Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Portret współczesny

40-lecie malarskiej twórczości

Na począ­tek, może kil­ka słów o waszym mał­żeń­stwie, któ­re z racji malo­wa­nia zarów­no przez męża, jak i żonę, ucho­dzi za wyjąt­ko­we.
Wacław: Nie uwa­żam żeby czymś wyjąt­ko­wym było to, że obo­je mamy tę samą pro­fe­sję. Wszak ist­nie­je wie­le mał­żeństw upra­wia­ją­cych ten sam zawód. Na uwa­gę bar­dziej zasłu­gu­je fakt, że jeste­śmy razem, choć wywo­dzi­my się z róż­nych śro­do­wisk, moż­na powie­dzieć, że jeste­śmy indy­wi­du­ali­sta­mi i bez Boże­go wspar­cia trud­no było­by trwać w jed­no­ści mał­żeń­skiej.
Czy kie­dy się pozna­li­ście, byli­ście już mala­rza­mi?
Urszu­la: Stu­dio­wa­li­śmy na uczel­ni arty­stycz­nej w jed­nej pra­cow­ni malar­skiej, stąd nasza zna­jo­mość, przy­jaźń, miłość.
W.: Pierw­szy rok stu­diów dobie­gał koń­ca i pew­nej nie­dzie­li, wycho­dząc z kościo­ła, spo­tka­łem dziew­czy­nę, któ­ra codzien­nie sta­ła przy szta­lu­dze obok mnie w pra­cow­ni malar­skiej. To nasze spo­tka­nie na płasz­czyź­nie ducho­wej zbli­ży­ło nas do sie­bie. Zaczę­li­śmy wspól­nie spę­dzać nie­dzie­le: po Mszy św. obiad w sto­łów­ce stu­denc­kiej, potem spa­cer, kino lub teatr, kon­cert w fil­har­mo­nii. Po czwar­tym roku posta­no­wi­li­śmy się pobrać. Moż­na powie­dzieć, że połą­czy­ła nas wia­ra.
No wła­śnie, czym jest dla was wia­ra?
U.: Wia­ra jest pod­sta­wą, na któ­rej sta­ra­my się budo­wać wszyst­kie płasz­czy­zny życia. Do tego się docho­dzi stop­nio­wo, ale to nie nasza zasłu­ga – to Boże pro­wa­dze­nie.
Jakie są wasze korze­nie, dla­cze­go na miej­sce swo­je­go życia wybra­li­ście Biel­sko-Bia­łą?
U.: Pocho­dzi­my z małych miej­sco­wo­ści, ja z Lubelsz­czy­zny, a mąż z cen­tral­nej Pol­ski. Kie­dy byli­śmy na stu­denc­kim raj­dzie, zachwy­ci­ły nas Beski­dy. I wte­dy zapa­dła decy­zja, że po stu­diach tutaj się osie­dli­my. Na tę decy­zję miał rów­nież wpływ fakt pra­wie jed­na­ko­wych odle­gło­ści od naszych domów rodzin­nych i oczy­wi­ście walor tury­stycz­no-kra­jo­bra­zo­wy Biel­ska-Bia­łej.
Czy oso­bi­ste zafa­scy­no­wa­nie malar­stwem każ­de­go z was uda­ło się prze­ka­zać dzie­ciom?
W.: Dzie­ci nasze wzra­sta­ły wśród płó­cien, szta­lug i zapa­chu farb. Mając świa­do­mość nie­sta­bil­no­ści finan­so­wej w tym zawo­dzie, sta­ra­li­śmy się uchro­nić je od „pięt­na” malar­stwa. Syn od naj­młod­szych lat wyka­zy­wał łatwość w ryso­wa­niu i wraż­li­wość kolo­ry­stycz­ną. Cechy te ode­zwa­ły się przy wybo­rze szko­ły śred­niej. Ukoń­czył liceum pla­stycz­ne, a następ­nie wydział malar­stwa na Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych w Kra­ko­wie. Wcze­śniej cór­ka ukoń­czy­ła archi­tek­tu­rę na Poli­tech­ni­ce Kra­kow­skiej, gdzie rów­nież waż­ny jest rysu­nek.
U.: I tak Kra­ków – pięk­ny i boga­ty kul­tu­ro­wo, zabrał nam dzie­ci. Tam zało­ży­ły swo­je rodzi­ny.
Czy wnu­ki czę­sto pod­glą­da­ją dziad­ków i zaczy­na­ją ich naśla­do­wać?
U.: Wnu­ka­mi cie­szy­my się pod­czas waka­cji. Wszyst­kie lubią ryso­wać. Mamy dość duży zbio­rek ich prac.
W.: Wnu­ki, a mamy ich ośmio­ro, są w podob­nej sytu­acji, w jakiej były nasze dzie­ci. Pra­cow­nia malar­ska, w któ­rej lubią prze­by­wać, jest dla nich miej­scem pra­cy dziad­ków, gdzie nie zawsze moż­na wcho­dzić. Jed­na z wnu­czek wyka­zu­je ponad­prze­cięt­ne uzdol­nie­nia pla­stycz­ne, ale nie sta­ra­my się inge­ro­wać i ukie­run­ko­wy­wać.
Jakie obra­zy malu­je­cie naj­czę­ściej; czy tema­tem obra­zów jest wewnętrz­na potrze­ba czy koniecz­ność reali­zo­wa­nia zamó­wień, bo żyje­cie prze­cież z malar­stwa?
W.: Jed­no nie prze­czy dru­gie­mu. Wyko­na­nie obra­zu na zamó­wie­nie też jest reali­za­cją potrze­by ser­ca w danym tema­cie. Jeże­li nie jestem do nie­go prze­ko­na­ny, to obraz nie powsta­nie. Arty­sta cią­gle musi czer­pać skądś inspi­ra­cje. Dla mnie taką nie­prze­bra­ną skarb­ni­cą jest natu­ra. Każ­de nowe płót­no opar­te jest na ana­li­zie natu­ry, stąd moja dba­łość o cią­gły z nią kon­takt poprzez ple­ner malar­ski. Malo­wa­nie pej­za­żu to wspa­nia­łe prze­ży­cie. Bogac­two form zawar­tych w przy­ro­dzie jest nie­prze­bra­ną skarb­ni­cą inspi­ra­cji – wra­żeń kolo­ry­stycz­nych, ukła­dów kom­po­zy­cyj­nych, któ­ry­mi malarz powi­nien się nasy­cać, aby nie utra­cić świe­żo­ści spoj­rze­nia i wraż­li­wo­ści. Dla­te­go przy­naj­mniej raz w roku sta­ra­my się wyje­chać na kil­ka dni w cie­ka­we miej­sce i zato­pić się tyl­ko w malar­stwie. Na waka­cyj­ny wypo­czy­nek też zabie­ra­my przy­bo­ry malar­skie.
U.: Moją potrze­bą ser­ca jest malo­wa­nie kwia­tów – moich ulu­bio­nych, zwłasz­cza tych wypie­lę­gno­wa­nych na wła­snej grząd­ce. I gdy ktoś chce kupić taki obraz – to z żalem się z nim roz­sta­ję.
A czy w Waszej twór­czo­ści są też obra­zy o tema­ty­ce reli­gij­nej?
W.: Oczy­wi­ście. Są to obra­zy do kościo­łów (m.in. w Biel­sku-Bia­łej, Zako­pa­nem, Kal­nej, Żyw­cu, Ostra­wie), ale i dla osób pry­wat­nych. Jest wśród tema­tów Jezus Miło­sier­ny, św. Mak­sy­mi­lian w róż­nych uję­ciach, bł. Celi­na Borzęc­ka, bł. Maria Anto­ni­na Kra­to­chvi­lo­va, św. Jan Sar­kan­der, bł. Jerzy Popie­łusz­ko, i wie­le innych. Coraz czę­ściej rodzi­ce, rodzi­ce chrzest­ni czy goście wesel­ni zama­wia­ją na pre­zent ślub­ny obraz Mat­ki Bożej Czę­sto­chow­skiej. Z oka­zji I Komu­nii św. nama­lo­wa­łem obra­zy św. Anny, św. Mał­go­rza­ty, czy w mniej ste­reo­ty­po­wym uję­ciu Anio­ła Stró­ża.
Czy z malar­stwa moż­na się utrzy­mać?
W.: Robi­my to pra­wie od 30 lat. Wyma­ga to dużej dys­cy­pli­ny pra­cy. Rów­nież dys­cy­pli­ny w gospo­da­ro­wa­niu budże­tem – zwłasz­cza w okre­sie gdy nie ma zle­ceń. Nie jest łatwo, ale widać, że z Bożą pomo­cą jest to moż­li­we.
Co uwa­ża­cie za swo­je naj­waż­niej­sze osią­gnię­cie? Jaki obraz?
U.: Wie­lo­let­nią współ­pra­cę z pre­sti­żo­wa gale­rią wie­deń­ską – wysta­wy w samym cen­trum tego pięk­ne­go mia­sta.
W.: Naj­bar­dziej mnie cie­szy obraz św. Bra­ta Alber­ta w koście­le pod jego wezwa­niem w Biel­sku-Bia­łej, tryp­tyk poświę­co­ny św. Paw­ło­wi w koście­le na os. Pol­skich Skrzy­deł oraz monu­men­tal­ne przed­sta­wie­nie biel­skie­go Hote­lu Pre­si­dent w uję­ciu histo­rycz­nym, eks­po­no­wa­ne w jego recep­cji.
Któ­ry z Waszych obra­zów jest naj­sze­rzej zna­ny?
W.: Sądzę, że naj­sze­rzej zna­ny jest obraz Świę­tej Rodzi­ny, któ­ry pod­czas Roku Rodzi­ny w Die­ce­zji Biel­sko-Żywiec­kiej odwie­dzał nasze domy.
Co przy­no­si wam naj­więk­szą satys­fak­cję?
U.: Dużo pozy­tyw­nych prze­żyć dały nam wysta­wy w pre­sti­żo­wych gale­riach Wied­nia. Jed­nak naj­więk­szą satys­fak­cją jest podzię­ko­wa­nie. Czę­sto na wer­ni­sa­żu pod­cho­dzą do nas oso­by, aby oka­zać wdzięcz­ność, że mogły to obej­rzeć. Tak było ostat­nio na Zam­ku Ksią­żąt Pomor­skich w Szcze­ci­nie. Zaszczy­tem i satys­fak­cją była dla mnie rów­nież reali­za­cja pano­ra­my Jero­zo­li­my dla pew­nej Damy Zako­nu Bożo­grob­ców.
W.: Dużą satys­fak­cję przy­niósł mi por­tret Słu­gi Boże­go Jerze­go Cie­siel­skie­go, któ­ry znaj­do­wał się w pry­wat­nych apar­ta­men­tach Ojca Świę­te­go bł. Jana Paw­ła II.
Jaka w waszym życiu jest rola modli­twy?
U.: Każ­dy dzień sta­ra­my się w modli­twie powie­rzyć Bogu. „Beze Mnie nic uczy­nić nie może­cie” doty­czy tak­że naszej pro­fe­sji.
W.: Na każ­dym kro­ku doświad­czam mocy modli­twy. Sta­ram się aby w moim życiu znak krzy­ża roz­po­czy­nał wszel­kie dzia­ła­nie: rano gdy wsta­ję, gdy sia­dam do posił­ku, za kie­row­ni­cą czy przed szta­lu­gą. To na modli­twie odkry­łem swój talent jako dar od Boga, któ­rym trze­ba się dzie­lić z bliź­ni­mi. Przy tym trak­to­wać ich z sza­cun­kiem i ofia­ro­wać prze­ży­cia este­tycz­ne, któ­re wzbu­dza­jąc zachwyt uskrzy­dla­ją do wsze­la­kie­go dzia­ła­nia. „…bo pięk­no na to jest by zachwy­ca­ło do pra­cy – pra­ca, by się zmar­twych­wsta­ło” – pisał Cyprian Kamil Nor­wid.
Czym zaj­mu­je­cie się poza malo­wa­niem?
U.: Bar­dzo lubię spę­dzać czas w swo­im ogród­ku, mąż zaś z pasją odda­je się foto­gra­fii i maj­ster­ko­wa­niu. W mia­rę moż­li­wo­ści włą­cza­my się w apo­stol­stwo świec­kich w Koście­le poprzez uczest­nic­two w ruchu reko­lek­cyj­nym „Spo­tka­nia Mał­żeń­skie”.
Marze­nia na naj­bliż­szą przy­szłość?
W.: W 2014 roku będzie­my obcho­dzić 40-lecie pra­cy twór­czej. Z tej oka­zji chcie­li­by­śmy zor­ga­ni­zo­wać retro­spek­tyw­ną wysta­wę naszych doko­nań. Taka wysta­wa daje same­mu arty­ście moż­li­wość obej­rze­nia w cało­ści swo­je­go dorob­ku, swo­jej dro­gi twór­czej i w pew­nym sen­sie roz­li­cze­nia z samym sobą. Jest to dobry czas ku temu.
Dzię­ku­ję za roz­mo­wę i życzę wier­no­ści w codzien­nym wypeł­nia­niu woli Bożej.
Szczęść Boże!