Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i mądrość (36)

Zło jest głupotą

Miłość bliź­nie­go pole­ga na przyj­mo­wa­niu czło­wie­ka takim, jakim jest. Bóg każ­de­go kocha takie­go, jaki on jest. W tej sytu­acji trze­ba uważ­nie obser­wo­wać zacho­wa­nie dru­gie­go, bo w nim obja­wia sie­bie, to, kim on jest. Trze­ba też pil­nie słu­chać tego, co mówi, bo i w sło­wie obja­wia, kim jest. Nie nale­ży go potę­piać. Trze­ba Bogu dzię­ko­wać za to, że wie­my z kim mamy do czy­nie­nia. Taki jest realizm życia. Jeśli ktoś ufa, nie wie­dząc komu ufa, zosta­nie zawie­dzio­ny i prze­ży­je roz­cza­ro­wa­nie. Jeśli wie­my, komu ufa­my, to wie­my rów­nież, w jakim stop­niu i w jakiej dzie­dzi­nie życia może­my mu ufać. To jest potrzeb­ne do współ­pra­cy i budo­wa­nia życia w śro­do­wi­sku, do któ­re­go nale­ży­my. Kohe­let znał te mecha­ni­zmy i pisze o nich pro­sto:
Nie zwra­caj też uwa­gi na wszyst­kie roz­mo­wy, jakie się pro­wa­dzi, aże­byś cza­sem nie usły­szał, jak ci zło­rze­czy twój słu­ga. Bo czę­sto prze­cież, jak sam wiesz, ty tak­że innym zło­rze­czy­łeś. To wszyst­ko bada­łem i mia­łem na uwa­dze mądrość. Mówi­łem: „Chciał­bym być mądrym!” – lecz mądrość jest dla mnie nie­do­stęp­na. Nie­do­stęp­ne jest to, co ist­nie­je, i nie­zgłę­bio­ne – któż może to zba­dać? Zwró­ci­łem swój umysł ku temu, by poznać, badać i szu­kać mądro­ści i słusz­nej oce­ny, by poznać, że zło jest głu­po­tą, a wiel­ka głu­po­ta – sza­leń­stwem (Koh 7,21–25).
Mądrość jest nasta­wio­na na poszu­ki­wa­nie praw­dy o sobie i o dru­gim czło­wie­ku. Trze­ba znać cały wachlarz pięk­nych stron i sła­bo­ści tak swo­ich, jak i innych ludzi. Im bliż­sze spo­tka­nie z dru­gim, tym waż­niej­sze jest pozna­nie praw­dy o nim i o sobie. Doko­nu­je się to rów­no­cze­śnie. Jeśli szu­ka­my tyl­ko praw­dy o dru­gim, a uni­ka­my praw­dy o sobie, to nigdy nie potra­fi­my roze­znać tego, kim jest czło­wiek. Zawsze bowiem mamy do czy­nie­nia z tajem­ni­cą. Czło­wiek jest arcy­dzie­łem Boga. Bywa, że źle wyko­rzy­stu­jąc wol­ność kar­ło­wa­cie­je, ale pozo­sta­je arcy­dzie­łem i spo­tka­nie z nim mobi­li­zu­je do spie­sze­nia mu z pomo­cą, aby chciał być praw­dzi­wie szczę­śli­wym.
Kohe­let odkry­wa jed­ną z wiel­kich tajem­nic zła: jest ono zawsze owo­cem bra­ku mądro­ści. On pisze o tym pro­sto. Zło jest głu­po­tą, a ten, kto je czy­ni, postę­pu­je głu­pio. Takie spoj­rze­nie pozwa­la na oce­nę ludzi, z jaki­mi mamy do czy­nie­nia. Ufać moż­na jedy­nie mądrym, budo­wać twór­cze śro­do­wi­sko moż­na tyl­ko z mądry­mi. Obok nas jest wie­le śro­do­wisk, któ­rym na mądro­ści nie zale­ży. Trze­ba się z tym liczyć.
Poszu­ki­wa­nie ludzi mądrych to wiel­kie zada­nie dla każ­de­go, kto chce twór­czo uczest­ni­czyć w życiu swe­go śro­do­wi­ska. Dziś zna­le­zie­nie takie­go czło­wie­ka jest zada­niem numer jeden. Po spo­tka­niu z nim ser­ce pra­gnie szu­kać następ­nych. To dłu­gi pro­ces. Trze­ba spo­ro cza­su, zanim nabie­rze­my zaufa­nia do czło­wie­ka. Trze­ba go obser­wo­wać w róż­nych sytu­acjach, aby wie­dzieć, jaka jest jego hie­rar­chia war­to­ści. W czym jest spe­cja­li­stą, o ile jest nasta­wio­ny na życie dla innych, a na ile krę­ci się jedy­nie w orbi­cie swe­go ego­izmu i upie­ra przy swo­ich racjach. Mądrych nie ma wie­lu, ale zawsze są, trze­ba ich tyl­ko dostrzec i z nimi wędro­wać przez życie.
Zło jest głu­po­tą, a wiel­ka głu­po­ta – sza­leń­stwem. Tej oce­ny zła nie lubi współ­cze­sny czło­wiek, bo w niej, jak w zwier­cia­dle, roz­po­zna­je swe rysy. God­ne uwa­gi są sło­wa o współ­cze­snych sza­leń­cach, któ­rzy chcą być boha­te­ra­mi w świe­cie zła. Taka ich oce­na świad­czy o mądro­ści tych, któ­rzy ich obser­wu­ją. Kohe­let mówi współ­cze­snym języ­kiem. W nim jest miej­sce na sło­wo „sza­leń­stwo”, a nie ma miej­sca na sło­wo „głu­po­ta”. Wie­lu się cie­szy, że są zali­cza­ni do sza­leń­ców, ale nie godzą się na to, że ktoś ich zali­cza do głu­pich. Znak to, że jeste­śmy świad­ka­mi wzro­stu tem­pe­ra­tu­ry głu­po­ty na zie­mi.

ks. Edward Sta­niek