Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Na czym budować

Prawda zwycięża

Z Joan­ną Naj­feld, publi­cyst­ką kato­lic­ką, roz­ma­wia Jolan­ta Tęcza-Ćwierz.

Joan­na Naj­feld (ur. 1982) publi­cyst­ka, repre­zen­tu­je kon­ser­wa­tyw­ny femi­nizm pro-life. Na stu­diach orga­ni­zo­wa­ła akcje prze­ciw abor­cji, euta­na­zji, żąda­niom lob­by gejow­skie­go i anty­ka­to­lic­kim pro­wo­ka­cjom, m.in. kam­pa­nię prze­ciw­ko cza­so­pi­smu, któ­re spro­fa­no­wa­ło wize­ru­nek Mat­ki Bożej Czę­sto­chow­skiej na okład­ce. Wraz z Toma­szem Ter­li­kow­skim napi­sa­ła (wyda­ną w 2008 r.) książ­kę „Aga­ta. Ana­to­mia mani­pu­la­cji”, o nagon­ce medial­nej, któ­ra dopro­wa­dzi­ła 14-let­nią mat­kę z Lubli­na do abor­cji. W lutym 2009 roku zosta­ła oskar­żo­na przez lewi­co­wą dzia­łacz­kę Wan­dę Nowic­ką o pomó­wie­nie na ante­nie TVN24. Naj­feld powie­dzia­ła, że Nowic­ka znaj­du­je się na liście płac prze­my­słu abor­cyj­no-anty­kon­cep­cyj­ne­go, co według Nowic­kiej mogło nara­zić ją na utra­tę zaufa­nia spo­łecz­ne­go (wię­cej na www.MamProces.pl).

– Pani wypo­wie­dzi zaczę­ły się poja­wiać w mediach przed kil­ko­ma laty. W tele­wi­zyj­nych dys­ku­sjach o abor­cji, in vitro, homo­sek­su­ali­zmie, cytu­je Pani „jak z ręka­wa” nauko­we dane na popar­cie wizji świa­ta zgod­nej z pra­wem natu­ral­nym i antro­po­lo­gią chrze­ści­jań­ską. Jak to się sta­ło, że w pol­skiej deba­cie publicz­nej zna­la­zła­ła się publi­cyst­ka, któ­ra tak iry­tu­je oso­by o lewi­co­wych poglą­dach?
– Z wście­kło­ści na nachal­ną pro­pa­gan­dę, z poczu­cia, że już nie mogę dłu­żej mil­czeć jak „deba­ta publicz­na” nas poni­ża, oszu­ku­je i pie­rze mózgi. Dla­cze­go w imie­niu kobiet wypo­wia­da się mar­gi­nes abor­cjo­ni­stek spra­wia­jąc wra­że­nie, że ich cho­re idee mają cokol­wiek wspól­ne­go z dobrem czy pra­wa­mi kobiet? Prze­cież to para­no­ja. Więk­szość kobiet jest nor­mal­na, ale nasz głos jest zakrzy­ki­wa­ny. Byłam zwy­kłą stu­dent­ką z Pozna­nia, w któ­rej nara­sta­ła złość i deter­mi­na­cja. Pro­si­łam Pana Boga, żeby jakoś „ska­na­li­zo­wał” to, co we mnie wrza­ło, i pozwo­lił mi zawal­czyć w dobrej spra­wie. Po ludz­ku nie mia­łam pre­dys­po­zy­cji do medial­nych poje­dyn­ków. Ale cóż to za pro­blem dla Wszech­mo­gą­ce­go? Wysłu­chał modli­twy i uzu­peł­nił ludz­kie bra­ki. Nagle zni­kąd zna­la­złam się w mediach. Wca­le się tam nie wybie­ra­łam, to wszyst­ko się sta­ło samo. To takie małe świa­dec­two w kie­run­ku tych osób, któ­re by chcia­ły wal­czyć o praw­dę, ale się boją, że „nie potra­fią”. Może i dziś nie potra­fią. Ale czy cho­ciaż odda­li się do dys­po­zy­cji Panu Bogu?
– Repre­zen­tu­je Pani kon­ser­wa­tyw­ny femi­nizm pro-life. To ruch kobie­cy, któ­ry sprze­ci­wia się przy­mu­sza­niu przez męż­czyzn kobiet do doko­ny­wa­nia abor­cji. Tym­cza­sem Panią usi­ło­wa­ły zamknąć do wię­zie­nia femi­nist­ki lewi­co­we, zwią­za­ne z biz­ne­sem abor­cyj­nym i anty­kon­cep­cyj­nym. Czym Pani „pod­pa­dła” femi­nist­kom rady­kal­nie pro­abor­cyj­nym, że spra­wa opar­ła się o sąd?
– Sama Pani odpo­wie­dzia­ła na swo­je pyta­nie. Femi­nizm pro-life pięt­nu­je abor­cję jako pie­kło kobiet, a więc jest bar­dzo nie po dro­dze biz­ne­so­wi abor­cyj­ne­mu. Myślę, że abor­cjo­nist­ki prze­ra­zi­ły się zde­ma­sko­wa­nia ich praw­dzi­we­go obli­cza i roz­bi­ja­nia ich mono­po­lu na mówie­nie w imie­niu kobiet. Ich wize­ru­nek opie­ra się na kłam­stwach, pozo­rach i spe­cjal­nym trak­to­wa­niu przez media. Jak się to naru­szy, to pani­ku­ją, bo wie­dzą, że praw­dą i racjo­nal­ny­mi argu­men­ta­mi się nie obro­nią. Po pro­stu ich nie mają. Mia­ły chy­ba rów­nież kło­pot z tym, że nie wyglą­dam i nie zacho­wu­ję się jak prze­stra­szo­na tru­sia. Do tego doszły chy­ba czy­sto kobie­ce kom­plek­sy. To w grun­cie rze­czy bied­ne kobie­ty, zaklę­te w krę­gu nie­na­wi­ści, czę­sto nie kon­tro­lu­ją­ce swo­ich emo­cji.
– Jak dłu­go trwał pro­ces? Jakie emo­cje i reflek­sje towa­rzy­szy­ły Pani pod­czas prze­słu­chań?
– Dwa i pół roku, szes­na­ście posie­dzeń. Nie było przy­jem­nie, ale mia­łam moc­ne „ple­cy” modli­tew­ne. Wie­le ter­mi­nów posie­dzeń zbie­ga­ło się z waż­ny­mi reli­gij­nie data­mi. Pro­ces zaczął się we wspo­mnie­nie Mat­ki Bożej Szka­plerz­nej, wyrok zapadł we wspo­mnie­nie Naj­święt­sze­go Imie­nia Maryi. Po dro­dze była rocz­ni­ca obja­wień w Guada­lu­pe, MB Wspo­mo­ży­ciel­ki Wier­nych, 13. dzień mie­sią­ca oraz wspo­mnie­nia świę­tych patro­nów moich i moich obroń­ców: św. Joan­ny, świę­tych Pio­tra i Paw­ła, św. Krzysz­to­fa, jak rów­nież św. Ojca Pio, bł. Sta­ni­sła­wa Pap­czyń­skie­go (patro­na nie­na­ro­dzo­nych), Śro­da Popiel­co­wa… Przez cały czas czu­łam opie­kę z góry, wymo­dlo­ną przez wspa­nia­łych ludzi, któ­rzy się ze mną soli­da­ry­zo­wa­li.
– Czy pod­czas pro­ce­su otrzy­my­wa­ła Pani wspar­cie kato­lic­kich ugru­po­wań, śro­do­wisk i osób pry­wat­nych?
– Naj­bar­dziej poru­szy­ła mnie reak­cja „zwy­kłych ludzi”. Dosta­łam tysią­ce dekla­ra­cji nie­usta­ją­cej modli­twy od rodzin, wspól­not, kapła­nów, osób kon­se­kro­wa­nych. To było nie­wia­ry­god­ne jaką soli­dar­ność mi oka­za­no. Z pomo­cą mery­to­rycz­ną pospie­szy­li mece­na­si Piotr Kwie­cień i Krzysz­tof Wąsow­ski z Ryce­rza­mi Zako­nu Jana Paw­ła II, a tak­że Sto­wa­rzy­sze­nie Kul­tu­ry Chrze­ści­jań­skiej im. ks. Pio­tra Skar­gi z Kra­ko­wa. Zgła­sza­li się też inni, nie spo­sób wszyst­kich wymie­nić.
– Zauwa­ża się obec­nie zachod­nie wpły­wy, któ­re coraz bar­dziej degra­du­ją pol­ską rodzi­nę: wzra­sta­ją­ca licz­ba roz­wo­dów, wcze­sna ini­cja­cja sek­su­al­na mło­dzie­ży, żąda­nia dar­mo­wych środ­ków anty­kon­cep­cyj­nych. Czy widzi Pani spo­sób na powstrzy­ma­nie tej fali zagro­żeń?
– Pro­szę uwa­żać ze sfor­mu­ło­wa­niem „dar­mo­wa anty­kon­cep­cja”. Ma Pani na myśli chy­ba opła­ca­ną przy­mu­so­wo z naszych kie­sze­ni, praw­da? Biz­nes pro­du­cen­tów ubez­pład­nia­czy nie jest cha­ry­ta­tyw­ny, o nie! A odpo­wia­da­jąc na pyta­nie jak powstrzy­mać falę zagro­żeń: patrząc po ludz­ku, już za póź­no. Deli­kat­nie mówiąc, „zaga­pi­li­śmy się”. Z takie­go sta­nu roz­kła­du zachod­nia cywi­li­za­cja, jako całość, nie jest w sta­nie się pod­nieść. Pozo­sta­je nam zabie­gać o to, aby przed nie­bez­pie­czeń­stwa­mi ochro­nić naj­bliż­szych. I tutaj koń­czy się podej­ście „po ludz­ku”, bo dalej już trze­ba oprzeć się na Bogu. Czy­li modli­twa, poku­ta, post… wia­ra, nadzie­ja i miłość.
– Czy Pani wygra­na w sądzie może ośmie­lić innych do zde­cy­do­wa­nych dzia­łań i podej­mo­wa­nia nie­wy­god­nych pole­mik?
– Mam nadzie­ję, że doda nam wszyst­kim otu­chy. Prze­ła­ma­li­śmy pew­ną złą pas­sę, lita­nię nie­spra­wie­dli­wych wyro­ków prze­ciw kato­li­kom i, sze­rzej mówiąc, kon­ser­wa­ty­stom. Oka­za­ło się, że praw­da może się obro­nić, wyrok może być spra­wie­dli­wy. Lewi­ca nie zawsze jest w sta­nie użyć sądu, aby zakne­blo­wać swo­ich kry­ty­ków. Ale tak napraw­dę sta­wać po stro­nie praw­dy nale­ży bez wzglę­du na kon­se­kwen­cje. To może być trud­ne, ale nie nale­ży się suge­ro­wać tym, czy ewen­tu­al­ny pro­ces da się wygrać, czy nie. To już jest posta­wa zastra­sze­nia. A Jezus poszedł aż na krzyż. Nie kal­ku­lo­wał po dro­dze. Nie oglą­dał się na to, jak to się może skoń­czyć. My też musi­my być przy­go­to­wa­ni na poraż­ki, któ­re nie mogą nas zastra­szać, pognę­biać, kne­blo­wać. A jeśli Bóg pobło­go­sła­wi po dro­dze i zdej­mie nam krzyż z ramion, to niech będzie za to pochwa­lo­ny.
– Skąd czer­pie Pani siłę, by odważ­nie gło­sić poglą­dy, z któ­ry­mi utoż­sa­mia się wie­lu Pola­ków, ale bar­dzo nie­wie­lu stać na ich ujaw­nia­nie?
– Od Boga.
– Wyso­ka jest zapew­ne cena, któ­rą Pani pła­ci za swo­ją jed­no­znacz­ność i nie­ugię­tość…
– Bez prze­sa­dy. Wyso­ką cenę to zapła­cił bł. ks. Jerzy Popie­łusz­ko. A ja do każ­dej nie­wy­go­dy wyni­ka­ją­cej z mojej dzia­łal­no­ści dosta­ję z Góry cały kosz bło­go­sła­wieństw. To się napraw­dę opła­ca „per sal­do”!
– Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.