Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i Mądrość (51)

Waga słowa


KS. EDWARD STANIEK

Uczta mądro­ści to chwi­la roz­mo­wy twór­czej, ubo­ga­ca­ją­cej ducha. We wszyst­kich kul­tu­rach taka uczta była i jest w wiel­kiej cenie. Jezus gro­ma­dził ludzi na takie uczty. W Koście­le tak jest rozu­mia­na Uczta Eucha­ry­stycz­na, któ­ra skła­da się z bogac­twa Sło­wa mądro­ści, i to jest pierw­sze jej danie, oraz z bogac­twa pokar­mu sakra­men­tal­ne­go, któ­rym jest świę­ty Chleb i świę­te Wino, czy­li Cia­ło i Krew Chry­stu­sa. On taką Ucztę urzą­dza każ­de­go dnia, On jest jej gospo­da­rzem, On sta­je się pokar­mem, gdy prze­ka­zu­je Sło­wo Mądro­ści i gdy poda­je sie­bie mówiąc: „Bierz­cie i jedz­cie to jest Cia­ło Moje”.
Uczty mądro­ści orga­ni­zo­wa­no w sta­ro­żyt­nej Gre­cji i Rzy­mie, takie orga­ni­zo­wa­no w każ­dym poko­le­niu. Ich obec­ność i poziom jest wykład­ni­kiem bogac­twa tych, któ­rzy się na takich ucztach gro­ma­dzi­li.
Doty­ka­my waż­nej spra­wy. Jutro Ojczy­zny i Kościo­ła zale­ży od uczt mądro­ści. Trze­ba na nie cza­su i trze­ba, aby na nie przy­by­wa­li ludzie głod­ni mądro­ści. Kohe­let doty­ka tego wymia­ru życia i odsła­nia potrze­bę orga­ni­zo­wa­nia uczt mądro­ści, spo­ży­wa­nych z mądry­mi oraz nie­bez­pie­czeń­stwo ich lek­ce­wa­że­nia. Mówi o odpo­wie­dzial­no­ści za sło­wo ludzi mądrych:
Sło­wa z ust mędr­ca są przy­jem­no­ścią, lecz usta głup­ca gubią jego same­go. Począ­tek słów jego ust to głup­stwo, a koniec jego mowy to wiel­kie sza­leń­stwo. A głu­piec mno­ży sło­wa. Nie wie [prze­cież] czło­wiek, co będzie, bo kto mu oznaj­mi, co będzie potem? Głu­piec tak się męczy wysił­kiem, że nie potra­fi [nawet] dotrzeć do mia­sta (Koh 10,12–15).
Trud­no o jaśniej­sze uka­za­nie tego, na czym pole­ga głu­po­ta. Wie­lo­sło­wie jest dzie­łem głup­ca. Głu­po­ta też robi pik­ni­ki, na któ­re gro­ma­dzi swych wiel­bi­cie­li. One toną w wie­lo­sło­wiu, czę­sto bar­dzo nagła­śnia­nym. Wyko­rzy­stu­je do tego wszyst­kich, któ­rzy sprze­da­ją swe sło­wa za pie­nią­dze. Takich pik­ni­ków, bo trud­no to nazwać „ucztą”, orga­ni­zu­je się obec­nie dużo i chęt­nych na nie jest wie­lu.
Zna­mien­ne jest to, że Kohe­let sygna­li­zu­je potę­go­wa­nie głu­po­ty przez wie­lo­sło­wie. Autor mówi, że w ustach głu­pie­go już pierw­sze jego sło­wo jest głu­pie, a ostat­nie jest już sza­leń­stwem. Zna­mien­ne jest rów­nież to, że głu­pi nie wie, co mówi, bo nie bie­rze odpo­wie­dzial­no­ści za swe sło­wa. Mądry bie­rze odpo­wie­dzial­ność za każ­de sło­wo. Mówi ich tyl­ko tyle, ile potrze­ba. Każ­de z nich jest wywa­żo­ne na wadze praw­dy. Każ­de ma swój sens i odsła­nia logi­kę rze­czy­wi­sto­ści, o któ­rej mówi. Takie sło­wo uczy myśleć i opa­no­wa­nie tej sztu­ki jest jego celem. Głu­pi nie umie myśleć.
Ist­nie­je pil­na potrze­ba dosko­na­le­nia sztu­ki myśle­nia. Kto tego pra­gnie, winien szu­kać czło­wie­ka mądre­go, a jeśli już znaj­dzie, winien wcho­dzić w śro­do­wi­sko, któ­re zna war­tość uczty mądro­ści. Spo­tka­nie z mądrym jest zawsze wyda­rze­niem, o któ­rym się nie zapo­mi­na do śmier­ci. Ten, kto nie szu­ka mądro­ści, nawet jeśli ma mądre­go w zasię­gu wzro­ku, nie zatrzy­ma się przy nim. Głu­pi w każ­dym momen­cie wybie­rze śro­do­wi­sko głu­pich. Mądry to rozu­mie i wie, że nie ma nic do powie­dze­nia, ani też do zro­bie­nia.
Bywa, że Bóg przez bole­sne doświad­cze­nie pod­pro­wa­dza czło­wie­ka do mądro­ści. On wów­czas wie, że dostę­pu­je łaski. Ude­rza gło­wą w ścia­nę i zaczy­na sta­wiać pyta­nia, jak się to sta­ło i dla­cze­go. A szu­ka­jąc odpo­wie­dzi zaczy­na myśleć. Wte­dy odkry­wa, jak bar­dzo jest nie­po­rad­ny w myśle­niu i szu­ka kogoś, aby mu pomógł dosko­na­lić tę umie­jęt­ność.
Ten, kto umie myśleć, żyje zawsze w gro­nie mądrych, i kar­mi się ich sło­wem. Po pew­nym cza­sie odkry­wa, jak inni przy­cho­dzą do nie­go i szu­ka­ją pomo­cy. Ten nurt prze­ka­zu mądro­ści jest jedy­ny. Nie da się wykła­dać mądro­ści. Trze­ba spo­tkać czło­wie­ka mądre­go i spo­żyć z nim pierw­szą ucztę mądro­ści. Gdy się to sta­nie, smak mądro­ści jest tak wiel­ki, że szyb­ko poja­wia się jej głód, a to już porząd­ku­je życie, nada­jąc mu sens.