Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Droga – Prawda – Życie

Ducha Świętego poznawałem stopniowo

fot. ks. Z. Pytel

Naj­pierw tro­chę wspo­mnień i reflek­sji. Z wykła­dów śp. księ­dza Jana Twar­dow­skie­go (a słu­cha­łem ich na pierw­szym roku semi­na­rium, czy­li 30 lat temu) pamię­tam, nie się­ga­jąc do nota­tek, jedy­nie kil­ka myśli i obra­zów. Chy­ba naj­bar­dziej tra­fi­ło do mnie opo­wia­da­nie, w któ­rym nauczy­ciel­ka popro­si­ła małe dzie­ci o nary­so­wa­nie wia­tru.
Jeden z chłop­ców nama­lo­wał suszą­cą się pościel, poru­sza­ną przez sil­ne podmu­chy wia­tru. Ksiądz Pro­fe­sor sko­men­to­wał obraz krót­ko: „Ducha Świę­te­go nigdy nie zoba­czy­my, ale jak nauczy­my się patrzeć, to nie­ustan­nie będzie­my widzieć skut­ki Jego dzia­ła­nia”.
Przed wspo­mnia­nym wykła­dem, Duch Świę­ty był dla mnie – jak uczy Kate­chizm – Trze­cią Oso­bą Trój­cy Świę­tej, Kimś nie­zna­nym, obec­nym bar­dziej w posta­ci defi­ni­cji zapi­sa­nej jakoś w pamię­ci, niż kon­kret­ną Oso­bą, z któ­rą moż­na nawią­zać kon­takt, do któ­rej moż­na się zwra­cać.
fot. Z. Kiresz­tu­ra

Dzi­siaj podob­nie, gdy zapy­ta­łem o Ducha Świę­te­go kil­ku uczniów ze szkół, w któ­rych uczę, to więk­szość z nich odpo­wia­da­ła języ­kiem kate­chi­zmo­wych defi­ni­cji. Nawet gdy ktoś sły­szał świa­dec­two osób opo­wia­da­ją­cych o dzia­ła­niu Ducha Świę­te­go w ich życiu, ludzi, któ­rzy mówi­li, że On jest źró­dłem odwa­gi potrzeb­nej aby przy­znać się do wia­ry, do prze­strze­ga­nia ewan­ge­licz­nych rad Pana Jezu­sa, to wyda­wa­ło się to odle­głe, a nawet nie­cie­ka­we.
Taka prze­paść mię­dzy dają­cy­mi świa­dec­two a słu­cha­cza­mi wyni­ka stąd, że „nada­wa­li na innych falach”: pierw­si mówi­li o tym, co poru­szy­ło ich emo­cje i pobu­dzi­ło myśle­nie, a dru­dzy, słu­cha­jąc tro­chę od nie­chce­nia, nie widzie­li w tym nicze­go rewo­lu­cyj­ne­go. Zauważ­my, że tak napraw­dę nie umie­my opo­wia­dać o naszych prze­ży­ciach, łatwiej jest mówić jedy­nie o fak­tach. Weź­my przy­kład z zupeł­nie innej dzie­dzi­ny życia. Jeden z moich uczniów, Bła­żej, któ­ry przed paru laty miał wsz­cze­pio­ny w oko­li­ce ser­ca mini­de­fi­bry­la­tor mówił, że czuł, iż wła­ści­wie nikt nie rozu­mie jego prze­żyć z tym zwią­za­nych, mimo że wła­śnie na proś­bę życz­li­wych mu kole­gów opo­wia­dał o zabie­gu i docho­dze­niu do sie­bie.
Wra­cam do tema­tu Ducha Świę­te­go, któ­re­go na począt­ku Pisma Świę­te­go może­my poznać, gdy „uno­si się nad woda­mi” – jesz­cze przed wyło­nie­niem się z wód zie­mi, przed powsta­niem roślin oraz zwie­rząt. On panu­je, w Nim jest poten­cja, z któ­rej wyło­ni się wszyst­ko, ale dzię­ki sło­wu Ojca.
Czy­ta­my w Księ­dze Rodza­ju, że Bóg daje „tchnie­nie życia”, aby zaist­nia­ło życie, aby czło­wie­ko­wi dać życie nie­śmier­tel­ne. To tchnie­nie sto­su­je też Pan Jezus, np. gdy udzie­la po Zmar­twych­wsta­niu Apo­sto­łom wła­dzy roz­grze­sza­nia (zob. J 20,23n). W Mszy Krzyż­ma, cele­bro­wa­nej w Wiel­ki Czwar­tek przed połu­dniem, biskup też posłu­gu­je się tchnie­niem przy poświę­ce­niu Ole­ju Krzyż­ma.
W 1. Księ­dze Kró­lew­skiej, gdy Eliasz szturch­nię­ty przez Anio­ła idzie do góry Horeb, podzi­wia­my wyczu­cie pro­ro­ka, któ­ry poznał, że Bóg nie przy­cho­dzi do nie­go w burzy czy wichu­rze, ale w „łagod­nym powie­wie” (1 Krl 19,5–14).
Sły­szy­my też, że Duch „wie­je, kędy chce”, nie zapa­nu­je­my nad Nim, może­my jedy­nie przy­jąć Jego nadej­ście. W tym kon­tek­ście może lepiej było­by powie­dzieć „deli­kat­ny podmuch”. Ten ruch Ducha ma jed­nak za każ­dym razem wła­ści­wo­ści inne­go cha­rak­te­ru wia­tru. Potra­fi „prze­nik­nąć” tak, że czło­wiek czu­je nie­mal do szpi­ku kości, iż życie trze­ba upo­rząd­ko­wać, że jest wezwa­ny do kon­kret­ne­go dzia­ła­nia, do speł­nie­nia wyzna­czo­nej misji, wier­no­ści powo­ła­niu.
W dniu Zesła­nia Ducha Świę­te­go sły­szy­my nie­mal „szum z nie­ba”, któ­re­mu towa­rzy­szą „języ­ki jak­by z ognia”, „wiatr”, któ­ry wni­ka głę­bo­ko w prze­ży­cia czło­wie­ka, daje odwa­gę, pozwa­la zro­zu­mieć świat i miłość Boga do czło­wie­ka, jest samo­udzie­le­niem się Boga.
Mam nadzie­ję, że wyja­śni­łem dro­gę moje­go pozna­wa­nia Ducha Świę­te­go z kart Biblii. Widać jasno, że On może osu­szyć łzę, popchnąć do pozy­tyw­ne­go dzia­ła­nia lub powstrzy­mać – podob­nie jak się idzie z wia­trem lub pod wiatr, ale może też obró­cić o 180 stop­ni, prze­war­to­ścio­wać, a cza­sem znisz­czyć – jeśli Mu pozwo­li­my uni­ce­stwić wszyst­ko, co do Boga nie pro­wa­dzi.
Ale to prze­cież dopie­ro począ­tek. Moż­na się­gnąć do Kate­chi­zmu Kościo­ła Kato­lic­kie­go, prze­czy­tać ency­kli­kę Jana Paw­ła II Domi­num et vivi­fi­can­tem, przej­rzeć licz­nie wyda­wa­ne mate­ria­ły przy­go­to­wu­ją­ce mło­dzież do Sakra­men­tu Bierz­mo­wa­nia. To wszyst­ko jed­nak nie spra­wi, że ktoś „zacznie słu­chać na odpo­wied­niej czę­sto­tli­wo­ści”, trze­ba oso­bi­ste­go spo­tka­nia, a bez woli Ducha Świę­te­go ono nie nastą­pi. I tak – moż­na powie­dzieć – koło się zamy­ka. Wra­ca­my do pyta­nia: jak komuś, czy wręcz sobie zapew­nić prze­ży­cie Obec­no­ści, Dzia­ła­nia Ducha Boże­go?
Odpo­wiedź jest dość pro­sta, chy­ba też wszyst­kim zna­na – pro­sić. Trze­ba spulch­niać gle­bę swe­go ser­ca przez włą­cza­nie się w nurt życia, jaki Chry­stus pozo­sta­wił w Sakra­men­tach Świę­tych, a zwłasz­cza we Mszy Świę­tej, trze­ba orać i bro­no­wać wytrzy­mu­jąc po kil­ka­na­ście minut na ado­ra­cji, przy pro­stym uświa­da­mia­niu sobie, że „bez Nie­go nic nie może­my uczy­nić”. Trze­ba też uni­kać naj­więk­sze­go błę­du, gdy szcze­rze pra­gnie­my zbli­żyć się do Boga – nie wol­no ocze­ki­wać, że się będzie czu­ło wia­rę. Wia­ra jest decy­zją, pisał też o tym Leopold Staff:
Kto szu­ka Cię, już zna­lazł Cie­bie.
Moż­na wymie­niać lita­nię spraw, w któ­rych bez Ducha Świę­te­go na pew­no nie damy rady, ale może powiedz­my to samo w nie­co inny spo­sób.
Aby się dobrze modlić – trze­ba Go pro­sić o tę łaskę (dobra modli­twa to nie­ko­niecz­nie ta, któ­ra daje satys­fak­cję: ale się wymo­dli­łem).
Aby się nawró­cić – trze­ba od Nie­go przy­jąć dar nawró­ce­nia.
Aby szcze­rze żało­wać – potrzeb­ny jest dar żalu; aby się popra­wić – koniecz­na jest pomoc z nie­ba i nad­przy­ro­dzo­ne umoc­nie­nie naszych sta­rań.
Aby zro­bić coś dobre­go – trze­ba bła­gać, aby Duch Świę­ty dawał nam pomy­sło­wość, roz­trop­ność i wytrwa­łość (przy­po­mnij­my sobie tak wie­le spraw dobrych, któ­re nam się nie uda­ły – czy pro­si­li­śmy o pomoc z nie­ba?).
Każ­dy codzien­nie może dopi­sać kolej­ne aka­pi­ty tej lita­nii.
Moż­na oczy­wi­ście zapi­sać inną lita­nię: porów­nań, któ­re poma­ga­ją zro­zu­mieć Oso­bę Ducha Świę­te­go.
Moż­na nazy­wać Ducha Świę­te­go nie­wi­dzial­nym Przy­ja­cie­lem; kie­dyś tak o Duchu Świę­tym pomy­śla­łem, gdy ktoś zdzi­wio­ny moją śmia­łą wypo­wie­dzią zapy­tał: „kto za Tobą stoi”; a zatem Duch Świę­ty to takie nad­przy­ro­dzo­ne „ple­cy”.
Szu­kaj­my dalej dróg pozna­wa­nia dzia­ła­nia Ducha Świę­te­go i módl­my się wza­jem­nie, aby to było wspie­ra­ne przez Nie­go.

ks. Zbi­gniew Kapłań­ski