Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ks. bp Albin Małysiak we wspomnieniach

Syn Maryi

Z ks. bp. Janem Szko­do­niem, bisku­pem pomoc­ni­czym Archi­die­ce­zji Kra­kow­skiej, roz­ma­wia Mał­go­rza­ta Pabis

Jak w pamię­ci Księ­dza Bisku­pa zapi­sał się śp. bp Albin Mały­siak?
Bisku­pa Albi­na pozna­łem w 1969 r., będąc dia­ko­nem. Od 1988 r., jako biskup pomoc­ni­czy archi­die­ce­zji kra­kow­skiej, spo­ty­ka­łem się z nim na co dzień i w wie­lu róż­nych sytu­acjach współ­pra­co­wa­li­śmy. Muszę wyznać, że wie­le nauczy­łem się od ks. bp. Albi­na. Sam będąc bisku­pem mogłem jesz­cze bar­dziej doświad­czyć jego otwar­to­ści, wraż­li­wo­ści na ludz­kie potrze­by.
Śp. ks. bp Albin miał wro­dzo­ną łatwość kon­tak­tów z ludź­mi. Dla nie­go nie było pro­ble­mu, aby pod­jąć dia­log czy to z poje­dyn­czym czło­wie­kiem, czy z gru­pą ludzi, czy wresz­cie z szer­szą rze­szą. Ta wro­dzo­na łatwość kon­tak­tu i wraż­li­wość na czło­wie­ka poma­ga­ły mu speł­niać jego chrze­ści­jań­skie i kapłań­skie zada­nia. Sam widzia­łem, że inte­re­so­wał się pro­sty­mi ludz­ki­mi spra­wa­mi: czy ludzie mają gdzie miesz­kać, co jeść, czy mają pra­cę i środ­ki do kształ­ce­nia dzie­ci. Już samo to, że pytał o te spra­wy ludzi, im poma­ga­ło. Czę­sto pod­czas wizy­ta­cji kano­nicz­nych pytał o róż­ne spra­wy pro­bosz­cza, kapła­nów, uwraż­li­wiał ich na potrze­by wier­nych. Zawsze inte­re­so­wa­ło go to, czy w para­fii dzia­ła zespół cha­ry­ta­tyw­ny. Czę­sto o pomo­cy cha­ry­ta­tyw­nej roz­ma­wiał z oso­ba­mi odpo­wie­dzial­ny­mi w die­ce­zji. On wciąż szu­kał nowych spo­so­bów, by poma­gać ludziom.
Był wraż­li­wy nie tyl­ko na bie­dę mate­rial­ną, ale tak­że ducho­wą. Wiem, że zawsze był w sta­nie spo­tkać się z czło­wie­kiem, poroz­ma­wiać, wysłu­chać, pomóc zna­leźć dobre roz­wią­za­nie. To było jego szcze­gól­ne miło­sier­dzie.
Biskup Albin był nie­zwy­kle pra­co­wi­tym czło­wie­kiem…
To praw­da – jesz­cze w 2010 r. bierz­mo­wał, jeź­dził na wizy­ta­cje. Potem był już bar­dzo sła­by, ale mając 93 lata pra­co­wał jesz­cze jak „czyn­ny” biskup.
Z cze­go to wyni­ka­ło, że nigdy nie miał cza­su na odpo­czy­nek, że żył z kalen­da­rzem w ręku i wciąż zapi­sy­wał nowe zada­nia?
Z potrze­by kapłań­skie­go ser­ca. On do koń­ca chciał dzie­lić się z inny­mi tym, co otrzy­mał od Pana Boga – łaską świę­ceń kapłań­skich i bisku­pich. On potrze­bo­wał ludzi i czę­sto bole­śnie prze­ży­wał swo­ją samot­ność. Zwłasz­cza w ostat­nim roku było mu cięż­ko, gdyż nie mógł spo­ty­kać się z kapła­na­mi. Sta­ra­łem się do nie­go tele­fo­no­wać codzien­nie, ale kie­dyś mi się to nie uda­ło. Wte­dy on zadzwo­nił do mnie z wyrzu­ta­mi, krzy­czał wręcz: Nie inte­re­su­jesz się mną, nie zadzwo­ni­łeś do mnie! Innym razem powie­dział mi tro­chę z żalem, że wczo­raj nie było do nie­go żad­ne­go tele­fo­nu i w tym rów­nież była nuta smut­ku. Te sło­wa były dla mnie jak wyrzut sumie­nia.
Cza­sem widzia­ło się bar­dzo zmę­czo­ne­go ks. bisku­pa Albi­na, ale chwi­lę póź­niej, gdy wcho­dził do kościo­ła, na jego twa­rzy nie pozo­sta­wa­ło już nic ze zmę­cze­nia.
Biskup Albin Mały­siak miał w sobie coś z tego, co cecho­wa­ło bł. Jana Paw­ła II. Ks. kar­dy­nał Sta­ni­sław Dzi­wisz czę­sto pod­kre­śla, że Ojciec Świę­ty kie­dy zoba­czył tłu­my, wów­czas wstę­po­wał w nie­go nowy duch. Taki sam był biskup Albin. Gdy zoba­czył ludzi, to, że na nie­go cze­ka­ją, że go potrze­bu­ją, że chcą go słu­chać, wów­czas zapa­lał się, z każ­dą minu­tą spo­tka­nia z czło­wie­kiem rósł w nim ogień.
Biskup Albin zna­ny był z tego, że lubił robić dow­ci­py. Wie­lu pod­kre­śla dziś to, że nawet umarł dopie­ro wów­czas, gdy zna­lazł się jego następ­ca – biskup zakon­nik.
To praw­da. Jego śmierć w dniu, gdy zosta­ły ogło­szo­ne dwie nomi­na­cje bisku­pie w Archi­die­ce­zji Kra­kow­skiej, to jak gdy­by biskup Albin chciał powie­dzieć: „Robię wam miej­sce”. Waż­ny jest jesz­cze fakt, że biskup, któ­ry miał w swo­im her­bie Mat­kę Bożą Czę­sto­chow­ską i sło­wa: „Ave Maria” odszedł do Pana w sobo­tę, któ­ra jest dniem maryj­nym, w świę­to Mat­ki Bożej Szka­plerz­nej. Choć bar­dzo prze­ży­wa­my jego stra­tę, cie­szy­my się, że Mary­ja zabra­ła swo­je­go syna do nie­ba.
Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.