Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Miłość Ojczyzny – klejnot duszy człowieka

Rze­ka Nie­men tak uko­cha­na przez Orzesz­ko­wą — fot. J. Sza­rek

Poni­żej przed­sta­wia­my „Pismo Eli­zy Orzesz­ko­wej do Ślą­za­czek”, wysto­so­wa­ne przed ple­bi­scy­tem na Gór­nym Ślą­sku, któ­ry w 1920 roku miał roz­strzy­gnąć o przy­na­leż­no­ści regio­nu do Nie­miec lub Pol­ski. Tekst autor­ki „Nad Nie­mnem” jest nadal aktu­al­nym prze­sła­niem jak rozu­mieć patrio­tyzm.
Sio­stry Ślą­zacz­ki!
Przy­cho­dzę do was z dale­ka, z dale­ka, znad Nie­mna, któ­ry wśród malow­ni­czych brze­gów prze­pły­wa pola kło­si­ste i wzgó­rza lesi­ste, z pobli­ża Wil­ji, w któ­rej nur­tach odbi­ja­ją się mury sta­re­go Wil­na, z sąsiedz­twa Bia­ło­wie­ży, w któ­rej odwiecz­nych gęstwi­nach wiel­cy kró­lo­wie nie­gdyś wspa­nia­łe łowy wypra­wia­li. Z kra­iny sta­rej i sław­nej, nad któ­rą wzbi­ja się i jaśnie­je cudo­twór­cza koro­na Naj­święt­szej Mar­ji Ostro­bram­skiej…
Oto skąd do Was przy­cho­dzę. Kra­ina moja nazy­wa się Litwa, ta któ­rą Wy zamiesz­ku­je­cie nosi nazwę Ślą­ska i bar­dzo dale­ko od sie­bie miesz­ka­my. A prze­cież, gdy tyl­ko dowie­dzia­łam się, że ludzie zamie­rza­ją otwo­rzyć przed Wami skarb­ni­cę słów pol­skich, wnet zapra­gnę­łam, aby zna­la­zło się w niej i moje sło­wo; Kie­dy prze­ma­wiam do Was rozu­mie­cie mię i gdy­by­ście wy do mnie prze­mó­wi­ły, rozu­mia­ła­bym mowę waszą, bo jakie­kol­wiek nazwy histor­ja wyry­ła na rodzin­nych stro­nach naszych i jak­kol­wiek sze­ro­kie roz­dzie­la­ją nas prze­strze­nie, wy i ja, jeste­śmy zarów­no dzieć­mi jed­nej mat­ki. Dzie­ci jed­nej mat­ki mają zazwy­czaj imio­na róż­ne, lecz nazwi­sko wspól­ne. Litwa i Śląsk, to imio­na rodzin­nych stron naszych, a wspól­nem ich nazwi­skiem to jest Pol­ska. Jestem Litwin­ką wyście Ślą­zacz­ki, lecz wy i ja – jeste­śmy Polki. Wspól­ność Ojczy­zny, to bra­ter­stwo.
Jestem sio­strą waszą we wspól­nej Ojczyź­nie i oto – dla­cze­go do Was przy­cho­dzę. A teraz – po co przy­cho­dzę? Po to aby zapy­tać Was sio­stry Ślą­zacz­ki:
Czy zna­cie Pol­skę?
Czy wie­cie jaką jest roz­le­głość i lud­ność tego kra­ju, gdzie są gra­ni­ce jego od stro­ny wscho­du i od stro­ny zacho­du, od pół­no­cy i od połu­dnia? Czy zna­cie mia­sta wzno­szą­ce się nad Wisłą, nad Wil­ją, nad Nie­mnem, nad Bugiem, nad Peł­twią i nad wie­lu inne­mi woda­mi, któ­re naszyj­ni­ki z tur­ku­sów i krysz­ta­łu zawie­sza­ją na łonie pól nie­zmier­nych, łąk buj­nych, lasów ogrom­nych? Czy wie­cie jakie zbo­ża roz­licz­ne zło­te­mi fala­mi pły­ną co roku po tych polach, jakie kwia­ty bar­wa­mi tysią­cz­ne­mi zapa­la­ją te łąki, jakie­mi gło­sa­mi szu­mią po lasach drze­wa, jaką świe­żo­ścią oddy­cha­ją doli­ny, jakie góry wzno­szą się nad rów­ni­na­mi, jaki ruch życia i pra­cy wre po mia­stach, górach, rów­ni­nach, doli­nach, jakie cisze, z zapa­cha­mi kwiet­ne­mi, roz­ta­cza­ją się po cmen­ta­rzach, i jak wie­le, wie­le, na głę­biach tych cmen­ta­rzy usy­pia snem wiecz­nym, spra­co­wa­nych, pomar­łych poko­leń naro­du?
Zie­mię znać, nie dość to jed­na tyl­ko poło­wa ojczy­zny: dru­gą jest naród. Czy wie­cie skąd rodem naród nasz? W jakim momen­cie ogól­nej histo­ryi świa­ta uro­dził się na świat? Jakie­mi czy­na­mi naro­dzi­ny swe świa­tu obwie­ścił? Jakie­mi były szla­ki, któ­re­mi przez sze­reg stu­le­ci cha­dzał i te gór­ne, i te pozio­me, i te pro­ste, i te błęd­ne, te chwa­łą roze­brz­mia­łe, pur­pu­rą zasia­ne i te pio­łu­na­mi zaro­słe, chmu­ra­mi pokry­te, łza­mi i krwią ser­decz­ną zapły­nio­ne? Czy przez krót­kie choć­by momen­ty, w prze­stan­kach prac powsze­dnich w jasne i wol­ne świę­ta, myślą i wyobraź­nią żyje­cie z wiel­ki­mi męża­mi swej ojczy­zny?
Czy­ście myślą zachwy­co­ną były obec­ne na ślu­bie Jadwi­gi i Jagieł­ły? Czy nie drgnę­ła wam ręka ku pomo­cy, gdy dźwi­gnął się nad zie­mią pierw­szy kamień węgiel­ny pod gmach Aka­de­mii Kra­kow­skiej? Czy ser­ca wasze nie wtó­ro­wa­ły dum­ne­mi ude­rze­nia­mi try­um­fal­nym pobud­kom, roz­le­ga­ją­cem się po grun­waldz­kiem polu? – Czy­ście nie zapła­ka­ły nigdy nad przed­wcze­sną śmier­cią Bato­re­go? Czy wie­cie co to Cho­cim, Kir­ch­holm, husa­rze skrzy­dla­ci, kosi­nie­rzy Kościusz­ki, legjo­ny i te ogrom­ne tra­ge­dye, któ­re noszą nazwy lat 1831-go i 1863-go roku. A z Koper­ni­kiem, czy patrzy­ły­ście w nie­bio­sa gwiaź­dzi­ste i z Kocha­now­skim, czy­ście sia­dy­wa­ły pod czar­no­la­ską lipą? Wie­cież jakie pra­wa rzą­dzą­ce wszech­świa­tem pierw­szy wyczy­tał z nie­bios gwiaź­dzi­stych i jakie cud­ne pie­śni dru­gi na lut­ni swej wygrał pod lipą? Czy zna­cie wyso­kie, głę­bo­kie myśli Modrzew­skie­go, pło­mien­ne pro­roc­twa Skar­gi? Czy wie­cie jaki oce­an czy­nów, myśli, pie­śni w pra­cy i męce wyle­li z wiel­kich dusz swych Kościusz­ko, Sta­szyc, Kołą­taj, Czac­ki, Mic­kie­wicz, Kra­siń­ski, Sło­wac­ki, Szo­pen i mnó­stwo współ­to­wa­rzy­szy ich w czy­nie, czy w myśli, czy w pie­śni, a tak­że i zawsze w pra­cy i w męce? Widzi­cie ile tu zja­wisk, zda­rzeń, imion! A jed­nak­że wymie­ni­łam ich tu bar­dzo drob­ną tyl­ko cząst­kę, bo zie­mia pol­ska roz­le­gła i w roz­ma­itość wszel­ką boga­ta
a naród pol­ski, posia­da życie już dłu­gie, na któ­re­go stro­nie jed­nej jaśnie­je słoń­ce chwa­ły i potę­gi, a nad dru­gą panu­je noc nie­szczę­sna. Nie­szczę­ście pocią­ga ser­ca szla­chet­ne, nie­praw­daż? Wszak­że podzie­la­cie zda­nie Pisma Świę­te­go, że sto­kroć lepiej jest cier­pieć z pokrzyw­dzo­ny­mi, ani­że­li cie­szyć się z tymi, któ­rzy wyrzą­dza­ją krzyw­dy? Ale czy zna­cie dobrze, aż do dna, nie­szczę­ście waszej Ojczy­zny i wyrzą­dzo­ną jej krzyw­dę? Czy przy­pa­trzy­li­ście się jak, kie­dy, dla cze­go, przez kogo runął ten gmach, któ­ry był domem rodzin­nym nas wszyst­kich, co dzia­ło się potem, jacy byli, jak nazy­wa­li się, jak żyli ludzie, któ­rzy w tę dłu­gą już, bo prze­szło stu­let­nią noc nie­szczę­ścia, z serc, z głów, z rąk, ze wszyst­kich sił ciał i duchów swo­ich czy­ni­li pochod­nie gore­ją­ce, aby naród nie umarł w ciem­no­ściach noc­nych i docze­kał jasne­go dnia? Przy­cho­dzę, aby oto wszyst­ko Was zapy­tać i jeże­li odpo­wie­cie: tak! cie­szyć się i ręce Wasze z rado­ścią uści­snąć, a jeże­li odpo­wie­cie: nie! aby z żalu nad wami zapła­kać.
Bo jeże­li nie zna­cie ojczy­zny waszej w jej zie­mi i w jej naro­dzie, w jej chwa­le i w jej poni­że­niu, w jej chlu­bach i w jej nie­szczę­ściach, to i kochać jej nie może­cie, a jeże­li jej nie kocha­cie, to bra­ku­je Wam jed­ne­go z naj­pięk­niej­szych klej­no­tów, któ­re bogac­two duszy czło­wie­ka sta­no­wią.
A prze­cież, rozu­mie­cie to dobrze, że ubó­stwo duszy nie­miej­szem jest nie­szczę­ściem od ubó­stwa cia­ła, owszem sto­kroć więk­szem, bo nie koń­czy się razem z życiem poje­dyn­cze­go czło­wie­ka, lecz zawsty­dza­ją­cem dzie­dzic­twem spły­wa na jego potom­ków, nie koń­czy się, tak jak ubó­stwo cia­ła, razem z życiem ziem­skiem, lecz się­ga w nie­śmier­tel­ność.
Ubó­stwa duszy nale­ży wsty­dzić się
i lękać się wię­cej niż ubó­stwa cia­ła, bo nędzarz głod­ny to czło­wiek, na któ­re­go spły­wa pro­mień lito­ści boskiej i ludz­kiej, lecz ten, któ­re­go dusza pusta, to zwie­rzę, nie­god­ne łaski nie­ba na zie­mi. A i to jesz­cze zauwa­żyć trze­ba, że bogac­two dusz bywa czę­sto­kroć warun­kiem koniecz­nym do otrzy­ma­nia bogac­twa ciał. Nie­pew­na i ręką hożą chwia­na jest pomyśl­ność złych. Nie wznie­sie domu trwa­łe­go ręka leni­wa, nie wzej­dą buj­ne zbo­ża na polu lek­ko­myśl­ni­ka, nie napoi się śpie­wem pta­ków ucho tego, kto ser­cem dobrem gniazd ich przed burza­mi nie osła­niał.
Duszą naj­bo­gat­szą jest ta, któ­ra naj­wię­cej kocha, wie, myśli, czy­ni. Kocha­nia są róż­ne i licz­ne; wśród tych, któ­re są ziem­skie, naj­przed­niej­sze miej­sce zaj­mu­je kocha­nie ojczy­zny. (…) Nie pozwa­laj­cie duszom swo­im upa­dać pod sto­py zło­te­mu ciel­co­wi! Żyje­cie pomię­dzy naro­dem, nawet pod wła­dzą naro­du, któ­ry posia­da wiel­ką potę­gę woj­sko­wą i pie­nięż­ną. Gdy­by ten naród nie odma­wiał naro­do­wi nasze­mu praw do życia i szczę­ścia, gdy­by nie usi­ło­wał prze­ra­biać nas na co inne­go niż to, czem z woli Boga i z praw natu­ry jeste­śmy, mogli­by­śmy i nawet powin­ni­śmy cie­szyć się z pomyśl­no­ści jego, jako z dobra naszych bliź­nich. Że prze­cież, jak same o tem wie­cie, dzie­je się prze­ciw­nie, blask potę­gi i bogac­twa naro­du tego nie powi­nien zaśle­piać nas ani na pra­wa nasze, ani na jego wzglę­dem nas nie­pra­wość. Bądź­cie spra­wie­dli­we i bez­stron­ne. Przy­zna­waj­cie, że naród ten jest mądry, pra­co­wi­ty, prze­myśl­ny, że miał w dzie­jach swych wiel­kie czy­ny i wiel­kich mężów, że nie­raz dobrze zasłu­żył się ludz­ko­ści, Ale w spo­sób taki oddaw­szy naro­do­wi, temu co jego jest, oddaj­cie też Bogu, co jest boskie­go, nie upusz­czaj­cie z pamię­ci, że wyrzą­dza­jąc nam roz­licz­ne i cięż­kie krzyw­dy, naród ten pogwał­ca pra­wa Boże, znaj­du­je się na dro­dze błę­du i grze­chu. Nale­ży pra­gnąć z całe­go ser­ca, aby z dro­gi tej on zszedł nie tyl­ko dla nasze­go, ale dla swe­go wła­sne­go dobra, nale­ży zawsze pra­gnąć dobra nawet dla tych, któ­rzy nam wyrzą­dza­ją zło. Lecz nale­ży też pil­nie, gor­li­wie strzec duszy swo­jej, aby od bla­sku zło­te­go ciel­ca nie ośle­pła. Potę­ga woj­sko­wa i pie­nięż­na to zło­ty cie­lec, to bożek z kru­che­go meta­lu – nie Bóg. Bóg – to spra­wie­dli­wość, miłość, dobroć.
Niech dusze Wasze upa­da­ją do stóp spra­wie­dli­wo­ści, miło­ści, dobro­ci. Niech dusze Wasze napeł­nia­ją się tą dobro­cią, któ­ra spie­szy na pomoc nie­szczę­ściu. Nie bądź­cie jako te cór­ki, któ­re opusz­cza­ją zubo­ża­łą mat­kę i rzu­ca­ją się w obję­cia jej nie­przy­ja­ciół­ki dla­te­go, że ma ona na sobie suk­nie w zło­to­gło­wie, ale jako te, któ­re ze sił wszyst­kich tka­ją zło­to­głów, aby co prę­dzej przy­oblec weń swą mat­kę. Zło­ta przy­szłość Pol­ski, dostoj­na i szczę­śli­wa przy­szłość, któ­ra się jej, według praw spra­wie­dli­wo­ści, na rów­ni ze wszyst­kie­mi inne­mi naro­da­mi nale­ży, znaj­du­je się na kro­snach uczuć i czy­nów jej dzie­ci (…).

Eli­za Orzesz­ko­wa
druk ze zbio­rów Biblio­te­ki Jagiel­loń­skiej w Kra­ko­wie

wybrał Jaro­sław Sza­rek