Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wędrówki po Kresach

Nie porzucił wiernych

Kościół w Hałusz­czyń­cach, w któ­rym posłu­gi­wał ks. Mirec­ki

Pozo­sta­je tajem­ni­cą, dla­cze­go NKWD nie aresz­to­wa­ło ks. Bro­ni­sła­wa Mirec­kie­go po wkro­cze­niu na Kre­sy RP w 1939 r. Takie oso­by od razu pod­le­ga­ły pro­fi­lak­tycz­ne­mu zatrzy­ma­niu. Ksiądz Mirec­ki nie był dla sowiec­kich służb spe­cjal­nych tyl­ko kapła­nem, co już czy­ni­ło go oso­bą podej­rza­ną, ale przede wszyst­kim czło­wie­kiem czyn­nie wal­czą­cym z bol­sze­wi­ka­mi, co w świe­tle sowiec­kie­go pra­wa było czy­nem ści­ga­nym z urzę­du, nawet jeże­li zbrod­nia ta była doko­na­na poza gra­ni­ca­mi ZSRR.
Ks. Mirec­kie­mu uda­ło się dotrwać szczę­śli­wie do wybu­chu woj­ny nie­miec­ko-radziec­kiej i wkro­cze­nia na Ukra­inę wojsk nie­miec­kich. Zaczął wte­dy, oprócz dzia­łal­no­ści dusz­pa­ster­skiej, anga­żo­wać się w dzia­łal­ność kon­spi­ra­cyj­ną.
W cią­głym zagro­że­niu
Grób ks. Bro­ni­sła­wa Mirec­kie­go na cmen­ta­rzu w Hałusz­czyń­cach

Począw­szy od 1943 r. ks. Bro­ni­sław Mirec­ki, podob­nie jak wszy­scy Pola­cy w deka­na­cie Ska­łat, żył w cią­głym zagro­że­niu. Nacjo­na­li­ści ukra­iń­scy przy­stą­pi­li do mor­do­wa­nia Pola­ków. Zaczę­li od kil­ku wsi w para­fii Grzy­ma­łów. Póź­niej przy­szła kolej na para­fię Medyń, Hałusz­czyń­ce, Pół­pa­nów­kę, Kra­sne, Kazacz­nów­kę i Ostap. W sumie ban­de­row­cy zaata­ko­wa­li kil­ka­na­ście wsi. Miesz­ka­ją­cy naj­bli­żej Pod­wło­czysk Pola­cy szu­ka­li w nich schro­nie­nia. Z uwa­gi na sta­cjo­nu­ją­cy tu nie­miec­ki gar­ni­zon, mia­stecz­ko było sto­sun­ko­wo bez­piecz­ne. Ks. Mirec­ki sta­rał się dla jego miesz­kań­ców orga­ni­zo­wać doraź­ną pomoc. Część Pola­ków prze­by­wa­ła w Pod­wło­czy­skach tyl­ko w nocy, wra­ca­jąc na dzień do swo­ich domostw. W nie­wiel­kim mia­stecz­ku były bowiem kło­po­ty apro­wi­za­cyj­ne. W 1944 r. ban­de­row­cy ska­za­li ks. Bro­ni­sła­wa Mirec­kie­go na śmierć. Mimo to nie porzu­cił on dusz­pa­ster­skie­go poste­run­ku. Cudem prze­żył napad na swój dom i jego spa­le­nie. Po powtór­nym zaję­ciu Kre­sów przez Armię Czer­wo­ną ks. Mirec­ki, wbrew róż­no­ra­kim naci­skom, stra­chu przed ban­de­row­ca­mi, para­li­żu­ją­cym pozo­sta­łych przy życiu Pola­ków i posta­wie wie­lu duchow­nych pogo­dzo­nych z koniecz­no­ścią wyjaz­du do Pol­ski, posta­no­wił za wszel­ką cenę pozo­stać w Pod­wło­czy­skach i pro­wa­dzić dusz­pa­ster­stwo wśród Pola­ków, któ­rzy, podob­nie jak on, zde­cy­do­wa­li się mimo naci­sków pozo­stać na zie­miach przod­ków. Z zacho­wa­nia jego para­fian moż­na wno­sić, że nama­wiał ich do nie­wy­jeż­dża­nia do Pol­ski. Ks. Mirec­ki musiał prze­ciw­dzia­łać nie tyl­ko sowiec­kiej agi­ta­cji, ale tak­że dzia­ła­niom UPA. Ban­de­row­cy nie zaprze­sta­li bowiem mor­do­wa­nia Pola­ków po zaję­ciu Tar­no­polsz­czy­zny przez Armię Czer­wo­ną i przy­łą­cze­niu jej z resz­tą Wschod­niej Mało­pol­ski i Woły­niem do ZSRR.
Słu­żył ludziom i Kościo­ło­wi
Śla­dy pol­sko­ści na cmen­ta­rzu w Hałusz­czyń­cach są aż nad­to widocz­ne

Ksiądz Mirec­ki w tym trud­nym okre­sie sta­rał się dojeż­dżać do wszyst­kich kościo­łów, przy któ­rych trwa­li jesz­cze wier­ni, a już nie posia­da­ły one sta­łych kapła­nów. Świą­tyń tych było kil­ka­na­ście, ale z bie­giem cza­su sys­te­ma­tycz­nie ich uby­wa­ło. Czyn­ne kościo­ły pozo­sta­ły tyl­ko w Krze­mień­cu i trzech miej­sco­wo­ściach leżą­cych na ubo­czu: w Hałusz­czyń­cach, Borsz­czo­wie i Szum­sku. W pierw­szym kościół nie został zamknię­ty ze wzglę­du na znaj­du­ją­cy się w nim pomnik Sło­wac­kie­go, a w dwóch pozo­sta­łych miej­sco­wo­ściach prze­trwa­ły repa­tria­cję duże sku­pi­ska Pola­ków, goto­we siłą bro­nić kościo­łów. Ksiądz Mirec­ki dojeż­dżał do tych świą­tyń. Pota­jem­nie odwie­dzał też inne ośrod­ki, w któ­rych miesz­ka­li Pola­cy. Nawią­zy­wał z nimi kon­takt poprzez tych z nich, któ­rzy co jakiś czas przy­jeż­dża­li do czyn­nych kościo­łów. O pozy­tyw­nych rezul­ta­tach jego posłu­gi świad­czy spra­woz­da­nie peł­no­moc­ni­ka ds. reli­gii obwo­du tar­no­pol­skie­go z I kwar­ta­łu 1948 r., w któ­rym napi­sał: „Rzym­sko­ka­to­lic­ki kościół znacz­nie wzmoc­nił swo­ją dzia­łal­ność. Dowo­dzi tego fakt, że w wie­lu rejo­nach obwo­du: czort­kow­skim, trem­bow­lań­skim, ska­łac­kim i miku­liń­skim Pola­cy po kil­ka rodzin we wsiach tych rejo­nów zwra­ca­ją się do mnie z proś­bą o zare­je­stro­wa­nie wspól­not reli­gij­nych, obej­mu­ją­cych kil­ka wio­sek, z pra­wem otwar­cia kościo­łów w mia­stach rejo­no­wych. Z taką proś­ba wie­rzą­cy zwra­ca­li się do towa­rzy­sza Sta­li­na J.W. i towa­rzy­sza Chrusz­czo­wa N.S.”. Słusz­nie podej­rze­wa­jąc ks. Mirec­kie­go o inspi­ra­cję dzia­łań wier­nych, wła­dze pozba­wi­ły go pra­wa wyko­ny­wa­nia funk­cji kapłań­skich na 15 lat. Decy­zja ta była bar­dzo suro­wa i dla kapła­na ozna­cza­ła śmierć cywil­ną. Nigdy póź­niej żaden kapłan na Ukra­inie nie został uka­ra­ny w ten spo­sób. Naj­czę­ściej nie­po­kor­nym kapła­nom odbie­ra­no tzw. spraw­kę tj. pozwo­le­nie na wyko­ny­wa­nie czyn­no­ści dusz­pa­ster­skich na kil­ka mie­się­cy. W zesta­wie­niu z ówcze­sny­mi realia­mi kara nało­żo­na na ks. Mirec­kie­go i tak była łagod­na. W 1948 r. w ZSRR zaczę­ła się dru­ga fala anty­ko­ściel­nych repre­sji, trwa­ją­ca aż do śmier­ci Sta­li­na. W tym okre­sie duchow­ni tra­fia­li do wię­zień już tyl­ko za to, że byli księż­mi, Pola­ka­mi i inte­li­gen­ta­mi.
Wła­dze sowiec­kie liczy­ły, że pozba­wia­jąc Mirec­kie­go „spraw­ki” dopro­wa­dzą do zamknię­cia wszyst­kich kościo­łów w obwo­dzie, był on bowiem jedy­nym księ­dzem na jego tere­nie, któ­ry mógł do nich dojeż­dżać. Pod­ję­ły nawet for­mal­ną pró­bę zamknię­cia czyn­nych jesz­cze świą­tyń. Napo­tka­ły jed­nak na zde­cy­do­wa­ny opór wier­nych. Tyl­ko w Szum­sku uda­ło się wła­dzom zamknąć kościół. Ksiądz Mirec­ki zamiesz­kał w drew­nia­nej wil­got­nej cha­cie w Pod­wło­czy­skach. Była ona poło­żo­na bli­sko baza­ru, co oko­licz­nym ludziom uła­twia­ło dotar­cie do nie­go i korzy­sta­nie z pod­ziem­ne­go dusz­pa­ster­stwa, któ­re pro­wa­dził. Odpra­wiał nabo­żeń­stwa, udzie­lał sakra­men­tów, pouczał świec­kich lide­rów pod­ziem­nych wspól­not, co maja robić w nich po powro­cie do domu.
Szy­ka­ny, zastra­sze­nia
Hałusz­czyń­ce, widok z cmen­ta­rza

Kon­ty­nu­ował też roz­po­czę­te w cza­sie II woj­ny dusz­pa­ster­skie wypra­wy za Zbrucz, gdzie sytu­acja wier­nych była naj­trud­niej­sza. Z Chmiel­nic­kie­go dojeż­dżał do takich pobli­skich miej­sco­wo­ści jak Dera­znia, Laty­czów, Kamie­niec Podol­ski i Mań­kow­ce. Nigdy nie został przy­ła­pa­ny w trak­cie wyko­ny­wa­nia funk­cji dusz­pa­ster­skich. Wie­lo­krot­nie jed­nak był zatrzy­my­wa­ny w trak­cie podró­ży, zarów­no przez KGB, jak i mili­cję. Szy­ka­no­wa­no go, gro­żo­no mu, pró­bo­wa­no zastra­szyć. Gdy w Obwo­dzie Chmiel­nic­kim wła­dze usi­ło­wa­ły spa­ra­li­żo­wać jego dzia­łal­ność, pod pozo­rem wypo­czyn­ku jeź­dził na Krym do tam­tej­szych sku­pisk kato­li­ków lub na Buko­wi­nę. Dys­po­nu­jąc adre­sa­mi kato­li­ków, wyjeż­dżał nawet do Moskwy i do Kazach­sta­nu. W 1955 r. w samym obwo­dzie tar­no­pol­skim sytu­acja dusz­pa­ster­ska nie­co się popra­wi­ła. Zgo­dę na legal­ną dzia­łal­ność dusz­pa­ster­ską otrzy­mał ks. Jakub Macy­szyn, for­mal­nie zare­je­stro­wa­ny w Krze­mień­cu. Dopie­ro w latach sześć­dzie­sią­tych ub.w. ks. Mirec­kie­mu uda­ło się uzy­skać zgo­dę na obję­cie para­fii w Hałusz­czyń­cach. Wła­dze sowiec­kie przy­sta­ły na to, żeby utrud­nić mu kon­tak­ty z wier­ny­mi, a zwłasz­cza wyjaz­dy dusz­pa­ster­sko-misyj­ne na wschód Ukra­iny. Hałusz­czyń­ce, leżą­ce obok tra­sy Tarnopol–Podwłoczyska, były wów­czas zapa­dłą dziu­rą, do któ­rej trud­no było się dostać. Wio­dła do nich piasz­czy­sta polna dro­ga, któ­ra po desz­czach czy roz­to­pach lub dużych opa­dach śnie­gu była cał­ko­wi­cie nie­prze­jezd­na. Księ­dzu Mirec­kie­mu zaczę­ło też szwan­ko­wać zdro­wie. Mimo to w dal­szym cią­gu nie oszczę­dzał się w posłu­dze dla wier­nych. Od 1973 r., po śmier­ci ks. Jaku­ba Macy­szy­na, był on jedy­nym kapła­nem w obwo­dzie tar­no­pol­skim. Oprócz Hałusz­czyń­ców, ks. Mirec­ki obsłu­gi­wał jesz­cze para­fie w Borsz­czo­wie i Krze­mień­cu. Na szczę­ście już w następ­nym roku para­fię w Krze­mień­cu objął ks. Mar­cjan Tro­fi­miak. Z cza­sem to on prze­jął od nie­go obo­wiąz­ki dusz­pa­ster­skie w Borsz­czo­wie, a póź­niej, gdy pod­upadł na zdro­wiu, tak­że w samych Hałusz­czyń­cach.
Z nami na zawsze
1983 r. ks. Mirec­ki obcho­dził w Hałusz­czyń­cach uro­czy­stość zło­te­go jubi­le­uszu kapłań­stwa, na któ­rą przy­je­cha­ło kil­ku­na­stu księ­ży i dele­ga­cje wier­nych ze wszyst­kich para­fii, w któ­rych pra­co­wał. Sio­stra nama­wia­ła go listow­nie, by z powo­du pogar­sza­ją­ce­go się sta­nu zdro­wia wró­cił do Pol­ski. On rów­nież listow­nie jej odpo­wie­dział: „Wła­dze by się mnie chęt­nie pozby­ły. Ja jed­nak nigdy dezer­te­rem nie byłem. Jak bym mógł powie­dzieć o tym para­fia­nom? Na kola­nach by mnie bła­ga­li, bym ich nie opusz­czał. Czy mógł­bym coś takie­go zro­bić?”. Ks. Mirec­ki zmarł trzy lata po obcho­dach jubi­le­uszu w Hałusz­czyń­cach i tam został pocho­wa­ny. Do koń­ca był czyn­ny. Try­skał humo­rem i pogo­dą ducha. Na dwa dni przed śmier­cią, w Gre­cza­nach odpra­wił ostat­nią Mszę św. W jego pogrze­bie wzię­ło udział 25 kapła­nów i tysią­ce wier­nych. Cere­mo­niom pogrze­bo­wym prze­wod­ni­czył ks. Jan Olszań­ski, któ­ry pięć lat póź­niej został bisku­pem kamie­niec­kim.
Na gro­bow­cu ks. Mirec­kie­go wier­ni umie­ści­li napis: „W trud­nych cza­sach poświę­cił się, nie opu­ścił nas i został z nami na zawsze”. 

tekst i fot. Marek A. Koprow­ski