Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem

Mija kolej­na – 27. rocz­ni­ca – męczeń­skiej śmier­ci bło­go­sła­wio­ne­go ks. Jerze­go Popie­łusz­ki. Przed­sta­wia­my jed­ną z ostat­nich jego homi­lii, wygło­szo­ną 8 paź­dzier­ni­ka 1984 r. w koście­le Ojców Kapu­cy­nów pod wezwa­niem Pod­wyż­sze­nia Krzy­ża Świę­te­go w Byto­miu. 

Ostat­nie imie­ni­ny ks. Jerze­go

Ojciec Świę­ty Jan Paweł II 23 czerw­ca 1982 roku zwró­cił się do Pani Jasno­gór­skiej w nastę­pu­ją­cych sło­wach modli­twy: „O Mat­ko moje­go Naro­du! Dopo­móż, aże­by nie dał się zwy­cię­żyć złu – ale zło dobrem zwy­cię­żał [por. Rz 12,21]. Na tym pole­ga współ­cze­sna pró­ba dzie­jów. Nie pierw­sza. W każ­dej z nich doświad­cza­ne jest sumie­nie, doświad­cza­ne jest ser­ce i wola; aby nie dać się zwy­cię­żyć złu, ale – zło zwy­cię­żać dobrem. Dzię­ku­ję Ci, o Mat­ko, za wszyst­kich, któ­rzy tak postę­pu­ją, któ­rzy w swo­im sumie­niu, ser­cu i woli znaj­du­ją siły, aby wśród doświad­czeń i udręk pomna­żać i umac­niać dobro. Dzię­ku­ję Ci, o Mat­ko, za wszyst­kich, któ­rzy pozo­sta­ją wier­ni swe­mu sumie­niu, któ­rzy sami wal­cząc ze sła­bo­ścią, umac­nia­ją innych. Dzię­ku­ję ci, Mat­ko, za wszyst­kich, któ­rzy nie dają się zwy­cię­żyć złu, ale zło zwy­cię­ża­ją dobrem”.
Tyl­ko ten może zwy­cię­żać zło, kto sam jest boga­ty w dobro. Kto dba o roz­wój i ubo­ga­ce­nie sie­bie tymi war­to­ścia­mi, któ­re sta­no­wią o ludz­kiej god­no­ści dziec­ka Boże­go. Pomna­żać dobro i zwy­cię­żać zło, to dbać o god­ność dziec­ka Boże­go, to dbać o swo­ją ludz­ką god­ność.
Życie trze­ba god­nie prze­żyć, bo jest tyl­ko jed­no. „Trze­ba dzi­siaj bar­dzo dużo mówić o god­no­ści czło­wie­ka, aby zro­zu­mieć, że czło­wiek prze­ra­sta wszyst­ko, co może ist­nieć na świe­cie, prócz Boga; prze­ra­sta mądrość całe­go świa­ta” [ks. kard. S. Wyszyń­ski]. Zacho­wać god­ność, by móc powięk­szać dobro i zwy­cię­żać zło to pozo­stać wewnętrz­nie wol­nym, nawet w warun­kach zewnętrz­ne­go znie­wo­le­nia. Pozo­stać sobą w każ­dej sytu­acji.
„Jako Syno­wie Boga nie może­my być nie­wol­ni­ka­mi. Nasze syno­stwo Boże nie­sie w sobie dzie­dzic­two wol­no­ści. Wol­ność dana jest czło­wie­ko­wi jako wymiar jego wiel­ko­ści” [Jan Paweł II]. (…) Waż­ną spra­wą dla chrze­ści­ja­ni­na jest uświa­do­mie­nie sobie, że źró­dłem spra­wie­dli­wo­ści jest sam Bóg. Trud­no więc mówić o spra­wie­dli­wo­ści tam, gdzie nie ma miej­sca dla Boga i Jego przy­ka­zań, gdzie sło­wo: „Bóg” urzę­do­wo jest eli­mi­no­wa­ne z życia Naro­du. Nale­ży więc w tym miej­scu zdać sobie spra­wę z nie­pra­wi­dło­wo­ści i krzyw­dy, jaką czy­ni się nasze­mu Naro­do­wi, w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści chrze­ści­jań­skie­mu, gdy urzę­do­wo ate­izu­je się go za pie­nią­dze wypra­co­wa­ne rów­nież i przez chrze­ści­jan; gdy nisz­czy się w duszach dzie­ci i mło­dzie­ży war­to­ści chrze­ści­jań­skie, któ­re wsz­cze­pia­li im od koleb­ki rodzi­ce. War­to­ści, któ­re zda­wa­ły wie­lo­krot­nie egza­min w tysiąc­let­nich dzie­jach naszej histo­rii.
Spra­wie­dli­wość czy­nić
i o spra­wie­dli­wość wołać mają obo­wią­zek wszy­scy bez wyjąt­ku, bo jak powie­dział już sta­ro­żyt­ny myśli­ciel: „złe to cza­sy, gdy spra­wie­dli­wość nabie­ra wody w usta”. Nale­ża­ło­by tu chy­ba wzbu­dzić reflek­sję we wła­snym ser­cu i skon­fron­to­wać z wła­snym sumie­niem, na ile każ­dy z nas sam jest twór­cą spra­wie­dli­wo­ści, zaczy­na­jąc od sie­bie same­go, swo­jej rodzi­ny, swo­je­go śro­do­wi­ska. Bo czę­sto nasza bier­ność moral­na inspi­ru­je nie­spra­wie­dli­wość i tym samym powięk­sza zło. Pomna­żać dobro i zwy­cię­żać zło to na co dzień kie­ro­wać się Praw­dą. Praw­da jest bar­dzo deli­kat­ną wła­ści­wo­ścią nasze­go rozu­mu. Dąże­nie do praw­dy wsz­cze­pił w czło­wie­ka sam Bóg. Stąd w czło­wie­ku jest natu­ral­ne dąże­nie do praw­dy i nie­chęć do kłam­stwa.
Praw­da i męstwo to war­to­ści bar­dzo waż­ne w życiu każ­de­go czło­wie­ka, a zwłasz­cza chrze­ści­ja­ni­na. Praw­da, podob­nie jak spra­wie­dli­wość, łączy się z miło­ścią, a miłość kosz­tu­je. Praw­dzi­wa miłość jest ofiar­na. Stąd i praw­da musi kosz­to­wać. Żyć w praw­dzie, to być w zgo­dzie ze swo­im sumie­niem. Praw­da zawsze ludzi jed­no­czy i zespa­la. Wiel­kość praw­dy prze­ra­ża i dema­sku­je kłam­stwa ludzi małych, zalęk­nio­nych. Od wie­ków trwa nie­prze­rwa­nie wal­ka z praw­dą.
Praw­da jest jed­nak nie­śmier­tel­na,
a kłam­stwo ginie szyb­ką śmier­cią. Stąd też, jak powie­dział zmar­ły Pry­mas, kar­dy­nał Ste­fan Wyszyń­ski: „… ludzi mówią­cych w praw­dzie nie trze­ba wie­lu. Chry­stus wybrał nie­wie­lu do gło­sze­nia praw­dy. Tyl­ko słów kłam­stwa musi być dużo, bo kłam­stwo jest deta­licz­ne i skle­pi­kar­skie, zmie­nia się jak towar na pół­kach, musi być cią­gle nowe, musi mieć wie­lu sług, któ­rzy wedle pro­gra­mu nauczą się go na dziś, na jutro, na mie­siąc. Potem zno­wu będzie szko­le­nie na gwałt w innym kłam­stwie. By opa­no­wać całą tech­ni­kę zapro­gra­mo­wa­ne­go kłam­stwa, trze­ba wie­lu ludzi. Tak wie­lu ludzi nie trze­ba, by gło­sić praw­dę. Może to być nie­wiel­ka gro­mad­ka ludzi praw­dy, a będą oni nią pro­mie­nio­wać. Ludzie ich sami odnaj­dą i przyj­dą z dale­ka, by słów praw­dy słu­chać…”. Bo w ludziach jest natu­ral­na tęsk­no­ta za praw­dą. Nie moż­na się zado­wa­lać praw­da­mi łatwy­mi, powierz­chow­ny­mi i narzu­ca­ny­mi siłą.
Musi­my nauczyć się odróż­niać kłam­stwo od praw­dy.
Nie jest to łatwe w cza­sach, w któ­rych żyje­my, w cza­sach, o któ­rych powie­dział współ­cze­sny poeta, że: „nigdy jesz­cze tak okrut­nie nie chło­sta­no grzbie­tów naszych batem kłam­stwa i obłu­dy”. Nie jest to łatwe dzi­siaj, gdy cen­zu­ra wykre­śla, zwłasz­cza w pismach kato­lic­kich sło­wa praw­dzi­we i myśli odważ­ne. Nie jest łatwe dzi­siaj, gdy „kato­li­ko­wi nie tyl­ko zabra­nia się zwal­czać poglą­dy prze­ciw­ni­ka lub w inny spo­sób pole­mi­zo­wać, lecz po pro­stu nie wol­no mu bro­nić prze­ko­nań jego wła­snych czy prze­ko­nań ogól­no­ludz­kich wobec napa­ści choć­by naj­bar­dziej oszczer­czych i krzyw­dzą­cych. Nie wol­no mu pro­sto­wać fał­szów, któ­re inni mają peł­ną swo­bo­dę gło­sić i roz­sze­rzać bez­kar­nie…” [kard. S. Wyszyń­ski]. Nie jest to łatwe dzi­siaj, gdy w ostat­nich dzie­siąt­kach lat w gle­bę ojczy­stą zasie­wa­no ziar­na kłam­stwa i ate­izmu.
Obo­wiąz­kiem chrze­ści­ja­ni­na jest stać przy praw­dzie, choć­by mia­ła ona wie­le kosz­to­wać. Bo „praw­da wypo­wia­da­na w sło­wach kosz­tu­je. Tyl­ko za ple­wy się nie pła­ci. Za psze­nicz­ne ziar­no praw­dy trze­ba cza­sa­mi zapła­cić” [kard. S. Wyszyń­ski].
Mówił już poeta Nova­lis, że czło­wiek opie­ra się na praw­dzie. Jeśli zdra­dza praw­dę, zdra­dza sie­bie. Kłam­stwo poni­ża czło­wie­ka i zawsze było cechą nie­wol­ni­ków, cechą ludzi małych. A Ojciec Świę­ty w lutym ubie­głe­go roku wołał: „Nie jesteś nie­wol­ni­kiem, nie wol­no ci być nie­wol­ni­kiem. Jesteś synem”.
Życia nie da się oszu­kać,
tak jak nie da się oszu­kać zie­mi. Jeże­li wsie­wa się w nią ple­wy, zbie­ra się chwa­sty. Ewan­ge­lia Chry­stu­so­wa jest tak owoc­na przez wie­ki i tak cią­gle aktu­al­na, bo jest Praw­dą. Ide­olo­gie, któ­re kie­ru­ją się kłam­stwem i prze­mo­cą, upa­da­ją, przy­no­szą złe owo­ce i spu­sto­sze­nie moral­ne, choć­by nie wia­do­mo jak szczyt­ne i wznio­słe hasła gło­si­ły. Zbyt wie­le tego przy­kła­dów mamy w histo­rii Euro­py i świa­ta. Pod­sta­wo­wym warun­kiem wyzwo­le­nia czło­wie­ka ku zdo­by­wa­niu praw­dy, tym samym ku likwi­do­wa­niu kró­le­stwa zła, któ­rym jest kłam­stwo, będzie zdo­by­cie cno­ty męstwa. Cno­ta męstwa jest prze­zwy­cię­że­niem ludz­kiej sła­bo­ści, zwłasz­cza lęku i stra­chu. Chrze­ści­ja­nin musi pamię­tać, że
bać się trze­ba tyl­ko zdra­dy Chry­stu­sa
za parę srebr­ni­ków jało­we­go spo­ko­ju. Chrze­ści­ja­ni­no­wi nie może wystar­czyć tyl­ko samo potę­pie­nie zła, kłam­stwa, tchó­rzo­stwa, znie­wa­la­nia, nie­na­wi­ści, prze­mo­cy. Ale sam musi być praw­dzi­wym świad­kiem, rzecz­ni­kiem i obroń­cą spra­wie­dli­wo­ści, dobra, praw­dy, wol­no­ści i miło­ści. O te war­to­ści musi odważ­nie upo­mi­nać się dla sie­bie i dla innych. „Praw­dzi­wie roz­trop­nym i spra­wie­dli­wym – mówił Ojciec Świę­ty – może być tyl­ko czło­wiek męż­ny”. „Bia­da spo­łe­czeń­stwu – wołał cyto­wa­ny już dzi­siaj Pry­mas Tysiąc­le­cia – któ­re­go oby­wa­te­le nie rzą­dzą się męstwem! Prze­sta­ją być wte­dy oby­wa­te­la­mi, sta­ją się zwy­kły­mi nie­wol­ni­ka­mi. Jeże­li oby­wa­tel rezy­gnu­je z cno­ty męstwa, sta­je się nie­wol­ni­kiem i wyrzą­dza naj­więk­szą krzyw­dę sobie, swej ludz­kiej oso­bo­wo­ści, rodzi­nie, gru­pie zawo­do­wej, naro­do­wi, pań­stwu, Kościo­ło­wi; cho­ciaż był­by łatwo pozy­ska­ny dla lęku i bojaź­ni, dla chle­ba i wzglę­dów ubocz­nych…”.
Ale i „bia­da wład­com, któ­rzy chcą pozy­skać oby­wa­te­la za cenę zastra­sze­nia i nie­wol­ni­cze­go lęku!… Jeśli wła­dza rzą­dzi zastra­szo­ny­mi oby­wa­te­la­mi, obni­ża swój auto­ry­tet, zuba­ża życie naro­do­we, kul­tu­ral­ne i war­to­ści życia zawo­do­we­go…”. Tro­ska więc o męstwo powin­na leżeć w inte­re­sie zarów­no wła­dzy, jak i oby­wa­te­li.
Trze­ba, aby na co dzień towa­rzy­szy­ła nam świa­do­mość, że żąda­jąc praw­dy od innych, sami
musi­my żyć praw­dą.
Żąda­jąc spra­wie­dli­wo­ści, sami musi­my być spra­wie­dli­wi w sto­sun­ku do bliź­nich. Żąda­jąc odwa­gi i męstwa, sami musi­my być na co dzień męż­ni i odważ­ni. Ojciec Świę­ty na Bło­niach kra­kow­skich w czerw­cu ubie­głe­go roku przy­po­mniał i moc­no zaak­cen­to­wał sło­wa Psal­mu, któ­re mają być naszym dro­go­wska­zem; szcze­gól­nie na dzi­siej­sze trud­ne dni cza­su znie­wa­la­nia Naro­du: „Pan jest moim Paste­rzem. Cho­ciaż­bym cho­dził ciem­ną doli­ną, zła się nie ulęk­nę, bo Ty jesteś ze mną”.
Zła się nie ulęk­nie­my. Zło będzie­my stop­nio­wo likwi­do­wa­li z nasze­go życia oso­bi­ste­go, rodzin­ne­go, spo­łecz­ne­go i naro­do­we­go, gdy na co dzień będzie­my moc­ni wia­rą, nadzie­ją i miło­ścią. Gdy będzie­my kro­czy­li dro­gą praw­dy i spra­wie­dli­wo­ści, gdy zacho­wa­my wewnętrz­ną wol­ność i god­ność dziec­ka Boże­go.
Zła się nie ulęk­nie­my, gdy na co dzień w nas samych, w naszych rodzi­nach, śro­do­wi­skach i Ojczyź­nie, będzie­my budo­wa­li soli­dar­ność serc i umy­słów.
Zła się nie ulęk­nie­my, gdy sam Pan, Jezus Chry­stus i Jego nauka będzie naszą Dro­gą, Praw­dą i Życiem. Amen.
„Sie­dem nie­zna­nych kazań
księ­dza Jerze­go Popie­łusz­ki.
Sło­wa pisa­ne przed śmier­cią”,
wstęp i kalen­da­rium Piotr Lit­ka,
Wydaw­nic­two św. Sta­ni­sła­wa BM, Kra­ków 2011, s. 55–64.

wybrał Jaro­sław Sza­rek