Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY PIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 19–24 IX 2011

PONIEDZIAŁEK:
Ezd 1,1–6; Łk 8,16–18

Jezus powie­dział do tłu­mów: „Nikt nie zapa­la lam­py i nie przy­kry­wa jej garn­cem ani nie sta­wia pod łóż­kiem; lecz sta­wia na świecz­ni­ku, aby widzie­li świa­tło ci, któ­rzy wcho­dzą. Nie ma bowiem nic ukry­te­go, co by nie mia­ło być ujaw­nio­ne, ani nic tajem­ne­go, co by nie było pozna­ne i na jaw nie wyszło. Uwa­żaj­cie więc, jak słu­cha­cie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabio­rą i to, co mu się wyda­je, że ma”.
Nie wol­no zapo­mnieć o Jezu­so­wej prze­stro­dze: „Uwa­żaj­cie więc, jak słu­cha­cie”. Pozor­ne słu­cha­nie, pozor­ne zro­zu­mie­nie, pozor­ne pój­ście za sło­wem Bożym – to nie­bez­pie­czeń­stwa, któ­re cza­ją się u wrót naszej duszy, nasze­go umy­słu. Ule­głość wobec jed­ne­go złu­dze­nia rodzi kolej­ne. Jedy­nie codzien­ny rachu­nek sumie­nia i wła­sne wobec sie­bie same­go spra­woz­da­nie z tego, jak słu­cha­my słów Boga, może pro­wa­dzić do wyzby­cia się złu­dzeń.

WTOREK:
Ezd 6,7–8.12b.14–20; Łk 8,19–21

Przy­szli do Jezu­sa Jego Mat­ka i bra­cia. Lecz nie mogli się dostać do Nie­go z powo­du tłu­mu. Oznaj­mio­no Mu: „Two­ja Mat­ka i bra­cia sto­ją na dwo­rze i chcą się widzieć z Tobą”. Lecz On odpo­wie­dział: „Moją mat­ką i moimi brać­mi są ci, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa Boże­go i wypeł­nia­ją je”.
Wspól­no­ta słu­cha­ją­cych sło­wa Boże­go to praw­dzi­wa rodzi­na Jezu­sa. Chrzest jest wiel­kim darem – to pierw­szy krok, przej­ście przez próg, by zna­leźć się w domu wia­ry, w obec­no­ści Jezu­sa. A co dalej? Błę­dem jest zatrzy­mać się na pierw­szym kro­ku, choć­by był naj­waż­niej­szy. Za kro­kiem pierw­szym musi iść następ­ny, a za nim kolej­ny. Jeśli dziś posłu­cha­łem, co mówi Bóg, jutro jesz­cze bar­dziej muszę być uważ­nym słu­cha­czem Stwór­cy, któ­ry pro­wa­dzi mnie jesz­cze dalej, ku nowym zada­niom.

ŚRODA:
Ef 4,1–7.11–13; Mt 9,9–13

Gdy Jezus wycho­dził z Kafar­naum, ujrzał czło­wie­ka sie­dzą­ce­go w komo­rze cel­nej, imie­niem Mate­usz, i rzekł do nie­go: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus sie­dział w domu za sto­łem, przy­szło wie­lu cel­ni­ków i grzesz­ni­ków i sie­dzie­li wraz z Jezu­sem i Jego ucznia­mi.
Jezus powo­łał czło­wie­ka uwa­ża­ne­go za grzesz­ni­ka, nie­god­ne­go poważ­ne­go zada­nia. Zba­wi­ciel zna­jąc głę­bię duszy ludz­kiej zde­cy­do­wał się wezwać odrzu­ca­ne­go przez innych, wyróż­nić go i powie­rzyć naj­po­waż­niej­sze zada­nie – gło­sze­nie Ewan­ge­lii. Nie­raz bywa tak, że czło­wie­ko­wi trze­ba powie­rzyć odpo­wie­dzial­ność, a wów­czas wezwa­ny bły­ska­wicz­nie dora­sta do zada­nia. Czy jest w tym ryzy­ko? Tak, ale bez tego ryzy­ka ów wezwa­ny praw­do­po­dob­nie nigdy nie ujaw­nił­by swej praw­dzi­wej natu­ry – głę­bo­kiej szla­chet­no­ści.

CZWARTEK:
Ag 1,1–8; Łk 9,7–9

Tetrar­cha Herod usły­szał o wszyst­kich cudach zdzia­ła­nych przez Jezu­sa i był zanie­po­ko­jo­ny. Nie­któ­rzy bowiem mówi­li, że Jan powstał z mar­twych; inni, że Eliasz się zja­wił; jesz­cze inni, że któ­ryś z daw­nych pro­ro­ków zmar­twych­wstał. Lecz Herod mówił: „Ja kaza­łem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o któ­rym takie rze­czy sły­szę?”. I chciał Go zoba­czyć.
Herod chciał zoba­czyć Jezu­sa, bo jego ser­ce tra­pi­ły wyrzu­ty sumie­nia. Ale gdy przy­szło do spo­tka­nia, zadrwił z Pro­ro­ka z Naza­re­tu. Zmar­no­wał tę jedy­ną oka­zję, by usły­szeć naj­waż­niej­sze sło­wo, by zro­zu­mieć swo­je błę­dy, by wyjść z bagna nie­mo­ral­no­ści. Lek­ką ręką wszyst­ko prze­kre­ślił. W jego życiu Jezus poniósł klę­skę. Zwy­cię­ży­ło przy­wią­za­nie do przy­jem­no­ści i zmy­sło­wość. Strach i roz­kosz wła­dzy. Czy w moim życiu Jezus ma szan­sę na zwy­cię­stwo?

PIĄTEK:
Ag 1,15b–2,9; Łk 9,18–22

Gdy raz Jezus modlił się na osob­no­ści, a byli przy Nim ucznio­wie, zwró­cił się do nich z zapy­ta­niem: „Za kogo uwa­ża­ją Mnie tłu­my?”. Oni odpo­wie­dzie­li: „Za Jana Chrzci­cie­la; inni za Elia­sza; jesz­cze inni mówią, że któ­ryś z daw­nych pro­ro­ków zmar­twych­pow­stał”. Zapy­tał ich: „A wy za kogo Mnie uwa­ża­cie?”. Piotr odpo­wie­dział: „Za Mesja­sza Boże­go”.
Dla­cze­go Jezus pyta uczniów o zasły­sza­ne opi­nie? Bądź co bądź są to plot­ki, domy­sły, podej­rze­nia… Być może Zba­wi­cie­lo­wi zale­ża­ło na tym, by ucznio­wie spo­śród tej plą­ta­ni­ny prze­róż­nych gło­sów wydo­by­li ten jeden jedy­ny głos, któ­ry świad­czy o dobrym roze­zna­niu sytu­acji. I tak dzie­je się wciąż: posta­wie­ni wobec wie­lo­ści ludz­kich opi­nii, musi­my roze­zna­wać to co słusz­ne, co Boże, co Bogu miłe. Bo nie wszyst­ko zło­to, co się świe­ci…

SOBOTA:
Za 2,5–9.14–15a; Łk 9,43b–45

Gdy wszy­scy byli peł­ni podzi­wu dla wszyst­kich czy­nów Jezu­sa, On powie­dział do swo­ich uczniów: „Weź­cie wy sobie dobrze do ser­ca te sło­wa: Syn Czło­wie­czy będzie wyda­ny w ręce ludzi”. Lecz oni nie rozu­mie­li tego powie­dze­nia; było ono zakry­te przed nimi, tak że go nie poję­li, a bali się zapy­tać Go o nie.
Jezus wyda­ny w ręce ludzi – cóż zna­czy to stwier­dze­nie? Nikt z uczniów nie mógł prze­wi­dzieć kon­se­kwen­cji tego pro­roc­twa, aż fak­tem sta­ły się męka i krzyż. Pozo­sta­wio­ny w rękach ludzi Syn Boży doświad­czył poni­że­nia, odrzu­ce­nia i bole­snej męki. Każ­dy czło­wiek w jakiś spo­sób jest wyda­ny w ręce ludzi: bli­skich, współ­pra­cow­ni­ków, prze­ło­żo­nych… I zawsze jest nara­żo­ny na złe trak­to­wa­nie. Trze­ba to ryzy­ko przy­jąć i oka­zać ele­men­tar­ne zaufa­nie, bo nie jeste­śmy w sta­nie żyć w izo­la­cji.

ks. Roman Sła­weń­ski