Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

W drodze na ołtarze

Danina męczeństwa

Pięć sióstr Męczen­nic ze Zgro­ma­dze­nia Córek Bożej Miło­ści: s. Julia, s. Ber­na­de­ta, s. Berch­ma­na, s. Kri­zi­na i s. Anto­ni­ja przed sie­dem­dzie­się­ciu laty, 15 grud­nia 1941 roku odda­ły życie w obro­nie wia­ry i czy­sto­ści na serb­skiej zie­mi. Dla miej­sco­wej lud­no­ści sta­ły się one misjo­nar­ka­mi Miło­ści więk­szej niż lęk, cier­pie­nie i śmierć. Ich wynie­sie­nie do chwa­ły ołta­rzy będzie mia­ło miej­sce w Sara­je­wie 24 wrze­śnia br.
Dekret zamy­ka­ją­cy ich pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny pod­pi­sał Ojciec Świę­ty Bene­dykt XVI 14 stycz­nia br., tj. rów­no­cze­śnie z ogło­sze­niem beaty­fi­ka­cji nasze­go wiel­kie­go roda­ka Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II. Pięć sióstr Męczen­nic z cza­su II woj­ny świa­to­wej, od 1911 roku zamiesz­ki­wa­ło w zało­żo­nym przez Zgro­ma­dze­nie Córek Bożej Miło­ści klasz­to­rze imie­nia Maryi Pan­ny w Pale, miej­sco­wo­ści poło­żo­nej 18 km na wschód od Sara­je­wa. Peł­ną poświę­ce­nia i odda­nia bliź­nim modli­twą oraz pra­cą zaskar­bi­ły sobie sza­cu­nek, a tak­że wdzięcz­ność lud­no­ści. W palań­skiej wspól­no­cie były dwie Sło­wen­ki, dwie Chor­wat­ki i Austriacz­ka.
Cha­ry­zmat Zgro­ma­dze­nia
Zgro­ma­dze­nie Córek Bożej Miło­ści zało­ży­ła w 1868 roku w Wied­niu Fran­cisz­ka Lech­ner (w Pol­sce Zgro­ma­dze­nie obec­ne od 1885 r.). Pocho­dzi­ła z bogo­boj­nej, bawar­skiej rodzi­ny rol­ni­czej. Pan Bóg dał jej łaskę odkry­cia i doświad­cze­nia Boga jako Miło­ści Ojca, Pana Jezu­sa jako naj­do­sko­nal­sze­go Syna i Ducha Świę­te­go jako tego, któ­ry nas czy­ni dzieć­mi Ojca. Stąd uro­czy­stość Trój­cy Prze­naj­święt­szej jest głów­nym, patro­nal­nym świę­tem Zgro­ma­dze­nia. Z praw­dy o dzie­cięc­twie Bożym wypły­wa wiel­ka god­ność każ­de­go czło­wie­ka – god­ność dziec­ka Boże­go. Zało­ży­ciel­ka w swo­im prze­sła­niu do współ­sióstr zawsze pod­kre­śla­ła potrze­bę cenie­nia god­no­ści wła­snej, bo tyl­ko wów­czas jeste­śmy w sta­nie nieść ją innym ludziom. Macie­rzy­sty dom wie­deń­ski był pierw­szym, któ­ry oso­bi­ście wybu­do­wa­ła Fran­cisz­ka Lech­ner. Na życze­nie ks. abp. Józe­fa Sta­dle­ra już w 1882 roku wysła­ła kil­ka współ­sióstr do Sara­je­wa. Zgro­ma­dze­nie wkrót­ce utwo­rzy­ło nową wspól­no­tę – wła­śnie w Pale. Do klasz­to­ru zosta­ła dobu­do­wa­na kapli­ca pw. Mat­ki Bożej Prze­dziw­nej, darzo­nej szcze­gól­nym kul­tem w Zgro­ma­dze­niu – i dom, w któ­rym powsta­ła szko­ła powszech­na dla wszyst­kich dzie­ci, bez wzglę­du na naro­do­wość i wyzna­nie. Sio­stry udzie­la­ły pomo­cy każ­de­mu, kto w potrze­bie dzwo­nił do fur­ty klasz­tor­nej. W myśl swe­go cha­ry­zma­tu i głów­nej misji, speł­nia­nej w duchu czyn­nej, chrze­ści­jań­skiej miło­ści, sio­stry zaj­mo­wa­ły się kształ­ce­niem dzie­ci i mło­dzie­ży na niwie edu­ka­cyj­nej i wycho­waw­czej. Pro­wa­dzi­ły tak­że wzo­ro­we gospo­dar­stwo domo­we i rol­ne, zamie­nia­jąc ogród w praw­dzi­wą szkół­kę warzyw­no-leśną. Z wiel­kim poświę­ce­niem słu­ży­ły tak­że radą, odwie­dza­ły cho­rych i przyj­mo­wa­ły do pra­cy zwłasz­cza mło­de kobie­ty serb­skie, aby uczyć je róż­nych prac gospo­dar­czych.
„Szpi­tal dla bied­nych”
Szcze­gól­nie czę­sto z dobro­ci sióstr korzy­sta­li, miesz­ka­ją­cy po sąsiedz­ku w Pale, orto­dok­si. To wła­śnie oni nazy­wa­li „miej­sco­wy” klasz­tor, któ­ry, jak zie­lo­na wyspa oto­czo­na woko­ło lasa­mi, pro­mie­nio­wał pięk­nem i dobrem jego miesz­ka­nek, „szpi­ta­lem dla bied­nych”. Sio­stry poma­ga­ły bowiem wszyst­kim, nie­za­leż­nie od wyzna­wa­nej reli­gii i pocho­dze­nia.
Naj­star­sza z sióstr, 76-let­nia s. Berch­ma­na Leide­nix, Austriacz­ka, wycho­wan­ka Stu­dium Nauczy­ciel­skie­go pro­wa­dzo­ne­go przez Zgro­ma­dze­nie Sióstr Córek Bożej Miło­ści w Tuzli i Sara­je­wie, odzna­cza­ła się wyso­ką kul­tu­rą oso­bi­stą, a rów­no­cze­śnie nie­zwy­kłą poko­rą i skrom­no­ścią. „Za dwie rze­czy jestem nie­skoń­cze­nie wdzięcz­na Bogu: za to, że uro­dzi­łam się i wycho­wa­łam w wie­rze kato­lic­kiej i za to, że zosta­łam sio­strą zakon­ną” – mówi­ła z wiel­kim prze­ko­na­niem.
Dru­ga z współ­sióstr, 56-let­nia s. Kri­zi­na Bojanc, Sło­wen­ka, wstą­pi­ła do Zgro­ma­dze­nia w Sara­je­wie w 1921 roku. Wzo­ro­wo i ofiar­nie pro­wa­dzi­ła zakon­ne gospo­dar­stwo. Sły­nę­ła z pra­co­wi­to­ści i dobro­ci ser­ca.
48-let­nia s. Jula Iva­ni­se­vicz, Chor­wat­ka, była w Zgro­ma­dze­niu od 1914 roku. W roku 1932 zosta­ła prze­ło­żo­ną wspól­no­ty w Pale. Jej miłość do powo­ła­nia zakon­ne­go wyra­ża­ła się w duchu wza­jem­ne­go zro­zu­mie­nia, modli­twy, ofiar­no­ści, pogo­dy ducha. W jed­nym z ostat­nich listów pisa­ła: „Wszy­scy jeste­śmy sła­bi i nędz­ni, dopó­ki żyje­my na tym świe­cie; dla­te­go potrze­bu­je­my wie­lu łask i pomo­cy Bożej. Módl się czę­sto, cho­ciaż­by krót­ko, gdyż tyl­ko modli­twa oca­li nas od zatra­ce­nia”.
Mot­tem życio­wym 34-let­niej s. Anto­ni­ji Fabjan, Sło­wen­ki (od 22 roku życia w Zgro­ma­dze­niu), któ­ra zawsze z wiel­ką ofiar­no­ścią spie­szy­ła bliź­nim z pomo­cą były sło­wa: „Jeże­li ktoś czy­ni ci źle, ty czyń mu dobrze!”.
Dla naj­młod­szej, 29-let­niej s. Ber­na­de­ty Ban­ja, Chor­wat­ki, z rodzi­ców emi­gran­tów pocho­dze­nia węgier­skie­go (od 17 lat w Zgro­ma­dze­niu) dom w Pale był pierw­szą pla­ców­ką. Pra­co­wa­ła w kuch­ni klasz­tor­nej. Cha­rak­te­ry­zo­wa­ła ją szcze­ra dobroć wobec innych, ofiar­ność i wdzięcz­ność za każ­dy gest dobra.
Dro­ga Krzy­żo­wa Sióstr
Rok 1941 w byłej Jugo­sła­wii to czas oku­pa­cji hitle­row­skiej i czas woj­ny domo­wej. Serb­scy żoł­nie­rze, zwa­ni „czet­ni­ka­mi” doko­na­li wie­lu mor­dów na ogrom­nej licz­bie lud­no­ści cywil­nej, kato­li­kach i muzuł­ma­nach. Linia walk w pew­nym momen­cie prze­bie­ga­ła w pobli­żu klasz­to­ru. Sio­stry spę­dza­ły dnie i noce w wiel­kiej nie­pew­no­ści. Ich ostat­nie listy świad­czą, że były świa­do­me gro­żą­ce­go im nie­bez­pie­czeń­stwa. Rów­no­cze­śnie uspa­ka­ja­ły się w prze­ko­na­niu, że prze­cież „nic złe­go niko­mu nie uczy­ni­ły”. Dzień 11 grud­nia 1941 oka­zał się „czar­nym czwart­kiem”. Czet­nic­kich żoł­nie­rzy przy­pro­wa­dził do klasz­to­ru sąsiad sióstr, Serb, któ­re­mu sio­stry leczy­ły cho­rą żonę, uczy­ły dzie­ci, a ze swo­je­go lasu poda­ro­wa­ły mu drew­no potrzeb­ne do wznie­sie­nia domu. Sio­stra Jula, prze­ło­żo­na wspól­no­ty, wra­ca­jąc z zaku­pów z parob­kiem Fran­ją, widząc co się dzie­je, kaza­ła mu rato­wać się uciecz­ką, a sama dołą­czy­ła do oto­czo­nych Ser­ba­mi sióstr. Wśród strza­łów i krzy­ków żoł­dac­twa, rabo­wa­nia mie­nia, klasz­tor został pod­pa­lo­ny wraz z kapli­cą i doszczęt­nie spło­nął. Pięć sióstr zosta­ło zmu­szo­nych do mar­szu w wiel­kim mro­zie, bez odpo­wied­nie­go odzie­nia, w głę­bo­kich śnie­gach, w kie­run­ku miej­sco­wo­ści Goraż­de (ok. 63 km od Pale). Tej sro­mot­nej dro­dze towa­rzy­szy­ły groź­by, prze­kleń­stwa, bicie, obe­lgi i oskar­że­nia o mor­do­wa­nie serb­skich dzie­ci. W trak­cie czte­ro­dnio­wej gehen­ny zasła­bła naj­star­sza, s. Berch­ma­na. Wyczer­pa­na for­sow­nym mar­szem przez lasy, zosta­ła odłą­czo­na od gru­py i zabi­ta na osob­no­ści. Po egze­ku­cji czet­nik powró­cił „okrę­co­ny” jej różań­cem i frag­men­ta­mi habi­tu. W doce­lo­wej miej­sco­wo­ści pozo­sta­łe sio­stry zamknię­to w woj­sko­wym bara­ku, na II pię­trze. Po kola­cji pija­ni żoł­nie­rze powró­ci­li do zamknię­tych zakon­nic. Naj­pierw nakła­nia­li je, aby zrzu­ci­ły habi­ty i im się odda­ły. Gdy odmó­wi­ły i nie­usta­nie powta­rza­ły, że ślu­bo­wa­ły czy­stość Bogu, a potem wzy­wa­ły ratun­ku i akta­mi strze­li­sty­mi wyma­wia­ły świę­te imio­na Maryi, Jezu­sa i Józe­fa, żoł­nie­rze zaczę­li je bić. Nie zła­maw­szy ich opo­ru, posta­no­wi­li doko­nać gwał­tu. Wte­dy, dosłow­nie w ułam­ku sekun­dy, na sło­wa s. Juli, któ­ra otwo­rzy­ła okno i krzyk­nę­ła: „Sio­stry, za mną! Jezu, ratuj nas!”, jed­na po dru­giej sko­czy­ły w dół. Zupeł­nie zasko­cze­ni żoł­nie­rze, gdy ochło­nę­li, zbie­gli w dół i roz­wście­cze­ni zaczę­li na oślep wbi­jać noże w cia­ła leżą­cych ofiar. Mar­twe zwło­ki zło­żo­no nad brze­giem rze­ki Dri­ny.
„Drin­skie Męczen­ni­ce”
Wieść o boha­ter­skich męczen­ni­cach szyb­ko roze­szła się wśród oko­licz­nej lud­no­ści. Wie­dzia­no, że zaraz po egze­ku­cji, gdy ich cia­ła leża­ły na brze­gu rze­ki, czet­nic­kie kobie­ty zdar­ły z nich ubra­nia, kłó­cąc się o każ­dy kawa­łek odzie­ży. Na mro­zie i śnie­gu zwło­ki leża­ły jesz­cze dwa dni. Potem zepchnię­to je w nur­ty wody. Świad­kiem wyda­rzeń tra­gicz­nej nocy 15 grud­nia 1941 r. była kobie­ta wyzna­nia kato­lic­kie­go, któ­ra goto­wa­ła posił­ki dla sta­cjo­nu­ją­cych w Goraż­de czet­ni­ków. Jej syn, 10-let­ni chło­piec Anto Bako­vić prze­cho­wał pamięć tego strasz­li­we­go mor­du. Po latach, gdy sytu­acja poli­tycz­no-spo­łecz­na ule­gła czę­ścio­wej odwil­ży, napi­sał, już jako kapłan, o tym wyda­rze­niu i roz­wi­ja­ją­cym się kul­cie pię­ciu Dzie­wic znad rze­ki Dri­ny. On tak­że stał się w 1999 roku głów­nym świad­kiem w pro­ce­sie sióstr na szcze­blu die­ce­zjal­nym. 14 grud­nia 2002 r., w przed­dzień 61. rocz­ni­cy męczeń­stwa zakon­nic, w Kurii Arcy­bi­sku­piej w Sara­je­wie przy­zna­no im tytu­ły Sług Bożych. Uro­czy­sto­ściom beaty­fi­ka­cyj­nym będzie prze­wod­ni­czył wysłan­nik Sto­li­cy Apo­stol­skiej, Pre­fekt Kon­gre­ga­cji do Spraw Kano­ni­za­cyj­nych ks. kard. Ange­lo Ama­to.

Boże­na Weber
fot. arch. Sióstr