Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wiara czyni cuda

Cudowny Lolek

Rodzi­na Cia­che­rów — fot. arch Pań­stwa Cia­che­rów

Pod­czas bada­nia USG lekarz powie­dział mło­dym mał­żon­kom, że ich dziec­ko jest cho­re, że w mózgu malusz­ka ist­nie­je „dziu­ra” i że ma to nazwę zespo­łu Dan­dy-Wal­ke­ra. Kil­ka razy medy­cy pro­po­no­wa­li rodzi­com abor­cję, oni jed­nak nie pod­da­li się i na świat przy­szedł zdro­wy Lolek! – Powie­dzie­li­śmy leka­rzo­wi: „Panie dok­to­rze, jeśli nasz synek ma umrzeć, to niech tak się sta­nie, ale my nie przy­ło­ży­my do tego ręki” – opo­wia­da Ali­na Cia­che­ra ze Szko­cji.
– Z Karo­lem, moim mężem, pozna­li­śmy się w 2006 roku, a rok póź­niej wzię­li­śmy ślub. Bar­dzo pra­gnę­li­śmy dziec­ka i już pół roku po naszym ślu­bie, 21 stycz­nia 2008 roku, test poka­zał dwie kre­secz­ki. Byli­śmy tacy szczę­śli­wi – zadzwo­ni­li­śmy do rodzi­ców i bab­ci z życze­nia­mi z oka­zji ich świę­ta i prze­ka­za­li­śmy im nowi­nę. Wszy­scy bar­dzo się cie­szy­li – roz­po­czy­na swo­ją opo­wieść pani Ali­na.
Bada­nia
Mło­dzi rodzi­ce byli bar­dzo pod­eks­cy­to­wa­ni. Pole­cie­li do Pol­ski, gdzie pani dok­tor zro­bi­ła bada­nie USG. Potem były jesz­cze inne bada­nia, stan­dar­do­we USG w 14. tygo­dniu i dobre wie­ści – wszyst­ko jest w porząd­ku! Pań­stwo Cia­che­ro­wie nie chcie­li nawet poznać płci dziec­ka – liczy­ło się tyl­ko to, żeby maleń­stwo było zdro­we. – 12 maja 2008 roku w Szko­cji uda­li­śmy się na szcze­gó­ło­we USG „połów­ko­we”. Pani tech­nik spraw­dza­ła prze­pływ krwi, bicie ser­dusz­ka, dłu­gość koń­czyn, pra­cę narzą­dów wewnętrz­nych. W pew­nym momen­cie powie­dzia­ła, że nie może obej­rzeć dokład­nie mózgu dziec­ka, bo maluch leży tak, że nic nie widać i popro­si­ła nas, żeby­śmy zro­bi­li kil­ka run­dek po scho­dach. Kie­dy wró­ci­li­śmy do gabi­ne­tu, uda­ło się jej wresz­cie obej­rzeć mózg nasze­go dziec­ka. Wte­dy powie­dzia­ła, że coś jej się nie podo­ba i wezwie leka­rza na kon­sul­ta­cje. Dr Brian Mago­wan dłu­go patrzył na gło­wę nasze­go dziec­ka, aż w koń­cu powie­dział, że nie­ste­ty jest pro­blem – wspo­mi­na Ali­na Cia­che­ra.
Lekarz wyja­śnił rodzi­com, że w mózgu dziec­ka jest „dziu­ra” (powięk­szo­na czwar­ta komo­ra) i że ma to nazwę zespo­łu Dan­dy-Wal­ke­ra. Nie wyja­śnił im nic wię­cej. Powie­dział tyl­ko, że nale­ża­ło­by prze­rwać cią­żę. – Odmó­wi­li­śmy i popro­si­li­śmy o poda­nie nam płci dziec­ka. Sta­ło się dla nas nie­zwy­kle istot­ne, aby w tej sytu­acji nadać mu imię. Oka­za­ło się, że to upra­gnio­ny syn, pier­wo­rod­ny. Junior – już wcze­śniej zde­cy­do­wa­li­śmy, że jeśli będzie syn, to otrzy­ma imio­na po tacie – Karol Jan, ale będzie­my na nie­go wołać Lolek – wyja­śnia kobie­ta.
W domu, wspól­nie z przy­ja­ciół­mi pań­stwo Cia­che­ro­wie spraw­dzi­li, co ozna­cza dia­gno­za. Oka­za­ło się, że jest to zespół wad wro­dzo­nych tyło­mó­zgo­wia, w któ­re­go skład wcho­dzi hipo­pla­zja roba­ka móżdż­ku, posze­rze­nie komo­ry czwar­tej i obec­ność tor­bie­li w tyl­nym dole czasz­ko­wym, wodo­gło­wie oraz wyso­kie usta­wie­nie namio­tu móżdż­ku. – Beł­kot jakiś. Prze­szu­ka­li­śmy infor­ma­cje w Inter­ne­cie i dowie­dzie­li­śmy się, że Lolek może mieć róż­ne pro­ble­my: począw­szy od nie­znacz­nych bólów gło­wy i trud­no­ści z nauką, przez wodo­gło­wie, śle­po­tę, głu­cho­tę, nie­moż­ność mówie­nia, poru­sza­nia się, aż do śmier­ci włącz­nie. Nasz synek mógł umrzeć albo być „roślin­ką”. Zażą­da­li­śmy dru­giej opi­nii lekar­skiej, z inne­go ośrod­ka medycz­ne­go. Potwier­dzi­ła pierw­szą dia­gno­zę. Lekarz cią­gle pytał o prze­rwa­nie cią­ży, a my cią­gle odma­wia­li­śmy. Pamię­tam, że na jed­nej z wizyt, powie­dzie­li­śmy leka­rzo­wi: „Panie dok­to­rze, jeśli nasz synek ma umrzeć, to niech tak się sta­nie, ale my nie przy­ło­ży­my do tego ręki”. Popro­si­li­śmy leka­rza o umiesz­cze­nie w kar­cie cią­ży infor­ma­cji, że jeśli nasz synek umrze przy poro­dzie, to życzy­my sobie prze­ka­zać jego orga­ny do prze­szcze­pu. Żeby inne dzie­ci mogły żyć, żeby nie wszy­stek umarł – wspo­mi­na pani Ali­na.
Na kola­nach przed Mat­ką
– Zaczę­łam się żar­li­wie modlić o wsta­wien­nic­two do Mat­ki Bożej Świę­to­gór­skiej, sama była prze­cież Mat­ką, tyl­ko Ona mogła mi pomoc. Śpie­wa­łam syn­ko­wi na dobra­noc: O Pani! Ufność nasza! W modli­twy Twej obro­nie – chroń nas, chroń nas, Kró­lo­wo Poko­ju! Tak wie­lu ludzi modli­ło się o zdro­wie dla nasze­go syn­ka – rodzi­na, a zwłasz­cza bab­cia, któ­ra zawsze pro­si Mat­kę Bożą Świę­to­gór­ską o pomoc, czy to w cho­ro­bie, czy przy oka­zji egza­mi­nów – Babu­nia zawsze wszyst­ko wyma­dla­ła. Modły zano­si­li przy­ja­cie­le i obcy ludzie (np. dzie­ci ze szko­ły pod­sta­wo­wej, w któ­rej mama mojej przy­ja­ciół­ki jest nauczy­ciel­ką reli­gii). Tak­że ojco­wie Fili­pi­ni z bazy­li­ki w Gosty­niu byli pro­sze­ni o Msze św. w inten­cji nasze­go Lol­ka – pod­kre­śla pani Ali­na.
21 lip­ca zaczę­ły się skur­cze i pani Ali­na zosta­ła prze­wie­zio­na do szpi­ta­la w Wishaw, gdyż tyl­ko tam leka­rze byli­by w sta­nie ura­to­wać wcze­śnia­ka uro­dzo­ne­go w 27. tygo­dniu cią­ży. Leka­rze zro­bi­li bada­nia i po raz trze­ci potwier­dzi­li posta­wio­ną przez leka­rza dia­gno­zę. Uda­ło im się powstrzy­mać poród. Od tego momen­tu, co kil­ka dni pani Ali­na wra­ca­ła do szpi­ta­la z nasi­la­ją­cy­mi się skur­cza­mi, żeby w koń­cu 20 wrze­śnia, sześć dni przed pla­no­wa­nym ter­mi­nem, o godzi­nie 20.18 na świat przy­szedł chło­piec. W asy­ście położ­nych i leka­rzy, któ­rzy od razu zaczę­li go badać. Żył. – Nie spa­łam całą noc, modląc się i bła­ga­jąc Mat­kę Bożą, żeby nie umarł – mówi wzru­szo­na kobie­ta.
12 godzin po poro­dzie chło­piec miał robio­ne bada­nie słu­chu. Oka­za­ło się, że nie sły­szy na jed­no ucho. Na szczę­ście już kolej­ne­go dnia wszyst­ko było w porząd­ku i pacjen­ci zosta­li wypi­sa­ni do domu.
Cud
W dwu­na­stej dobie życia Lol­ko­wi zro­bio­no tomo­gra­fię kom­pu­te­ro­wą. Oka­za­ło się, że obraz mózgu jest pra­wi­dło­wy, co było ogrom­nym zasko­cze­niem dla neu­ro­lo­ga dzie­cię­ce­go dr. Tal­lu­ra. W mar­cu, kie­dy Lolek miał sześć mie­się­cy, dr Tal­lur ponow­nie zba­dał chłop­ca i zapy­tał jego rodzi­ców czy wie­rzą w Boga. – Kie­dy odpo­wie­dzie­li­śmy, że tak, powie­dział nam: „Nie ma medycz­ne­go wytłu­ma­cze­nia dla ozdro­wie­nia Pań­stwa dziec­ka, to cud”. Brat Anioł ochrzcił nasze­go syn­ka przed obli­czem Mat­ki Bożej Świę­to­gór­skiej, w czwar­tek 23 paź­dzier­ni­ka 2008 roku o godzi­nie 17 – opo­wia­da pani Ali­na. – 20 wrze­śnia Lolek skoń­czył trzy lata. Jest roze­śmia­nym, szczę­śli­wym, a co naj­waż­niej­sze zdro­wym chłop­cem, nie­zwy­kle opie­kuń­czym wobec swo­je­go bra­ta Leona, któ­ry szczę­śli­wie dołą­czył do naszej rodzi­ny 8 kwiet­nia 2011 roku – koń­czy swo­je świa­dec­two Ali­na Cia­che­ra.

Mał­go­rza­ta Pabis