Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY DZIEWIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 17–22 X 2011

PONIEDZIAŁEK:
Rz 4,20–25; Łk 12,13–21

Ktoś z tłu­mu rzekł do Jezu­sa: „Nauczy­cie­lu, powiedz moje­mu bra­tu, żeby się podzie­lił ze mną spad­kiem”. Lecz On mu odpo­wie­dział: „Czło­wie­ku, któż Mię usta­no­wił sędzią albo roz­jem­cą nad wami?”. Powie­dział też do nich: „Uwa­żaj­cie i strzeż­cie się wszel­kiej chci­wo­ści, bo nawet gdy ktoś opły­wa we wszyst­ko, życie jego nie jest zależ­ne do jego mie­nia”.
Wyda­je się, że Jezus ucie­ka przed pro­ble­mem przy­pad­ko­wo spo­tka­ne­go czło­wie­ka, któ­ry prze­ży­wa kło­po­ty z podzia­łem spad­ku po rodzi­cach. Zba­wi­ciel jed­no­znacz­nie odrzu­ca moż­li­wość jakiej­kol­wiek inter­wen­cji. Ale nie ozna­cza to bynaj­mniej lek­ce­wa­że­nia tej kon­kret­nej spra­wy. Jezus zwra­ca uwa­gę, że roz­wią­zy­wa­ny pro­blem nale­ży widzieć w szer­szej per­spek­ty­wie – w per­spek­ty­wie war­to­ści ducho­wych i życia wiecz­ne­go. Broń­my się przed zacie­śnia­niem hory­zon­tu naszych myśli do tego, co dziś widać.

WTOREK:
2 Tm 4,9–17a; Łk 10,1–9

Powie­dział do nich: „Żni­wo wpraw­dzie wiel­kie, ale robot­ni­ków mało; pro­ście więc Pana żni­wa, żeby wypra­wił robot­ni­ków na żni­wo swo­je. Idź­cie, oto was posy­łam jak owce mię­dzy wil­ki. Nie noście ze sobą trzo­sa ani tor­by, ani san­da­łów; i niko­go w dro­dze nie pozdra­wiaj­cie. Gdy do jakie­goś domu wej­dzie­cie, naj­pierw mów­cie: Pokój temu domo­wi! Jeśli tam miesz­ka czło­wiek god­ny poko­ju, wasz pokój spo­cznie na nim; jeśli nie, powró­ci do was”.
Robot­ni­cy zdą­ża­ją­cy na żni­wo mają pro­ste zada­nie: ściąć zbo­że, zebrać plon. Tu nie widać żad­ne­go nie­bez­pie­czeń­stwa. Lecz już następ­ne sło­wa odkry­wa­ją zgo­ła inny kli­mat: ucznio­wie są jak owce pośród wil­ków, a te w takim oto­cze­niu nie mogą mieć dobre­go samo­po­czu­cia. Ucznio­wie Jezu­sa są podob­ni do żni­wia­rzy i zara­zem do owiec. Do żni­wia­rzy, bo zawsze ogrom pra­cy prze­kra­cza ich moż­li­wo­ści. Do owiec, bo uzbro­je­ni w miłość muszą sta­wić czo­ła prze­mo­cy.

ŚRODA:
Rz 6,12–18; Łk 12,39–48

Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: „To rozu­miej­cie, że gdy­by gospo­darz wie­dział, o któ­rej godzi­nie zło­dziej ma przyjść, nie pozwo­lił­by wła­mać się do swe­go domu. Wy też bądź­cie goto­wi, gdyż o godzi­nie, któ­rej się nie domy­śla­cie, Syn Czło­wie­czy przyj­dzie”. Wte­dy Piotr zapy­tał: „Panie, czy do nas mówisz tę przy­po­wieść, czy też do innych?”.
Wie­lu, słu­cha­jąc słów Jezu­so­we­go naucza­nia, chęt­nie odno­si je do innych. Piotr miał odwa­gę zapy­tać wprost: czy te sło­wa skie­ro­wa­ne są do nie­go i pozo­sta­łych Apo­sto­łów, czy też do innych ludzi? Jezus nie pozo­sta­wia wąt­pli­wo­ści. Odpo­wia­da jesz­cze wyraź­niej­szym wezwa­niem do czu­wa­nia. Tak, nie wol­no popeł­nić zasad­ni­cze­go błę­du: pozo­sta­wić sło­wa Boże­go bez reak­cji w prze­ko­na­niu, że potrze­bu­je go ktoś inny. Przede wszyst­kim to ja dziś potrze­bu­ję tego sło­wa, któ­re usły­sza­łem.

CZWARTEK:
Jk 2,14–17; Mt 25,31–40

Wte­dy ode­zwie się Król do tych po pra­wej stro­nie: „Pójdź­cie, bło­go­sła­wie­ni Ojca moje­go, weź­cie w posia­da­nie kró­le­stwo, przy­go­to­wa­ne wam od zało­że­nia świa­ta. Bo byłem głod­ny, a dali­ście Mi jeść, byłem spra­gnio­ny, a dali­ście Mi pić, byłem przy­by­szem, a przy­ję­li­ście Mnie, byłem nagi, a przy­odzia­li­ście Mnie, byłem cho­ry, a odwie­dzi­li­ście Mnie, byłem w wię­zie­niu, a przy­szli­ście do Mnie… Wszyst­ko, co uczy­ni­li­ście jed­ne­mu z tych bra­ci moich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li”.
Naj­mniej­si bra­cia Jezu­sa: głod­ni, spra­gnie­ni, przy­by­sze, nadzy, cho­rzy, więź­nio­wie… Dziś wie­lu jest małych bra­ci Jezu­sa, bo wie­lu jest potrze­bu­ją­cych. Ale też są i ci, któ­rzy pod­szy­wa­ją się pod bra­ci Jezu­sa. Wca­le nie nale­żą do naj­mniej­szych i potrze­bu­ją­cych. Jeśli chce­my pozo­stać wier­ni sło­wu Jezu­sa, win­ni­śmy nale­ży­cie roz­po­zna­wać sytu­ację czło­wie­ka, któ­re­mu chce­my udzie­lić pomo­cy. A nie zawsze będzie to drob­na mone­ta poda­na mimo­cho­dem.

PIĄTEK:
Rz 7,18–24; Łk 12,54–59

Jezus mówił do tłu­mów: „Gdy ujrzy­cie chmu­rę pod­no­szą­cą się na zacho­dzie, zaraz mówi­cie: Deszcz idzie. I tak bywa. A gdy wie­je wiatr z połu­dnia, powia­da­cie: Będzie upał. I bywa. Obłud­ni­cy, umie­cie roz­po­zna­wać wygląd zie­mi i nie­ba, a jak­że obec­ne­go cza­su nie roz­po­zna­je­cie? I dla­cze­go sami z sie­bie nie roz­róż­nia­cie tego, co jest słusz­ne?”.
Umie­jęt­ność roz­po­zna­wa­nia tego, co słusz­ne, jest nie­zbęd­na w życiu codzien­nym. Nikt nie otrzy­mał jej w sta­nie peł­nym za dar­mo, goto­wą. Trze­ba tru­dzić się, by nasze sumie­nie pra­co­wa­ło pra­wi­dło­wo. Każ­dą spraw­ność – nawet gdy dys­po­nu­je­my nie­prze­cięt­nym talen­tem – musi­my roz­wi­jać. I to samo doty­czy spraw­no­ści, któ­ra pole­ga na roz­po­zna­wa­niu war­to­ści moral­nych.

SOBOTA:
Rz 8,1–11; Łk 13,1–9

Pewien czło­wiek miał drze­wo figo­we zasa­dzo­ne w swo­jej win­ni­cy; przy­szedł i szu­kał na nim owo­ców, ale nie zna­lazł. Rzekł więc do ogrod­ni­ka: „Oto już trzy lata, odkąd przy­cho­dzę i szu­kam owo­cu na tym drze­wie figo­wym, a nie znaj­du­ję. Wytnij je: po co jesz­cze zie­mię wyja­ła­wia?”. Lecz on mu odpo­wie­dział: „Panie, jesz­cze na ten rok je pozo­staw; ja oko­pię je i obło­żę nawo­zem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przy­szło­ści możesz je wyciąć”.
Drze­wo nie zda­je sobie spra­wy, że mimo bra­ku owo­ców kolej­ny rok może żyć dzię­ki wsta­wien­nic­twu ogrod­ni­ka. W swo­jej naiw­no­ści może sądzić, że gospo­darz wca­le się nim nie inte­re­su­je i dla­te­go rośnie spo­koj­nie. A że ktoś je pie­lę­gnu­je, to widocz­nie takie jest pra­wo drze­wa – to się nale­ży! O naiw­no­ści, czyż wie­lu nie w ten sam spo­sób spo­glą­da na swo­je życie? Zapo­mi­na­jąc o Bogu, żyją w samo­za­do­wo­le­niu i nie prze­czu­wa­ją, ile zawdzię­cza­ją wsta­wien­nic­twu zupeł­nie nie­zna­nych osób.

ks. Roman Sła­weń­ski