli ono jest na pozio­mie i dba o zdro­we pro­duk­ty, spo­łe­czeń­stwo nie musi korzy­stać z medy­cy­ny i lekarstw, jest odpor­ne na wie­le cho­rób, może cie­szyć się życiem. Takie usta­wie­nie spra­wy jest tym cie­kaw­sze, że Kohe­let uwa­ża, iż jest to jedy­ne roz­wią­za­nie korzyst­ne tak dla mają­cych wła­dzę, jak i dla spo­łe­czeń­stwa. Jakie­kol­wiek inne usta­wie­nie, w któ­rym celem jest zysk, pro­wa­dzi do nie­szczę­ścia, tak mają­cych wła­dzę, jak i oby­wa­te­li.
W tej sytu­acji nale­ży posta­wić pyta­nia o pol­skie rol­nic­two. Jakie są przed nim per­spek­ty­wy? W jakiej mie­rze zapew­nia zdro­wy pokarm? Jeste­śmy kra­jem, któ­ry w histo­rii Euro­py sły­nął ze zdro­we­go pokar­mu. Jaki jest sens spro­wa­dza­nia do nas pro­duk­tów z obcych kra­jów? Czy my z punk­tu widze­nia rol­nic­twa nie jeste­śmy samo­wy­star­czal­ni? Kto zara­bia na spro­wa­dza­niu pro­duk­tów rol­nych? Trze­ba znać wszyst­kie mecha­ni­zmy, aby wie­dzieć, że nasta­wie­nie na zysk nie ma nic wspól­ne­go z mądro­ścią. Kohe­let pisze to wyraź­nie: Kto się kocha w zaso­bach, ten nie ma z nich pożyt­ku! Dzię­kuj­my każ­de­mu pol­skie­mu rol­ni­ko­wi, któ­ry poda­je nam krom­kę zdro­we­go chle­ba do jedze­nia i szklan­kę dobre­go mle­ka!

ks. Edward Sta­niek