Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Droga – Prawda – Życie

Adwent – czas przecierania oczu

W tym roku Adwent naj­dłuż­szy z moż­li­wych, bo Wigi­lia Boże­go Naro­dze­nia wypa­da w sobo­tę, a zatem mamy naj­wię­cej szans na zna­le­zie­nie nasze­go Betle­jem. Czte­ry peł­ne tygo­dnie, a każ­de­go dnia moż­na zro­bić krok w dobrą stro­nę.
Nie jest łatwe zna­le­zie­nie wła­ści­wej dro­gi, bo dzi­wacz­na codzien­ność XXI wie­ku sta­ra się nam to poszu­ki­wa­nie utrud­nić. Led­wo z wystaw skle­po­wych znik­ną zni­cze nagrob­ko­we, a już spe­cja­li­ści od rekla­my usta­wia­ją w witry­nach cho­in­ki, obok któ­rych kła­dą pudeł­ka, niby-pre­zen­ty. Obok wata imi­tu­ją­ca śnieg i bomb­ki tu i ówdzie arty­stycz­nie poroz­rzu­ca­ne. Z punk­tu widze­nia psy­cho­lo­gii han­dlu jest to zja­wi­sko zupeł­nie zro­zu­mia­łe. Trze­ba prze­cież wytwo­rzyć nastrój, któ­ry opa­nu­je klien­tów, aby chęt­niej i wię­cej kupo­wa­li. Wia­do­mo, o co cho­dzi. Chcą zaro­bić.
Nie dla samej prze­wrot­no­ści i nam wol­no zadać pyta­nie „Jak zaro­bić na świę­tach?” Czy da się tak prze­żyć Świę­ta Boże­go Naro­dze­nia, by z nich sko­rzy­stać, by ich dobry ślad pozo­stał na całe życie? Spró­buj­my na począt­ku Adwen­tu prze­trzeć oczy, aby zauwa­żyć to, co napraw­dę waż­ne. Odśwież­my też nasz umysł, by umiał odróż­nić dro­gi pro­wa­dzą­ce doni­kąd. Pro­po­nu­ję garść obser­wa­cji, któ­re zebra­łem od zna­jo­mych. Są to pomy­sły już spraw­dzo­ne.
Przy­to­czę dwie stro­ny nota­tek pew­ne­go zna­jo­me­go, ojca czwor­ga dzie­ci. Kil­ka lat temu były u nich w para­fii dosko­na­le pro­wa­dzo­ne misje. Ter­min – to dru­ga poło­wa listo­pa­da, ale misjo­na­rze przy­go­to­wy­wa­li słu­cha­czy nie tyl­ko do Adwen­tu w tam­tym roku.
Tomek w cią­ży? (czy­li na czym pole­ga­ją adwen­to­we przy­go­to­wa­nia)
Tomek to weso­ły, bar­dzo inte­li­gent­ny stu­dent, ale wszy­scy podej­rze­wa­ją, że misjo­narz z nim się wcze­śniej umó­wił, tak zaska­ku­ją­cy był pomysł. Otóż zakon­nik powie­dział, że naj­do­sko­nal­szą patron­ką Adwen­tu jest Mary­ja, Mat­ka Pana Jezu­sa. Ona przy­go­to­wy­wa­ła się na Jego naro­dzi­ny przez wszyst­kie poprzed­nie lata, ale szcze­gól­nie wte­dy po Zwia­sto­wa­niu, gdy już w Jej łonie rosło cia­ło Jej Syna, a nasze­go Zba­wi­cie­la. Kazno­dzie­ja zapro­po­no­wał, aby każ­dy ze słu­cha­czy wyobra­ził sobie, że jest w cią­ży i spo­dzie­wa się szcze­gól­nych Naro­dzin. Oczy­wi­ście natych­miast prze­niósł roz­wa­ża­nie na spra­wy ducho­we, ale od cza­su do cza­su wra­cał do zwy­czaj­nych, życio­wych odnie­sień. Spo­glą­da­jąc na słu­cha­czy nagle zapro­po­no­wał Tom­ko­wi, by pod­szedł do ambon­ki – mie­li wspól­nie, w dia­lo­gu, wypunk­to­wać spra­wy, jakie trze­ba by prze­my­śleć przed Naro­dzi­na­mi. Nikt nie wie, czy Tomek jest aż tak bystry, czy to było wcze­śniej ukar­to­wa­ne, ale ich wnio­ski były takie:
– trze­ba uczyć się w domu ciszy, bo po pierw­sze dziec­ko musi mieć warun­ki do spa­nia, a po dru­gie muszą być warun­ki, aby w razie jakiejś cho­ro­by usły­szeć nawet ciche kwi­le­nie dziec­ka;
– trze­ba zro­bić w domu porzą­dek, zarów­no ze wzglę­du na to, że nie powin­no być w nim kurzu zawie­ra­ją­ce­go zaraz­ki, jak i z uwa­gi na to, by od swych pierw­szych chwil dziec­ko mogło patrzeć na upo­rząd­ko­wa­ny świat;
– trze­ba upo­rząd­ko­wać wszyst­kie mię­dzy­ludz­kie odnie­sie­nia, przede wszyst­kim w rodzi­nie – waż­ne jest nie tyl­ko, aby nie było krzy­ków, ale by pano­wa­ła atmos­fe­ra życz­li­wo­ści, prze­cież ser­ce dziec­ka wyczu­wa wszel­ką wro­gość w miesz­ka­niu….
– trze­ba przy­wró­cić codzien­ną modli­twę w rodzi­nie, nad koły­ską ktoś musi dbać o obec­ność nad­przy­ro­dzo­nej łaski, naj­le­piej oczy­wi­ście, jeśli wszy­scy domow­ni­cy modlą się wspól­nie – im też to poma­ga zacho­wać jed­ność i uczyć się miło­ści;
– trze­ba się nauczyć dys­po­zy­cyj­no­ści, czy­li goto­wo­ści, aby odło­żyć swo­ją pra­cę, wła­sne zaję­cie i zająć się tym, cze­go wyma­ga chwi­la. Dziec­ko jeśli woła to nie zro­zu­mie proś­by, by pocze­ka­ło chwi­lę, aż coś skoń­czę. Taka dys­po­zy­cyj­ność nie jest spra­wą łatwą, war­to ją ćwi­czyć choć­by przez czas Adwen­tu, a w ogó­le to przez całe życie.
Tym Dziec­kiem ma być Jezus Chry­stus, któ­ry pra­gnie się u nas naro­dzić, a wnio­ski zmie­nia­ją życie, praw­da?
Następ­ne­go dnia misjo­na­rzom poma­gał pan Andrzej, któ­re­go wypo­wiedź moż­na by zaty­tu­ło­wać:
Adwen­to­wy rady­ka­lizm
Pana Andrze­ja zna­ją wła­ści­wie wszy­scy para­fia­nie. A może popraw­niej by było powie­dzieć, że nie­mal wszyst­kim wyda­je się, że go zna­ją. Jest dziad­kiem jed­ne­go z księ­ży i miesz­ka na ple­ba­nii od cza­su, kie­dy owdo­wiał. Zawsze uśmiech­nię­ty, spo­koj­ny, zoba­czyć go moż­na czę­sto przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem. Wyglą­da, jak­by całe życie prze­żył w dosko­na­łych warun­kach, w dostat­ku, oto­czo­ny sza­cun­kiem.
Tyl­ko nie­któ­rzy wie­dzą, że brał udział w Powsta­niu War­szaw­skim, potem był więź­niem hitle­row­skie­go obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go, a wresz­cie, po powro­cie do Pol­ski był prze­śla­do­wa­ny przez wła­dzę sta­li­now­ską za to, że jako major Armii Kra­jo­wej wal­czył o wol­ność Ojczy­zny.
Wła­śnie o Powsta­niu mówił pan andrzej. Jego wypo­wiedź była głów­nie zachwy­tem nad boha­ter­stwem jed­ne­go z przy­ja­ciół, któ­ry został schwy­ta­ny przez gesta­po i tor­tu­ro­wa­ny na Pawia­ku. Opraw­cy chcie­li wymu­sić na nim wyja­wie­nie zna­nych mu adre­sów i nazwisk. Miał miaż­dżo­ne pal­ce, uszy i nos, wybi­te zęby, wyła­my­wa­no mu ręce i nogi, musiał godzi­na­mi stać na mro­zie, albo sie­dzieć na tabo­re­cie posta­wio­nym do góry noga­mi. To wszyst­ko przez mie­siąc. I niko­go nie wydał. Nikt przez nie­go nie cier­piał. Po tym mie­sią­cu jego cia­ło już nie wytrzy­ma­ło, przy­ja­ciel z kon­spi­ra­cji zmarł.
Potem pan Andrzej powie­dział moc­ne zda­nie: Wier­ność to wier­ność. A nie wier­ność do jakie­goś momen­tu, czy do pew­nej gra­ni­cy. Mówił, że ten przy­ja­ciel już po śmier­ci pomógł mu w życiu reli­gij­nym. Bo nie wol­no zasta­na­wiać się, gdzie się zaczy­na grzech, tyl­ko, jeśli coś do grze­chu może pro­wa­dzić, to już od same­go począt­ku trze­ba to odrzu­cić. Poka­zał, że tam­ten czło­wiek nie powie­dział sobie, że zdra­da trzech adre­sów to mały grzech, to jesz­cze wol­no, a wię­cej już nie powie.
Pan Andrzej pod­kre­ślił, że wszy­scy męczen­ni­cy są patro­na­mi wier­no­ści sta­now­czej, rady­kal­nej, jedy­nie sen­sow­nej.
W pierw­szych wie­kach chrze­ści­jań­stwa wie­lu mogło uda­wać, że odda­ją cześć posą­go­wi cesa­rza, ale to było­by kłam­stwo. Wie­lu mogło pozor­nie przy­znać rację prze­śla­dow­com, ale uzna­li, że to prze­ciw god­no­ści chrze­ści­ja­ni­na. Tak jak w latach pięć­dzie­sią­tych i sześć­dzie­sią­tych wie­lu Pola­ków nie zapi­sa­ło się do PZPR, choć wie­dzie­li, że z powo­du swe­go „upo­ru” nie dosta­ną awan­su ani pod­wyż­ki.
Przy­po­mniał sło­wa świę­te­go Paw­ła: „uni­kaj­cie wszyst­kie­go, co ma choć­by pozór zła” (1 Tes 5,22). I jesz­cze bar­dzo kon­kret­nie stwier­dził, że jeśli ktoś chce być wier­ny, to nie może uda­wać, że nie zna języ­ka i że nie wie, o czym śpie­wa­ją zespo­ły sze­rzą­ce sata­nizm. Nie moż­na sta­wiać sobie gra­ni­cy w nie­czy­sto­ści: „tyl­ko tro­chę obej­rzę”, „tyl­ko tro­chę sobie pofol­gu­ję” – od same­go począt­ku wszel­ka nie­czy­stość degra­du­je czło­wie­ka, ten­że czło­wiek robi z sie­bie rzecz. Nie moż­na han­dlo­wać kra­dzio­ny­mi pły­ta­mi, choć­by ich było tyl­ko pięć…
Mało kto się spo­dzie­wał, że pan Andrzej tak wie­le wie o życiu, że tak mądrze i świa­do­mie patrzy na ten świat…
Nie­ty­po­wa spo­strze­gaw­czość
Zwy­kle koja­rzy­my spo­strze­gaw­czość z umie­jęt­no­ścią wypa­try­wa­nia szcze­gó­łów pośród wizu­al­ne­go zamę­tu. To oczy­wi­ście racja, ale… aby dobrze prze­żyć Adwent i ten dru­gi – Adwent nasze­go życia trze­ba też umieć cze­goś nie zauwa­żać. Tak real­nie, kon­kret­nie, war­to pomi­jać te cho­in­ki na wysta­wach, dziw­nych kra­sna­li, któ­rzy nie mają nic wspól­ne­go z bisku­pem Miko­ła­jem, nie sły­szeć kolęd i cho­in­ko­wych melo­dy­jek, któ­re wypeł­nia­ją prze­strzeń hiper­mar­ke­tów.

ks. Zbi­gniew Kapłań­ski
fot. www.sxc.hu