Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (9)

Śmierć w domu Jaira


Ks. Pra­łat Prof. dr hab. Edward Sta­niek

Gdy Jezus powró­cił, tłum przy­jął Go z rado­ścią, bo wszy­scy Go wycze­ki­wa­li. A oto przy­szedł czło­wiek, imie­niem Jair, któ­ry był prze­ło­żo­nym syna­go­gi. Upadł Jezu­so­wi do nóg i pro­sił Go, żeby zaszedł do jego domu,. Miał bowiem cór­kę jedy­nacz­kę, liczą­cą oko­ło dwu­na­stu lat, któ­ra był bli­ska śmier­ci (Łk 8,40–42).
Jair zgło­sił się do Jezu­sa w godzi­nach ago­nii swej cór­ki i pro­sił Go o jej ule­cze­nie. Jezus zde­cy­do­wał się wejść do jego domu i uzdro­wić cór­kę. Jair wie­dział, że cen­na jest każ­da minu­ta. Po dro­dze jed­nak kobie­ta cho­ra na krwo­tok dotknę­ła Jezu­sa z wia­rą i zosta­ła ule­czo­na. Spo­tka­nie z nią opóź­ni­ło wej­ście do domu Jaira. Jezus potrak­to­wał to prze­dłu­że­nie ocze­ki­wa­nia jako test wia­ry ojca.
Przy­szedł ktoś z domu prze­ło­żo­ne­go syna­go­gi i oznaj­mił: „Two­ja cór­ka umar­ła, nie trudź już Nauczy­cie­la!”. Lecz Jezus, sły­sząc to, rzekł: „Nie bój się! Wierz tyl­ko, a będzie oca­lo­na”. Gdy przy­szedł do domu, nie pozwo­lił niko­mu wejść z sobą, poza Pio­trem, Jaku­bem i Janem oraz ojcem i mat­ką dziec­ka. A wszy­scy pła­ka­li i zawo­dzi­li nad nią. Lecz On rzekł: „Nie płacz­cie, bo nie umar­ła, tyl­ko śpi”. I wyśmie­wa­li Go, wie­dząc, że umar­ła. On zaś, ująw­szy ją za rękę, rzekł gło­śno: „Dziew­czyn­ko, wstań!”. Duch jej powró­cił, i zaraz wsta­ła. Pole­cił też, aby jej dano jeść. Rodzi­ce jej osłu­pie­li ze zdu­mie­nia, lecz On przy­ka­zał im, żeby niko­mu nie mówi­li o tym, co się sta­ło (Łk 8,49–56).
Cór­ka Jaira liczy­ła dwa­na­ście lat, czy­li wcho­dzi­ła już w doj­rza­łe życie. Każ­dy dom chrze­ści­ja­ni­na powi­nien być przy­go­to­wa­ny na cho­ro­bę dziec­ka. Rodzi­ce zna­ją godzi­nę naro­dzin dziec­ka, ale o godzi­nie jego odej­ścia do wiecz­no­ści decy­du­je Bóg. Każ­da śmierć dziec­ka jest głę­bo­kim prze­ży­ciem dla rodzi­ców i domow­ni­ków. Jeśli dziec­ko jest nie­ule­czal­nie cho­re, wów­czas ta godzi­na jest uwol­nie­niem i rado­ścią, że dziec­ko już nie cier­pi. Jeśli jed­nak śmierć jest nagła, roz­sta­nie bar­dzo boli.
Dla ucznia Jezu­sa jest to godzi­na bli­skie­go spo­tka­nia z Nim. Wów­czas moż­na z Jezu­sem poroz­ma­wiać, sta­wia­jąc Mu pyta­nie: Jaki jest sens takie­go cier­pie­nia dla rodzi­ców i dla dziec­ka? Tyl­ko Jezus umie na to pyta­nie odpo­wie­dzieć. Zawsze jest to roz­mo­wa opar­ta na wie­rze. Jezus wzy­wa ojca: „Nie bój się, wierz tyl­ko”. Cza­sem może spra­wić cud tak, jak to uczy­nił w domu Jaira. Cór­ka zosta­ła przy­wró­co­na do życia docze­sne­go. Czę­ściej rodzi­ce cudu nie oglą­da­ją, ale w duchu wia­ry odkry­wa­ją szan­sę spo­tka­nia z dziec­kiem w wiecz­no­ści. Jezus bowiem wyja­śnia, że dziec­ko jest Mu potrzeb­ne w domu Ojca. Odtąd ono cze­ka na rodzi­ców, aby im podzię­ko­wać za życie i powie­dzieć, że jest szczę­śli­we od chwi­li śmier­ci.
Godzi­na cier­pie­nia z powo­du roz­sta­nia z dziec­kiem jest wpi­sa­na w Ewan­ge­lię. Każ­dy ojciec i każ­da mat­ka, jeśli sto­ją nad łożem cho­re­go dziec­ka, win­ni odna­leźć się w domu Jaira oraz poroz­ma­wiać z nim, z jego żoną, z wskrze­szo­ną cór­ką, a przede wszyst­kim z Jezu­sem. Cho­ro­ba dziec­ka jest bar­dzo waż­nym wyda­rze­niem w domu. Szczę­śli­wi ci, któ­rzy zapra­sza­ją do sie­bie Jezu­sa, aby On dotknął dziec­ka, a przede wszyst­kim dotknął serc rodzi­ców i rodzeń­stwa. Jezus zawsze czy­ni to z wiel­ką miło­ścią.