Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (1)

Teściowa Piotra


Ks. Pra­łat Prof. dr hab. Edward Sta­niek

Prze­ży­wa­my tajem­ni­ce Kościo­ła jako domu. Trze­ba zatem odczy­tać tek­sty Ewan­ge­lii celem dostrze­że­nia ukry­te­go w nich bogac­twa, jakie kry­je się pod tym jed­nym sło­wem – dom. Jest ono zako­do­wa­ne w ser­cu każ­de­go czło­wie­ka, bo śro­do­wi­skiem nasze­go życia jest dom. Każ­dy brak domu rani – i to głę­bo­ko.
Jezus miesz­kał przez dzie­więć mie­się­cy w domu, jakim było łono Jego Mamy, miesz­kał w domu budo­wa­nym z serc Maryi i Józe­fa, miesz­kał w Betle­jem, w Egip­cie na emi­gra­cji, a naj­dłu­żej w Naza­re­cie. Wie­le razy nawie­dzał domy i bło­go­sła­wił im swo­ją obec­no­ścią. Czę­sto też mówił o domu. Spró­bu­je­my w cyklu roz­wa­żań zamiesz­kać w domu, o jakim mówią Ewan­ge­li­ści. Roz­po­czy­na­my od pierw­sze­go domu, jaki Jezus nawie­dził przy powo­ły­wa­niu uczniów. Jest to dom Pio­tra.
Zaraz po wyj­ściu z syna­go­gi przy­szedł z Jaku­bem i Janem do domu Szy­mo­na i Andrze­ja. Teścio­wa zaś Szy­mo­na leża­ła w gorącz­ce. Zaraz powie­dzie­li Mu o niej. On zbli­żył się do niej i ująw­szy ją za rękę pod­niósł. Gorącz­ka ją opu­ści­ła i usłu­gi­wa­ła im (Mk 1,29–31).
Jezus w sza­bat uczest­ni­czył w nabo­żeń­stwie i poszedł z Pio­trem do jego rodzin­ne­go domu. Razem z nim na sza­ba­to­wy posi­łek powę­dro­wa­li Jan i Jakub, syno­wie Zebe­de­usza. To dopie­ro począ­tek orga­ni­zo­wa­nia wspól­no­ty Dwu­na­stu. Jezus zatrzy­mał się u Pio­tra na noc.
Sko­ro Piotr miał teścio­wą, to miał żonę. Pisma natchnio­ne nie poda­ją jej imie­nia, nie wspo­mi­na­ją nic o jego dzie­ciach. W pierw­szym poko­le­niu ani żona Pio­tra, ani jego dzie­ci nie ode­gra­ły żad­nej waż­niej­szej roli, ale jest pew­ne, że Piotr miał swą rodzi­nę.
Ewan­ge­li­ści mówią o teścio­wej Pio­tra, któ­rą Jezus uzdro­wił. Uczy­nił to po wia­do­mo­ści, jaką o niej mu prze­ka­za­no. Wszedł do pomiesz­cze­nia dla kobiet i ujął ją za rękę. Oso­bi­ste spo­tka­nie Jezu­sa z nią. Nie powie­dział do niej ani sło­wa. Posta­wił ją na nogi. Gorącz­ka ją opu­ści­ła i uzdro­wio­na kobie­ta natych­miast uda­ła się do kuch­ni, aby usłu­gi­wać Pio­tro­wi, rodzi­nie i gościom, wśród któ­rych Jezus był naj­waż­niej­szy. Teścio­wa Jemu zawdzię­cza­ła bły­ska­wicz­ny powrót do sił.
Ten tekst jest waż­ny, bo pozwa­la sta­wiać pyta­nia o miej­sce teścio­wej i teścia w rodzi­nie. Tych pytań jest wie­le. Jezus uzdra­wia i chce, aby teścio­wa uczest­ni­czy­ła w pra­cach zwią­za­nych z przy­go­to­wa­niem posił­ku. W domu jest miej­sce dla teścio­wej. Jak mał­żon­ko­wie mają teściów god­nych sza­cun­ku, uczest­ni­czą w śro­do­wi­sku ich rodzin. Mał­żeń­stwo otwie­ra na wię­zy powi­no­wac­twa, czy­li praw­ne­go pokre­wień­stwa. To zawsze jest waż­ny krok w stro­nę nowych śro­do­wisk rodzin­nych. Bywa, że odnie­sie­nia syno­wej do teścio­wej są bliż­sze niż do mat­ki, podob­nie jest z zię­ciem, któ­ry na pyta­nie kole­gów, dla­cze­go tak spie­szysz do domu, odpo­wie­dział: gdy­by­ście mie­li teścio­wą taką jak ja, to też śpie­szy­li­by­ście do domu. Ona mnie bar­dziej sza­nu­je niż żona.
Tra­ge­die roz­gry­wa­ją się, gdy syn lub cór­ka nie są w sta­nie odciąć swej pępo­wi­ny od mat­ki. Mat­ka wów­czas rzą­dzi ich mał­żeń­stwem i chce być w nim pierw­sza. To przy­czy­na wie­lu roz­wo­dów. Ma to miej­sce wów­czas, gdy mło­dzi nie reali­zu­ją jed­ne­go z waż­nych wska­zań, jakie Bóg podał: „Męż­czy­zna opusz­cza ojca swe­go i mat­kę swo­ją i złą­czy się ze swo­ją żoną tak ści­śle, że sta­ją się jed­nym cia­łem” (Rdz 2,24). Wycho­wa­nie w domu zmie­rza do tego, aby syn lub cór­ka mając oko­ło 20 lat byli samo­dziel­ni i mie­li już za sobą odcię­tą pępo­wi­nę. Jeśli tego nie ma, to o uda­nym mał­żeń­stwie nie ma co nawet marzyć.
Teścio­wie to bar­dzo cen­ni wycho­waw­cy wnu­ków. Rodzi­ce czę­sto, zapra­co­wa­ni, nie mają dla nich cza­su. Takim cza­sem dys­po­nu­ją teścio­wie. Ich wkład w wycho­wa­nie jest cen­ny, ponie­waż wnu­ki wcho­dzą w łań­cuch poko­le­nio­wy i mogą prze­jąć mądrość dziad­ka i bab­ci. Wie­lu wnu­ków potra­fi gło­śno powie­dzieć: kocham bar­dziej bab­cię i dziad­ka, bo mają dla mnie wie­le wię­cej cza­su, niż mama i tata.
Reflek­sja nad ewan­ge­licz­nym domem win­na uwzględ­niać miej­sce, jakie w nim mają teścio­wie.