Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (8)

W domu grzesznika


Ks. Pra­łat Prof. dr hab. Edward Sta­niek

Jezus ujrzał czło­wie­ka sie­dzą­ce­go w komo­rze cel­nej, imie­niem Mate­usz, i rzekł do nie­go: „Pójdź za Mną!”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus sie­dział w domu za sto­łem, przy­szło wie­lu cel­ni­ków i grzesz­ni­ków i sie­dzie­li wraz z Jezu­sem i Jego ucznia­mi. Widząc to, fary­ze­usze mówi­li do Jego uczniów: „Dla­cze­go wasz Nauczy­ciel jada wspól­nie z cel­ni­ka­mi i grzesz­ni­ka­mi?” (Mt 9,9–11).
Jezus powo­łał cel­ni­ka do gro­na Dwu­na­stu. Ten zapro­sił Mistrza do swe­go domu na ucztę poże­gnal­ną z kole­ga­mi po fachu. Zosta­ło to bar­dzo nega­tyw­nie przy­ję­te przez fary­ze­uszy, któ­rzy nie wcho­dzi­li nigdy do domu cel­ni­ka, aby zasiąść przy jego sto­le. Mogli wcho­dzić zała­twiać finan­so­we inte­re­sy, ale cel­ni­ków trak­to­wa­no zawsze jako grzesz­ni­ków.
Ta sce­na w Ewan­ge­lii jest waż­na z punk­tu widze­nia komu­ni­ka­cji ucznia Jezu­sa z grzesz­ni­ka­mi. Jeśli prze­kra­cza­ją próg domu grzesz­ni­ka, i zasia­da­ją z nim do sto­łu, to mogą to uczy­nić tyl­ko w tym celu, aby mu pomóc wyjść z grze­chu. Jeśli zaś czy­nią to po to, aby razem z nim grze­szyć, to roz­sta­ją się z Jezu­sem. Grzesz­nik prze­cią­ga w swój świat, aby razem z nim cho­ro­wał chrze­ści­ja­nin. Grzech jest zawsze cho­ro­bą. Tak do grze­chu pod­cho­dził Jezus.
Jezus przy­po­mi­na: Nie potrze­bu­ją leka­rza zdro­wi, lecz ci, któ­rzy się źle mają. Idź­cie i sta­raj­cie się zro­zu­mieć, co zna­czy: Chcę raczej miło­sier­dzia niż ofia­ry. Bo nie przy­sze­dłem aby powo­łać spra­wie­dli­wych, ale grzesz­ni­ków (Mt 9,12n).
Kto razem z Jezu­sem wej­dzie do domu cel­ni­ka Mate­usza, ten winien odpo­wie­dzieć sobie na pyta­nie: Jak czę­sto wcho­dzi do domu grzesz­ni­ka i w jakim celu to czy­ni? Jeśli wcho­dzi, aby z nim grze­szyć, prze­sta­je być uczniem Jezu­sa i nosi w sobie wiru­sy jego grze­chu. Jeśli otwie­ra wła­sne drzwi grzesz­ni­ko­wi, też winien wie­dzieć, że przy­cho­dzi do nie­go czło­wiek cho­ry i może zaka­zić nie tyl­ko jego, ale i domow­ni­ków.
Zarów­no wej­ście do domu inne­go czło­wie­ka, jak i zapro­sze­nie go do swo­je­go, jest brze­mien­ne w kon­se­kwen­cje. Jeże­li szu­ka­my zdro­wych ducho­wo, to Jezus jest z nami. Jeże­li szu­ka­my towa­rzy­stwa cho­rych ducho­wo, tra­ci­my wła­sne zdro­wie i kon­takt z Jezu­sem.
Spo­tka­nie z cel­ni­kiem Mate­uszem odsła­nia jesz­cze jeden waż­ny wymiar Ewan­ge­lii. Jezus zna ser­ca ludzi i potra­fi dostrzec nawet wśród grzesz­ni­ków ludzi spra­wie­dli­wych, któ­rych stać na wędro­wa­nie ewan­ge­licz­ną dro­gą i na cał­ko­wi­te poświę­ce­nie się prze­po­wia­da­niu Dobrej Nowi­ny. Powo­ła­nie cel­ni­ka na Apo­sto­ła jest zna­kiem, że uzdro­wie­nie ducha nie tyl­ko jest moż­li­we, ale ten cho­ry może zostać dobrym leka­rzem uzdra­wia­ją­cym innych. Mate­uszo­wi zawdzię­cza­my jed­ną z Ewan­ge­lii, a przez nią Jezus leczy w Koście­le ducho­wo wie­lu w każ­dym poko­le­niu.
Kto­kol­wiek chce dobrze odczy­tać Ewan­ge­lię Mate­usza, musi się z nim spo­tkać w jego domu, bo w nim pozna­je­my jego podej­ście do Jezu­sa i spoj­rze­nie Jezu­sa na grzesz­ni­ków. Czy­ta­nie Ewan­ge­lii jest zawsze spo­tka­niem z Jezu­sem i z auto­rem, któ­ry o Nim pisze. Dobra zna­jo­mość auto­ra księ­gi natchnio­nej to waż­ny waru­nek jej wła­ści­we­go odczy­ta­nia.