Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ze świętymi za pan brat

Bł. Maria Ange­la (Zofia Kami­la) Trusz­kow­ska – zało­ży­ciel­ka feli­cja­nek

Pełniąc wolę Boga

Wspomnienie: 10 października
Żyła w latach: 1825–1899

fot. arch.

Pew­ne­go razu, w środ­ku nocy, za okna­mi poko­ju 23-let­niej Zofii Kami­li Trusz­kow­skiej zauwa­żo­no jasną łunę. Nie było wąt­pli­wo­ści, że to był pożar. Czym prę­dzej pośpie­szo­no z pomo­cą. Kie­dy otwar­to drzwi zauwa­żo­no pło­mie­nie i leżą­cą na pod­ło­dze dziew­czy­nę. Po stłu­mie­niu ognia usta­lo­no wypad­ki, któ­re dopro­wa­dzi­ły do jego wznie­ce­nia. Mło­da Zofia Kami­la naj­wy­raź­niej zasnę­ła pod­czas dłu­gich modlitw w jakich się lubo­wa­ła, a bez­po­śred­nią przy­czy­ną poża­ru była pło­ną­ca świe­ca. Na szczę­ście – a raczej dzię­ki Bożej inter­wen­cji – ani dziew­czy­nie (choć od ognia zaję­ła się już jej suk­nia), ani obra­zo­wi Mat­ki Bożej Czę­sto­chow­skiej, przed któ­rym się modli­ła (choć zapa­lił się ołta­rzyk, na któ­rym stał), nic się nie sta­ło. Zgod­nie uzna­no to za cud.
Kate­dra z ludz­kich serc
Boha­ter­ka tej opo­wie­ści uro­dzi­ła się w Kali­szu w rodzi­nie pra­cu­ją­ce­go w miej­sco­wym sądzie – wywo­dzą­ce­go się ze szlach­ty her­bo­wej – praw­ni­ka. Była naj­star­szym z sied­mior­ga dzie­ci Józe­fa i Józe­fi­ny. Kie­dy mia­ła 12 lat, wraz z rodzi­ną prze­pro­wa­dzi­ła się do War­sza­wy. Uczy­ła się począt­ko­wo w domu pod okiem guwer­nan­tek, w War­sza­wie uczęsz­cza­ła na pen­sję (była naj­lep­szą uczen­ni­cą!), ale musia­ła prze­rwać naukę z powo­du cho­ro­by płuc (wyje­cha­ła wte­dy na kura­cję do Szwaj­ca­rii i cał­ko­wi­cie się wyle­czy­ła). Po powro­cie do kra­ju, do szko­ły już nie wró­ci­ła – inte­li­gent­na i żąd­na wie­dzy bra­ła jed­nak pry­wat­ne lek­cje i bar­dzo dużo czy­ta­ła korzy­sta­jąc z zasob­nej biblio­te­ki swo­je­go ojca. Tak jak wszyst­kie ówcze­sne pan­ny cho­dzi­ła na bale i spo­tka­nia towa­rzy­skie (pla­no­wa­no wydać ją bowiem za mąż). Nie czu­ła się na nich dobrze – wola­ła nabo­żeń­stwa w koście­le i dłu­gie godzi­ny modlitw, prak­ty­ko­wa­nie umar­twień; myśla­ła o wstą­pie­niu do wizy­tek. Kie­dy jej ojciec zacho­ro­wał, Zofia uda­ła się wraz z nim na lecze­nie do Nie­miec. To wła­śnie tam – w kate­drze w Kolo­nii – zro­zu­mia­ła, że jej miej­sce nie jest w zako­nie wizy­tek, ale że ma czy­nem wznieść Bogu wspa­nia­łą kate­drę z ludz­kich serc.
„Zakład pan­ny Trusz­kow­skiej”
Jako dwu­dzie­sto­kil­ku­lat­ka Zofia dzie­li­ła czas pomię­dzy pra­cę spo­łecz­ną a modli­twę, opie­ko­wa­ła się rów­nież cho­rym ojcem i młod­szym rodzeń­stwem. Kocha­ła Boga i sta­ra­ła się czy­nić tyl­ko to, co było zgod­ne z Jego wolą. Miło­wa­ła rów­nież cier­pią­cą pod zabo­ra­mi Ojczy­znę. Wraż­li­wa na ludz­ką bie­dę, wstą­pi­ła do Towa­rzy­stwa św. Win­cen­te­go a Pau­lo, orga­ni­za­cji zaj­mu­ją­cej się pra­cą cha­ry­ta­tyw­ną. Wkrót­ce odkry­ła swo­je wła­sne powo­ła­nie. Dzię­ki pomo­cy ojca, w wyna­ję­tym miesz­ka­niu utwo­rzy­ła „Zakład pan­ny Trusz­kow­skiej” – przy­tu­łek dla dzie­ci oraz samot­nych sta­ru­szek. Poświę­ca­ła swo­im pod­opiecz­nym wie­le sił i cza­su „mając głów­nie na celu wpły­wa­nie na nich moral­nie, wycho­wa­nie dzie­ci w zasa­dach reli­gii i zapew­nie­nie im spo­so­bu utrzy­ma­nia na przy­szłość, ucząc ich tego wszyst­kie­go, cze­go ich stan wyma­gał”. Wstą­pi­ła rów­nież wte­dy do ter­cja­rek kapu­cyń­skich. Swo­je „ducho­we aku­mu­la­to­ry” ter­cjar­ki łado­wa­ły w koście­le kapu­cy­nów przy ołta­rzu św. Felik­sa z Can­ta­li­cio. War­sza­wia­cy ochrzci­li je zatem mia­nem „feli­cja­nek”. Nie­ba­ga­tel­ną pomo­cą słu­żył przy­szłym feli­cjan­kom, a zwłasz­cza samej Zofii, jej kie­row­nik ducho­wy, kapu­cyn o. Hono­rat Koź­miń­ski, zało­ży­ciel sie­dem­na­stu (!) zgro­ma­dzeń zakon­nych. Przy­wdzie­wa­jąc w 1857 r. zakon­ne habi­ty, feli­cjan­ki sta­ły się wkrót­ce naj­po­pu­lar­niej­szym pol­skim zgro­ma­dze­niem żeń­skim. Łączy­ły modli­twę i kon­tem­pla­cję z pra­cą cha­ry­ta­tyw­ną i apo­stol­ską. Ich pra­gnie­niem było, by „przez wszyst­ko i przez wszyst­kich Bóg był zna­ny, kocha­ny, czczo­ny i wiel­bio­ny”.
Oświa­ta i… „duch fana­ty­zmu”
Milo­wym kro­kiem w roz­wo­ju zgro­ma­dze­nia było powie­rze­nie mu otwie­ra­nych – z inspi­ra­cji Towa­rzy­stwa Rol­ni­cze­go – ochro­nek. Ode­gra­ły one wiel­ką rolę w podźwi­gnię­ciu reli­gij­nym, moral­nym i oświa­to­wym pol­skiej wsi. Moral­ność ludu wiej­skie­go pozo­sta­wia­ła bowiem w owych cza­sach wie­le do życze­nia – sze­rzy­ły się pijań­stwo i roz­pu­sta, pano­wał anal­fa­be­tyzm. Feli­cjan­ki zaj­mo­wa­ły się w ochron­kach nie tyl­ko ucze­niem dzie­ci, ale tak­że pie­lę­gno­wa­niem cho­rych i pra­cą oświa­to­wą wśród doro­słych. Po wybu­chu powsta­nia stycz­nio­we­go wie­le ochro­nek sta­ło się szpi­ta­la­mi polo­wy­mi – sio­stry pie­lę­gno­wa­ły w nich ran­nych, nie czy­niąc przy tym roz­róż­nień na „swo­ich” i „wro­gów”.
Rosyj­skie­mu zabor­cy nie w smak była jed­nak pro­wa­dzo­na przez feli­cjan­ki dzia­łal­ność. Oskar­ża­no je o to, że sze­rzą ducha chrze­ści­jań­skie­go fana­ty­zmu, że prze­kształ­ci­ły się w „oręż wpły­wów poli­tycz­nych na niż­sze war­stwy miej­skie”. W 1864 r. zgro­ma­dze­nie zosta­ło ofi­cjal­nie roz­wią­za­ne na tere­nie zabo­ru rosyj­skie­go. Część feli­cja­nek (pro­wa­dzą­cych życie kon­tem­pla­cyj­ne za klau­zu­rą, prze­kształ­co­nych póź­niej w zakon kla­ry­sek kapu­cy­nek) prze­nie­sio­na zosta­ła do klasz­to­ru ber­nar­dy­nek w Łowi­czu, a sio­strom, któ­re pro­wa­dzi­ły życie czyn­ne, naka­za­no powró­cić do swo­ich domów.
Zofia prze­by­wa­ła począt­ko­wo w Łowi­czu, jed­nak życie klau­zu­ro­we oka­za­ło się dla niej zbyt męczą­ce – była bowiem przede wszyst­kim czło­wie­kiem czy­nu. Dołą­czy­ła wkrót­ce do feli­cja­nek, któ­re zebra­ły się w Kra­ko­wie, gdzie dzia­ła­ła jedy­na ochron­ka na tere­nie Gali­cji.
Nowy począ­tek i wiel­kie cier­pie­nia
Ist­nie­ją­cy do dziś dom przy ul. Miko­łaj­skiej stał się nowym „matecz­ni­kiem” zgro­ma­dze­nia. Wkrót­ce w Kra­ko­wie, przy ul. Smo­leńsk, wybu­do­wa­ny został nowy klasz­tor feli­cja­nek z kościo­łem. Zofia, jako Mat­ka Maria Ange­la, rzą­dzi­ła zgro­ma­dze­niem do 1869 r. Skoń­czyw­szy 40 lat coraz bar­dziej zapa­da­ła na zdro­wiu – coraz gorzej sły­sza­ła, aż w koń­cu cał­ko­wi­cie ogłu­chła. Prze­ka­za­ła wła­dzę w zako­nie podej­mu­jąc się nowych zadań: „myśle­nia o wła­snej duszy, modle­nia się o uświę­ce­nie zgro­ma­dze­nia, o to, by odpo­wia­da­ło zamia­rom Bożym i skła­da­nia go w ser­cach Jezu­sa i Maryi”.
Ten okres jej życia nazna­czo­ny był ducho­wy­mi męczar­nia­mi, oschło­ścią duszy i cier­pie­nia­mi fizycz­ny­mi (rak żołąd­ka i pier­si). Mat­ka Ange­la pra­co­wa­ła w ogro­dzie, „modli­ła się kwia­ta­mi” przy­stra­ja­jąc nimi ołtarz kościo­ła, apo­sto­ło­wa­ła modli­twą i cier­pie­niem. Razem z feli­cjan­ka­mi cie­szy­ła się z pod­ję­cia przez nie misji w Ame­ry­ce, z zatwier­dze­nia zgro­ma­dze­nia oraz jego kon­sty­tu­cji. „Cichość i cier­pli­wość z powięk­sze­niem cier­pień prze­ra­bia­ła widocz­nie Mat­kę, czy­niąc ją słod­ką dla wszyst­kich” – pisa­ła jed­na z sióstr. „Jakaż to zdro­wa dusza w cie­le umie­ra­ją­cym – tak cier­pieć może tyl­ko świę­ta” – twier­dził leczą­cy ją przez 30 lat lekarz. Zmar­ła po pół­no­cy 10 paź­dzier­ni­ka 1899 r. W 1993 r. Ojciec Świę­ty Jan Paweł II doko­nał jej beaty­fi­ka­cji. Reli­kwie Mat­ki Ange­li znaj­du­ją się obec­nie w bocz­nym ołta­rzu kościo­ła ss. Feli­cja­nek.
Źró­dła ducho­wo­ści
Od 26 paź­dzier­ni­ka 1884 r. do dziś, każ­de­go dnia, w koście­le sióstr feli­cja­nek przy ul. Smo­leńsk w Kra­ko­wie odby­wa się – uzy­ska­na dzię­ki zabie­gom Mat­ki Ange­li – cało­dzien­na ado­ra­cja Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu. Kult Eucha­ry­stii oraz Mat­ki Bożej Czę­sto­chow­skiej, umi­ło­wa­nie woli Boga i dąże­nie do jak naj­do­sko­nal­sze­go jej peł­nie­nia, a tak­że cha­ry­zmat fran­cisz­kań­ski były bowiem szcze­gól­ny­mi rysa­mi ducho­wo­ści Mat­ki Ange­li. Dla­te­go też hasłem feli­cja­nek sta­ły się sło­wa: „Wszyst­ko przez Ser­ce Maryi na cześć Prze­naj­święt­sze­go Sakra­men­tu”.
Sio­stry feli­cjan­ki pra­cu­ją nadal dla Boga i Ojczy­zny, dopo­ma­ga­jąc – tak, jak chcia­ła tego ofia­ro­daw­czy­ni ich kra­kow­skie­go domu – „w zawo­dzie odro­dze­nia się nowe­go poko­le­nia” i „ufor­mo­wa­nia ludu dosko­na­łe­go według Ewan­ge­lii”.

Hagio­gra­phus