Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY SZÓSTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 26 IX – 1 X 2011

PONIEDZIAŁEK:
Za 8,1–8; Łk 9,46–50

Uczniom Jezu­sa przy­szła myśl, kto z nich jest naj­więk­szy. Lecz Jezus, zna­jąc myśli ich ser­ca, wziął dziec­ko, posta­wił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyj­mie to dziec­ko w imię moje, Mnie przyj­mu­je; a kto Mnie przyj­mie, przyj­mu­je Tego, któ­ry Mnie posłał. Kto bowiem jest naj­mniej­szy wśród was wszyst­kich, ten jest wiel­ki”.
Dziec­ko z natu­ry jest oso­bą, któ­ra potrze­bu­je pomo­cy, opie­ki, wspar­cia. Kto przyj­mu­je dziec­ko, ten przyj­mu­je Jezu­sa. Sku­tecz­nie przy­jąć Jezu­sa może­my wów­czas, gdy potra­fi­my pochy­lić się nad ludz­ką nie­do­lą. Sto­jąc dum­nie w ocze­ki­wa­niu, że ktoś winien nam usłu­żyć, i z prze­ko­na­niem, że jeste­śmy naj­lep­si, wzno­si­my wokół sie­bie twier­dzę ego­izmu i tym samym tra­ci­my moż­li­wość przy­ję­cia Jezu­sa, bo tra­ci­my zdol­ność rozu­mie­nia kło­po­tów tych, któ­rzy są obok.

WTOREK:
Za 8,20–23; Łk 9,51,56

Gdy dopeł­niał się czas wzię­cia Jezu­sa z tego świa­ta, posta­no­wił udać się do Jero­zo­li­my i wysłał przed sobą posłań­ców. Ci wybra­li się w dro­gę i przy­szli do pew­ne­go mia­stecz­ka sama­ry­tań­skie­go, by przy­go­to­wać pobyt. Nie przy­ję­to Go jed­nak, ponie­waż zmie­rzał do Jero­zo­li­my. Wte­dy to ucznio­wie Jakub i Jan rze­kli: „Panie, czy chcesz, a powie­my, żeby ogień spadł z nie­ba i znisz­czył ich?”. Lecz On odwró­ciw­szy się zabro­nił im.
To musi zasta­na­wiać. Na fary­ze­uszów rzu­cał moc­ne sło­wa: gro­by pobie­la­ne, ple­mię żmi­jo­we… Tym razem jed­nak rady­kal­nie odrzu­co­ny nie wypo­wia­da jed­ne­go sło­wa kry­ty­ki, wręcz prze­ciw­nie, zaka­zu­je uczniom znisz­czyć mia­sto. Jezus z pew­no­ścią wie­dział, ale my naj­czę­ściej nie zna­my powo­dów ludz­kich upo­rów, nało­gów, nie­zro­zu­mie­nia waż­nych spraw i dla­te­go musi­my zacho­wać dużą powścią­gli­wość w oce­nia­niu swych bra­ci.

ŚRODA:
Ne 2,1–8; Łk 9,57–62

Gdy Jezus z ucznia­mi szedł dro­gą, ktoś powie­dział do Nie­go: „Pój­dę za Tobą, dokąd­kol­wiek się udasz”. Jezus mu odpo­wie­dział: „Lisy mają nory i pta­ki powietrz­ne gniaz­da, lecz Syn Czło­wie­czy nie ma miej­sca, gdzie by gło­wę mógł oprzeć”. Do inne­go rzekł: „Pójdź za Mną”. Ten zaś odpo­wie­dział: „Panie, pozwól mi naj­pierw pójść i pogrze­bać moje­go ojca”. Odparł mu: „Zostaw umar­łym grze­ba­nie ich umar­łych, a ty idź i głoś kró­le­stwo Boże”.
To nic nowe­go, że Jezus sta­wia wyma­ga­nia, że zaska­ku­je zde­cy­do­wa­niem i rady­ka­li­zmem, a może nawet znie­chę­ca. Każ­dy postę­pu­ją­cy za Jezu­sem musi wcze­śniej czy póź­niej poznać smak owe­go zde­cy­do­wa­nia i rady­ka­li­zmu. Doświad­czy tak­że znie­chę­ce­nia. A wszyst­ko po to, by jesz­cze pięk­niej­szą oka­za­ła się wola kro­cze­nia za Mistrzem, umoc­ni­ła się decy­zja naśla­do­wa­nia Go. Nie lękaj­my się dro­gi oczysz­cze­nia.

CZWARTEK:
Dn 7,9–10.13–14; J 1,47–51

Jezus ujrzał, jak Nata­na­el zbli­żał się do Nie­go, i powie­dział o nim: „Patrz, to praw­dzi­wy Izra­eli­ta, w któ­rym nie ma pod­stę­pu”. Powie­dział do Nie­go Nata­na­el: „Skąd mnie znasz?” Odrzekł mu Jezus: „Widzia­łem cię, zanim zawo­łał cię Filip…”. Potem Jezus powie­dział do Nata­na­ela: „Zapraw­dę, zapraw­dę, powia­dam wam: ujrzy­cie nie­bio­sa otwar­te i anio­łów Bożych wstę­pu­ją­cych i zstę­pu­ją­cych na Syna Czło­wie­cze­go”.
Spo­ty­ka­jąc Nata­na­ela Jezus pod­kre­ślił jego czy­ste ser­ce, pozba­wio­ne pod­stę­pu, to zna­czy wol­ne od jakiej­kol­wiek pró­by mani­pu­la­cji, nacią­ga­nia poglą­dów wła­snych czy nagi­na­nia opi­nii innych, by tyl­ko zyskać coś dla sie­bie. Czło­wiek pozba­wio­ny pod­stę­pu z wiel­ką pro­sto­tą odczy­tu­je zda­rze­nia i dla­te­go widzi bar­dzo dużo, wię­cej niż inni – widzi anio­łów Bożych. Po pro­stu spo­strze­ga obec­ność Boga, któ­ry wciąż dzia­ła w jego życiu.

PIĄTEK:
Ba 1,15–22; Łk 10,13–16

Jezus powie­dział: „Bia­da tobie, Koro­za­in! Bia­da tobie, Bet­sa­ido! Bo gdy­by w Tyrze i Sydo­nie dzia­ły się cuda, któ­re u was się doko­na­ły, już daw­no by się nawró­ci­ły, sie­dząc we wło­sie­ni­cy i w popie­le. Toteż Tyro­wi i Sydo­no­wi lżej będzie na sądzie niże­li wam… Kto was słu­cha, Mnie slu­cha, a kto wami gar­dzi, Mną gar­dzi; lecz kto Mną gar­dzi, gar­dzi Tym, któ­ry Mnie posłał”.
Róż­ne są reak­cje miast wobec tego same­go Pro­ro­ka i tego same­go sło­wa. Jed­ne nawra­ca­ją się zro­zu­miaw­szy swe błę­dy, inne upo­rczy­wie trwa­ją przy swo­im. I podob­nie jest z ludź­mi. Nikt z nas nie wie, dla­cze­go to samo sło­wo i to samo świa­dec­two w jed­nym wywo­łu­je pra­gnie­nie Boga i nawró­ce­nie, w innym obo­jęt­ność, a w jesz­cze innym agre­sję. A bywa jesz­cze i tak, że w tym samym czło­wie­ku jed­no sło­wo Boga jest przyj­mo­wa­ne z entu­zja­zmem, inne z obo­jęt­no­ścią, a jesz­cze inne odrzu­ca­ne. Czy to nie gro­zi tak­że nam?

SOBOTA:
Ba 4,5–12.27–29; Łk 10,17–24

Wró­ci­ło sie­dem­dzie­się­ciu dwóch z rado­ścią mówiąc: Panie, przez wzgląd na Two­je imię, nawet złe duchy nam się pod­da­ją. Wte­dy rzekł do nich Jezus: „Widzia­łem sza­ta­na spa­da­ją­ce­go z nie­ba jak bły­ska­wi­ca. Oto dałem wam wła­dzę stą­pa­nia po wężach i skor­pio­nach, i po całej potę­dze prze­ciw­ni­ka, a nic wam nie zaszko­dzi. Jed­nak nie z tego się ciesz­cie, że duchy się wam pod­da­ją, lecz ciesz­cie się, że wasze imio­na zapi­sa­ne są w nie­bie”.
Powra­ca­ją­cy ucznio­wie cie­szą się z odnie­sio­nych suk­ce­sów. Mie­li moc poko­ny­wać złe duchy, uzdra­wiać cho­rych, zwal­czyć sku­tecz­nie prze­ciw­no­ści. Upo­je­ni suk­ce­sem mogli zapo­mnieć, że poszli słu­żyć Jezu­so­wi, że Jego mocą powsta­ło dobro, któ­re wyszło z ich rąk. Że źró­dłem ich sku­tecz­no­ści było zjed­no­cze­nie z Mistrzem. A na tym prze­cież zale­ży Jezu­so­wi, by ten, kto z Nim jest zjed­no­czo­ny, innych tego przede wszyst­kim uczył: jak być każ­de­go dnia z Jezu­sem.

ks. Roman Sła­weń­ski