Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Droga – Prawda – Życie

Zupełnie inny przepis

fot. www.sxc.hu

Chy­ba w każ­dym tygo­dni­ku (i nie tyl­ko) redak­cja sta­ra się zamie­ścić róż­ne prze­pi­sy, aby wzbo­ga­cić menu w tych rodzi­nach, gdzie kró­lu­je tra­dy­cja, rów­nież aby pomóc tym, któ­rzy po rodzi­cach i dziad­kach nie­wie­le kuli­nar­nych zwy­cza­jów prze­ję­li. Jest jed­nak prze­pis, do któ­re­go nie potrze­ba ani pie­kar­ni­ka, ani patel­ni, ani żela­ty­ny. Prze­pis na takie prze­ży­cie Wigi­lii Boże­go Naro­dze­nia i samych świąt, aby sta­ło się to, co zamie­rzył Pan Bóg. Prze­cież to Jego świę­ta, Jego dary.
fot. www.sxc.hu
fot. www.sxc.hu

Naj­pierw przy­go­tuj­my „pół­fa­bry­ka­ty”, a może – pre­cy­zyj­niej – popa­trz­my, co Pan Bóg nam pod­su­wa. Wszyst­ko, co pocho­dzi od Pana Boga jest dobre. Świę­ta Boże­go Naro­dze­nia są od Nie­go, to Jego Syn przyj­mu­je ludz­kie cia­ło i przy­cho­dzi na ten świat jako jeden z nas. Ten dar ma trwa­le prze­mie­niać nasze życie. Ale tego trze­ba się uczyć, nie zawsze umie­my sko­rzy­stać z Bożych darów tak, jak On tego pra­gnie, nie zawsze umie­my w tym co nas ota­cza roz­po­znać Jego Miłość. Popa­trz­my zatem na świę­ta tak, jak Pan Bóg chce, aby­śmy je widzie­li.
Świę­ta, aby łatwiej było żyć
Zapy­ta­łem wie­le osób o to, co im się ze Świę­ta­mi koja­rzy. Wśród odpo­wie­dzi poja­wi­ły się cho­in­ka i opła­tek, pre­zen­ty i kolę­dy, cie­pły nastrój oraz radość pły­ną­ca ze skła­da­nych życzeń, ale tak­że patos, któ­ry bywa teatral­ny, czy­li nie­praw­dzi­wy, uda­wa­nie, że wszyst­ko jest dobrze, jak wca­le nie jest i upły­nie nie­wie­le cza­su, a to „nie­do­brze” się ujaw­ni.
Stwór­ca jest Oso­bą czy­nu, Zba­wi­ciel jest spe­cja­li­stą od roz­wią­zań w sytu­acjach trud­nych, któ­re ludzie nazwa­li­by wręcz sytu­acja­mi bez wyj­ścia. Osta­tecz­nie po grze­chu pier­wo­rod­nym Bóg zna­lazł spo­sób na ujaw­nie­nie Swej Miło­ści Miło­sier­nej.
I Jego wła­śnie mamy naśla­do­wać. Jeste­śmy wezwa­ni do czy­nu, do prze­mie­nia­nia świa­ta. Wie­my jed­nak, że cza­sem potrze­ba wie­le cier­pli­wo­ści, aby coś zmie­nić, a przede wszyst­kim zmie­nić sie­bie, wie­my, że cza­sem bar­dzo dłu­go musi­my się uczyć tej praw­dy, że Bogu powin­ni­śmy pozwo­lić dzia­łać, a nie podej­mo­wać despe­rac­kich i roz­pacz­li­wych dzia­łań.
Nadaj­my treść sko­ja­rze­niom
Nim zaj­mie­my się poszcze­gól­ny­mi zna­ka­mi, sym­bo­la­mi i posta­wa­mi, przy­po­mnij­my sobie, jak gra­ją muzy­cy two­rzą­cy jed­ną orkie­strę czy kape­lę, jak śpie­wa­ją chó­rzy­ści. Nikt nie pró­bu­je „swe­go kawał­ka” zagrać czy zaśpie­wać wcze­śniej, niż to prze­wi­du­je kom­po­zy­tor, i popro­wa­dzi dyry­gent. Co z tego wyni­ka? Pozwól­my, by Adwent był do koń­ca tym, co ozna­cza to sło­wo, by Pan Jezus spo­koj­nie mógł zejść po dra­bi­nie, któ­rą mu sio­stra zakry­stian­ka do nie­ba przy­sta­wi­ła. Pozwól­my, by wszyst­kie świecz­ki adwen­to­we­go wień­ca wypa­li­ły się w cza­sie codzien­nych Rorat, pozwól­my, by peł­ne tęsk­no­ty pie­śni adwen­to­we nie zosta­ły zagłu­szo­ne przez kolę­dy, któ­re ludzie nie­cier­pli­wi i żąd­ni zysku chcie­li­by nam pod­su­wać, aby czło­wiek naku­po­wał wie­le, nie cał­kiem potrzeb­nych, przed­mio­tów. Moż­na by nawet dość pro­wo­ka­cyj­nie stwier­dzić, że tyle stra­ci­my ze Świąt, ile ich wykrad­nie­my wcze­śniej…
Cho­in­ka – jak każ­de drzew­ko – jest sym­bo­lem życia. Świerk, jodła czy sosna są tak­że w zimie zie­lo­ne, nada­ją się zatem szcze­gól­nie do tego, by o tym życiu w grud­niu przy­po­mi­nać. Waż­ne jest, by posta­wić cho­in­kę, gdy praw­dzi­we życie, czy­li Jezus Chry­stus nad­cho­dzi, by sym­bol życia nie pró­bo­wał coś zna­czyć, gdy jesz­cze nic nie zna­czy. Nie za wcze­śnie! Ucie­kaj­my od nastro­ju peł­ne­go… pust­ki – chy­ba, że chce­my, aby taka pust­ka w nas zamiesz­ka­ła. Dobry jest zacho­wy­wa­ny w wie­lu rodzi­nach zwy­czaj, by na cho­in­ce poja­wia­ło się wie­le ozdób wła­sno­ręcz­nie przy­go­to­wa­nych – to z kolei znak koniecz­nej współ­pra­cy czło­wie­ka z tym, co otrzy­mu­je od Boga. Spo­tka­łem się też dwa razy z cie­ka­wym zwy­cza­jem. Pod cho­in­ką, ozdo­bio­ną róż­ny­mi sło­dy­cza­mi, pięk­ny­mi „zabaw­ka­mi” i bomb­ka­mi musia­ła leżeć jed­na bomb­ka stłu­czo­na. Gdy o to zapy­ta­łem, to odpo­wie­dzia­no mi dzi­wiąc się, że tego sam nie poją­łem, że taka roz­bi­ta poły­sku­ją­ca wcze­śniej szkla­na bań­ka jest zna­kiem jak nie­trwa­łe jest pięk­no tego świa­ta…
Opła­tek uczy nas wraż­li­wo­ści
fot. www.sxc.hu
fot. www.sxc.hu

Opła­tek… Nim weź­mie­my go do ręki pomyśl­my o oso­bach, z któ­ry­mi się tym opłat­kiem prze­ła­mie­my. Ten znak nie będzie pusty, jeśli już wcze­śniej oto­czy­my modli­twą każ­dą z tych osób. Pomyśl­my przed Panem Bogiem o pro­ble­mach każ­dej z tych osób, o rado­ściach i tro­skach, któ­re wypeł­nia­ją ich dzień.
Poza tym zawsze, gdy bie­rze­my do ręki opła­tek pomyśl­my, że mate­ria opłat­ka uczy nas, że takie wła­śnie są nasze cia­ła, „gli­nia­ne naczy­nia”, w któ­rych nosi­my skarb (por. 2 Kor 4,7). Jeste­śmy tak kru­chą mate­rią, łatwo znisz­czal­ną, a jed­nak ufność Boga skła­da­ją­ce­go w nas Jego dary jest ogrom­na. Tym bar­dziej może­my być wdzięcz­ni za tę ufność, tym więk­sze może być nasze sta­ra­nie, aby nicze­go z Bożej łaski nie stra­cić. Tak samo kru­che są nasze uczu­cia, rów­nież nasze posta­no­wie­nia. Tak sła­be cia­ło przy­jął Syn Boży, aby poka­zać, że ludz­ka sła­bość może „pomie­ścić” Łaskę Boga, że nie od naszej mocy, tyl­ko od Boże­go posta­no­wie­nia zale­ży nasza wiel­kość. Opła­tek uczy nas wraż­li­wo­ści i tro­ski, zwłasz­cza o słab­szych oraz bar­dziej nie­po­rad­nych, szcze­gól­nie o dzie­ci i cho­rych.
Pre­zent – wizy­ta
Pre­zen­ty – co, albo lepiej kto jest naj­waż­niej­szym pre­zen­tem? Oczy­wi­ście Jezus Chry­stus przy­cho­dzą­cy od Boga. Wszyst­kie inne upo­min­ki są tyl­ko nikłym sym­bo­lem tego Jed­ne­go. Jaki z tego wnio­sek? Że sens ma tyl­ko taki pre­zent, któ­ry nie­sie Jezu­sa, czy­li taki, któ­ry będzie Jego zna­kiem, przy­bli­że­niem Jego łaski. Jak ognia trze­ba strzec się takich poda­run­ków, któ­re są wybie­ra­ne przy­pad­ko­wo, „od nie­chce­nia”, aby odha­czyć. Może poło­żyć nacisk na wła­sno­ręcz­ne wyko­na­nie? Na pomysł pełen poczu­cia humo­ru i wyczu­cia życz­li­wo­ści? W pew­nej rodzi­nie spo­tka­łem się ze wspa­nia­łym rodza­jem pre­zen­tów: pod koniec wie­cze­rzy wigi­lij­nej dzie­ci wrę­cza­ły rodzi­com w koper­cie np. nastę­pu­ją­cą kart­kę: „Przez cały Adwent sta­ra­łem się nie spóź­niać, co się uda­ło widzie­li­ście, ale zro­bię wszyst­ko, aby było z tym jak naj­le­piej”, albo: „Sta­ra­łam się, aby mi nic nikt nie musiał przy­po­mi­nać i mam nadzie­ję, że tak już zosta­nie”. Rodzi­ce obda­ro­wy­wa­li innych takim pre­zen­tem: „Wiem, jak bar­dzo Wam zale­ży na moim zdro­wiu i dzię­ku­ję za wszel­kie spo­so­by męcze­nia mnie, abym rzu­cił pale­nie, teraz posta­na­wiam zerwać z tym defi­ni­tyw­nie”, albo „Niech moim darem dla Was będzie to, że zawsze posta­ram się każ­de­go z sza­cun­kiem wysłu­chać”. Mam nadzie­ję, że od kie­dy zaczą­łem o tym mówić na kaza­niach i pisać, gdzie tyl­ko mogę, ilość takich pre­zen­tów zna­czą­co wzro­sła.
Dosko­na­łym pre­zen­tem, „zawie­ra­ją­cym Pana Jezu­sa” może być też wizy­ta u kogoś cier­pią­ce­go, list do oso­by osa­mot­nio­nej.
A co zro­bić z pato­sem, sztucz­ną atmos­fe­rą w świą­tecz­nym domu? A gdy inni uda­ją? A może ina­czej już nie umie­ją? Na pew­no nie­jed­na i nie­je­den z Czy­tel­ni­ków powie, że zna oso­by, wobec któ­rych trud­no mieć nadzie­ję. Ale przy­po­mnij­my sobie, że Pan Bóg z każ­dym czło­wie­kiem i z każ­dym pro­ble­mem da sobie radę. Aby Mu tyl­ko tę oso­bę, tę spra­wę powie­rzyć. Aby tyl­ko ufać, pra­gnąć, moż­na nawet modlić się tak tro­chę „dra­pież­nie” – „Panie Boże szturch­nij tego czło­wie­ka na tyle moc­no, by mu pomo­gło; na tyle deli­kat­nie, byśmy my nie mie­li nowych pro­ble­mów”. Sta­raj­my się dużo wcze­śniej, nawet kil­ka dni przed wie­czo­rem skła­da­nia życzeń przy­go­to­wać sło­wa, jakie chce­my skie­ro­wać do poszcze­gól­nych osób.

ks. Zbi­gniew Kapłań­ski