Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Prawdy nie da się przemilczeć

W Lon­dy­nie, na emi­gra­cji, 22 listo­pa­da 1960 roku zmarł Fer­dy­nand Goetel (ur. 1890), pisarz, pre­zes Związ­ku Lite­ra­tów Pol­skich, jeden z naj­wy­bit­niej­szych i naj­bar­dziej popu­lar­nych pro­za­ików II Rze­czy­po­spo­li­tej. Sła­wę przy­nio­sła mu wspo­mnie­nio­wa rela­cja „Przez pło­ną­cy Wschód”, opi­su­ją­ca bra­wu­ro­wą uciecz­kę do Pol­ski z rewo­lu­cyj­nej Rosji.

Fer­dy­nand Goetel

Był świad­kiem eks­hu­ma­cji zwłok pol­skich ofi­ce­rów zamor­do­wa­nych przez NKWD w Katy­niu w 1940 roku. W PRL znie­sła­wia­ny przez komu­ni­stów, a następ­nie ska­za­ny na zapo­mnie­nie, jego książ­ki usu­nię­to z biblio­tek, a jego nazwi­sko umiesz­czo­no na cen­zor­skim zapi­sie. W 2003 roku spo­czął na cmen­ta­rzu na Pęk­so­wym Brzyz­ku w Zako­pa­nem. W Pol­sce, dopie­ro przed kil­ku laty, dzię­ki kra­kow­skim „Arca­nom”, uka­za­ły się jego „Dzie­ła wybra­ne”. Arty­kuł „Zachód i Katyń” pocho­dzi z lon­dyń­skich „Wia­do­mo­ści”, nr 27 z 1951 roku. Uka­zał się w kolej­nym tomie Dzieł Wybra­nych Fer­dy­nan­da Goete­la „Pisma poli­tycz­ne. Pod zna­kiem faszy­zmu oraz szki­ce roz­pro­szo­ne 1921–1955”, wyda­nym przez kra­kow­skie wydaw­nic­two „Arca­na” w wybo­rze i ze wstę­pem Macie­ja Urba­now­skie­go.

***

Pamię­tam dobrze opór wśród tzw. mia­ro­daj­nych czyn­ni­ków w War­sza­wie, jaki musia­łem poko­ny­wać w r. 1943, wyjeż­dża­jąc do Katy­nia. Po powro­cie sto­czy­łem całą wal­kę, by spra­wę narzu­cić pol­skie­mu Czer­wo­ne­mu Krzy­żo­wi. W pierw­szych dniach nie chcia­no jesz­cze uwie­rzyć, iż zbrod­nia jest dzie­łem bol­sze­wi­ków. Póź­niej, gdy wymo­wa zda­rze­nia sta­wa­ła się coraz bar­dziej wyraź­ną, zro­zu­mia­no wresz­cie całą gro­zę zbrod­ni, jej zna­cze­nie poli­tycz­ne.
Wstrząs moral­ny

Fer­dy­nand Goetel nad gro­ba­mi pol­skich ofi­ce­rów pomor­do­wa­nych przez NKWD w Katy­niu

nie był zapew­ne tak sil­ny, jak­by się tego moż­na było spo­dzie­wać. Lata oku­pa­cji oswo­iły już ludzi ze zbrod­nią. Sza­leń­stwo nie­miec­kie przy­czy­ni­ło się do tego, że Katyń oszo­ło­mił tyl­ko na krót­ko opi­nię pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa. W chwi­li bowiem, gdy pra­sa i mega­fo­ny nie­miec­kie gło­si­ły pate­tycz­nie szcze­gó­ły o Katy­niu i pięt­no­wa­ły Rosjan, pier­ścień gesta­pow­ców oto­czył ghet­to war­szaw­skie, doko­ny­wa­jąc gigan­tycz­nej zbrod­ni wynisz­cze­nia zamknię­tych w nim Żydów. Prze­cięt­ny war­sza­wiak, mając na oczach dowód tego, co popeł­nić są w sta­nie Niem­cy, poło­żył i Katyń na ich karb. Ludzie prze­ni­kliw­si zda­wa­li sobie jed­nak spra­wę, że wymor­do­wa­nie jeń­ców pol­skich w Katy­niu jest dzie­łem Rosjan. Wszak­że był to okres, w któ­rym dzia­ła­ła już instruk­cja „Burza”. Przy­śpie­szyć klę­skę Nie­miec, przy­czy­nić się do niej, zawa­żyć w chwi­li zwy­cię­stwa – oto były cele zbyt waż­ne, by wystę­po­wać z oskar­że­niem prze­ciw jed­ne­mu z anty­nie­miec­kich sprzy­mie­rzeń­ców.
– Ja pana rozu­miem – rzekł mi pewien kon­spi­ra­cyj­ny poli­tyk. – Spra­wa jest waż­na i nawet ma zna­cze­nie histo­rycz­ne, ale tak­ty­ka nie pozwa­la jej podej­mo­wać dziś.
Tak­ty­ka… Myśla­łem nie­raz o niej. Poję­cie to ma z pew­no­ścią wiel­kie zna­cze­nie w dzia­ła­niu poli­tycz­nym. Cóż jed­nak sta­nie się, gdy zasto­su­je­my tak­ty­kę w spra­wach moral­nych? Czy moż­na uspra­wie­dli­wić wyty­cze­nie jakie­goś 38 rów­no­leż­ni­ka na mapie sumie­nia, i osą­dzić, że jest to stre­fa nie­prze­kra­czal­na? A jed­nak linię taką wyty­czo­no. Pró­ba prze­ła­ma­nia jej przez Sikor­skie­go skoń­czy­ła się gorz­ką naucz­ką dla nie­tak­tycz­nych Pola­ków. Rosja zerwa­ła sto­sun­ki dyplo­ma­tycz­ne z Pol­ską, Zachód przy­jął ten fakt do wia­do­mo­ści, wszyst­ko razem było wstę­pem do opusz­cze­nia spra­wy pol­skiej przez Zachód. Zmie­cio­ny z powierzch­ni zie­mi, Katyń nie prze­stał jed­nak ist­nieć jako zagad­nie­nie moral­ne, dziś naj­cięż­sze i wciąż doma­ga­ją­ce się roz­wią­za­nia.
Tak­ty­ka spo­wo­do­wa­ła zna­ne już umy­cie rąk przez try­bu­nał norym­ber­ski. Tak­ty­ka zmu­si­ła i Pola­ków, że na pro­ce­sie norym­ber­skim przed­sta­wi­li jedy­nie bez­i­mien­ną i sła­bo opra­co­wa­ną bro­szu­rę i nie zdo­by­li się na sta­now­czy głos pro­te­stu, choć powin­ni byli już wie­dzieć, że na are­nie poli­tycz­nej nie­wie­le mamy do wygra­nia. Tak­ty­ka każe w spra­wie Katy­nia mil­czeć ofi­cjal­nej opi­nii zachod­niej i po dziś dzień. Jest co praw­da w Ame­ry­ce komi­tet do spra­wy Katy­nia pod prze­wod­nic­twem amba­sa­do­ra Bliss-Lane’a, czło­wie­ka naj­lep­szej woli, ale drzwi Depar­ta­men­tu Sta­nu są dla nie­go zamknię­te. Zna­na jest histo­ria rapor­tu ppłk. Van Vlie­ta. Wie­my, że raport ten znik­nął w tajem­ni­czych oko­licz­no­ściach. Nie mamy żad­nych wąt­pli­wo­ści,
czy­ja ręka doku­ment usu­nę­ła.
Śledz­two podob­no się toczy. Nale­ży przy­pusz­czać, że toczyć się będzie dłu­go, tak dłu­go, jak tego wyma­gać będą wzglę­dy tak­tycz­ne w sto­sun­ku do całej spra­wy katyń­skiej. Sądzę też, że dla Pola­ków jest rze­czą obo­jęt­ną, kto i w jakich oko­licz­no­ściach sprząt­nął raport Van Vlie­ta. Waż­ne jest wyto­cze­nie spra­wy, któ­ra pomi­mo wszyst­kie tak­tycz­ne sta­ra­nia, doj­rze­wa i nabie­ra dyna­micz­ne­go cię­ża­ru, tak jak nabie­ra­ją go zbro­je­nia całe­go zachod­nie­go świa­ta. Sły­szę nie­raz głos, że wyto­cze­nie spra­wy katyń­skiej zbie­gnie się z trze­cią woj­ną świa­to­wą. I chy­ba nie będzie ina­czej. Wśród licz­nych spraw moral­nych, powo­du­ją­cych dziś roz­dź­więk pomię­dzy Rosją i Zacho­dem, Katyń jest spra­wą oso­bli­we­go zna­cze­nia. Sam jeden wystar­cza, by wywo­łać i uspra­wie­dli­wić woj­nę.
Dobrze się więc sta­ło, że wyszedł dru­gi nakład książ­ki o Katy­niu. Czy­tel­nik pol­ski na obczyź­nie jest już podob­no prze­sy­co­ny rela­cja­mi z cza­sów oku­pa­cji. Odwra­ca­jąc się od ubie­głych lat, zapo­mi­na jed­nak że rezy­gnu­je tym samym z całe­go nasze­go prze­wo­du, któ­rym nie jest „mar­ty­ro­lo­gia”, lecz wła­śnie nie wymie­rzo­na dotąd spra­wie­dli­wość. Nie o mesja­nizm cho­dzi, ale o nie­ustę­pli­we, wytrwa­łe i twar­de żąda­nie roz­ra­chun­ku. Świa­dec­twem tej posta­wy jest wła­śnie książ­ka o Katy­niu.
Nie ma potrze­by roz­trzą­sać jej z punk­tu widze­nia doku­men­ta­cji. Przy­to­czo­ne w niej fak­ty są już dosta­tecz­nie spraw­dzo­ne i skon­tro­lo­wa­ne. W nowym wyda­niu książ­ka zawie­ra nie­poda­ne dotych­czas ilu­stra­cje i rela­cje, wyją­tek „katyń­ski” z pamięt­ni­ków Chur­chil­la oraz spra­woz­da­nie o ame­ry­kań­skim rapor­cie ppłk. Van Vlie­ta. Inno­wa­cją jest rów­nież sko­ro­widz nazw miej­sco­wo­ści i nazwisk.
Ale czy w następ­nym wyda­niu nie nale­ża­ło­by omó­wić następstw, jakie wywo­ła­ła zbrod­nia katyń­ska? Nie cho­dzi mi tu o zda­rze­nia are­ny poli­ty­ki świa­to­wej, ale o los kil­ku osób zwią­za­nych ze spra­wą katyń­ską. Pierw­szą z nich jest dr med. Grodz­ki, któ­ry razem ze mną był w Katy­niu w dele­ga­cji pol­skiej. Według posia­da­nych prze­ze mnie infor­ma­cji, za któ­rych ści­słość ręczyć nie mogę, dr Grodz­ki został zamor­do­wa­ny przez bojów­kę komu­ni­stycz­ną w lasach pod Jabłon­ną, jesz­cze w r. 1943. Jak się przed­sta­wia ta spra­wa? Oso­bą dru­gą jest pro­ku­ra­tor dr Mar­ti­ni, któ­ry po wej­ściu bol­sze­wi­ków do Pol­ski pro­wa­dził docho­dze­nie katyń­skie z ramie­nia pro­ku­ra­tu­ry pol­skiej. Mar­ti­ni, jak wia­do­mo, został zastrze­lo­ny. Powo­dem mia­ła być zemsta uwie­dzio­nej przez nie­go dziew­czy­ny, cór­ki kom­po­zy­to­ra Makla­kie­wi­cza. Zabój­czy­ni, czy też zabój­ców nigdy nie pocią­gnię­to do odpo­wie­dzial­no­ści. Było­by rze­czą waż­ną gdy­by spra­wa Mar­ti­nie­go zosta­ła oświe­tlo­na, cho­ciaż­by w zakre­sie zna­nych nam fak­tów i dat. Trze­cią oso­bą jest Iwan Kri­wo­zier­cow, naj­waż­niej­szy dziś nie żyją­cy świa­dek oskar­że­nia. Kto miał moż­ność zetknąć się z tym czło­wie­kiem i z jego furią wewnętrz­ną, z jaką chciał dojść praw­dy o Katy­niu, rozu­miał, jak waż­ny był los i życie Kri­wo­zier­co­wa. Przy­był on do Anglii wraz z II Kor­pu­sem. Uzy­skał pra­wo azy­lu i pra­co­wał na rów­ni z inny­mi, i w jed­nym z pro­win­cjo­nal­nych miast Anglii przed dwo­ma laty zmarł. Auten­tycz­nej wer­sji jego zgo­nu nie moż­na usta­lić. Według jed­nych powie­sił się w bara­ku, według innych zamor­do­wa­no go w bój­ce w barze publicz­nym. Pytam, czy zna­ne jest orze­cze­nie coro­ne­ra, usta­la­ją­ce przy­czy­nę gwał­tow­nej śmier­ci? Gdzie jest mogi­ła Kri­wo­zier­co­wa? Sądzę, że ów „dal­szy ciąg” Katy­nia nie powi­nien być zlek­ce­wa­żo­ny. Sta­no­wi on ostrze­że­nie nie tyl­ko dla ludzi zwią­za­nych ze spra­wą katyń­ską pośred­nio czy bez­po­śred­nio. Jest prze­stro­gą dla całe­go świa­ta. Jest pró­bą posia­nia lęku i zdła­wie­nia każ­de­go czło­wie­ka, któ­ry
prze­zwy­cię­ża zmo­wę mil­cze­nia
i prze­kra­cza rów­no­leż­nik wykre­ślo­ny przez tchó­rzo­stwo i oba­wę spoj­rze­nia praw­dzie w oczy. Jest i świa­dec­twem, że ręka skry­to­bój­cza i kie­ru­ją­ca nią wola dzia­ła nie­prze­rwa­nie.
W dzie­jach ludz­ko­ści było wie­le zda­rzeń okrut­nych i hanieb­nych. Wyrów­na­ne nie zosta­ły nigdy, gdyż roz­ra­chu­nek pomię­dzy spra­wie­dli­wo­ścią a zbrod­nią nie jest nigdy zupeł­ny i nie ma moż­no­ści odpła­cić zło­czyń­cy tą samą mone­tą okru­cień­stwa. Spra­wie­dli­wość wyda­je więc wyrok, na jaki ją stać – sumie­nie świa­ta, choć i świa­do­me, że nie wszyst­ko zosta­ło roz­li­czo­ne, kła­dzie krzyż na spra­wie.
Tak sta­ło się ze zbrod­nia­rza­mi wojen­ny­mi Niem­ców. Żad­nej jed­nak ze zbrod­ni nie­miec­kich, podob­nie jak żad­nej ze zbrod­ni popeł­nio­nych daw­ny­mi cza­sy, świa­do­mie nie prze­mil­cza­no. I nie ma dopraw­dy wypad­ku, by cen­zu­ra, ta ofi­cjal­na i ta publicz­na, popie­ra­ła skry­to­bój­cę, nie dopusz­cza­jąc w ogó­le do wyja­śnie­nia prze­wo­du zbrod­ni. I tu jest „moral­ne” zwy­cię­stwo, któ­re odniósł i odno­si ciem­ny zbrod­niarz katyń­ski nad całym „oświe­co­nym” świa­tem zachod­nim, zwy­cię­stwo, któ­re­go my, naiw­ni, impul­syw­ni, roman­tycz­ni Pola­cy, zro­zu­mieć nie chce­my i nie może­my, gdyż wcho­dzi w grę cała nasza wia­ra w Zachód i moral­ną war­tość jego kul­tu­ry.
Fer­dy­nand Goetel, „Pisma poli­tycz­ne. Pod zna­kiem faszy­zmu oraz szki­ce roz­pro­szo­ne 1921–1955”, wybór i wstęp Macie­ja Urba­now­skie­go,
Wydaw­nic­two „Arca­na”, Kra­ków 2006.

wybrał Jaro­sław Sza­rek