Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

800. rocznica urodzin bł. Salomei

Patronka i Matka z Piastowskiej dynastii

Z Mat­ką Zofią Tracz OSC z kla­riań­skiej wspól­no­ty w San­do­mie­rzu roz­ma­wia Boże­na Weber

fot. arch.

– Rodzi­na fran­cisz­kań­ska w tym roku świę­tu­je jubi­le­usz ośmiu wie­ków od naro­dzin na Zam­ku Wawel­skim zało­ży­ciel­ki pierw­sze­go w Pol­sce klasz­to­ru Pań Ubo­gich, zwa­nych Ubo­gi­mi Sio­stra­mi św. Kla­ry lub kla­ry­ska­mi. Wie­ko­pom­ne zasłu­gi i świą­to­bli­we życie Salo­mei Pia­stów­ny splo­tły się nie­ro­ze­rwal­ny­mi wię­za­mi z ducho­wo­ścią fran­cisz­kań­ską. Już we wcze­snej mło­do­ści przy­szła pierw­sza pol­ska kla­ry­ska zetknę­ła się i zauro­czy­ła misją Bie­da­czy­ny z Asy­żu i jego ducho­wej cór­ki, św. Kla­ry Offre­duc­cio.
– Mała kaplicz­ka pod Asy­żem w Umbrii zwa­na zdrob­nia­le „czą­stecz­ką” – Por­cjun­ku­lą była koleb­ką I Zako­nu św. Fran­cisz­ka i jego bra­ci, a klasz­tor przy kościół­ku św. Damia­na dał schro­nie­nie św. Kla­rze i jej sio­strom. Życie tych pierw­szych wspól­not zna­la­zło wie­lu naśla­dow­ców. Klasz­to­ry kla­ry­sek zakła­da­no tam, gdzie dzia­ła­li fran­cisz­ka­nie. Wyni­ka­ło to z fak­tu, iż sio­stry zależ­ne były od I Zako­nu w swych potrze­bach ducho­wych i mate­rial­nych. Do Pol­ski pierw­si fran­cisz­ka­nie przy­by­li z Pra­gi cze­skiej. Swe pierw­sze klasz­to­ry zało­ży­li we Wro­cła­wiu (1236) i Kra­ko­wie (1237). W 1242 r. na kapi­tu­le w Pra­dze, mają­cej na celu usa­mo­dziel­nie­nie kon­wen­tów cze­skich i pol­skich, wybra­no na pro­win­cja­ła bra­ta Raj­mun­da. On to wła­śnie, pod­czas kapi­tu­ły fran­cisz­ka­nów w San­do­mie­rzu w 1245 r., przy­jął Salo­meę do II Zako­nu, doko­nu­jąc jej obłó­czyn w habit zakon­ny, a biskup kra­kow­ski Jan Pran­do­ta poświę­cił ją na mnisz­kę. Dro­ga, któ­ra dopro­wa­dzi­ła bł. Salo­meę do obra­nia życia na wzór św. Kla­ry była dłu­ga i nie pozba­wio­na cier­pie­nia.
– Jako księż­nicz­ka z rodu Pia­stów już w dzie­ciń­stwie zosta­ła prze­zna­czo­na na mał­żon­kę węgier­skie­go księ­cia…
– Życie Salo­mei roz­po­czę­ło się w Kra­ko­wie. Była cór­ką Lesz­ka Bia­łe­go, księ­cia zie­mi kra­kow­sko-san­do­mier­skiej, syna Kazi­mie­rza Spra­wie­dli­we­go i księż­nicz­ki ruskiej, Grzy­mi­sła­wy. Uro­dzo­na w 1211 r., już jako dziec­ko zosta­ła przy­rze­czo­na Kolo­ma­no­wi, syno­wi kró­la Węgier Andrze­ja II. Było to czę­sto prak­ty­ko­wa­ne w krę­gach rodów panu­ją­cych. Dzie­dzicz­ni spad­ko­bier­cy sta­wa­li się nie­wol­ni­ka­mi, a nawet ofia­ra­mi roz­gry­wek i inte­re­sów poli­tycz­nych swo­ich rodzi­ców. Rów­nież mało­let­nią Pia­stów­nę w latach 1218/19 wysła­no na dwór węgier­ski, aby tam kształ­ci­ła się i wycho­wy­wa­ła razem ze swo­im przy­szłym mężem. Wkrót­ce wraz z nim obję­ła tron halic­ki. Wio­sną 1221 r. po zbroj­nym ata­ku księ­cia ruskie­go Mści­sła­wa na Ruś Halic­ką, obo­je dosta­li się do nie­wo­li. Dopie­ro w wyni­ku rozej­mu zawar­te­go pomię­dzy Andrze­jem a Mści­sła­wem zosta­li uwol­nie­ni, ale Kolo­man musiał zrzec się koro­ny halic­kiej. Po krót­kim i nie­szczę­śli­wym pano­wa­niu w Hali­czu, król Andrzej II powie­rzył im zarząd połu­dnio­wą Sło­wiańsz­czy­zną – Sla­wo­nią, Dal­ma­cją i Kro­acją (tere­na­mi dzi­siej­szej Chor­wa­cji), któ­re wów­czas nale­ża­ły do koro­ny węgier­skiej.
Praw­do­po­dob­nie w tym cza­sie Salo­mea i Kolo­man zosta­li człon­ka­mi III Zako­nu św. Ojca Fran­cisz­ka. Do pra­cy misyj­nej spro­wa­dzi­li z Włoch wspól­no­tę Bra­ci Mniej­szych. Fun­do­wa­li i upo­sa­ża­li kościo­ły oraz klasz­to­ry w nie­zbęd­ne para­men­ty i księ­gi litur­gicz­ne. W tym zboż­nym dzie­le połą­czy­ła ich idea słu­że­nia Bogu i Kościo­ło­wi oraz pra­gnie­nie pra­cy dla dobra ludu im pod­da­ne­go. W dowód uzna­nia dla zasług mło­dej pary kró­lew­skiej na polu krze­wie­nia wia­ry i oby­cza­jów chrze­ści­jań­skich, zosta­li uho­no­ro­wa­ni przez Grze­go­rza IX spe­cjal­nym papie­skim bre­ve. Ich szczę­ście nie trwa­ło jed­nak dłu­go. W 1241 r. Kolo­man przy­łą­czył się do wojsk węgier­skich, by powstrzy­mać nawał­ni­cę Tata­rów. Cięż­ko ran­ny w prze­gra­nej bitwie nad rze­ką Soyo – zmarł. W wie­ku 30 lat Salo­mea zosta­ła wdo­wą.
– Tatar­skie ordy nie oszczę­dzi­ły tak­że Pol­ski. Zwłasz­cza Kra­ków został nie­mal doszczęt­nie splą­dro­wa­ny. Toczy­ły się tak­że wal­ki z Kon­ra­dem Mazo­wiec­kim o tron dziel­ni­cy senio­ral­nej. Pra­wo­wi­ty dzie­dzic zie­mi kra­kow­skiej, ksią­żę Bole­sław Wsty­dli­wy – rodzo­ny brat Salo­mei – poko­nał rywa­la do tro­nu w 1243 r. Z uwa­gi na ogrom­ne znisz­cze­nia wawel­skie­go gro­du, dwór ksią­żę­cy rezy­do­wał w San­do­mie­rzu…
– W tym cza­sie Salo­mea wró­ci­ła do Pol­ski. Żyła jesz­cze jej mat­ka Grzy­mi­sła­wa. Prze­ję­ta fran­cisz­kań­ski­mi ide­ała­mi w duchu ewan­ge­licz­ne­go ubó­stwa i poku­ty, powo­li doj­rze­wa­ła do nowe­go powo­ła­nia. Przed laty przy­rze­czo­na Kolo­ma­no­wi, posta­no­wi­ła zacho­wać czy­stość żyjąc z nim w dzie­wi­czym mał­żeń­stwie. Teraz zde­cy­do­wa­ła się na cał­ko­wi­te poświę­ce­nie się Bogu w życiu zakon­nym. Pomógł jej w tym ksią­żę Bole­sław, któ­ry przy­go­to­wał klasz­tor tym­cza­so­wo w San­do­mie­rzu, a doce­lo­wo w Zawi­cho­ście. Opie­kę ducho­wą zapew­nia­li przy­by­li z Pra­gi cze­skiej fran­cisz­ka­nie. Stąd tak­że, z klasz­to­ru Ubo­gich Pań zało­żo­ne­go przez św. Agniesz­kę Cze­ską, cór­kę kró­la Otto­ka­ra, Salo­mea spro­wa­dzi­ła sio­stry kla­ry­ski. Utwo­rzy­ły one pierw­szą na zie­miach pol­skich wspól­no­tę kla­riań­ską. War­to pod­kre­ślić, że zro­dzi­ła się ona jesz­cze za życia św. Mat­ki Kla­ry asy­skiej (1193–1253), a pra­ska fun­da­tor­ka II Zako­nu była w bez­po­śred­nich kon­tak­tach ze wspól­no­tą z San Damia­no (do dziś zacho­wa­ły się szcząt­ki kore­spon­den­cji mię­dzy św. Kla­rą a św. Agniesz­ką Cze­ską).
Rów­nież nasza Pia­stów­na, poprzez obłó­czy­ny i dobro­wol­nie przy­ję­te rady­kal­ne, ewan­ge­licz­ne ubó­stwo i poku­tę, żyjąc w klau­zu­ro­wej wspól­no­cie, sta­ła się wzo­rem cnót i fran­cisz­kań­skich ide­ałów: rado­snej pro­sto­ty i poko­ry, a nade wszyst­ko miło­ści Pana Jezu­sa Ukrzy­żo­wa­ne­go i bra­ter­stwa ze wszyst­kim, co żyje. Te urze­ka­ją­ce nas po dziś dzień ide­ały, pra­gnę­ła reali­zo­wać w całej peł­ni, na wzór pierw­szej uczen­ni­cy Bie­da­czy­ny z Asy­żu – św. Kla­ry. Wkrót­ce wokół niej – podob­nie jak w Umbrii czy Pra­dze – zaczę­ły gro­ma­dzić się córy moż­nych rodów, jej naśla­dow­czy­nie, pocią­gnię­te uro­kiem jej powo­ła­nia i świę­to­ści.
– Jako pierw­sza pol­ska kla­ry­ska, zało­ży­ciel­ka żeń­skie­go kon­wen­tu kla­riań­skie­go i współ­fun­da­tor­ka dzieł do nie­go przy­na­leż­nych: kościo­ła i szpi­ta­la-przy­tuł­ku dla ubo­gich w Zawi­cho­ście koło San­do­mie­rza, nigdy nie przy­ję­ła god­no­ści prze­ło­żo­nej – ksie­ni.
– Bł. Salo­mea od mło­do­ści stro­ni­ła od dóbr i rzą­dów tego świa­ta. Jej wize­run­ki czę­sto przed­sta­wia­ją mnisz­kę w posta­wie klę­czą­cej lub sto­ją­cej, któ­ra w geście wyrze­cze­nia wska­zu­je lub upusz­cza z rąk insy­gnia kró­lew­skiej wła­dzy. Taką ją widzi­my i na słyn­nym witra­żu S. Wyspiań­skie­go z ok. 1899 r. z pre­zbi­te­rium fran­cisz­kań­skiej Bazy­li­ki w Kra­ko­wie. Zawsze bar­dziej chcia­ła słu­żyć – niż pano­wać. W ukry­ciu przed świa­tem mia­ła tę wła­dzę nad dusza­mi, któ­rą Pan Jezus przy­go­to­wu­je pokor­nym i cichym. Ubó­stwo, słu­żeb­ność – to wiel­ka spu­ści­zna po bł. Salo­mei, to rysy jej ducho­we­go obli­cza, któ­re sta­ra­my się po dzień dzi­siej­szy naśla­do­wać w Chry­stu­sie Panu. Była ubo­gą pomoc­ni­cą same­go Boga. Dla niej bowiem „coś zna­czyć” – to wydać samą sie­bie na służ­bę Bogu i ludziom, a „cze­goś doko­nać” – to pomna­żać poten­cjał miło­ści i dobra we wspól­no­cie, a przez nią w całym Koście­le i świe­cie.
– Jak odpo­wie­dzial­na była jej misja w zawi­choj­skim klasz­to­rze świad­czy fakt, że wobec cią­głej groź­by najaz­dów tatar­skich, litew­skich, ruskich, posta­no­wi­ła z sio­stra­mi prze­nieść się w miej­sce bez­piecz­niej­sze koło Kra­ko­wa, tj. na Ska­łę Naj­święt­szej Maryi Pan­ny do Gro­dzi­ska k. Ojco­wa. Miej­sce to, w Doli­nie Prąd­ni­ka, urze­ka swo­im pięk­nem i dzie­wi­czo­ścią.
– Sio­stry zna­la­zły tu ide­al­ne warun­ki do pie­lę­gno­wa­nia swe­go fran­cisz­kań­skie­go powo­ła­nia. Sama Salo­mea w ostat­nich latach życia pra­wie cią­gle prze­by­wa­ła w skal­nej gro­cie w pobli­żu klasz­to­ru, aby tam, poprzez zato­pie­nie się w modli­twie, ukryć się przed świa­tem w coraz głęb­szej i wznio­ślej­szej kon­tem­pla­cji. Zmar­ła 11 listo­pa­da 1268 r., mając zale­d­wie 57 lat. Teraz jako sza­far­ka, sta­je u wrót spi­chle­rza Pań­skie­go. Ta, któ­ra od wie­ków patro­nu­je naszej Ojczyź­nie, a zwłasz­cza swo­im umi­ło­wa­nym cór­kom, jest pierw­szym kwia­tem świę­to­ści, jaki pol­ska zie­mia ofia­ro­wa­ła Bogu. Sta­nę­ła – niczym ewan­ge­licz­na „nie­wia­sta męż­na” – u koleb­ki nasze­go Naro­du, aby jako mat­ka czu­wać i wycho­wy­wać swe dzie­ci po chrze­ści­jań­sku. Hoj­nie ubo­ga­co­na przez Boga, chce nam ubo­gim i potrze­bu­ją­cym dać mia­rą dobrą, natło­czo­ną i opły­wa­ją­cą. Trze­ba tyl­ko, aby­śmy przy­nie­śli naczy­nia i poma­ga­li jej je napeł­niać…
– Żyje­my w cza­sach, kie­dy Ojczy­zna nasza prze­ży­wa kry­zys. Tyl­ko u Boga może­my zna­leźć pomoc i ratu­nek…
– Bł. Salo­mea była zawsze wiel­ką Patron­ką Pol­ski. W lita­nij­nych wezwa­niach nazy­wa­my ją Tar­czą w obro­nie Ojczy­zny, Pośred­nicz­ką roda­ków przed Bogiem, Nadzie­ją lep­szej przy­szło­ści. W pie­śniach, od wie­ków śpie­wa­nych ku Jej czci też wzy­wa­my Jej pomo­cy: Wiel­ka Patron­ko tej Pol­skiej Koro­ny! / Użycz stra­pio­nej Ojczyź­nie obro­ny! / Okaż się teraz Mat­ką tej Ojczy­zny, / Spraw, by w niej pokój roz­krze­wiał się żyź­nie.
O tę pomoc dla Ojczy­zny bła­gaj­my Boga przez wsta­wien­nic­two bł. Salo­mei. Niech to będzie nasz wkład w odro­dze­nie ducho­we i moral­ne Naro­du, w budo­wę nowej rze­czy­wi­sto­ści – Pol­ski Chry­stu­so­wej, w któ­rej zapa­nu­je uczci­wość, spra­wie­dli­wość, miłość, pokój, świę­tość życia i bez­pie­czeń­stwo.
– Splot wyda­rzeń czy­nio­ny Bożą ręką i ludz­kim wysił­kiem spra­wił, że po ośmiu wie­kach – do swych ducho­wych korze­ni – sio­stry kla­ry­ski powró­ci­ły na histo­rycz­ną zie­mię san­do­mier­ską, z któ­rej przed wie­ka­mi wyru­szy­ły w Pol­skę. Pra­gnie­my modli­twą i ofia­rą wspie­rać tę nową fun­da­cję. Bogu wszech­mo­gą­ce­mu niech będą dzię­ki za bło­go­sła­wio­ne owo­ce tego dzie­ła! W imie­niu redak­cji „Źró­dła” ser­decz­nie dzię­ku­ję za roz­mo­wę.