Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

W zakonnym habicie

Nie ja wybrałam – wybrał Bóg”

Daj Boże, żeby z niej była świę­ta” – napi­sa­ła w klasz­tor­nej kro­ni­ce jed­na z sióstr urszu­la­nek, gdy 21-let­nia Julia Ledó­chow­ska prze­stą­pi­ła, 18 sierp­nia 1886 roku, próg ich klasz­to­ru w Kra­ko­wie.

Klasz­tor urszu­la­nek w Kra­ko­wie przy ul. Sta­ro­wiśl­nej, obec­nie Urszu­la­nek Unii Rzym­skiej

„Bóg chciał, bym wstą­pi­ła do klasz­to­ru sióstr urszu­la­nek, bo ja tego nie chcia­łam. (…) Czy­ta­łam życie mat­ki Barat, cią­gnę­ło mnie do misjo­na­rek, do ser­ca­nek. (…) Ponie­waż opie­kun mój był bra­tem stry­jecz­nym prze­ło­żo­nej sióstr urszu­la­nek w Kra­ko­wie, świę­tej pamię­ci mat­ki Popiel, więc pora­dził mamie, bym tam odpra­wi­ła reko­lek­cje. Poje­cha­łam tam na tydzień. Pod koniec reko­lek­cji zapy­tał mnie mój spo­wied­nik, świę­tej pamię­ci ojciec Eber­hardt TJ, czy nie chcę zostać u urszu­la­nek, na co sta­now­czo odpo­wie­dzia­łam, że nie. Jed­nak trud­no­ści, któ­re mia­łam w domu w prze­pro­wa­dze­niu swych zamia­rów, dopro­wa­dzi­ły mnie do tego, by wstą­pić tam, gdzie naj­ła­twiej mogła­bym się dostać. A więc wstą­pi­łam do sióstr urszu­la­nek w Kra­ko­wie dnia 18 sierp­nia 1886 r. Dostał się pio­nek nie tam, gdzie chciał, ale gdzie Bóg chciał. Nie ja wybra­łam – wybrał Bóg” – wspo­mi­na­ła Urszu­la Ledó­chow­ska.
[pullquote]Chcę się palić w modli­twie, aż się spa­lę, tra­wić się w pra­cy, aż się stra­wię, miło­ścią oto­czyć wszyst­kich i wszystko.[/pullquote]Urszulanki prze­nio­sły się do Gali­cji, gdy wła­dze pru­skie w ramach wal­ki z Kościo­łem kato­lic­kim i z pol­sko­ścią (Kul­tur­kampf) zli­kwi­do­wa­ły ich szko­ły w Pozna­niu i Gnieź­nie. W Kra­ko­wie zało­ży­ły w 1875 roku pen­sję z inter­na­tem dla dziew­cząt z rodzin zie­miań­skich ze wszyst­kich trzech zabo­rów.
Sio­stra Maria Urszu­la
Chór zakon­ny w kra­kow­skim klasz­to­rze z obra­zem Zwia­sto­wa­nia, nama­lo­wa­nym przez Mat­kę Urszu­lę

Jako postu­lant­ka, Julia przy­go­to­wy­wa­ła się do życia zakon­ne­go nie tyl­ko ducho­wo, ale tak­że pod­no­si­ła swo­je kwa­li­fi­ka­cje peda­go­gicz­ne i zda­ła pań­stwo­wą matu­rę semi­na­ryj­ną. Przy­ję­ta do nowi­cja­tu 17 kwiet­nia 1887 roku, otrzy­ma­ła imię zakon­ne na cześć patron­ki zało­żo­ne­go w XVII wie­ku zako­nu urszu­la­nek – świę­tej Urszu­li, męczen­ni­cy z pierw­szych wie­ków chrze­ści­jań­stwa. Sio­stra Maria Urszu­la Ledó­chow­ska modli­ła się do swo­jej orę­dow­nicz­ki: „Patron­ko moja, daj, abym mogła jak Ty, w cało­ści, bez zastrze­że­nia, oddać się Panu moje­mu. Chcę się palić w modli­twie, aż się spa­lę, tra­wić się w pra­cy, aż się stra­wię, miło­ścią oto­czyć wszyst­kich i wszyst­ko”.
Dwa lata póź­niej, w kwiet­niu 1889 roku, przed zło­że­niem ślu­bów wie­czy­stych pisa­ła do swo­je­go bra­ta Wło­dzi­mie­rza: „Będę mia­ła pre­dy­kat od Jezu­sa, to zna­czy będę sio­strą Urszu­lą od Jezu­sa. Módl się, żeby Pan Jezus mógł zupeł­nie uwa­żać mnie za swo­ją wła­sność i krę­cić mną, jak Jemu podo­bać się będzie, bez opo­ru lub skar­gi albo szem­ra­nia z mojej stro­ny”.
Miłość i dobroć
W pro­wa­dzo­nej przez urszu­lan­ki pen­sji zosta­ła naj­pierw nauczy­ciel­ką przed­mio­tów mate­ma­tycz­no-przy­rod­ni­czych i języ­ków obcych, do nauki tych ostat­nich mia­ła zresz­tą wyjąt­ko­wy talent. W latach 1896/97 odby­ła stu­dia języ­ko­we we Fran­cji, uzy­sku­jąc dyplom upo­waż­nia­ją­cy do naucza­nia języ­ka fran­cu­skie­go w szko­łach śred­nich. Zaj­mo­wa­ła się tak­że naucza­niem histo­rii sztu­ki i lite­ra­tu­ry oraz udzie­la­ła lek­cji malar­stwa. Sama dużo malo­wa­ła. Jej obra­zy, m.in. kopie dzieł wiel­kich arty­stów, jak choć­by Vela­squ­eza czy Muril­la, do dzi­siaj wiszą w kra­kow­skim klasz­to­rze i domu macie­rzy­stym urszu­la­nek sza­rych w Pnie­wach.
W pra­cy wycho­waw­czej, któ­rej odda­wa­ła się z wiel­kim prze­ko­na­niem, zbie­ra­ła naj­lep­sze owo­ce. Obda­rzo­na nie­wąt­pli­wie wybit­nym talen­tem peda­go­gicz­nym, potra­fi­ła łączyć miłość i dobroć z wyso­ki­mi wyma­ga­nia­mi i sta­now­czo­ścią wobec wycho­wan­ków. Zacho­wa­ła też swo­ją pro­mien­ną radość i ujmu­ją­cy uśmiech, któ­ry – jak prze­ko­ny­wa­ła – roz­pra­sza chmu­ry nagro­ma­dzo­ne w duszy oraz mówi o miło­ści i dobro­ci Bożej. „W pra­cy swej kła­dła nacisk na wyro­bie­nie cha­rak­te­ru uczen­nic, któ­re z całym zaufa­niem do niej się gar­nę­ły. Intu­icyj­nie wyczu­wa­ły, że je kocha. I nie myli­ły się, bo dowo­dem miło­ści ze stro­ny Mat­ki były nie czcze sło­wa, ale czy­ny: głę­bo­ka mat­czy­na tro­skli­wość o potrze­by ducho­we i mate­rial­ne dziew­cząt, powie­rzo­nych jej pie­czy” – wspo­mi­na­ły wycho­wan­ki mat­ki Urszu­li.
Mat­ka prze­ło­żo­na
W 1904 roku zosta­ła wybra­na prze­ło­żo­ną kra­kow­skie­go klasz­to­ru urszu­la­nek. Jed­nym z jej zna­czą­cych osią­gnięć było zało­że­nie przy klasz­to­rze pierw­sze­go na zie­miach pol­skich, ale może w ogó­le na świe­cie, inter­na­tu dla stu­den­tek. Aka­de­mic­kie stu­dia dziew­cząt w tam­tych cza­sach nie nale­ża­ły jesz­cze do powszech­nie akcep­to­wa­nych. Mat­ka Urszu­la uczy­ni­ła wie­le, aby to nie­uf­ne nasta­wie­nie spo­łecz­ne zmie­nić. U niej stu­dent­ki Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go znaj­do­wa­ły nie tyl­ko wspar­cie mate­rial­ne, dobre warun­ki do miesz­ka­nia i ucze­nia się, ale przede wszyst­kim wspar­cie ducho­we i for­ma­cję reli­gij­ną. Mat­ka Ledó­chow­ska zało­ży­ła też pierw­szą w Pol­sce Soda­li­cję Mariań­ską dla Aka­de­mi­czek.
Jako prze­ło­żo­na, doko­na­ła koniecz­nych zmian w Kon­sty­tu­cjach zakon­nych, przede wszyst­kim w prze­pi­sach o klau­zu­rze, tak aby uła­twić sio­strom pra­cę apo­stol­ską. Po ich zatwier­dze­nie uda­ła się w 1907 roku do Rzy­mu, gdzie zosta­ła przy­ję­ta przez papie­ża Piu­sa X, przy­szłe­go świę­te­go. Zwie­rzy­ła mu się tak­że ze swo­ich pla­nów pod­ję­cia pra­cy wycho­waw­czej i apo­stol­skiej w Rosji. Ojcu Świę­te­mu bar­dzo spodo­ba­ła się ta myśl, co tym bar­dziej umoc­ni­ło mat­kę Urszu­lę w posta­no­wie­niu zre­ali­zo­wa­nia pomy­słu. Wkrót­ce po powro­cie do Kra­ko­wa otrzy­ma­ła od księ­dza pra­ła­ta Kon­stan­te­go Bud­kie­wi­cza, pro­bosz­cza para­fii św. Kata­rzy­ny w Peters­bur­gu (ska­za­ne­go przez bol­sze­wic­ki sąd, w słyn­nym pro­ce­sie bpa Cie­pla­ka, na karę śmier­ci i stra­co­ne­go w 1923 roku na Łubian­ce w Moskwie), pro­po­zy­cję popro­wa­dze­nia inter­na­tu u św. Kata­rzy­ny. „Duch wów­czas w tym inter­na­cie był bar­dzo mar­ny, kie­row­nic­two pozo­sta­wia­ło wie­le do życze­nia, wydat­ki ogrom­ne”. W tej sytu­acji rada para­fial­na chcia­ła zli­kwi­do­wać pla­ców­kę, wbrew życze­niu bisku­pa. Mat­ka Urszu­la posta­no­wi­ła poje­chać do Peters­bur­ga i na miej­scu pod­jąć decy­zję, czy podej­mie się pro­wa­dze­nia inter­na­tu. Mimo nie­chę­ci więk­szo­ści nauczy­cie­lek i uczen­nic gim­na­zjum zde­cy­do­wa­ła, że obej­mie go na rok, na pró­bę.
Nie było jej łatwo poże­gnać swój dom zakon­ny: „Poko­cha­łam klasz­tor kra­kow­ski, przez dwa­dzie­ścia jeden lat w nim prze­by­wa­łam. Dobrze mi tam było. Malu­jąc obraz Ukrzy­żo­wa­ne­go, któ­ry do nie­daw­na wisiał jesz­cze w ciem­nej kapli­cy w klasz­to­rze kra­kow­skim, cią­gle sobie powta­rza­łam, że ten Ukrzy­żo­wa­ny, któ­re­go malu­ję, patrzyć się będzie na mnie, gdy leżeć będę w trum­nie ostat­niej nocy w tej kapli­cy. Bóg ina­czej chciał”.