Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z posługą na Wschodzie

W tym znaku zwyciężysz”

Mat­ka Urszu­la w Peters­bur­gu, 1907

Zaopa­trzo­na w papie­skie pozwo­le­nie na życie zakon­ne w kon­spi­ra­cji, 31 lip­ca 1907 roku mat­ka Urszu­la, jako hra­bi­na Ledó­chow­ska, w towa­rzy­stwie jed­nej postu­lant­ki, wyje­cha­ła do Peters­bur­ga na misje.
W Rosji życie zakon­ne było ofi­cjal­nie zaka­za­ne, dla­te­go sio­stry musia­ły ukry­wać swo­ją toż­sa­mość i nosi­ły stro­je świec­kie. Inter­nat przy para­fii św. Kata­rzy­ny wyma­gał wiel­kich zmian i cięż­kiej pra­cy. Przed przy­by­ciem mat­ki Urszu­li „był zor­ga­ni­zo­wa­ny na modłę rosyj­ską, tzn. nie było w nim atmos­fe­ry rodzin­nej, lecz rygor i powierz­chow­ne speł­nia­nie prak­tyk reli­gij­nych”.
Na począt­ku mat­ka Ledó­chow­ska musia­ła pil­no­wać robót remon­to­wych, uczyć się języ­ka rosyj­skie­go i cero­wać uczen­ni­com poń­czo­chy. We wrze­śniu przy­je­cha­ły jesz­cze dwie urszu­lan­ki i zaczę­ła się pra­ca w inter­na­cie. „Zada­nie nasze nie było łatwe – pisa­ła mat­ka Urszu­la. – Dzie­ci, szcze­gól­nie star­sze uczen­ni­ce, były do nas uprze­dzo­ne, wiel­ka część nauczy­cie­lek rów­nież, a kolo­nia pol­ska też nie uła­twia­ła pra­cy, patrząc na nas bar­dzo kry­tycz­nie. Były­śmy dla nich zbyt kato­lic­kie”. To jed­nak nie zra­zi­ło Mat­ki i już wkrót­ce zyska­ła zaufa­nie dziew­cząt: „Mat­ka Urszu­la przed­sta­wi­ła nam Boga w cał­kiem innym świe­tle, nie sto­so­wa­ła zupeł­nie przy­mu­su w prak­ty­kach reli­gij­nych, mie­wa­ła do nas czę­sto kon­fe­ren­cje i poucze­nia. Mówi­ła o miło­ści Boga, o tym, że Go nale­ży kochać, bo nas umi­ło­wał”.
Same w sto­li­cy carów
Bło­go­sła­wień­stwo Ojca Świę­te­go Piu­sa X dla Mat­ki Urszu­li Ledó­chow­skiej

Ponie­waż dom w Peters­bur­gu był tyl­ko domem filial­nym domu kra­kow­skie­go, mat­ka Urszu­la pod­ję­ła sta­ra­nia o uzy­ska­nie dla nie­go erek­cji kano­nicz­nej. Ze wzglę­du na odle­głość, szcze­gól­ne warun­ki pra­cy w Peters­bur­gu, w tym np. cen­zu­rę kore­spon­den­cji, kon­tak­ty z prze­ło­żo­ną w Kra­ko­wie były bar­dzo utrud­nio­ne, dla­te­go powsta­nie auto­no­micz­ne­go domu sta­ło się koniecz­ne. W tych sta­ra­niach pomo­gła Urszu­li rodzo­na sio­stra Maria Tere­sa, któ­ra w tym cza­sie była gene­ral­ną kie­row­nicz­ką zało­żo­nej przez sie­bie Soda­li­cji św. Pio­tra Kla­we­ra i mia­ła już głów­ny dom w Rzy­mie. Zna­ła dosko­na­le pra­wo zakon­ne i była dobrze widzia­na w Waty­ka­nie i w Świę­tej Kon­gre­ga­cji.
„Dnia 25 lute­go 1908 r. otrzy­ma­łam erek­cję kano­nicz­ną domu w Peters­bur­gu z nowi­cja­tem. Były­śmy więc samo­ist­nym domem zakon­nym o Kon­sty­tu­cjach kra­kow­skich, lecz same w sto­li­cy carów. Bóg Panem jedy­nym i Opie­ku­nem, a zastęp­cą Jego na zie­mi – nasz Ojciec Świę­ty Pius X. (…) Przez sio­strę moją [Marię Tere­sę] kazał nam Ojciec Świę­ty powie­dzieć, iż może­my choć­by w różo­we suk­nie się ubie­rać, byle­by­śmy tam pra­co­wa­ły. (…) Ojcow­ska dobroć Piu­sa X była dla nas w naj­cięż­szych chwi­lach prze­śla­do­wa­nia w Rosji pocie­chą i siłą” – pisa­ła we wspo­mnie­niach Urszu­la Ledó­chow­ska, któ­ra zosta­ła prze­ło­żo­ną nowe­go domu.
Mat­ka Urszu­la zde­cy­do­wa­ła się też zdać egza­min nauczy­ciel­ski po rosyj­sku, aby móc uczyć w gim­na­zjum i zara­biać pie­nią­dze, któ­rych bar­dzo bra­ko­wa­ło wspól­no­cie. Popra­wi­ło­by to tak­że kon­tak­ty z uczen­ni­ca­mi. Choć sio­stry musia­ły wciąż prze­ła­my­wać nie­uf­ność śro­do­wi­ska, w któ­rym pra­co­wa­ły, dzię­ki przede wszyst­kim gor­li­wo­ści mat­ki prze­ło­żo­nej uda­wa­ło im się objąć swo­ją dzia­łal­no­ścią coraz wię­cej osób. W mie­ście pro­wa­dzi­ły tak­że Soda­li­cję Mariań­ską dla pań i stu­den­tek oraz inter­nat dla tych ostat­nich. Mia­ły kon­tak­ty z kato­li­ka­mi Rosja­na­mi, dla któ­rych mat­ka Urszu­la sta­ra­ła się o kapli­cę z nabo­żeń­stwa­mi odpra­wia­ny­mi po rosyj­sku, w obrząd­ku łaciń­skim i grec­kim. Pro­jekt jed­nak nie został zre­ali­zo­wa­ny, ponie­waż nie wyra­ził zgo­dy kato­lic­ki biskup, mimo że uzy­ska­no pozwo­le­nie rzą­do­we. Potem mat­ka Urszu­la tłu­ma­czy­ła tę sytu­ację opatrz­no­ścio­wo. Wkrót­ce bowiem roz­po­czę­ły się w Rosji ostre prze­śla­do­wa­nia Kościo­ła kato­lic­kie­go. Nie unik­nę­ły ich tak­że urszu­lan­ki. Były prze­słu­chi­wa­ne, zagro­żo­ne dokucz­li­wy­mi i nie­spo­dzie­wa­ny­mi rewi­zja­mi, ata­ko­wa­ne w pra­sie.
Gwiaz­da Morza
Na kamie­niu w Meren­täh­ti nad Zato­ką Fiń­ską

W związ­ku z tą sytu­acją mat­ka Ledó­chow­ska kupi­ła w 1908 roku 30-hek­ta­ro­wą posia­dłość nad Zato­ką Fiń­ską, w Kare­lii, nale­żą­cej wów­czas do Rosji. Miej­sce to na cześć Mat­ki Bożej nazwa­ła Gwiaz­dą Morza – po fiń­sku Meren­täh­ti. Zało­ży­ła tam pry­wat­ne gim­na­zjum, kapli­cę i nowi­cjat dla zgła­sza­ją­cych się do urszu­la­nek dziew­cząt. „Posta­no­wi­łam w Meren­täh­ti otwo­rzyć gim­na­zjum dla pol­skich dzie­ci z rosyj­skim języ­kiem wykła­do­wym. Skło­ni­ły mnie do tego trud­no­ści z syn­dy­ka­tem [rada para­fial­na] i nie­przy­ja­zne postę­po­wa­nie kolo­nii pol­skiej (nie wszyst­kich, rozu­mie się). Będą się wię­cej z nami liczy­li, jak będzie­my mia­ły swo­ją wła­sną szko­łę oprócz Świę­tej Kata­rzy­ny”. Poza tym Meren­täh­ti sta­ło się dosko­na­łym miej­scem do spę­dza­nia waka­cji dla peters­bur­skich sióstr i dzie­ci. Dzie­ło mia­ło tak­że cha­rak­ter eku­me­nicz­ny, ponie­waż mat­ka Urszu­la przy­cią­gnę­ła do Gwiaz­dy Morza miej­sco­wych Finów, prze­waż­nie lute­ra­nów. Spe­cjal­nie dla nich roz­bu­do­wa­ła kapli­cę, zapra­sza­ła ich na wspól­ne nabo­żeń­stwa, nauczy­ła się języ­ka fiń­skie­go i posta­ra­ła się o prze­tłu­ma­cze­nie na ten język pie­śni reli­gij­nych, modlitw i kate­chi­zmu.
„Dziw­ny urok ma Meren­täh­ti, wszy­scy czu­ją się tutaj jak w raju, nawet powo­ła­nia rusza­ją. (…) I budo­wa znów się rusza: budu­je się dom łączą­cy pier­wot­ny dom z dru­gim budyn­kiem, dotąd połą­czo­ne kory­ta­rzy­kiem, przez co powsta­nie duża sala jadal­na, duża sypial­nia i czte­ry małe cel­ki. Dach wie­życz­ki pokry­je się bla­chą cyn­ko­wą i na szczy­cie umie­ści duży, cyn­kiem obi­ty krzyż, błysz­czą­cy w słoń­cu z dale­ka. Co na to powie­dzą Rosja­nie? Wszak to rok jubi­le­uszu, szes­na­ście wie­ków od edyk­tu medio­lań­skie­go, od dnia, gdy Kon­stan­tyn widział krzyż w obło­kach z napi­sem: In hoc signo vin­ces! [W tym zna­ku zwy­cię­żysz]. Więc to na pamiąt­kę jubi­le­uszu nie tyle kato­lic­kie­go, co chrze­ści­jań­skie­go”.
Nie­bez­piecz­na dla Rosji
Kło­po­ty z wła­dza­mi car­ski­mi były jed­nak coraz poważ­niej­sze. Mat­ka musia­ła ukry­wać swo­ją praw­dzi­wą dzia­łal­ność. Wszyst­kie sio­stry otrzy­ma­ły z Rzy­mu zwol­nie­nia od ślu­bów. Doku­men­ty zakon­ne musia­ły spa­lić lub scho­wać: „I tam, w Meren­täh­ti, kaza­łam zdjąć krat­ki w chó­rze, sio­stry po świec­ku musia­ły się ucze­sać, zako­pa­ły­śmy egzem­pla­rze Regu­ły świę­tej i inne papie­ry w pia­sku na gór­ce, sło­wem, wszel­kie środ­ki ostroż­no­ści były powzię­te”. Nie uda­ło się zatrzy­mać w Meren­täh­ti dwóch księ­ży-zakon­ni­ków, któ­rzy słu­ży­li w tam­tej­szej kapli­cy. Zamknię­to kapli­cę w Peters­bur­gu. Mat­ka Ledó­chow­ska nie waha­ła się odwie­dzać urzęd­ni­ków i wal­czyć o swo­je dzie­ło. Bywa­ła u naczel­ni­ka do spraw wyznań, u kura­to­ra szkol­ne­go, była nawet u pre­mie­ra Sto­ły­pi­na: „Wyso­ki, ponu­ry, nie­przy­jem­ny. Pod­no­szę nos, jak tyl­ko mogę, wyso­ko. W takich oko­licz­no­ściach poko­ra nie popła­ca”. Ale nikt nie chciał jej pomóc, bo jak się dowie­dzia­ła – była dla Rosji nie­bez­piecz­na. Po wybu­chu pierw­szej woj­ny świa­to­wej w 1914 roku, otrzy­ma­ła kate­go­rycz­ny nakaz opusz­cze­nia gra­nic Rosji na zawsze.