Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

TRZYDZIESTY CZWARTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 21–26 XI 2011

PONIEDZIAŁEK:
Dn 1,1–6. 8–20; Łk 21,1–4

Gdy Jezus pod­niósł oczy, zoba­czył, jak boga­ci wrzu­ca­li swe ofia­ry do skar­bo­ny. Zoba­czył też, jak ubo­ga jakaś wdo­wa wrzu­ci­ła tam dwa pie­niąż­ki. I rzekł: „Praw­dzi­wie powia­dam wam: Ta ubo­ga wdo­wa wrzu­ci­ła wię­cej niż wszy­scy inni. Wszy­scy bowiem wrzu­ca­li na ofia­rę z tego, co im zby­wa­ło; ta zaś z nie­do­stat­ku swe­go wrzu­ci­ła wszyst­ko, co mia­ła na utrzy­ma­nie”.
Mia­rą zło­żo­nej ofia­ry nie jest wymiar mate­rial­ny. Łatwo spraw­dzić wiel­kość daru poda­jąc kon­kret­ną licz­bę, lecz jest to kal­ku­la­cja zde­cy­do­wa­nie nie­pew­na. Ubo­ga wdo­wa zło­ży­ła dar prze­wyż­sza­ją­cy dary innych. W swych dwóch pie­niąż­kach ukry­ła wiel­kie ser­ce i ogrom­ną miłość do Boga. Ten jej gest prze­ko­nu­je, że miłość wobec Stwór­cy może­my wyra­zić każ­de­go dnia na tysią­ce spo­so­bów. Lecz ile z nich wyko­rzy­sta­li­śmy dziś?

WTOREK:
Dn 2,31–45; Łk 21,5–11

Jezus odpo­wie­dział: „Strzeż­cie się, żeby was nie zwie­dzio­no. Wie­lu bowiem przyj­dzie pod moim imie­niem i będą mówić: Ja jestem oraz nad­szedł czas. Nie chodź­cie za nimi. I nie trwóż­cie się, gdy posły­szy­cie o woj­nach i prze­wro­tach. To naj­pierw musi się stać, ale nie zaraz nastą­pi koniec”. Wte­dy mówił do nich: „Powsta­nie naród prze­ciw naro­do­wi i kró­le­stwo prze­ciw kró­le­stwu. Będą sil­ne trzę­sie­nia zie­mi, a miej­sca­mi głód i zara­za; uka­żą się strasz­ne zja­wi­ska i wiel­kie zna­ki na nie­bie”.
Cią­gle, od lat, poja­wia­ją się trzę­sie­nia zie­mi, powo­dzie, hura­ga­ny… Do tego jesz­cze nowe zagro­że­nia, wobec któ­rych nie może­my zna­leźć sku­tecz­nej obro­ny. To wszyst­ko może nie­po­ko­ić. A jed­nak Jezus poucza, że naj­bar­dziej powin­no nas nie­po­ko­ić zagro­że­nie wia­ry: fał­szy­wi pro­ro­cy uzur­pu­ją­cy sobie pra­wo do prze­wo­dze­nia pozo­sta­łym. Trze­ba słu­chać dobre­go prze­wod­ni­ka – Jezu­sa. A czy­je­go gło­su posłu­cha­łem dziś?

ŚRODA:
Dn 5,1–6.13–14.16–17.23–28; Łk 21,12–19

Pod­nio­są na was ręce i będą was prze­śla­do­wać. Wyda­dzą was do syna­gog i do wię­zień oraz z powo­du moje­go imie­nia wlec was będą przed kró­lów i namiest­ni­ków. Będzie to dla was spo­sob­ność do skła­da­nia świa­dec­twa. Posta­nów­cie sobie w ser­cu nie obmy­ślać naprzód swej obro­ny. Ja bowiem dam wam wymo­wę i mądrość, któ­rej żaden z waszych prze­śla­dow­ców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprze­ci­wić.
Oskar­ża­ni, gro­ma­dzi­my argu­men­ty. Szu­ka­my spo­so­bu, by wyjść z opre­sji cało. Jed­nak­że oskar­że­nia oskar­że­niom nie­rów­ne. Oskar­ża­ni z powo­du grze­chu win­ni­śmy wejść na dro­gę poku­ty. Ale oskar­ża­ni z powo­du Chry­stu­sa mamy obo­wią­zek się bro­nić. Trze­ba umieć uza­sad­nić swą wia­rę. A to zakła­da głę­bo­kie prze­ko­na­nie co do waż­no­ści modli­twy i sku­tecz­no­ści prze­ba­cze­nia. Zro­zu­mie­nie roli miło­ści oraz wybór bez­in­te­re­sow­no­ści. To tak­że zgo­da na pozo­sta­wa­nie nie­ro­zu­mia­nym.

CZWARTEK:
Dn 6,12–28; Łk 21,20–28

Będą zna­ki na słoń­cu, księ­ży­cu i gwiaz­dach, a na zie­mi trwo­ga naro­dów bez­rad­nych wobec szu­mu morza i jego nawał­ni­cy. Ludzie mdleć będą ze stra­chu w ocze­ki­wa­niu wyda­rzeń zagra­ża­ją­cych zie­mi. Albo­wiem moce nie­bios zosta­ną wstrzą­śnię­te. Wte­dy ujrzą Syna Czło­wie­cze­go, nad­cho­dzą­ce­go w obło­ku z wiel­ką mocą i chwa­łą. A gdy się to dziać zacznie, nabierz­cie ducha i pod­nie­ście gło­wy, ponie­waż zbli­ża się wasze odku­pie­nie.
Nie­pew­ność co do jutra, bez­rad­ność wobec sił natu­ry wywo­łu­ją­cych kata­kli­zmy, bez­sil­ność wobec agre­sji innych. Czy moż­na w takich sytu­acjach nie ule­gać poważ­nym nie­po­ko­jom? Moż­na, o ile zacho­wa­my w ser­cu wia­rę w zwy­cię­stwo Syna Boże­go. Drżeć win­ni pozba­wie­ni wia­ry. Ale uzbro­je­ni jej mocą i odzia­ni jej tar­czą może­my z ufno­ścią spo­glą­dać naprze­ciw nad­cho­dzą­ce­go dnia. Bo nic nie może nas odłą­czyć od miło­ści Jezu­sa. O to się módl­my.

PIĄTEK:
Dn 7,2–14; Łk 21,29–33

Patrz­cie na drze­wo figo­we i na inne drze­wa. Gdy widzi­cie, że wypusz­cza­ją pącz­ki, sami pozna­je­cie, że już bli­sko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzy­cie, że to się dzie­je, wiedz­cie, iż bli­sko jest kró­le­stwo Boże. Zapraw­dę powia­dam wam: Nie prze­mi­nie to poko­le­nie, aż się wszyst­ko sta­nie. Nie­bo i zie­mia prze­mi­ną, ale sło­wa moje nie prze­mi­ną.
Chęt­nie śle­dzi­my zna­ki, z któ­rych moż­na odczy­tać przy­szłość. Wie­le byśmy poświę­ci­li, by wyprze­dzić bieg cza­su i zoba­czyć choć­by cokol­wiek z tego, co nas cze­ka. Tym­cza­sem już teraz dys­po­nu­je­my czymś, co ma smak wiecz­no­ści. Być może tego sma­ku jesz­cze wyraź­nie nie czu­je­my, ale prze­cież sło­wo Boga już teraz, dziś nam prze­ka­za­ne, nosi smak wiecz­no­ści. Zatem sło­wo Boga zawie­ra w sobie przy­szłość. Bo ono zawsze się spraw­dza. Nie może pozo­stać nie­speł­nio­ne.

SOBOTA:
Dn 7,15–27; Łk 21,34–36

Uwa­żaj­cie na sie­bie, aby wasze ser­ca nie były ocię­ża­łe wsku­tek obżar­stwa, pijań­stwa i trosk docze­snych, żeby ten dzień nie przy­szedł na was znie­nac­ka jak potrzask. Przyj­dzie on bowiem na wszyst­kich, któ­rzy miesz­ka­ją na całej zie­mi. Czu­waj­cie więc i módl­cie się w każ­dym cza­sie, aby­ście mogli unik­nąć tego wszyst­kie­go, co ma przyjść, i sta­nąć przed Synem Czło­wie­czym.
Przy­wią­za­nia nasze­go cia­ła, przy­zwy­cza­je­nia i uza­leż­nie­nia, two­rzą ocię­ża­łość, któ­ra zasy­sa, wcią­ga nasze­go ducha, nie pozwa­la­jąc mu szy­bo­wać ku prze­strze­niom praw­dzi­wej wol­no­ści. O dzi­wo, wzro­sto­wi ducha ludz­kie­go nie prze­szka­dza cia­ło ułom­ne, znie­kształ­co­ne, sła­be fizycz­nie czy nawet poda­ne znacz­ne­mu cier­pie­niu. Prze­szka­dza nato­miast cia­ło roz­pa­no­szo­ne, dyk­ta­tor­skie, roz­piesz­czo­ne i wyda­ne na pastwę zachcia­nek. Jak moje cia­ło wpły­wa na moje­go ducha?

ks. Roman Sła­weń­ski