Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Żyć jako naród wolny”

Pierw­sze dzie­się­cio­le­cie nie­pod­le­gło­ści Pol­ska zamy­ka­ła bilan­sem dodat­nim, na któ­ry skła­dał się ogrom­ny wysi­łek odbu­do­wy ze znisz­czeń wojen­nych i sca­la­nia ziem trzech, daw­nych zabo­rów, przez 123 lata oddzie­lo­nych gra­nicz­ny­mi kor­do­na­mi. Mimo wie­lu prze­ci­wieństw w sfe­rze gospo­dar­czej, jakie w tych latach dotknę­ły Pol­skę: hiper­in­fla­cji, nie­po­ko­jów spo­łecz­nych, woj­ny cel­nej z Niem­ca­mi – kraj szyb­ko się roz­wi­jał. 
Poło­żo­ne wte­dy fun­da­men­ty pozwo­li­ły, kil­ka lat póź­niej, łatwiej prze­zwy­cię­żyć świa­to­wy kry­zys. Roz­po­czę­to budo­wę wie­lu zakła­dów prze­my­sło­wych, któ­re ist­nie­ją do dzi­siaj. Pod­ję­to decy­zję o budo­wie por­tu w Gdy­ni. Ogrom­ną rolę w jej roz­wo­ju ode­grał mini­ster prze­my­słu i han­dlu, a następ­nie wice­pre­mier – Euge­niusz Kwiat­kow­ski, aktyw­ny zwo­len­nik „orien­ta­cji bał­tyc­kiej”, budow­ni­czy Cen­tral­ne­go Okrę­gu Prze­my­sło­we­go, twór­ca gospo­dar­czych fila­rów II Rze­czy­po­spo­li­tej. To o nim Ojciec Świę­ty Jan Paweł II mówił pod­czas swej piel­grzym­ki w Gdy­ni: „Mam na myśli zwłasz­cza wiel­kie­go Pola­ka, inży­nie­ra Euge­niu­sza Kwiat­kow­skie­go, a wraz z nim wszyst­kich jego współ­pra­cow­ni­ków. Byli oni przed­sta­wi­cie­la­mi tego poko­le­nia, któ­re po wie­kach na nowo zro­zu­mia­ło, że dostęp do morza jest ele­men­tem kon­sty­tu­tyw­nym nie­pod­le­gło­ści Pol­ski. Jed­nym z bar­dzo donio­słych. Gdy­nia sta­ła się więc wyra­zem nowej woli życia naro­du. Wyra­zem prze­ko­ny­wa­ją­cym i sku­tecz­nym”. Poni­żej przed­sta­wia­my frag­men­ty myśli Euge­niu­sza Kwiat­kow­skie­go, zaczerp­nię­tych z jego książ­ki „Dys­pro­por­cje. Rzecz o Pol­sce prze­szłej i obec­nej”, wzno­wio­nej przez Wydaw­nic­two Antyk Mar­cin Dybow­ski.

***

Tak więc z powro­tem Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej na kar­tę poli­tycz­ną Euro­py wra­ca ponow­nie sta­ry, zachod­ni pro­ble­mat, sta­ry kon­flikt, wcią­ga­ją­cy powtór­nie w grę naj­bar­dziej żywot­ne i naj­bar­dziej zasad­ni­cze pod­sta­wy bytu i nie­pod­le­gło­ści pań­stwa. Jest on nała­do­wa­ny napię­ciem tem sil­niej­szem, im głęb­szą jest dziś świa­do­mość potę­gi wewnętrz­nej Prus, im głęb­szą jest ich potrze­ba hege­mo­nii gospo­dar­czej i poli­tycz­nej w Euro­pie, im bar­dziej dzi­siej­sza Rzecz­po­spo­li­ta Pol­ska jest zde­cy­do­wa­na bro­nić swych przy­ro­dzo­nych i żywot­nych praw do każ­dej pię­dzi pol­skiej zie­mi, niż mogła to uczy­nić w wie­ku 18-ym. Tu więc wyra­sta pierw­szy, naj­roz­cią­glej­szy zwał raf i min pod­wod­nych, któ­ry wymi­nąć i usu­nąć – bez szcze­gól­nych, bez skon­cen­tro­wa­nych i świa­do­mych wysił­ków całej zało­gi tego pol­skie­go stat­ku – nie­po­dob­na. Oczy­wi­ście, iż stoi przed nami otwar­ta i pro­sta dro­ga aktyw­ne­go prze­ciw­dzia­ła­nia skut­kom pro­pa­gan­dy nie­miec­kiej, para­li­żo­wa­nia wie­lu – nie nale­żą­cych zawsze do rzę­du naj­zręcz­niej­szych – posu­nięć dyplo­ma­cji pru­skiej, dema­sko­wa­nia  fał­szy­wej gry poli­tycz­nej na tere­nie mię­dzy­na­ro­do­wym i jej nie­dwu­znacz­nych dywer­syj nawet w gra­ni­cach Pol­ski; same­go jed­nak pro­ble­ma­tu z powierzch­ni życia nie usu­nie­my ani pręd­ko, ani łatwo. Ani przez dobro­wol­ne drob­ne ustęp­stwa, przez ułam­ko­we rezy­gna­cje, ani przez igno­ro­wa­nie akcji nie­miec­kiej, ani przez ogra­ni­cza­nie płasz­czy­zny tarć, rezul­ta­tu pozy­tyw­ne­go, tj. usu­nię­cia kon­flik­tu, nie osią­gnie­my tak samo, jak nie wygra­my go przez bez­ce­lo­we zaostrza­nie sto­sun­ków w życiu codzien­nem i gospo­dar­czem obu naro­dów lub przez naśla­do­wa­nie but­nej poli­ty­ki pru­skich nacjo­na­li­stów. Obro­na wła­ści­wa leży bowiem na cał­kiem innej płasz­czyź­nie, a musi być budo­wa­na krok za kro­kiem, kon­se­kwent­nie i wytrwa­le, z dnia na dzień, z roku na rok, z dzie­się­cio­le­cia na dzie­się­cio­le­cie, przez całe spo­łe­czeń­stwo pol­skie w jed­no­li­tym, har­mo­nij­nym i świa­do­mym wysił­ku.

***

Tak też chce­my mieć tę świa­do­mość, że nowa Rosja wyrze­kła się agre­syw­ne­go impe­ria­li­zmu w sto­sun­ku do Pol­ski i to zarów­no sama, jak i w łącz­no­ści z inne­mi pań­stwa­mi, budu­ją­ce­mi swe nie­uspra­wie­dli­wio­ne ambi­cje poli­tycz­ne wła­śnie na zabo­rze ziem pol­skich i dal­szem, odśrod­ko­wem spy­cha­niu ele­men­tu pol­skie­go. Jest to jedy­na kar­dy­nal­na zasa­da, na któ­rej muszą być zawsze budo­wa­ne sto­sun­ki poli­tycz­ne rosyj­sko-pol­skie. (…) Gdy jed­nak Sowie­ty zatra­ca­ją zdol­ność oce­ny wszyst­kich ele­men­tów wła­snej, dale­ko posu­nię­tej agre­sji, doty­czą­cej oczy­wi­ście w nie­po­rów­na­nie więk­szym stop­niu orga­ni­zmów pań­stwo­wych o cał­ko­wi­cie roz­bu­do­wa­nym i wykoń­czo­nym sys­te­mie prze­my­sło­wym i to agre­sji podwój­nej: gospo­dar­czej i spo­łecz­nej, a więc zmie­rza­ją­cej coraz jaw­niej do pod­wa­ża­nia pod­staw gospo­dar­stwa mię­dzy­na­ro­do­we­go i rów­no­cze­śnie wyzy­sku­ją­cej ten akt, celem budo­wa­nia na nim warun­ków prze­wro­tu socjal­ne­go, to rów­no­cze­śnie dopa­tru­ją się wszę­dzie orga­ni­zo­wa­nia zbroj­nej agre­sji prze­ciw­ko sobie. Wów­czas to podejrz­li­wy swój wzrok kie­ru­ją przede wszyst­kiem w stro­nę Pol­ski, Rumu­nii i kil­ku państw bał­tyc­kich, nie mogąc stra­wić jakie­go­kol­wiek współ­dzia­ła­nia tych państw, oraz nie mogąc doj­rzeć inne­go celu w tej współ­pra­cy, jak tyl­ko wzmac­nia­nie fron­tu anty­so­wiec­kie­go.
W tej myśli też roz­bu­do­wu­ją Sowie­ty gorącz­ko­wo wszyst­kie ele­men­ty mili­tar­ne we wła­snem pań­stwie. Tak więc i tu pierw­sze prze­szko­dy do ure­gu­lo­wa­nia i usta­bi­li­zo­wa­nia wza­jem­nych sto­sun­ków poli­tycz­nych i gospo­dar­czych wgry­zły się głę­bo­ko w stan psy­chicz­ny obu spo­łe­czeństw, two­rząc zapo­rę więk­szą i grub­szą niż to wyni­ka ze sto­sun­ków istot­nych i istot­nych celów i zało­żeń poli­tycz­nych obu państw. Nie moż­na zaprze­czyć, a nawet nie moż­na dzi­wić się, że i spo­łe­czeń­stwo pol­skie jest prze­wraż­li­wio­ne poli­tycz­nie. Zja­wi­sko to ma w Pol­sce głęb­sze uspra­wie­dli­wie­nie, niż w jakiem­kol­wiek innem pań­stwie.
Przez sto kil­ka­dzie­siąt lat
byli­śmy obiek­tem eks­pe­ry­men­tów bez­den­nej obłu­dy poli­tycz­nej, kolo­nial­nej eks­plo­ata­cji gospo­dar­czej, wyzu­cia całe­go naro­du i poje­dyn­cze­go czło­wie­ka ze wszyst­kich praw. Musie­li­śmy doświad­czać na sobie wia­ro­łom­stwa wie­lu gwa­ran­cyj, pod­pi­sów i dekla­ra­cyj cesar­skich i dziś jesz­cze sto­imy wobec fak­tu wma­wia­nia nam w „bia­ły dzień”, przez ludzi przy­tom­nych i poważ­nych, afi­szu­ją­cych się nie­raz jako nasi „przy­ja­cie­le”, iż naszym śmier­tel­nym grze­chem wobec Euro­py jest to, że lud­ność nasza nie dała się zger­ma­ni­zo­wać i wytę­pić na Pomo­rzu, Ślą­sku i w Poznań­skiem, że nie ule­gła naci­sko­wi pie­nię­dzy, bez­pra­wia i kul­tu­ry ger­mań­skiej, że chce­my żyć jako ludzie wol­ni, bez potrze­by wysy­ła­nia corocz­nie setek tysię­cy naszych bra­ci dla kolo­ni­zo­wa­nia naj­gor­szych resz­tek nie­użyt­ków kuli ziem­skiej! Przy­zna każ­dy obiek­tyw­ny poli­tyk, że nie jest to dość moc­na i twar­da pod­sta­wa dla obda­rza­nia innych naro­dów zaufa­niem na kre­dyt. Choć więc nie widzi­my dla sie­bie ani pod­staw, ani celu jakie­go­kol­wiek kon­flik­tu z Rosją współ­cze­sną, mimo to do peł­ne­go znor­ma­li­zo­wa­nia sto­sun­ków wza­jem­nych dotrzeć nie może­my. Być może, że w tych wysił­kach popeł­nia­my takie czy inne błę­dy; codzien­ne obser­wa­cje i fak­ty naka­zu­ją nam jed­nak naj­więk­szą ostroż­ność, a nawet naj­da­lej posu­nię­tą nie­uf­ność.
Przede wszyst­kiem więc stwier­dza­my, iż w tym samym momen­cie, w któ­rym zja­wia się pomię­dzy Pru­sa­mi i Rosją, tak nawet róż­ne­mi dziś w swej wewnętrz­nej struk­tu­rze, prze­gro­da w for­mie nie­za­leż­nej i wol­nej Pol­ski, cele i meto­dy poli­ty­ki zewnętrz­nej obu naszych wiel­kich sąsia­dów scho­dzą się ponow­nie do jed­ne­go mia­now­ni­ka. Gdy­by ist­niał jakiś syn­chro­nicz­ny sej­smo­graf poli­tycz­ny, notu­ją­cy z naj­od­le­glej­szych miejsc iden­tycz­ne drga­nia i poru­sze­nia, to stwier­dzi­li­by­śmy ponad wszel­ką wąt­pli­wość, iż
każ­dy odruch anty­pol­ski
w Ber­li­nie wywo­łu­je żywy oddźwięk i reak­cję w Moskwie i odwrot­nie. W roku 1920 nawet w Moskwie nie wycze­ki­wa­no z tak zapar­tym odde­chem wia­do­mo­ści o zwy­cię­stwie armii czer­wo­nej nad Wisłą, jak w Ber­li­nie; czy idzie o pakt o nie­agre­sji, czy o trak­tat han­dlo­wy, czy nawet cza­sem o poje­dyn­czą trans­ak­cję, wszę­dzie tam, gdzie zja­wia się sama moż­li­wość usu­nię­cia jed­nej z zapór nie­uf­no­ści poli­tycz­nej mię­dzy Sowie­ta­mi i Pol­ską, sej­smo­graf ber­liń­ski drży. Odwrot­nie, każ­de wro­gie sło­wo pod adre­sem Pol­ski wypo­wie­dzia­ne, każ­da nowa trud­ność sta­ją­ca przed nami, każ­dy atak na pra­wa nasze na zacho­dzie, jak­że skrzęt­ny oddźwięk znaj­du­je w Moskwie. W tych warun­kach tyl­ko wyle­wem sen­ty­men­tu moż­na tłu­ma­czyć zbęd­ne już w grun­cie rze­czy zapew­nie­nia i dekla­ra­cje sowiec­kich repre­zen­tan­tów w Ber­li­nie, iż Sowie­ty zachod­niej gra­ni­cy pol­skiej nie uzna­ły.

***

Sto­ją przed nami gigan­tycz­ne pro­ble­ma­ty wewnętrz­ne i zewnętrz­ne, a z dro­gi nasze­go zbio­ro­we­go życia nie dadzą się one usu­nąć ani wymi­nąć; z każ­dem nowem dzie­się­cio­le­ciem sta­ją się trud­niej­sze do roz­wią­za­nia. Wszyst­kie ele­men­ty skła­do­we nasze­go bytu doma­ga­ją się grun­tow­nej prze­bu­do­wy. Od wewnętrz­ne­go, psy­chicz­ne­go nasta­wie­nia jed­nost­ki w sto­sun­ku do pań­stwa i jego potrzeb, w sto­sun­ku do pra­wa i jego wyko­na­nia, w sto­sun­ku do gospo­dar­stwa spo­łecz­ne­go i jego roz­wo­ju, w sto­sun­ku do inne­go czło­wie­ka i jego warun­ków życia, aż do zanar­chi­zo­wa­ne­go na dro­dze publicz­nej kamie­nia, powo­du­ją­ce­go swym wybu­ja­łym indy­wi­du­ali­zmem nie­bez­pie­czeń­stwo ruchu, wszyst­ko wyma­ga kon­se­kwent­nej, upar­tej przez swą świa­do­mość pra­cy twór­czej i zor­ga­ni­zo­wa­nej. Ten
ofiar­ny wysi­łek
nara­stać musi z poko­le­nia w poko­le­nie, musi stwa­rzać tysią­cz­ne nowe war­to­ści, musi mno­żyć siły mate­rial­ne i siły moral­ne spo­łe­czeń­stwa nie w imię jakiejś abs­trak­cyj­nej, ode­rwa­nej idei pań­stwo­wej, ale prze­ciw­nie przez świa­do­me zro­zu­mie­nie i odczu­cie, że jedy­nie przez utrwa­le­nie orga­ni­za­cji pań­stwo­wej może­my naj­prę­dzej i naj­pew­niej wyzwo­lić i roz­wi­nąć naj­wyż­szą sumę sił spo­łecz­nych i indy­wi­du­al­nych w Pol­sce.
Jeże­li chce­my żyć jako naród wol­ny i wol­ne spo­łe­czeń­stwo, jeże­li przy­szło­ści naszej nie chce­my przy­go­to­wy­wać łań­cu­chów prze­szło­ści, jeże­li zerwać chce­my z nędzą czło­wie­ka i nędzą pań­stwa, to dro­ga pozo­sta­ła tyl­ko jed­na: kłaść na dru­gą sza­lę wagi pol­skiej war­to­ści, pły­ną­ce z nas samych. Dys­pro­por­cje celów i środ­ków zamie­nić na pro­por­cję i rów­no­wa­gę.
Euge­niusz Kwiat­kow­ski, „Dys­pro­por­cje.

Rzecz o Pol­sce prze­szłej i obec­nej”, Kra­ków 1931
(wzno­wie­nie Wydaw­nic­two Antyk Mar­cin Dybow­ski)

wybrał Jaro­sław Sza­rek