Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY SIÓDMY TYDZIEŃ ZWYKŁY 3–8 X 2011

PONIEDZIAŁEK:
Jon 1,1–2,11; Łk 10,25–37

Pewien czło­wiek scho­dził z Jero­zo­li­my do Jery­cha i wpadł w ręce zbój­ców. Ci nie tyl­ko, że go obdar­li, lecz jesz­cze rany mu zada­li… Przy­pad­kiem prze­cho­dził tą dro­gą pewien kapłan; zoba­czył go i minął. Tak samo lewi­ta, gdy przy­szedł na to miej­sce i zoba­czył go, minął. Pewien zaś Sama­ry­ta­nin, będąc w podró­ży, prze­cho­dził rów­nież obok nie­go. Gdy go zoba­czył, wzru­szył się głę­bo­ko: pod­szedł i opa­trzył mu rany…
Wzru­sze­nie Sama­ry­ta­ni­na to nie przy­pad­ko­wy odruch uczuć spo­wo­do­wa­ny dra­ma­tem pora­nio­ne­go. To głę­bo­kie poru­sze­nie ser­ca, któ­re spra­wia, że czło­wiek odważ­nie postę­pu­je za gło­sem sumie­nia. To coś, co w pierw­szym rzę­dzie prze­ciw­sta­wia się obo­jęt­no­ści i poko­nu­je lęk. Być może, prze­moż­ny strach przed zbój­ca­mi mógł­by być uspra­wie­dli­wie­niem dla lewi­ty i kapła­na. Ale strach, któ­ry para­li­żu­je i nie pozwa­la pomóc cier­pią­ce­mu, to świa­dec­two małej wia­ry. Oto ich wina. A skut­ki małej wia­ry zawsze będą cię­ża­rem.

WTOREK:
Jon 3,1–10; Łk 10,38–42

Pew­na nie­wia­sta, imie­niem Mar­ta, przy­ję­ła Go do swe­go domu. Mia­ła ona sio­strę, imie­niem Maria, któ­ra sia­dła u nóg Pana i przy­słu­chi­wa­ła się Jego mowie. Nato­miast Mar­ta uwi­ja­ła się koło roz­ma­itych posług. Przy­stą­pi­ła więc do Nie­go i rze­kła: „Panie, czy Ci to obo­jęt­ne, że moja sio­stra zosta­wi­ła mnie samą przy usłu­gi­wa­niu? Powiedz jej, żeby mi pomo­gła”.
Obie sio­stry przez lata żyły obok sie­bie, podej­mu­jąc swo­je zada­nia. Dopie­ro spo­tka­nie z Jezu­sem uzmy­sło­wi­ło im róż­ni­cę: Mar­ta oka­za­ła się oso­bą czy­nu, Maria wyróż­ni­ła się zami­ło­wa­niem do kon­tem­pla­cji. I oto w tym samym momen­cie poja­wi­ło się nie­po­ro­zu­mie­nie: Mar­ta zapra­gnę­ła prze­cią­gnąć sio­strę na swo­ją pozy­cję. Na to nie zgo­dził się Jezus. Pozwo­lił, by sio­stry róż­ni­ły się swym powo­ła­niem. I my pozwól­my, by inni odkry­wa­li i reali­zo­wa­li swo­je oso­bi­ste zada­nie-powo­ła­nie, wca­le nie dokład­nie tak, jak nam się wyda­je.

ŚRODA:
Jon 4,1–11; Łk 11,1–4

Gdy Jezus prze­by­wał w jakimś miej­scu na modli­twie i skoń­czył ją, rzekł jeden z uczniów do Nie­go: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swo­ich uczniów”. A On rzekł do nich: „Kie­dy się modli­cie, mów­cie: Ojcze, święć się imię Two­je, przyjdź kró­le­stwo Two­je. Chle­ba nasze­go powsze­dnie­go daj nam dzi­siaj i prze­bacz nam nasze grze­chy, bo i my prze­ba­cza­my każ­de­mu, kto nam zawi­ni; i nie dopuść, byśmy ule­gli poku­sie”.
Modli­twę Ojcze nasz moż­na uznać za chrze­ści­jań­ski doku­ment toż­sa­mo­ści. Kto potra­fi te sło­wa wypo­wia­dać z żywą wia­rą i kto potra­fi z nich uczy­nić pro­gram swe­go życia, może być pew­nym, że postę­pu­je słusz­ną dro­gą, pro­wa­dzą­cą ku życiu wiecz­ne­mu. Cześć wobec Ojca w nie­bie, zatro­ska­nie o Jego kró­le­stwo – Kościół, roz­sąd­ne zaan­ga­żo­wa­nie w życie tu, na zie­mi, umie­jęt­ność przy­zna­nia się do błę­dów i zdol­ność wyba­cza­nia wino­waj­com, a wresz­cie zaufa­nie wobec Boga – to pro­sty i peł­ny pro­gram nasze­go życia. A prze­ka­zał go nam sam Jezus.

CZWARTEK:
Ml 3,13–20a; Łk 11,5–13

I Ja wam powia­dam: „Pro­ście, a będzie wam dane; szu­kaj­cie, a znaj­dzie­cie; kołacz­cie, a otwo­rzą wam. Każ­dy bowiem kto pro­si, otrzy­mu­je; kto szu­ka, znaj­du­je, a koła­czą­ce­mu otwo­rzą. Jeże­li któ­re­go z was, ojców, syn popro­si o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy pro­si o jaj­ko, czy poda mu skor­pio­na? Jeśli więc wy, choć źli jeste­ście, umie­cie dawać dobre dary swo­im dzie­ciom, o ileż bar­dziej Ojciec z nie­ba da Ducha Świę­te­go tym, któ­rzy Go pro­szą”.
Wśród wie­lu próśb, któ­re mamy pra­wo wypo­wia­dać wobec nasze­go Stwór­cy, nie może zabrak­nąć tej jed­nej wyjąt­ko­wej – to proś­ba o Ducha Świę­te­go. Bóg oka­zu­je nam miło­sier­dzie w wie­lo­ra­ki spo­sób, ale naj­moc­niej wów­czas, gdy udzie­la nam swe­go Ducha. Być może pro­si­my o wie­le rze­czy – naszym zda­niem – waż­nych, a zda­rza się nam zapo­mnieć, że proś­ba o dar Ducha Świę­te­go jest pod­sta­wo­wą, bo On chce być naj­bar­dziej wewnętrz­nym natchnie­niem naszych myśli i pra­gnień.

PIĄTEK:
Dz 1,12–14; Łk 1,26–38
Wspomnienie NMP Różańcowej

Anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Mary­jo, zna­la­złaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i poro­dzisz Syna, któ­re­mu nadasz imię Jezus. Będzie On wiel­ki i będzie nazwa­ny Synem Naj­wyż­sze­go, a Pan Bóg da Mu tron Jego pra­oj­ca, Dawi­da. Będzie pano­wał nad domem Jaku­ba na wie­ki, a Jego pano­wa­niu nie będzie koń­ca”.
Sło­wa anio­ła są wyja­śnie­niem, dopo­wie­dze­niem do słów pozdro­wie­nia. „Bądź pozdro­wio­na, Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­na jesteś…” – to było total­ne zasko­cze­nie. Mary­ja roz­wa­ża­ła sens tego, co usły­sza­ła. I z wyja­śnie­niem pospie­szył anioł, to zna­czy sam Bóg. Bo On sam mówi i sam wyja­śnia. Jeśli­by­śmy zaczę­li wyja­śniać według wła­sne­go pomy­słu, gro­zi nam błą­dze­nie. Jeśli popro­si­my o wyja­śnie­nie i na nie pocze­ka­my, unik­nie­my pochop­nych decy­zji.

SOBOTA:
4,12–21; Łk 11,27–28

Gdy Jezus mówił do tłu­mów, jakaś kobie­ta z tłu­mu gło­śno zawo­ła­ła do Nie­go: „Bło­go­sła­wio­ne łono, któ­re Cię nosi­ło, i pier­si, któ­re ssa­łeś”. Lecz On rzekł: „Owszem, ale rów­nież bło­go­sła­wie­ni ci, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa Boże­go i zacho­wu­ją je”.
Radość słu­cha­ją­cych sło­wa Boże­go i radość tych, któ­rzy potra­fią je zacho­wać, wcie­lić w czyn, to praw­dzi­we szczę­ście. Naj­pierw usły­szeć. To zna­czy modlić się o łaskę, by nie prze­ga­pić tych wie­lu chwil nasze­go życia, gdy Bóg mówi w sytu­acjach zwy­czaj­nych i tych zupeł­nie nie­ocze­ki­wa­nych. Zacho­wy­wać sło­wo Boże zna­czy nosić je w ser­cu. Bo jak dobrze zaopa­trzo­ny dom może przy­jąć nie­ocze­ki­wa­nych gości, tak zacho­wa­ne w ser­cu sło­wo pozwo­li roz­wią­zać zaska­ku­ją­cą sytu­ację.

ks. Roman Sła­weń­ski